Sprzedaż żywych ryb w supermarkecie - czy mam rację?
Pracuję jako kasjerka w supermarkecie, w którym od kilku dni do sprzedaży zostały wprowadzone żywe karpie (wiem, to nie sezon na świątecznego karpia, ale rzeczywiście tak u nas jest). Nie uznaję sprzedawania żywych zwierząt, szczególnie w takich warunkach, w jakich widziałam je dziś - obsługiwałam mężczyznę, który kupował właśnie takiego karpia. Położył mi go na taśmie w reklamówce bez wody i bardzo się zestresowałam tym widokiem, ponieważ karp był ewidentnie jeszcze żywy, dusił się w tej reklamówce, która aż podskakiwała. Kiedy już nabiłam go na kasę i poprosiłam klienta, żeby zabrał go z taśmy zobaczyłam, że w reklamówce jest krew (co może świadczyć o tym, że karp był ogłuszany, ale nieskutecznie). Mimo wszystko takie sytuacje moim zdaniem nie powinny mieć miejsca, jest to żywe zwierzę i nie chciałabym pracować w firmie która znęca się nad żywym zwierzęciem.
Czytałam dziś trochę w internecie i niestety nie znalazłam żadnych aktualnych informacji, jednak wydaje mi się, że sprzedawanie żywych ryb w reklamówkach/pojemnikach bez wody jest od kilku lat nielegalne. Czy mam rację i jeśli tak, to czy można zrobić z tym coś, żeby żywe zwierzę nie było traktowane w ten sposób? Czy jeśli widziałam krew, to znaczy, że zwierzę było ogłuszane i sklep może się wykręcić od ewentualnej odpowiedzialności?
Dodam, że widziałam zbiornik, w którym karpie pływają przed ich kupieniem - jest czysty, nie przepełniony, stale napowietrzany. Być może to też ma wpływ na obraz sytuacji.
Co myślicie?
Edytowane przez Ilse_
Czas edycji: 2014-08-25 o 00:40
|