|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2011-09
Wiadomości: 137
|
Teściowie
Witajcie 
Niedawno wyszłam za mąż.
Mam problem w relacjach z rodziną męża, a w zasadzie to przede wszystkim z teściami.
Mój mąż ma z nimi dobry kontakt, jednak ja mam do nich mnóstwo żalu, z powodu sposobu, w jaki mnie traktują. Być może moje zarzuty są błahe, ale chciałabym, aby ktoś spojrzał na to z boku.
Zacznę od tego, że mieszkamy w innych miastach i nie widujemy się zbyt często, ale mimo wszystko zależy mi na dobrych relacjach z nimi.
Odnoszę wrażenie, że teściowie nie lubią mnie i nie akceptują od samego początku.
Nigdy nie usłyszałam od nich nic przykrego, ale mam całą listę oznak, że coś jest nie tak. Matka męża popłakała się, jak jej powiedzieliśmy, że się pobieramy. I bynajmniej nie był to płacz ze szczęścia.
Moi rodzice chcieli poznać rodziców męża przed ślubem i zaprosili ich do siebie. Ci jednak nie okazali entuzjazmu i do spotkania nie doszło. Poznali się tuż przed ślubem.
Na naszym weselu teściowa cały wieczór przegadała ze swoją córką, nie była w ogóle nami zainteresowana, wyglądała na przybitą i zmartwioną. Nie dostaliśmy od rodziców męża żadnego prezentu. Mają ciężką sytuację materialną, więc nie oczekiwałam dużych sum, ale oni nie dali nam nic, ani żadnego drobiazgu na pamiątkę, ani kwiatów, nie wiem... butelki wina, czegokolwiek... Tylko życzenia po ślubie. Od najbliższej rodziny męża nie usłyszałam ani jednego komplementu, choć moja rodzina zachwycała się moim wyglądem w dniu ślubu. My daliśmy rodzicom w podziękowaniu ładnie oprawione zdjęcia z naszej sesji narzeczeńskiej. Raz widziałam, że stały u nich w mieszkaniu gdzieś wciśnięte w kąt, ale szybko zniknęły. Stoją za to u nich zdjęcia pozostałych dzieci i ich rodzin, nas tam nie ma. Przywieźliśmy im album ze zdjęciami ze ślubu, to rzucili w kąt, nie byli wcale ciekawi, a obejrzeli tylko dlatego, że mąż ich poprosił. Tzn. teściowa obejrzała, teść nie rzucił okiem.
Jak u nich jesteśmy, to nie są zbyt ciekawi co u mnie słychać, interesują się tylko moim mężem, ja jestem traktowana trochę jak powietrze. Teść jest bardzo miły, mówi do mnie "córeczko", ale odnoszę wrażenie, że to bardzo sztuczne i udawane. Nie czuję się w ich domu dobrze. Zaznaczę, że ja zawsze jestem dla nich miła, usiłuję zagadywać, pomagać itd.
Moi rodzice zawsze proszą, aby przekazać im pozdrowienia jak tam jedziemy i ja to robię, ale nigdy nie słyszę, żeby i moich rodziców pozdrowić...
Jedyną osobą, która jest szczerze dla mnie miła jest siostra męża. To naprawdę wspaniała osoba, mamy fajny kontakt, więc nie mogę wrzucać wszystkich do jednego worka. Druga siostra i brat są ok, ale podchodzą do mnie z dystansem.
I teraz pewnie spytacie w czym problem skoro nie odwiedzamy ich zbyt często.
Ano chodzi o to, że ja mam mnóstwo żalu i nie umiem sobie z nim poradzić. Nie mam ochoty mieć nic wspólnego z tymi ludźmi, ale przecież nie mogę oczekiwać od męża, że zerwie z nimi kontakt. Oczywiście rozmawiałam z nim o tym, nie raz płakałam, żaliłam się. On uważa, że przesadzam, że mam dać im czas, że to wspaniali ludzie i na pewno traktują mnie jak córkę. Zagroził, że jak nie będę chciała do nich jeździć, to on więcej już nie pójdzie do moich rodziców. Z tym, że moi rodzice to zupełnie inny przypadek. Traktują męża jak swego, jest zupełnie inna atmosfera, nadal żyją naszym ślubem, przeżywają to z nami, interesują się itd.
Jak Wy widzicie to z boku? Jak wg Was powinnam postępować w takiej sytuacji?
Ostatnio popłakałam się u nich, ale to było w sypialni, więc tylko mąż to widział, potem prawie płakałam przy stole, było mi bardzo przykro. Boję się, że nie będę w stanie długo udawać, że jest ok, zupełnie nie mam ochoty tam jeździć...
Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
|