Przyczajenie
Zarejestrowany: 2007-03
Wiadomości: 3
|
a miało być tak pięknie... :-((((((
Wychodzę za tydzień za mąż.
Nie mam z kim o tym pogadać, bo już nawet mój TŻ na słowo "ślub" dostaje białej gorączki... Może Wy mi coś poradzicie, a może któraś z Was przeszła to samo....? Co mam robić....?
Cała historia zaczęła się latem zeszłego roku, kiedy poinformowaliśmy moich rodziców, że chcemy się w październiku pobrać. Mój tata stwierdził że "nie przyjmuje tej daty do wiadomości" bo taki termin jemu nie pasuje - oczywiście nie uzyskaliśmy żadnego logicznego uzasadnienia. Kłótnie trwały do samego października, bo to w końcu moje życie i sama mam prawo decydować kiedy wezmę ślub? W odpowiedzi otrzymałam mały szantażyk "jeśli pobierzecie sie w tym roku, nie zobaczycie nas na ślubie". Ok. Przesunęliśmy datę na marzec (czyli od tej chwili to za 5 dni).
W styczniu znów usłsyzeliśmy że termin nie pasuje nie tylko moim, ale i jego rodzicom, ale tym razem sie postawiliśmy - w końcu jesteśy dorośli, i postawiliśmy na swoim. Ustalilismy datę w urzędzie.
Kiedy w styczniu doszło do spotkania naszych rodziców, jego rodzice zaczęli wrzeszczeć i płakać że nie bierzemy ślubu kościelnego. Usłyszeliśmy pod swoim adresem wiele obelg, że jesteśmy neiwdzięczni, no i "jesli nei będzie ślubu kościelnego to nic nei będzie", i przez kolejne kilka tygodni wymuszali to na nas - Że slub kościelny to nie nasza sprawa, i mamy mieć na uwadze to co oni chcą i mamy wziąc kościelny - nie zgodziliśmy się.
Gdy powiedzielismy, że nie chcemy wesela, tylko skromne przyjęcie dla najbliższych,bo chcemy pobrać się skromnie i po cichu, wybuchła ze strony jego rodziców kolejna awantura - że wesele jest nie dla pary młodehj tylko dla rodziny, że w ten sposób nie pozwolą poniżać swojej rodziny, że jesteśmy egoistami, że rodzinie należy sie szacunek, i że nei przyjmują do wiadomości naszej decyzji. Moi rodzice byli w tej sytuacji obojętni, aczkolwie też woleli nie robić wesela skoro nam to nei sprawi radości i nei lubimy tego typu imprez.
Kiedy po wielu dniach awantur w końcu udało im sie nas zmusisć do wesela które postanowili zorganoziwać rodzice, i usłyszeliśmy, że jeśłi chcemy zaprosić na wesele swoich znajomych, musismy sobie za nich sami zapłacić. w tym momencie trafił juz mnie szlag. Powiedzieliśmy wtedy że nie zapraszmay nikogo, bo z przyjaciółmi wolimy się bawić na jakiejś ekstra imprezie i postawić im kolację i zaserwowac wspólną imprezę, a nie z pijanymi wójkami i ciotkami przy disco polo. Wtedy zrobili nam wielką łaskę - że skoro jesteśmy tacy aspołeczni i już nie raz pokazaliśmy jakimi jesteśy egoistami - nie będą robić sobie przez nas wstydu przy rodzinie i postanowili zapłącić za wszystko do końca.
Teraz w dodatku wszystkim zachciało się tradycji. Moja matka płacze że do śłubu chcę wyjśc z moim TŻ z naszego domu (mieszkamy razem już rok) a nie z domu rodzinnego - nasi rodzice wymyśleli sobie, że mój TŻ ze swoją rodziną przyjedzie po mnie do mojego rodzinnego miasteczka i stamtąd pojedziemy do urzędu stanu cywilnego. Nie zgodziłam się. W tym ślubie nie ma nic tradycyjnego. W dodatku jego rodzice sądzą, że ślub "to zwykła nic nie znacząca legalizacja, bo tak na prawde to liczy się wesele a nie sama ceremonia".
I wiecie co... tak na prawdę nikogo nie obchodzi, ze my się po prsotu kochamy, że chcemy się PO PROSTU POBRAĆ bez odstawiania żadnych cyrków i ceregieli. Nikogo to nie obchodzi. Cały czas coś na nas wymuszają, płącząc przy tym i grając na naszych uczuciach.
Dzisiaj jadę do moich rodziców, powiedzieć, że z moim TŻ wychodzimy do śłubu z naszego domu, i ze będzie nam bardzo miło, jeśli wszyscy zainteresowani przyjadą do nas do domu, i stamtąd pojedziemy do urzędu. Co o tym sądzicie? My chcemy po prostu te najlepsze chwile być ze sobą, nie z rodzicamy z którymi spędziliśmy 20 lat! Chcę się stresować przy nim, przy nim chce otrzeć łezkę radości, a nie przy babci, cioci i wójku. Poza tym takie jeżdżenia po pannę młodą chyba mija się z celem skoro od dawna już meiszkamy razem....?
Dziewczyny, powiedzcie coś, bo jestem na skraju załamania nerwowego. Wczoraj znów była awantura u moich teściów. Dowiedziałam się ze jestem bezczelna i ich nei szanuję, bo chcę postawić na swoim. tylko nikt nie pamięta, ze całyc zas ktoś nas do czegoś zmusza.....
Zawsze wyobrażałam sobie śłub jako najpiękniejszy dzień w życiu.... a teraz chce to mieć juz po prostu za sobą , mam dość........ i nawet żałuję że kupiłam sukienkę....
|