Raczkowanie
Zarejestrowany: 2009-06
Wiadomości: 102
|
Dot.: Pogubiłam się w życiu... Co polecacie na taką dolegliwość?
Cytat:
Napisane przez mysipyszczek
Mam wrażenie, że "idź do psychologa" piszą głównie kobiety, które same nigdy nie dotknął problem i same nie były nigdy u psychologa.
Nie mówię o konkretnie tym problemie - ale generalnie. Na "Intymnie" pojawia się zatrważająca ilość tego typu rad...
Dziewczyna pisze, że czuje się nieatrakcyjnie - zamiast napisać: idź do kosmetyczki/fryzjera - wypisuje się: idź do psychologa.
Tu kobieta pisze o tym, że się zagmatwała między chęcią posiadania kogoś bliskiego a internetowymi randkami - i zamiast napisać: wyłącz komputer, weź dziecko pod pachę, idź na kąpielisko/do parku/połazić po mieście - Ty jej odpowiadasz, żeby poszła do psychologa.
Lekiem na przełamanie aspołeczności jest prosta sprawa - sama tak się leczę (faceta mam, ale aspołeczna jestem).
Odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego jesteś aspołeczna?
Ja odpowiedziałam: bo nie lubię ludzi.
I zaczęłam podchodzić do innych bardziej przyjaźnie - uśmiechać się do ekspedientek w sklepie, rozmawiać z obcymi ludźmi na przystankach, w autobusach. Nie jak nachalny szurman, ale jednak zaczęłam nawiązywać (sama z siebie) kontakt z ludźmi.
Może Tobie też by pomogło?
|
Masz chyba rację - ja nie lubię ludzi. Albo powiem inaczej - boję się ich. Boję się odrzucenia, złej oceny. Opinia otoczenia jest dla mnie bardzo ważna, na niej buduję swoją samoocenę. Co gorsza mam wrażenie, że ludzie mnie nie lubią, że np. nie odnajdę się w nowym towarzystwie albo nowo poznana osoba mnie nie polubi, a nowo poznany facet odrzuci.
Nie zagaduję ludzi, nie pielęgnuję relacji. Zazwyczaj słyszę, że sprawiam wrażenie osoby chłodnej, powściągliwej, niedostępnej. Nie mogę się zaangażować w relację z ludźmi, w grupie czuję się wyalienowana.
Nie mam też nawyku bycia miłą dla ludzi. Poza tym ciągle się spieszę, nie słucham uważnie co kto do mnie mówi. Śpieszę się do czegoś, sama nie wiem do czego. Robię wszystko po łebkach. Nie mogę się skupić na wykonywanej czynności, na tym co tu i teraz, cieszyć się chwilą obecną, nawet jeśli jest fajnie, bo myślę o problemach, o tym co chciałabym za chwilę, jutro, za rok.
Chyba muszę wypróbować to zagadywanie i po prostu uśmiechanie się i bycie miłą dla ludzi. To w końcu nic nie kosztuje, a przełamuje bariery. Można przypadkowo kogoś fajnego poznać (nie mówię o potencjalnym partnerze nawet).
A co do " weź dziecko po pachę itd." to biorę, chodzimy na basen, jeździmy w góry, itp., ale ja cokolwiek nie robię, to myślę, myślę i myślę...WSzystko robię tak, żeby to odbębnić. Nie skupiam się na przyjemności, tylko analizuję całe swoje życie, wszystkie problemy, porażki, samotność... Ciężko się tak żyje.
---------- Dopisano o 23:17 ---------- Poprzedni post napisano o 21:42 ----------
Cytat:
Napisane przez kennedy
jego rodzice? niania?
|
Jego ojciec nie żyje, a schorowana matka jest w zakładzie opiekuńczym. Moja matka nie chce się zajmować wnuczką. Mamy kiepski kontakt. Mój ojciec pomaga jak może, ale sam pracuje i mieszka kawałek ode mnie - ile mogę mu podrzucać dziecko? Niania - tak, mamy taką sąsiadkę-nianię, ale po pierwsze ja się cały dzień z dzieckiem nie widzę, rano idzie do przedszkola, odbiera ją niania i jest z nią do 18:30 aż ja przyjdę z pracy. Więc wydłużanie czasu z nianią - za często nie powinnam, bez przesady. No i koszty... niania nie pracuje charytatywnie.
Ja i tak już staję na głowie i rzęsach, żeby móc czasem iśc na imprezę , czy skoczyc na weekend gdzies bez małej, ale nie chcę przeginać. W końcu jestem matką.
Edytowane przez bagietka3
Czas edycji: 2015-06-17 o 22:09
|