Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - Pozytywne historie po bolesnym rozstaniu. Podzielcie sie nadzieją.
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2018-07-15, 19:36   #5
Antoiineette
Rozeznanie
 
Avatar Antoiineette
 
Zarejestrowany: 2014-09
Wiadomości: 826
Dot.: Pozytywne historie po bolesnym rozstaniu. Podzielcie sie nadzieją.

Hejka
Mój ex nr 1 był czymś w rodzaju mojej pierwszej miłości. Gdy zaczęłam się z nim spotykać, byłam mega młoda i też nie za bardzo znałam się na związkach. Byliśmy razem niecały rok, więc nie była to niby długa relacja, za to bardzo intensywna. Wszystko z nim było takie pierwsze, dopiero uczyłam się być z drugim człowiekiem. On był niewiele starszy ode mnie i chyba nie do końca dojrzał do bycia w związku. Olewał mnie, okłamywał, oszukiwał. Pod koniec związku unikał spotkań ze mną, niejednokrotnie kłamał by tylko nie musieć się ze mną zobaczyć/ rozmawiać. Ja zaproponowałam rozstanie widząc jego stosunek do mnie, miałam jednak nadzieję, że to będzie dla niego impuls, by zaczął walczyć. Zamiast tego on na rozstanie ochoczo przystał.
Byłam załamana i nie mogłam za bardzo uwierzyć w nasze zerwanie. Rzuciłam się w otchłań rozrywkowego życia, dużo imprezowałam, poznawałam masę nowych ludzi. Cud, że zdałam maturę (miało to niestety miejsce w klasie maturalnej, dwa miesiące przed egzaminami) i to na tyle, że udało mi się dostać na wymarzone studia. Szybko weszłam w nowy związek, szukając desperacko plastra na swoją ranę. Związek ten dla osoby postronnej mógł wyglądać na bardzo udany, chłopak dbał o mnie, nieba by mi przychylił. I początkowo ja też byłam szczęśliwa, czułam że znalazłam pocieszenie. Jednak szybko zdałam sobie sprawę, że nie ma tu tej chemii, która powinna być (którą czułam chociażby do swojego ex nr 1). Dodatkowo, ciągle rozmyślałam o exie nr 1, a chyba nie powinno się wracać myślami to byłych partnerów, będąc w szczęśliwym związku Długo zwlekałam z rozstaniem i nie była to łatwa decyzja, bo przecież on był taki dobry, interesował się mną w przeciwieństwie do exa nr 1, moja rodzina i przyjaciele uwielbiali go. Krótko mówiąc, wszyscy go kochali... Wszyscy, oprócz mnie. Decyzję o zerwaniu podjęłam dopiero po prawie 2 latach związku. Tak, wiem, że wyrządziłam mu okropną krzywdę. Nie jestem z tego dumna. Też było mi z tym bardzo ciężko. Nie aż tak jak po rozstaniu z exem nr 1, no bo jednak bądźmy szczerzy- mimo wszystko łatwiej jest być stroną raniącą niż zranioną.

Po rozstaniu z exem nr 2 poczułam jednak mimo wszystko ogromną ulgę. Cieszyłam się, że jestem singielką, że wszystko mogę sobie poukładać... Cieszyłam się całe 2 tygodnie Bo po 2 tygodniach zupełnie przypadkiem poznałam obecnego TŻ. Też szybko zaczęliśmy być razem (po miesiącu znajomości), jednak w tym wypadku jest zupełnie inaczej. Nie jest on plastrem na ranę jak ex nr 2. Jest między nami ogromna chemia i co ważne- wzajemność. Nie mamy zbyt długiego stażu związku, jednak pierwszy raz jestem w stanie wyobrazić sobie wspólną przyszłość z kimś- zamieszkanie razem, a w późniejszej perspektywie także ślub czy dzieci.

Żebyście nie pomyślały, że moje życie od uzyskania pełnoletności polega tylko i wyłącznie na wchodzeniu w coraz to nowe związki , to dodam jeszcze, że studiuję kierunek, o którym marzyłam od gimnazjum i jestem na dobrej drodze by go ukończyć, mieszkam w większym mieście, takim które zawsze mi się podobało, na praktykach zgłębiam tajemnice przyszłego zawodu i wszystko idzie póki co po mojej myśli. Na studiach poznałam w końcu prawdziwe przyjaciółki- są to osoby, na które zawsze mogę liczyć (z wzajemnością) i z którymi uwielbiam spędzać czas. Ogólnie studiuję i dorabiam sobie. Jestem szczęśliwa Nauczyłam się też spędzać czas sama, odkryłam jakie zajęcia sprawiają mi radość i nie potrzebuję już desperacko czyjegoś towarzystwa, choć oczywiście nadal rozrywkowa ze mnie dziewczyna.
Exowi nr 2 życzę jak najlepiej, by poznał w końcu odpowiednią dziewczynę dla siebie, może ciut spokojniejszą ode mnie. Nie mamy jednak kontaktu (jego decyzja).
A co do exa nr 1... Z tego co wiem nic się nie zmienił. Od czasu naszego rozstania z nikim się nie związał. Pewnie nadal siedzi na ławce pod blokiem i pije piwo w małej mieścinie bez przyszłości. No cóż, zdrówko
__________________
So in America when the sun goes down and I sit on the old broken-down river pier watching the long, long skies over New Jersey (...), I think of Dean Moriarty, I even think of Old Dean Moriarty the father we never found, I think of Dean Moriarty.”
Antoiineette jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując