Mój facet może żyć na chlebie i pasztecie z biedronki i pulpetach/sosach ze słoika. Albo i zupkach chińskich. To ja muszę mieć obiad zrobiony przez siebie.
Ale
Scarlett musisz z chłopek pogadać, że dorosłe życie tam nie wygląda. Jak chce marudzić to niech idzie do mamusi. Musi dorosnąć. Zachowuje się jak dziecko. Jak nie - to niech sobie sam gotuje, albo stołuje się u mamusi. Ja sobie nie wyobrażam że coś gotuję a facet na drugi dzień marudzi. Chyba że by zarabiał z 10 tysięcy miesięcznie - wtedy proszę bardzo.
Ja tak robię. Jak zrobię kotlety, sos, czy zupę to raz ugotuję ryż, raz ziemniaki, kaszę czy makaron. I już jest inne danie
Dlatego męża musisz sobie wychować. Wiem, że to brzmi... Ale to prawda. Mój facet nie umiał gotować (nikt go nie uczył), sprzątać (jak to? pod fotelami tez się kurzy). Ja go nauczyłam. Na szczęście jest chętny do nauki i teraz on czasem robi obiad
U nas matka nie pracowała i jak ojciec przyszedł było "nałóż mi obiad", ale jak zaczęła pracować na wyjeździe to w domu jest błysk, co dzień obiad na stole. A jak matka zjechała na święta do domu to nie musiała palcem kiwnąć

Ale mój eks miał matkę, która pracowała, musiała wieczorem obiad zrobić do odgrzania, prała, sprzątała a facet się zaległ na kanapie zp piwem - i to jest w porządku?
Faktem jest to, że jeśli kobieta pozwoli sobie wejśc na głowe to facet jej wejdzie. Ludzie są wygodni i tyle. Koleżanka mi kiedyś powiedziała, że rozmawiała z męzem, że skoro "ona ugotowała obiad, to on może go sobie chociaż nałożyć". Ja to skomentowałam "jakby facet czekał aż ja mu nałożę obiad to by z głodu się przekręcił".
Ale kura domową mogę być. Lubię sprzątać, gotować. Ale po miesiącu by mnie nudy zżarły. Nie ja musze pracować
