P
Thor dziekuje

teraz tylko tatuś mu musi młotek kupic:brzydal
Przetrzymują nas trochę w szpitalu, bo chodziłam od środy z saczacymi sie wodami i sprawdzają nas na ryzyko infekcji. Dostaliśmy dodatkowo antybiotyki.
Jak mówiłam, wody zaczęły mi ciurkac już w środę o 6 rano. Pojechaliśmy do szpitala, skurczy żadnych nie miałam. Podali mi lewatywę i akupresure na skurcze, ale działało to powoli. Mieli okropny natłok tego dnia, wiec w końcu nas odeslali

co mnie wkurzyło. Sami spowodowali przez to ryzyko infekcji. Zaczęłam mieć silniejsze skurcze na noc, i głownie bóle krzyżowe, w każdym razie nie zmruzylam oka tej nocy

a nad ranem już jeczalam niezgorzej. W szpitalu rano podłączyli mi jednak oksytocyne, bo miałam tylko 2 cm rozwarcia, choć przemeczylam sie cała noc. W związku z czym nie mogłam rodzic w wodzie, niestety.
Po oksytocyne bóle zrobiły sie hardcorowe, i nadal głownie z krzyża. Wymieklam. Myślałam, ze bede twarda i odporna, ale w praktyce poleglam

i rychło zaczęłam gryźć poduszkę z bólu, a propozycje zzo przyjęłam z ulga. Anestezjolog zjawił sie niebawem, dostałam znieczulenie, ale działało dość wolno, wkrótce odczuwalam skurcze ale były lżejsze do zniesienia. Udało mi sie coś z trudem zjeść, mama dała mi kawy przez slomke. Po godzinie, ku zdziwieniu położnej, rozwarcie skoczyło z 2 do 10 cm. Tu już przyszły skurcze parte, i odłączyli mnie od znieczulenia. Parcie szło mi jak krew z nosa

byłam zmęczona, spocona, wyczerpana i brakło mi sił. Stały nade mną położne i przekonywały ze dam sobie radę i że swietnie mi idzie. To jednak trwało za długo, prawie półtorej godziny parcia, myślałam ze nigdy go nie wypchne

pod koniec już zużylam resztę sił, i kiedy główka w końcu przeszła nie chciało mi sie wierzyć ze dałam rade

. Ostatnie parcie- i chwile pózniej dali mi go na brzuch, ciepłe, mokre i śliskie cialko, i cała ta rzeźnia, ból, pot i łzy zrobiły sie jakieś nieważne...
Urodziłam lozysko, położna zaszyła mi niewielki pęknięcie i już było po wszystkim. Byłam okropnie zmęczona i szczesliwa

mały possał trochę, leżał u mnie jakiś czas, potem go umylysmy i ubralysmy i przewieźli nas do hoteliku szpitalnego dla mamus

. Jesteśmy na obserwacji do niedzieli, zrobili mu prześwietlenie- miał trochę wód plodowych w płucach i właśnie jest podłączony do odsysania, dostaje penicyline i śpi jak na razie.
Jestem w nim totalnie zakochana

TZ tez stracił totalnie głowę dla syna a wszystkie pielęgniarki mówią ze jest słodki.
W sumie poród wyszedł zupełnie inaczej niż sie spodziewałam, ale to już chyba nieważne... Mam mojego Groszka przy sobie i to sie liczy.