Ok, to może znowu ja Was trochę pomęczę:P
Tak jak pisałam wczesniej w tym miesiacu z chlopakiem wspołzylam tylko raz, teoretycznie gumka sprawdzona, aczkowiek warunki były dosyc polowe, moze cos nam umknelo...( 25 lub 26 lipca)
Nastepnie 2 lub 3 sierpnia dostalam brazowo krwistych plamien, ktorych nie nazwalabym raczej okresem, ktorego spodziewalam sie w okolicach 8 sierpnia. Okresu z prawdziwego zdarzenia do tej pory nie ma. Przez ten czas spłukałam sie totalnie na testach ciazowych domowych, z ktorych kazdy wychodzil negatywny;p Praktycznie kazdy zrobiony z porannego moczu, nawet specjalnie pilam malo wieczorem przed, zeby mocz nie był rozrzedzony. W sumie był jeden na ktorym po kilku gdzinach ujrzałam druga kreske, ktora pozniej znikneła... zakładam ze zaszły jakies reakcje chemiczne
Zrobiłam w koncu bete w ten piatek (16.08) wynik: <0,1 czyli negatywny. Juz zaczynam sobie wkrecac ze ktos pomylil probowki
I teraz pytanie.. spokojnie czekac na okres, pogodzic sie z tym, ze okres nie nadejdzie w tym cyklu i wypatrywac go w nastepnym czy dalej isc w zaparte w testy? Dodam, że w tym momencie nie mam kasy ani mozliwosci umowic sie na wizytę do ginekologa... moze cos we wrzesniu dopiero.