Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - mięśniaki - wątek zbiorczy
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2016-08-09, 20:14   #206
dosiap81
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2016-08
Wiadomości: 2
Dot.: mięśniaki - wątek zbiorczy

Drogie Forumowiczki,

Chciałabym się podzielić z Wami moim przypadkiem. Może którejś z Was pomoże.
Już ponad 5 lat temu zdiagnozowano u mnie mięśniaki, zupełnie bezobjawowe, tylko dzięki badaniu USG. Na początku chyba dwa. Raz rosły, potem się kurczyły. Pani ginekolog zalecała zachodzenie w ciążę, ale niestety kandydata na tatusia nie znalazłam.
Czas mijał, badałam się i ufając mądrości pani doktor nic z tym nie robiłam. Z resztą same wyczytałyście, że za dużo zrobić nie można, taka nasza uroda.
Pod koniec zeszłego roku pani doktor powiedziała, że pora na wycięcie. Były już 3, największy przekroczył 8 cm. Przy okazji pojawił się też jakiś polip.
Ja nie studiowałam medycyny, tylko pani doktor, do której mam ogromne zaufanie. No więc wzięłam byka za rogi. Terminy w NFZ są jakie są, ale w marcu miałam usunięcie polipa poprzez histeroskopię - pryszcz! A niecały miesiąc temu usunięcie mięśniaków.

Przyszłam do szpitala rano. Żadnych kąpieli w dziwnych środkach i kilku lewatyw. W planie była laparoskopia, ale po badaniu USG pan doktor stwierdził, że może się nie udać dostać do nich w ten sposób. Były w trudno dostępnych miejscach i blisko naczyń krwionośnych. Cóż robić, ja medycyny nie studiowałam, w innych tematach to mogłabym się pokłócić, ale nie tu... ;) Zdrowie i życie najcenniejsze, więc oddałam się spokojna w ręce pana doktora.
Po "głupim jasiu" zasnęłam jeszcze przed przewiezieniem na salę operacyjną, czego bardzo żałuję, bo zawsze byłam fanką seriali medycznych... Po ponad 2 godzinach obudziłam się po zabiegu i okazało się, że laparoskopia zakończyła się konwersją do laparotomii (rozcięcia brzucha). Ale mięśniaków nie ma.
Najpierw ból był okropny, ale okazało się, że nie reaguję na morfinę. Dostałam jakiś inny lek i szybko zaczął działać - ćmiło już tylko jak przy okresie. Wkrótce po przebudzeniu, po powrocie na oddział nawet pracowałam trochę przez telefon, bo taka była potrzeba. Ale same powiedzcie - co można robić w szpitalu w pozycji horyzontalnej po narkozie... ;)
Nie miałam żadnych mdłości. A na starcie walka z bólem jest podstawą działania całego zespołu pielęgniarek i lekarzy.
Zostałam fajnie pouczona przez bratową lekarkę, że mam się jak najwięcej ruszać. Najpierw ruchy stóp, nóg, zmiana pozycji na łóżku. Jak tylko pozwolą, to wstawać, chodzić. Na pewno nie zalegać plackiem.

I po 48 (no może 52...) godzinach od dość poważnej operacji, w której straciłam podobno sporo krwi, byłam już w domu.
Oczywiście, że ból był, ale największe ograniczenia mamy w naszej głowie. Trzeba je zwalczyć, a leki przeciwbólowe do pomocy dostajemy w pakiecie. Ja brałam je w domu jeszcze tylko przez 3 doby. Potem totalnie nic.

Ograniczenia różne jeszcze są, bo chcę się ładnie w środku zagoić, a wszystko tam jeszcze dość "surowe", ale funkcjonuję już dość normalnie. Wszędzie jeżdżę tramwajami i chodzę na nogach. Po 3 tygodniach wróciłam do pracy. Za 10 dni mam kontrolę u mojej pani doktor i ostatecznie zobaczymy co mi zrobili... Ale jestem dobrej myśli. Bo czuję się dobrze. Brzuch mniejszy i nie mam już poczucia, że coś niechcianego we mnie żyje.

Tak więc na koniec chciałabym Wam zostawić kilka rad:
1. Myślcie pozytywnie!
2. Zaufajcie lekarzom (szukajcie, aż takiego znajdziecie).
3. Bądźcie dzielne!
Czego nie da się zmienić, trzeba zaakceptować, oswoić. I iść do przodu...

Oczywiście są różne przypadki. Nasza służba zdrowia jest niedoinwestowana i nie był to pobyt w świetnych warunkach, marzyłam o własnym łóżku i łazience. Ale to co najważniejsze działało jak należy.
Pewnie ja miałam całą masę szczęścia i przede wszystkim opiekę Bożej Opatrzności. Bo czasem zdarzają się nawet niestety błędy lekarskie. Ale jaki mamy wpływ na to czy się akurat nam przytrafią?

Więc nie rozmyślajcie za dużo, a zwłaszcza nie czytajcie za dużo na forach. Ja nie czytałam nic. 2 dni temu chciałam sprawdzić w necie, kiedy będę mogła wsiąść na rower i trafiłam na wątek o laparotomii, z którego dowiedziałabym się, że będę w szpitalu przynajmniej tydzień, będę wymiotować po narkozie, nie będę w stanie chodzić normalnie wyprostowana przez kilka dni, a historie z cewnikiem śniłyby mi się stale po nocach itd. itp.

Powodzenia wszystkim w starciu z tymi paskudami!
Pozdrawiam ciepło!
dosiap81
dosiap81 jest offline   Odpowiedz cytując