Siemka!
Proszę o kciuki dzisiaj, bo mam wizytę u mojej "diablo" i będzie decyzja czy włączamy insulinę czy też nie

...
Rano miałam bliskie spotkanie ze strażą miejską, zaparkowałam pod szkołą, gdzie zawsze parkuję, bo się dogadałam z właścicielem (to pod jego bramą, to znajomy mojego męża, mówi, że nie ma problemu, żebym tam na te 15 minut sobie parkowała, wiedział, że miałam ciążę zagrożoną to żebym od parkingu daleko nie chodziła to sobie parkuję pod samą szkołą pod jego bramą...) no i dzisiaj straż przyjechała, mandat 350 zł i 2 punkty karne... jeszcze żadnych dokumentów przy sobie nie miałam, więc musieli mnie po stacji sprawdzić i za brak dokumentów jeszcze chcieli mi dowalić... i nagle idzie znajoma z przedszkola (jej dziecko chodziło z moim do jednej grupy) w ogóle mało ją znam, na dzień dobry jesteśmy, a ta drze się na cały głos:
"No Panie! Kobieta w ciąży! Jeszcze żona policjanta, przecież mąż na nią nakrzyczy, że mandat dostała! Ojjj myszy pana wpierdzielą żywcem!

" Ja się czerwona jak burak zrobiłam, łeb spuściłam, Ci się mnie pytają w końcu o męża, zaczynają przepraszać, że w ogóle problem robią i że mnie zatrzymują niepotrzebnie i czemu od razu nie mówiłam

No i mi się upiekło... Tamta taka zadowolona z siebie, co za klientka

chyba muszę jej jakąś czekoladę kupić, że mnie uratowała z opresji
Dobra, zmykam... później zajrzę.