Dot.: Prośby o datki, "żebranie" itd.
U mnie kiedyś to było częstsze, chodzili na ogół bezdomni i zwykłe żuliki. Teraz raz na jakiś czas zapuka ktoś najczęściej po "wsparcie na chore dziecko" czy z jakąś inicjatywą. Nie wnikam, otwieram i mówię od razu "nie, dziękuję, miłego dnia". (Kiedyś nawet nie otwierałam - otwieram od kiedy zaczęła grasować szajka włamywaczy obczajająca w ten sposób kiedy mieszkanie stoi puste.)
Natomiast bardzo często słyszę lub czytam o bardziej niż kiedyś wyrafinowanych sposobach oszustów, na które nabierają się niektóre starsze osoby. Ostatnio było coś o dwóch kobietach, które od razu po otworzeniu drzwi ładowały się w głąb mieszkania. Bardzo szybko wyczajały o co można daną osobę zagaić (u jednej sąsiadki to był jakiś podpis na cośtam, u drugiej prototypowy 'wnuczek'), jedna miała zagadywać a druga w tym czasie nurkowała w jakieś typowe miejsca, w których starsi ludzie mają zwyczaj trzymać pieniądze.
O Cyganach, którzy narkotyzują te biedne dzieci już chyba wszyscy wiedzą. Dawno nikogo nie widziałam.
Sporadycznie spotykam kogoś kto prosi o parę groszy na jedzenie lub alkohol. Pieniędzy nie daję, ale czasem kupuję coś do jedzenia. Wiem, że to może skończyć w śmietniku ale nie chcę, żeby cynizm całkiem przesłonił mi przypadkiem być może naprawdę potrzebującego człowieka.
|