Raczkowanie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 32
|
Czy ja jestem nienormalna, czy dobieram sobie złych znajomych?
Witam, mam problem, z którym nie mogę sobie sama poradzić, prosze o porady. Sama jestem już rozdarta i nie wiem co robić.
Aby dobrze nakreślić sytuację, muszę opowiedzieć wszystko od początku, czyli cofnąć się o jakieś 4 lata, kiedy zaczynałam studia. Generalnie, chodzi o mojego bliskiego kolegę... Wtedy, 4 lata temu, byliśmy tylko znajomymi ze studiów. Jeszcze wtedy nie mielismy bliskich relacji, raczej tylko znajomi. On wtedy był w związku z moja koleżanką, raczej oboje się razem trzymali, ja od czasu do czasu z nimi pogadałam, raczej zadawałam się z grupką innych ludzi. On wtedy nie był dla mnie nikim ważnym, znajomym ze studiów, czasem trochę się ze mnie naśmiewał nawet i moich tamtejszych koleżanek. Po prostu taki był, dziewczyna ubrała spódniczkę czy różową bluzkę i dla niego to był powód, do wysmiewania kogoś, od razu chyba myślał, że taka osoba musi być tępa. Później, wraz z upływem czasu, kiedy kolejni ludzie odpadali ze studiów, rezygnowali sami lub nie zdawali, jakos bardziej zakolegowałam sie z tym człowiekiem. Wmiędzyczasie zerwali ze swoja dziewczyną (ona go rzuciła, on to bardzo przezyl), zaczął mnie lepiej traktować, chyba trochę wydoroślał, nikogo juz nie wysmiewal, stał sie nawet normalny. Poznałam go lepiej, polubiłam on mnie tez i w koncu utworzylismy paczke wlasnych znajomych, ale to z nim miałam najwiekszy kontakt.
Można by powiedzieć, że wszystko było ok. On zawsze mi sie wydawał jednak trochę dziwny - w wakacje nigdzie nie wyjeżdżał, cały czas siedział w domu, myslałam, ze tak odreagowuje rozstanie z tą dziewczyną, generalnie z jednej strony stronił od kontaktów z ludźmi, z drugiej jednak, jak z kims rozmawiał nie wydawał sie niesmiały, raczej otwarty i wygadany. Czasem moze nawet za bardzo bezpośredni. Z tamt,a dziewczyną rozstanie przeżył bardzo - najpierw chcial się zabijać, tylko ja o tym wiedziałam, ona nie, więc nie był to szantaż, ale on sobie z tym nie radził, póxniej uznał, że jest tchórzem i nie zrobi tego ale wolałby sie nie urodzić. Potem chcial rzucać studia. Jednak znajomi i ja przekonaliśmy go, że nie warto, jest najlepszym studentem na roku, ma duzo do stracenia. Nie chciał jednak żadnej pomocy, kiedy wspominałam o psychologu reagował agresją, nawet ode mnie nie chciał pomocy - mówił mi wielokrotnie, żebym innym pomagała on tego nie potrzebuje, wręcz krzyczał. Wiem, że pomoc by mu sie przydała, ale za rękę do psychologa go nie zaprowadzę przecież...
Wszystko zaczeło się psuc między nami od tego roku. On przestawał mieć ochotę na rozmowy, uznal, że nie potrzebuje za duzo kontaktów z ludzmi, że męczą go. z czasem ja miałam pretensje, bo wtedy bylismy przyjaciolmi, a tu sie okazuje ze przyjacielowi nie mogę sie z niczego zwierzyc, nie mogę się wyżalić, bo on kontaktow z ludzmi nie potrzebuje... troche czulam sie zlekcewazona i odrzucona. W koncu on stwierdzil, ze lepiej by bylo gdybym poszukala sobie innych znajomych, bo on nie spelnia moich oczekiwan, ze ja potrzebuje przyjaciolki, ktorej moge sie wygadac a on nie chce miec duzo kontaktów z ludźmi. Nie lubi czestych rozmow. Z początku myslałam, ze chce sie mnie pozbyć... spytałam, czy chce przestac się ze mną zadawac, A on odpowiedział, że nie, że jestem dla niego ważniejsza niż wiekszosc osób na roku, ze w ogóle uwazal mnie za najwazniejsza kolezanke, ze chce się ze mną zadawac, ale ze wie, ze nie spelnia moich oczekiwan, ze ja będę nieszczesliwa, ze będą nieporozumienia.
Wzięło się to też od ostatniego naszego spotkania na piwie po sesji - on powiedzial, ze nastepne spotkanie moze około polowy sierpnia, bo on będzie teraz czytal trylogie jakąś i skladal modele, w domu, nie ma zamiaru w ogóle wychodzić (poltora miesiaca!!). Wtedy mi było trochę przykro, bo jak to wakacje są, ludzie się bawią, a on nie moze sie spotkac do polowy sierpnia, tylko caly czas będzie ślęczeć w domu? Ja rozumiem, ze są ludzie, ktorzy lubia spedzac czas sami ze sobą, ale bez przesady, no na litosc boską, są wakacje! Półtora miesiąca siedzieć w domu? Stąd kolejna kłótnia - ja chciałam mu pomóc, chcialam spytać, czemu sie tak zachowuje, czy zawsze taki byl, czy coś wplynęlo na jego zachowanie, ze nie ma ochoty z ludźmi rozmawiać już do tego stopnia, ze spotkanie z czlowiekiem jakimkolwiek raz na 2 miesiące mu wystarcza - on oczywiscie sie wkurzyl i znowu krzyki, ze on nie chce pomocy, nie potrzebuje, zebym komus innemu pomagała a nie jemu, ze on taki jest i sie nie zmieni, ze jak mi nie pasuje to moge do innych znajomych isc, ze jemu tak jest dobrze... Potem znowu gadanie, ze jemu zalezy, ze jestem dla niego bardzo wazna osobą, ale on mnie nie zadowoli, bo jestesmy innymi ludźmi. Ze moze lepiej dla mnie jakbym z kims innym sie zadawała.
Nie wiem co robić jest mi przykro. Po 4 latach znajomosci nagle dowiaduje się, że on taki jest? Że nie lubi kontaktów z ludźmi, że raz na 2 miesiące mu wystarcza itp? Czy naprawdę można byc takim człowiekiem, mozna mieć taki charakter, czy on może mieć jakies problemy (wewnętrzne, ze swoja psychiką?) Powiem szczerze, ze tez obawiam się o siebie bo niedawno, zauwazylam, ze mi na nim za bardzo zalezy, moze nawet nie jak na koledze, ale nigdy tego nie okazywałam i on o tym nie wie. A tu teraz nagle, akurat w tym momencie dowiaduję się, że mamy zakonczyc znajomość, bo on jest taki, ze nie chce innych ludzi... Juz nawet nie chodzi o moje uczucia - bo mi one przejdą. Ale coś jest nie tak, nie wiem co robić, czy on potrzebuje pomocy? Ale nawet jesli tak i tak nie da rady mu pomóc, bo on nie chce. Na siłę go za rękę nigdzie nie zaprowadzę. co byscie zrobiły w takiej sytuacji? Ja nie chce na siłę nikomu oferować pomocy ani nic. Po prostu mi jest ciężko, nie wiem sama co mam robić, kurcze, czuję sie beznadziejnie, chyba sama zaczynam przez to wszystko popadać w jakiegoś dola ;(
|