Daj sobie czas, może kiedyś (bliżej niż dalej, dalej niż bliżej) potrzeba kolejnego zwierzaka w domu się pojawi.
Ja zawsze myślę, że zwierzęta domowe, w tych dobrych domach, wygrywają los na loterii. I tu trochę polecę w inną stronę, to przyjaciele człowieka, ale jednak nie jak ludzie - i dobrze! Bo to znaczy, że żyją teraźniejszością, a w dobrym domu oznacza to ogólnie szczęście. To my je antropomorfizujemy i dodajemy im więcej, niż trzeba (pewnie bardziej w tym wszystkim widzimy swój stres i ból niż ich). Mi też w dystansowaniu się do za dużego skupiania się na moich emocjach wobec zwierząt (tj stresu o nie, zgadywaniu jak im może być zle etc) pomaga zaangażowanie w wolontariat ze zwierzętami. Moje przy schroniskowych to mają raj

To mnie też oduczylo skupiania na sobie ("jak ja będę bardzo cierpieć, jak zwierzę odejdzie, jak mu źle etc"), a bardziej na nich (zwierzęta nie mają innego życia i wyboru, ja sobie to w głowie przetrawie, a one nie).
Pisze to jako matka 2 kotów z ulicy i psa ze schronu, ewidentnie po przejściach. Będę za nimi tęsknić i płakać, jak odejda. Ale mają najlepsze życie, i chciałabym, zeby jak najwięcej zwierzat takie miało, więc do końca życia chce przygarniać kolejne i dbać o prawa zwierząt. Oczywiście nie zapominając o tych umarlych.