2018-11-28, 11:30
|
#2783
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2011-03
Wiadomości: 57
|
Dot.: Sens pomocy "ubogim na własne życzenie", czyli Szlachetna Paczka cz. IV
Takie tam, z deszczu pod rynnę.
"Kolejny dokument trzymany w ręku to zawiadomienie że pijaczka z trójka dzieci znów pochlała i zrobiła awanturę na pół wsi. Jakiś czas temu zabrano jej dzieci umieszczając w pogotowiu rodzinnym. Dzieci zawszawione, brudne, z deficytami rozwojowymi i emocjonalnymi przez kilkanaście tygodni w pogotowiu nadrabiały to, czego nie otrzymały w domu rodzinnym. Pech chciał, że ksiądz obrońca uciemiężonych napisał apelację, nakręcił reportaż z zaprzyjaźnioną telewizją o biednej rodzinie objętej wsparciem parafii, matka dzieci ubrała się w odświętne ciuchy i po wcześniejszym ustawieniu 30 misiów – pluszaków w pokoju zaczęła rzewnie płakać przed kamerą jak to bardzo się stara i że przecież z powodu biedy dzieci zabierać nie można. Dzieci wróciły, pieniążki się znalazły i tylko miejscowy OPS zaciska urzędnicze zęby płacąc co miesiąc kilka tysięcy złotych, bo przecież jakby co to telewizja przyjedzie z księdzem proboszczem na czele. A jak kobiecina popije i zapomni dzieci do szkoły wyprawić, to przecież nic takiego. Kurator pojedzie, pouczy, zrobi notatkę, kobiecina przyrzeknie że to ostatni raz i w ogóle to nieprawda – ksiądz poświadczy. I tak już trzeci raz w ostatnich dwóch miesiącach. Pal sześć że dzieciaki zaburzone i nauczone już że państwo da. Ot, nieodległe i przyszłe pokolenie co szybko nauczy się czerpać przyjemność z seksu i wydawać na świat potomstwo, równie jak oni zaburzone i niedostosowane od poczęcia samego".
Cały tekst tutaj: http://mydrea.ms/bidulandia/
|
|
|