Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - Wypominanie wszystkiego przez partnera.
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2013-10-03, 10:41   #1
patoonya66
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-06
Wiadomości: 28

Wypominanie wszystkiego przez partnera.


Cześć Kochane Kobietki !
Piszę, bo jak zapewne wiele z Was tutaj mam naprawdę cholerny problem. taaaak, chodzi o mojego faceta. Już piszę dlaczego. Otóż wczoraj po raz kolejny wydarzyła się kłótnia taka, że szkoda gadać... Ale od początku. Od dwóch lat mieszkamy razem. W małej miejscowości gdzie cholernie ciężko o pracę i dojazd gdziekolwiek. No cóż, czasami tak jest. On pracuje w Warszawie i póki zarabia na mnie i na siebie. Dlaczego ? Bo na samym początku ustaliliśmy, że ja zajmę się domem a on będzie pracował. Chciałam i chcę iść do pracy, bo nie chcę być zależna od kogoś, ale w domu mieliśmy wielki remont, ciągle coś wypadało, czym ja się praktycznie zajmowałam sama. Doglądałam wszystkiego czego się dało, by tylko było ok. Póki co udawało mi się, było cacy. Aż do pewnego stopnia... Wczoraj kłótnia wybuchła z jego notorycznie powtarzającego się zachowania. Może to głupie... Ale chodzi o seks. Tak. Do seksu ja muszę wychodzić z inicjatywą, prawie codziennie słyszę, że jest zmęczony i chce spać. Chcę zaznaczyć, że ja rozumiem zmęczenie i szanuję to... Ale gdy on miał urlop 3 tygodniowy i siedział sobie cale dnie na rybach z kolegami też był zmęczony :/ W końcu powiedziałam DOŚĆ i powiedziałam mu, że wszystko wskazuje na to, że on zwyczajnie kogoś ma na boku. Zaczął się burzyć i mówić, że nikogo nie ma, że nic z tego co myślę... Pytam go "Masz w ogóle ochotę na seks?" on do mnie, że tak. Więc ja pytam "To skoro masz ochotę, to dlaczego k***a ze mną nie uprawiasz?" Zamilkł... Ale chwilę później wydukał "A może pomyślałabyś, że twoje krzyki na mnie źle wpływają?" Jezu... moje krzyki, jakie moje krzyki jak to on wiecznie drze mordę a ja się w sobie zamykam i nie mogę z siebie nic wydusić??! Super, mega inteligentna odzywka. Spróbował znów mówiąc, że on nie wie skąd tak się dzieje a na koniec... najlepsze! Cytuję: "Bo ja wolę jak Ty mnie do tego zachęcasz"! Super, czyli, że co? Że mnie do tego nikt nie będzie zachęcał? Że jest tak egoistyczny, że nawet inicjatywa w seksie należy się tylko jemu ?! Zamknęłam się w łazience, usiadłam pod zlewem i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić... Gdy wyszłam, powiedziałam, że jest leniwy w sprawach intymnych i że nie ma tak, że każdy będzie mu tylko dogadzał... No i się zaczęło. Stanął blisko mnie i zaczął krzyczeć, że to ja jestem leniwa, że śpię do 10tej rano, że siedzę godzinami w internecie i oglądam jakieś gówna, że nie szukam pracy, że nie robię dosłownie nic i cytując jego: "Siedzisz całym dniami na dupie i pierdzisz w stołek!" Każdego dnia gdy on wraca do domu ma ugotowany obiad niekoniecznie taki na jaki mam chęć, jest czysto, schludnie. Sama jestem czystą osobą i lubię ład w bieliźnie, szafkach i kiedy ja sprzatam swoje rzeczy robię to też z jego rzeczami. Sama o siebie dbam, staram się być umalowana, kobieco ubrana, pachnąca. Minę fakt, że on jak wróci do domu zostawia WSZĘDZIE za sobą straszny bałagan. Kubki, talerze, skarpetki, ciuchy, papiery, pieczątki, śmieci. Prosiłam tysiące razy by szanował to, że w domu sprzatam i też pracuję, bo mam duży dom i ciężko mi go jednej samej