Hello,
Dziewczyny, mam nowy tatuaż (jeszcze nie skończony). Na łydce. Zajmuje dość dużą powierzchnię i... nie mogę się do niego przekonać.
Jest śliczny, ale gdy widzę tak sporą "plamę" na ciele, na którym przez 35 lat nic w tym miejscu nie było, to mam ochotę to zdrapać, jak ciało obce, bo tak mi dziwnie. Gdy pomyślę, że to na zawsze, to wpadam w panikę.
Minęło 1,5 tygodnia dopiero.
Miała któraś z Was tak?
Minie mi to, prawda?

Bo aż się boję kończyć tatuaż.... żeby nie mieć większej "plamy ciała obcego" na skórze.

Dodam, że to jest mój trzeci (i w zamierzeniu ostatni) tatuaż.
Przy poprzednich chyba też czułam się podobnie, ale mam wrażenie, że szybko mi mijało. Nie pamiętam już dokładnie, bo poprzednie robiłam 3 i 2 lata temu.
Nie wiem, czy to tylko kwestia miejsca, wielkości, przywyknięcia...
Czy też tego, że chciałam, żeby tatuaż wyglądał inaczej niż w rezultacie wygląda. Wygląda dobrze, ale moje wyobrażenia były inne.
Teraz sobie wyobrażam resztę i zaczynam się bać, że owa reszta też może bardzo odbiegać od tego, o czym myślę.