Cześć!
Piszę o dość banalnym i popularnym "problemem", jakim jest miłość, ale pierwszy raz jestem w takiej sytuacji i naprawdę nie wiem już, co robić. Po wielu zawodach miłosnych w końcu znalazłam chłopaka, który jest dla mnie idealny. Początkowo to On starał się o mnie, w końcu mu uległam i zostaliśmy parą. Byliśmy ze sobą 2 miesiące i czułam się jak w niebie. Z czasem zaczęliśmy kłócić się o błahe rzeczy (mam trudny charakter), wydawało mi się jednak, że on cierpliwie to znosi. Było inaczej. Po ostatniej kłótni nie wytrzymał i zerwał ze mną. Okazało się że problem istniał od wielu tygodni, po każdej kłótni w jego sercu pozostawał żal i zamiast ze mną o tym rozmawiać, dusił w sobie emocje, aż nie wytrzymał. Zrozumiałam swój błąd, chciałam, byśmy byli razem, bowiem bardzo go kochałam i zdałam sobie z tego sprawę jak nigdy dotąd. Po moich wielu próbach przekonania go (użyłam nawet argumentu o zrobieniu sobie krzywdy; to były emocje), zgodził się, by dać nam szansę. Zmieniłam się, nie kłócimy się już, nie robię mu awantur i staram się być "grzeczna"

Powiedział, że to widzi i jest ze mnie dumny, a jednak czuję, że coś jest nie tak. Twierdzi, że przestał mnie kochać, te kłótnie odbiły się na naszych uczuciach, że nie wie, czy chce ze mną być, choć spróbować. Moja przyjaciółka z nim rozmawiała- kłótnie to nie powód do rozstania. On uparcie obstaje przy swoim i zmienia zdanie co 5 minut. Mówi, że wierzy, że będzie dobrze i tego chce, a potem twierdzi zupełnie inaczej. Dał mi miesiąc (!) na rozbudzenie w nim ponownie miłości, inaczej się rozstaniemy (jeśli nie poczuje znów tej miłości). Mam czas do 4 kwietnia. Próbuję wszystkiego by go zatrzymać, kocham go i zależy mi na nim. Przestałam pierwsza pisać, by go sprawdzić. Pisze do mnie pierwszy, nie jest chłodny w stosunku do mnie. Wygląda mi to na to, jakby choć w niewielkim stopniu mu na mnie zależało. Nie można odkochać się w człowieku ot tak; twierdzi, że naprawdę mnie kochał. Chcę mieć go przy sobie, chcę, żeby było jak dawniej. On też chce, a jednak czasem pokazuje mi zupełnie co innego. Raz stwierdził nawet że nie wie, czy jego powrót nie był z litości. Powiedział mi również, że "kocha mnie w 25%" i że obiecuje mi, że będzie dobrej myśli. Ale jego zachowanie jest tak zmienne, że to wszystko wyniszcza mnie od środka. Staram się, okazuję mu uczucie, ale to wciąż za mało, jeśli to tylko owe 25%. Jest młodszy ode mnie o 2 miesiące, rocznikowo o rok. Uciekający czas mnie dobija, świadomość, że 4 kwietnia odejdzie sprawia, że momentalnie płaczę i czuję się bezsilna. Najbardziej dobija mnie jego zmienność, raz mówi pozytywnie, raz negatywnie. Raz podcina mi skrzydła, raz sprawia, że moje nadzieje się zwiększają. Jak sprawić, żeby jego uczucie odżyło na nowo?
Pierwszy raz udzielam się na forum, dlatego liczę, że jakkolwiek mi doradzicie
