BAN stały
Zarejestrowany: 2011-09
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 7 488
|
Dot.: Matgeo czy biochem?
Wybacz, ale bzdura. Już za moich czasów trudno było zdać dobrze rozszerzoną maturę, której nie miało się na rozszerzeniu w profilu klasy. Bo trzeba było samemu ten materiał przerobić, a nie każdy tak potrafi. A teraz te klasy są jeszcze bardziej sprofilowane, tzn. wszystkie przedmioty są tylko w pierwszej klasie, a do tego program nauczania na podstawie i rozszerzeniu jest po prostu zupełnie inny. Jeśli autorka nie ma rozszerzonej matmy, to po prostu nie będzie przerabiała na lekcjach materiału z rozszerzenia. Może jest geniuszem i nauczy się sama w zaciszu domowym, ale większość ludzi tak nie ma i jednak potrzebuje pomocy nauczyciela. A bez tej rozszerzonej matmy choćby na to SGH jej po prostu zwyczajnie nie wpuszczą. Jeśli zdecyduje się zdawać dodatkowe rozszerzenie po roku i zmienić kierunek, to też niestety będzie albo musiała opanować materiał sama, albo słono zapłacić komuś za lekcje. Oczywiście są uczelnie, które wpuszczają na wszystko ze wszystkim i to nawet bez rozszerzenia, ale rozumiem, że autorka w nie nie celuje.
Przebranżowienie to też nie jest taka prosta i przyjemna sprawa. Wiele zawodów wymaga lat nauki, mało kto się choćby przebranżawia, jak już zostanie lekarzem, bo jednak trochę go to kosztowało. Praktycznie zawsze trzeba zrobić jakieś kursy i studia, mieć na to czas i pieniądze. Poza tym w nowej branży zaczyna się zwykle od niższych stanowiska niż w poprzedniej, co się akurat często wiąże z obniżką pensji, na którą nie każdy może sobie pozwolić, zwłaszcza jak już ma na głowie jakiś kredyt czy dzieci.
Więc owszem, da się w dzisiejszych czasach zmieniać zdanie i być elastycznym, ale to jednak kosztuje. Trzeba w to włożyć wysiłek i pieniądze.
I nie, nie każdy, kto lubi polski, nadaje się na dziennikarza. Fajnie jak dziennikarz jest biegły w mowie ojczystej, ale ta praca to jednak dużo więcej. Trzeba mieć w niej siłę przebicia, jest stres, pośpiech, zwykle nienormowane godziny pracy. Nie każdemu takie życie pasuje. Poza tym język to tylko narzędzie, trzeba mieć jeszcze o czym pisać, np. interesować się polityką. Dlatego warto wziąć pod uwagę, jak wyglądają poszczególne prace, bo jednak człowiek zna swój charakter i wie, że są rzeczy, z którymi nie będzie się czuł dobrze.
Miałam na studiach koleżankę. Fajna dziewczyna, inteligentna. Lubiła języki, dobrze jej szło, tak jak ja była na specjalizacji tłumaczeniowej. Samo tłumaczenie szło jej dobrze, ale jej charakter jakoś kompletnie mi do tego zawodu nie pasował. Ona lubiła stabilizację, zawsze bardzo ją stresowało, kiedy tylko cokolwiek ją zaskakiwało. A wiadomo, jak dziś wygląda sytuacja tłumaczy. Może jeden na sto pracuje na etat. Większość to własna działalność, samodzielne szukanie klientów, nigdy się nie wie, ile się danego miesiąca zarobi, godziny nie zawsze normowane, bo czasem i popołudniu coś wpadnie na następny dzień. Koleżanka była więc przekonana, że zostanie tłumaczką i przeszło jej mniej więcej pierwszego miesiąca pracy. Wizja samozatrudnienia tak ją stresowała, że aż ją brzuch bolał, a pracy na etacie nie mogła w tym znaleźć (o dziwo). Poszła szukać czegokolwiek, co by tylko dawało spokój i stabilizację. Naprawdę nie należy ignorować własnej osobowości.
|