Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - Dziwna reakcja partnera - co o tym myśleć?
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2023-08-23, 17:54   #1
MaryClark
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2023-08
Wiadomości: 9

Dziwna reakcja partnera - co o tym myśleć?


Jestem w związku z P. od ośmiu miesięcy, spotykamy się prawie rok. Jesteśmy oboje lekko po 40. Ogólnie dogadujemy się, jesteśmy dopasowani w wielu aspektach i nasza relacja układała się bardzo dobrze, książkowo. Poznałam jego rodzinę, znajomych. Nie mieszkamy razem, dzieli nas jakieś może 60 km, przebywamy stale ze sobą przez przynajmniej 3-4 dni w tygodniu. P. przyjeżdża do mnie, tutaj nocuje, stąd jeździ do pracy ponieważ właśnie wykańcza się jego nowe mieszkanie (stan deweloperski), a na razie mieszka z rodzicami (poznałam ich), żeby nie kumulować kosztów (najem + kredyt). Siłą rzeczy przebywamy głównie u mnie, czasem mamy wypad na obiad do jego rodziców (i inne pomysły na spędzanie czasu). Postanowiłam kupić mieszkanie w jego mieście (duże miasto wojewódzkie) - pozwala mi na to praca zdalna. Moja prawie dorosła córka (z która partner ma bardzo dobre relacje) bardzo chce się przeprowadzić do większej metropolii, był to jej pomysł. Oglądałyśmy mieszkania, to byłaby dobra inwestycja. Chciałabym kupić mieszkanie do remontu lub deweloperskie. I tu się pojawiły schody. Mówię do partnera o moim pomyśle, i o tym, że przecież kupując takie mieszkanie nie będę mogła się wprowadzić od razu (remont) , oczekiwałam może, że wyjdzie od niego propozycja choćby czasowego wspólnego zamieszkania (parę miesięcy, może pół roku). Nic takiego się nie stało, w zamian usłyszałam rady, że w takiej sytuacji mogę zamieszkać u siostry (w innym mieście wojewódzkim, ponad 100 km od tamtego!), lub muszę szukać mieszkania, którego stan pozwoli mi na wprowadzkę od razu. Zrobiło mi się bardzo przykro. Czy naprawdę kupując mieszkanie w mieście X, w którym zamieszka mój partner (odbiór mieszkania w listopadzie) muszę się tułać po rodzinie 100 km dalej albo rezygnować z zamiaru wykończenia mieszkania tak jak bym chciała? Czy to normalne? Zadałam mu wprost pytanie, czy nie myślał o opcji, w której czysto hipotetycznie, gdyby jednak trafiło mi się dobre mieszkanie deweloperskie, mogłabym z córką jakoś ten czas oczekiwania na remont przeczekać. On na to, że nie myślał jeszcze, bo odbiór dopiero w listopadzie, i że nie wyobraża sobie tego ze względu na nasz (mój i córki) komfort. że to nie będzie tak jak teraz w moim mieszkaniu wynajmowanym, gdzie jest dużo miejsca. Powiedziałam, że OK, rozumiem, wiem, na co się piszę, że jakoś to przetrwamy. A on na to gdzie będzie spać moja córka, bo musiałaby w salonie (tam jest salon z aneksem i sypialnia, 47 metrów). Mówię, trudno, przecież jest miejsce (ale gdyby nie zechciała to się wycofam z pomysłu). Partner wciąż miał wielkie wątpliwości i było widać, że ewidentnie tego nie chce. Tłumaczyłam mu, że przecież nie wbijam mu na chatę forever, to przejściowa sytuacja, nie stać mnie na takie kumulowanie opłat. W końcu widząc jego postawę, zdenerwowałam się, bardzo mnie to zabolało, powiedziałam, że ta reakcja pokazuje, kim dla niego naprawdę jestem. Że związek to nie tylko miłe chwile, to też różne sytuacje, mogę np. zachorować, stracić pracę, potrzebować czasem pomocy, mieć poczucie, że można na kimś polegać. Jego reakcja? Był zły, nie chciał już o tym rozmawiać, stwierdził, że pół dnia mówię, jaki to on jest zły i że specjalnie sprowokowałam taką sytuację, żeby się pokłócić. Mam żal, bo ja wyszłam do niego praktycznie ze wszystkim, jest u mnie 3-4 dni w tygodniu (u rodziców ma tylko ciasny zagracony pokój), spodziewałam się, że okresowe zamieszkanie u niego to będzie coś oczywistego. Ja tak bym postąpiła, gdyby on był w analogicznej sytuacji. Zaczynam myśleć, że coś tu jest nie tak. Jak widzicie tę sytuację z boku? Miałam czy nie miałam prawo oczekiwać, że partner mnie wesprze? Przecież ta przeprowadzka do miasta X to także ukłon w jego stronę - nie rozumiem go. Pomaga mi w oględzinach mieszkań, generalnie nie zniechęca do decyzji, ale skąd alergia na wspólne czasowe zamieszkanie? 47 metrów to chyba powierzchnia, która pomieści trzy osoby? Zdaję sobie sprawę, że tam będzie urządzone po odbiorze od razu, trzeba zrobić kuchnię, umeblować, ja pytałam go tylko teoretycznie i na wypadek GDYBY był już urządzony. Proszę o szczere opinie, może czegoś nie widzę, dla mnie ta sytuacja jest kuriozalna.
MaryClark jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując