hej dziewczyny!
nadrobilam Was z 2och dni, ale sie do niczego nie odnosze, bo wszystko i tak juz nieaktualne
u mnie kicha... moja szefowa sie rozchorowala, lezala w szpitalu, miala wycinane kamienie z woreczka zolciowego, a to powiazalo sie z tym, ze ja w kawiarni bylam sama. brzuch zaczal mi twardniec, jakies takie tempe bole, ktore nie wiem do czego przypisac. mam nadzieje, ze jutro juz wroci do pracy, ale cala sytuacja zmusila mnie do podjecia decyzji o isciu na zwolnienie, jako, ze niestety nie mam warunkow w pracy odpowiednich dla mnie

szkoda, bo planowalam isc na zwolnienie dopiero okolo marca

mam nadzieje tylko, ze lekarka nie bedzie robila mi zadnych problemow w zwiazku z tym, ale ja po prostu nie jestem w stanie dluzej ryzykowac zycia mojego dziecka, nie po to tyle sie staralam o zdrowa ciaze, zeby stracic ja w tak glupi sposob.
we wtorek tez mialam tak niskie cisnienie, ze ledwo chodzilam, bodajze Kasiab tez miala taka sytuacje. kawa nie pomogla, a ja caly dzien chodzilam pijana. krecilo mi sie w glowie, przy kazdym schyleniu odplywalam. cisnienie 100/50. ja generalnie raczej niskie cisnienie mam, ale w ciazy to cisnienie mnie dobilo. no coz, mam tylko nadzieje, ze szefowa nie bedzie miala mi tego za zle, ale poniekad jest to jej wina, bo o ciazy mojej wiedziala od samiuskiego poczatku, a kogos na zastepstwo zaczela szukac dopiero co, a miedzy prawda a Bogiem bardziej ja szukalam kogos anizeli ona.

nie moge ryzykowac kolejnych nieplanowanych dostaw, zatkanych rur, chorob innych ludzi... to nie na moja glowe i nerwice...