utrzymać w pełnym porządku. Wkurzył się i zaczął mi mówić, że taka praca to nie praca. I zaczął mi wytykać wszystko co od niego dostałam, że nie jestem w ogóle wdzięczna, że nic nie szanuję, nic nie doceniam, że on dba żebym ja chodziła dobrze ubrana a on sobie ostatnio kupił pasek do spodni kupionych 5 lat temu! Kochane wizażanki, schemat na zakupach jest ciągle taki sam. Gdy on zobaczy coś damskiego namawia mnie uparcie, żebym to wzięła, zmierzyła, żebym miała. Mówię do niego cicho po 100 razy, że nie chcę, ale zaczyna w pewnym momencie być tak upierdliwy, że ludzie zaczynają się wokół oglądać a ja zmieszana i bez chęci na zakupy wychodzę po prostu ze sklepu. Nie namawia mnie na rzeczy, które mi się nie podobają, bo są ładne i z chęcią bym je nosiła, ale ja po tylu wypominaniach nie chcę nic. Naprawdę nic. Kiedy wyjdę zdenerwowana ze sklepu drze gębę, że chciał mi sprawić przyjemnośc a ja tego nie doceniam, że nie mam klasy, stylu, nic. Więc zazwyczaj mu mówię, że skoro ja nie mam klasy i stylu niech znajdzie taką, która ma. Że wcale za nim wyć nie będę. Mówi, że nie chce innej, że go poniosło, bla bla bla. I czasami, lecz rzadko po prostu mu ulegam i idziemy kupić daną rzecz, by nie robił wojen. Ale później zaczynają się właśnie takie wypominania. Zwyczajnie jest mi przykro, gdy słyszę takie rzeczy. Już takie huśtawki w rozmowach mnie rozwaliły doszczętnie. Wczoraj miara też się przebrała gdy po jego wypominkach wyrzuciłam do kosza karty rabatowe z pewnego sieciówkowego sklepu, z których miałam skorzystać. Zaczął mnie obrażać, że jestem zerem, że nie doceniam nic, że jestem leniwa i że ma nadzieję, że kiedyś ktoś tak mnie kopnie w dupę, że się nie pozbieram. Spakowałam się. Zadzwoniłam i powiedziałam, że w domu nie zrobię kompletnie nic, że mam już to w dupie i że niech sobie radzi już tak jak ma na to ochotę. Oczywiście usłyszałam żałosne, że to wszystko i tak moja wina a jego tylko poniosło. Fajnie, ja winna a on czysty. Po raz pierwszy w życiu po tylu akcjach powiedziałam wczoraj do niego "spier.....j" bo miałam dość. Wielce się obruszył, wsiadł w samochód i pojechał. Wrócił po jakimś czasie ale tylko po to, żeby wylać swoje gorzkie żale. Jestem obecnie u kuzyna. Mam jeden mały pokój, ale jestem mega wdzięczna za pomoc i święty spokój. On dzwoni, prosi, bym wróciła. Ale ja jestem już załamana. I to totalnie. Zamknęłam się w sobie i choćbym chciała, nie potrafię się cieszyć na jego widok. Może to jest spowodowane tym, że emocje jeszcze nie opadły? Czuję się nic nie warta, poniżona, smutna. Po tylu słowach ja zwyczajnie doszłam do wniosku, że jestem zerem. Tak samotna jak teraz nigdy się nie czułam. Wiem, że muszę działać, bo wiecznie na tyłku siedzieć i płakać nie będę.. Ale teraz jest źle, jest bardzo źle. Nie mam ochoty nawet na posiłek, na nic. Przyszłam tu bo potrzebuję otuchy. Kilku ciepłych słów, choć internetowych. Sama sobie wczoraj obiecałam, że żadnemu facetowi już nie uwierzę. Prawie każdy z nich to frajer, umieją tylko kłamać i wymagać. Nie mówię, że DOSŁOWNIE każdy, ale tych normalnych jest albo coraz mniej albo to tylko już legenda, że są... Ciężko jest zebrać samej siłę, by jakoś żyć, bardzo ciężko... Poradźcie, napiszcie choć kilka ciepłych słów, dodajcie mi otuchy... Pozdrawiam ciepło.

Edytowane przez patoonya66
Czas edycji: 2013-10-03 o 11:16
patoonya66 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując