Witajcie. Chyba zadurzyłam się w facecie z Tindera. Mieliśmy smsowy kontakt przez kilkanaście tygodni przed pierwszą randką (on aktualnie przebywa za granicą). Nie był to kontakt zbyt intensywny, w zdecydowanej większości to on go inicjował, rozmawialiśmy na rożne tematy, nie były to pogawędki o zabarwieniu erotycznym, tylko bardziej poznawanie się, z akcentami flirtu.Co jednak było dla mnie nieco dziwne, zapraszał mnie bym go odwiedziła tam gdzie pracuje, na co oczywiście na tamtym etapie znajomości nie przystałam. Wysyłaliśmy sobie jakieś nasze zdjęcia i gadaliśmy raz na tydzień, czy dwa. Nie angażowałam się w to emocjonalnie, bo nawet człowieka na oczy nie widziałam.
Jakiś czas temu był w Polsce, zaprosił mnie na randkę i naprawdę wpadł mi w oko. Wydawało mi się, że czułam obustronną chemię. On na początku spotkania wydawał się być zestresowany, jąkał się trochę, to ja "prowadziłam" rozmowę. Na koniec odwiózł mnie do domu, próbował pocałować przy pożegnaniu (co się ostatecznie nie udało, bo nie byłam na to przygotowana i jakoś niefortunnie "nie wcelowaliśmy"

). Zapraszał też bym go odwiedziła za granicą a nawet zabrała się z nim jeśli mam na to ochotę.
Krótko po spotkaniu napisał wiadomość, w stylu "fajna randka

"No i wyjechał za granicę (wraca dopiero za kilka miesięcy, tym razem na stałe). Gdy napisał po randce, wymieniliśmy kilka zdań, on powiedział coś w stylu, że liczy na kolejne spotkanie gdy wróci.
Pomyślałam, że wszystko idzie w dobrym kierunku. A po tej wiadomości nastala głucha CISZA...
Po jakimś tygodniu to ja się odezwałam. (Pewnie to błąd, ale myślałam, że może za mało zainteresowania mu okazałam na randce, nie odwzajemniłam tego pocałunku i może pomyślał, że mam go gdzieś). Kiedy napisałam odpisał, wymieniliśmy kilka/kilkanaście wiadomości, wspomniałam mu m.in. wkrótce biorę urlop i wyjeżdżam nad morze i bajerował coś w stylu, że bardzo chciał by tam jechać ze mną, że jaka szkoda że jest daleko itd. itp. A od tamtej pory (a minęło już trochę czasu) znowu GŁUCHA CISZA.
Uznałam, że nic już nie robię, muszę się zdystansować, za wiele sobie wyobraziłam i że nie będę pisać, bo jeśli mu zależy to wykona jakiś ruch, a jeśli ma mnie gdzieś to i tak swoim zagadywaniem nie zmienię jego zdania.
Co sądzicie o takim zachowaniu? Bawi się mną, odezwie się po powrocie, jest nieśmiały, to typowy "zaliczacz"? Ciekawa jestem Waszych opinii.