Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - Facet z internetu- problem
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2013-12-31, 01:18   #2
ajah
wańka wstańka
 
Avatar ajah
 
Zarejestrowany: 2012-12
Wiadomości: 12 467
Dot.: Facet z internetu- problem

Cytat:
Napisane przez Wonderfulday Pokaż wiadomość
Witam bardzo serdecznie.
Jak w tytule, mam problem z chłopakiem którego poznałam w internecie. Znamy się od prawie dwóch lat, ale tak bliżej dopiero od roku.
Przez ten rok korespondowaliśmy bardzo dużo. Wydaje mi się, że osiągnęło to u mnie etap nawet miłości, mimo, że nie poznaliśmy się osobiście. Mieliśmy swoje plany, znaliśmy się bardzo dobrze, a tak mi się przynajmniej wydaje, że go dobrze poznałam. Był trochę dziwny i czasami się go aż bałam. Upodobania sadomasochistyczne, twierdzenie, że ma schizofrenię. Analizowałam nasze rozmowy z psychologiem i uznał, że styl jaki pisał, wypowiedzi, nie wskazują ani trochę, żeby to co mi mówił, było prawdą. Po prostu chciał na siebie zwrócić moją uwagę, czuł się samotny, nie chciał pewnie żebym go zostawiła. Wszystko się pokrywało, bo za ciekawie w rodzinie nie miał. A te upodobania seksualne, to były raczej żarty, a nawet jeśli ma takowe, to dla mnie to nie problem. Odetchnęłam z ulgą, że z nim wszystko okej. Psycholog jednak stwierdził, że lepiej byłoby to zakończyć. Ale jak zakończyć, kiedy ja tego faceta darzę bezgranicznym uczuciem?
Nie obeszło się w naszej znajomości bez kłótni, cichych dni, ale nie odbijało się to znacząco na naszej relacji, do czasu... Na początku sierpnia osiągnęliśmy status pary i oczywiście wszystko zepsułam. Nie wiem dlaczego, ale się wystraszyłam i napisałam mu, żeby się zbytnio nie angażował. Jak dotarło do mnie co zrobiłam(głupia ja) chciałam to odkręcić, wyjaśnić, ale już się chyba nie dało. Stwierdził, że to było zauroczenie. Nie dał mi wprost do zrozumienia, że nic do mnie nie czuje. Napisał tylko, że odległość jest wrogiem. I wszystko się posypało. Zraniłam siebie, jego chyba też. Chciałam zapomnieć, próbowałam. Nawet mu napisałam, że świetnie mi idzie zapominanie o nim itd. A on się mną nie przejmował. Minął sierpień, wrzesień, październik, listopad. Dużo się wydarzyło złego w moim życiu, chciałam go, potrzebowałam, ale nie wiedziałam jak napisać, od czego zacząć, czy mnie będzie jeszcze chciał chociaż jako koleżankę. Stworzyłam bloga i tam zamieszczałam różne rzeczy o mnie, o tym co się dzieje, pisałam o swoim życiu z myślą, że wejdzie w link i się zainteresuje. Nie do końca mi się to udało. Napisał pod koniec listopada. Krew odpłynęła mi z twarzy, serce przyspieszyło, a treść wiadomości zwaliła mnie z nóg. Napisał Cześć, po czym dodał "przepraszam, nie tu". Myślałam, że wyjdę z siebie. Była to idealna okazja z mojej strony, żeby coś napisać, bo to wręcz nierealne, żeby się pomylił i przypadkiem wysłał tą wiadomość. Załamało mnie to i zignorowałam go. 6 dni później napisał znowu. Już bez pomyłki, pod głupim pretekstem, czy ja to ja, bo nie ma mnie podpisanej. Na prawdę trudno wejść w archiwum... Aż mi się wierzyć nie chce, że nie wiedział kim jestem. Wiedziałam, że to nie był powód dla którego napisał, więc go zapytałam o co chodzi. Odpowiedział, że nieważne. Nieważne? Umarłam przez niego tysiące razy. Zazdrość o to, że może sobie mnie kimś zastąpił zżerała mnie od środka, a on tak na luzie do tego podszedł. Rozmowa była krótka, nic z niej nie wywnioskowałam. Od tamtego momentu, aż do dzisiaj cisza. Nigdy nie zależało mi tak na drugim człowieku jak na nim. Jestem typem osoby, której trudno się zakochać, ale jak już to się uda, to kocham bardzo mocno. Boli mnie jego podejście, a raczej brak podejścia do mnie. Boli to, jak mnie potraktował, że się nie zainteresował. Mimo to, ja wiem, że go beznadziejnie potrzebuję. Potrafiliśmy się dogadać, pisać całe dnie, byliśmy w pewnym stopniu do siebie podobni. Wiem, że faktycznie dzielące nas kilometry wszystko niszczą, ale jeżeli się czegoś bardzo chce, to odległość nie ma znaczenia. Za pół roku się przeprowadzam nieco bliżej niego i perspektywa zobaczenia się w końcu, byłaby całkiem realna. Nawet gdybym to ja miała jechać pociągiem do niego, żeby się w końcu zobaczyć, być z nim przez te kilka godzin. Jest też skype, nie wiem dlaczego nigdy z niego nie korzystaliśmy... Tylko nie wiem czy to ma jakikolwiek sens. Może kogoś ma, może zapomniał o tym co nas łączyło. Jest w moim życiu facet z którym perspektywa życia byłaby bardziej rzeczywista, ale on cały czas siedzi mi w głowie i sercu. Nawet gdybym chciała się z nim ostatecznie pożegnać, to wiem, że tego nie zrobię, bo go kocham. Dziwne uczucie, kochać kogoś charakter i totalnie nie interesować się wyglądem. Mam raptem jego trzy zdjęcia i mimo wszystko wiem, że jest dla mnie najlepszym facetem na ziemi.
Znajomi jak słyszą o nim, to przewracają oczami i średnio chcą słuchać. Nawet przyjaciółka nie chce nic słyszeć, co się z nim wiąże, bo twierdzi, że jest nienormalny i mnie olał. Ale w końcu, to z mojej winy się skończyło.. :/ Czasami czuję do niego wstręt, a czasami najchętniej wpadłabym mu w ramiona i spędziła w nich resztę życia.
Jestem młoda, głupia i zapatrzona w niego, ale nigdy nie targały mną takie uczucia. Nigdy żadna osoba poznana przez internet nie zmieniła tak mojego życia. Pisać do niego? Starać się? Pokazać mu jakoś, że nadal go kocham? Boje się odrzucenia. A może odpuścić?(chociaż średnio to widzę w moim wykonaniu). Jak to wygląda z innej perspektywy? Może ktoś miał podobny problem? Nie wiem co robić. POMOCY!!
Zgadzam sie z tym psychologiem, który poradził zakończenie tej relacji.
Ty kochasz złudzenie, a nie człowieka.
__________________
nauczycielu, zajrzyj
ajah jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując