NIE chcę tej ciąży
Mam już prawie 26 lat, mój mąż 27, od 8 miesięcy jesteśmy małżeństwem. W lutym mijają dwa lata jak biorę, a raczej już skończyłam brać tabletki anty. Byłam rano u lekarza – 20-21 tydzień ciąży. 3 miesiące temu byłam u kontroli u swojego lekarza, nic nie wykrył – było tylko zwykłe badanie. Dziś byłam prywatnie. Co mnie zaniepokoiło? Chodzę po górach dużo, w weekend byłam w mężem. Do Morskiego Oka ledwo doszłam bo się źle czułam, podeszliśmy pod czarny staw i mdłości. Wróciliśmy. Myślałam, że to może zatrucie ale nie przeszło do 15 i wróciliśmy do Palenicy. Poszliśmy do apteki, wzięłam coś na wymioty i ledwo dojechaliśmy do domu. Wieczorem się uspokoiło ale od rana znowu. Nie poszliśmy do pracy a do lekarza pierwszego kontaktu, zbadał i wysłał piętro wyżej do ginekologa – prywatnie. Jestem załamana. Wróciliśmy przed chwilą, dostałam skierowanie do szpitala żeby zrobić wszystkie potrzebne badania od razu. Lekarz powiedział, że płód prawdopodobnie może nie rozwijać się prawidłowo, na usunięcie za późno. Nie wierzyłam, że bez objawów mogę być w ciąży – może troszkę przytyłam ostatnio ale tylko ok. 3 kg i tyle, okres zawsze miałam mały 3 dniowy. Tabletki brałam regularnie – przypomnienie w tel i tabletki w portfelu. Nie wymiotowałam wcześniej, nie pominęłam żadnej, wszystko tak jak należy, przy antybiotyku zawsze dodatkowo gumki do końca opakowania. Nie wiem co robić, jak mam się czuć, co mówić… Mieszkamy z teściową w jej dwupokojowym mieszkaniu z kuchnią. W niedzielę pojechała do siostry, wraca po nowym roku. Chcieliśmy się w przyszłym roku wyprowadzić jak tylko znajdę normalną pracę, teraz odkładamy pieniądze. TŻ ma niby stałą pracę, a ja nie, kończy mi się kontrakt w połowie lutego bez przedłużenia. Od grudnia (po tym jak się dowiedziałam) szukam bezskutecznie pracy ale teraz to już bez sensu bo nikt mnie nie przyjmie. Aktualnie pracuję na zlecenie. Nie chcę tego dziecka, mam ochotę je zniszczyć… Pomóżcie mi… Jak to się mogło stać?
|