Przyczajenie
Zarejestrowany: 2008-05
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 3
|
Emocjonalna ruletka...
Witam wszystkich ja co prawda do tej pory byłam tu niczym "przyczajony tygrys, ukryty smok" bo czytałam Wasze posty, z niektórymi się identyfikowałam, niektóre mnie w jakiś sposób inspirowały, pomagały... jednakże teraz pojawił się nowy problem, na który sama nie umiem sobie odpowiedzieć. Sama nie wiem co wybrać. Zdaję sobie sprawę, że nikt za mnie nie wybierze, nawet wy mi nie powiecie "bierz tego" i będzie po problemie... Ale mam nadzieję, że może jakoś obiektywnym okiem spojrzycie na tą sytuację i doradzicie mi jakiś nowy punkt widzenia... ale może od początku.
Z A. znam się od 8 miesięcy i akurat za 2 dni wypada nasza 8. rocznica związku. Zeszliśmy się po 8 dniach znajomości i ja co prawda na początku nie byłam przekonana, czy to dobry pomysł, po jakimś czasie nie wyobrażałam sobie bez niego życia, jednakże oboje mieszkaliśmy w małej miejscowości, a ja chciałam wyjechać na wakacje do Warszawy i po wakacjach już tam zostać na studiach. W tym czasie on miał pracę tam, więc żyliśmy sobie w rozjazdach widząc się dzieńlub dwa dni w tygodniu. Jednakże w sierpniu nastąpił niespodziewany zwrot akcji - postanowił być przy mnie i do mnie dołączyć w stolicy. Znalazł pracę, wszystko miało być pięknie... ale do czasu... tu nie miał umowy, tu mu podziękowali po kilku dniach, tu mu nie zapłacili... owszem ma teraz pracę, ale zarobkowo to nie są jakieś fajerwerki, ale już nie jest źle. Bywały miesiące, gdy praktycznie nie miał pieniędzy, bo tu coś nie wyszło, tam coś nie wyszło, tu nie zapłacili itd... no i mu pomagałam. Bo przecież tak powinna zrobić kochająca "żona". Robiłam wszystko żeby mi nie umarł z głodu i żeby jakoś dał radę... Wychodzi już na prostą. Ale ja czasem już nie wytrzymuję. Kłócimy się o byle co, o to, że coś załatwi tak a nie inaczej... czasem zachowuję się jakbym obwiniała go za to, że trafiał na nieuczciwych pracodawców. Ja wiem, że on mnie kocha. Ja go również, ale po prostu cały czas mam jakieś głupie, w mózgu wygenerowane przekonanie, że on jest ze mną, bo mu pomagam, bo go nie zostawię jak się wszystko będzie waliło. Że nie będę taka "wspaniałomyślna" jak "teściu" który powiedział mu, że ma radzić sobie sam. I tyle.
No i teraz druga część problemu... Gdy zaczęłam studiować jakoś tak chcąc nie chcąc w oko wpadł mi kolega z uczelni, z grupy... Zaczęliśmy pisać na gg, potem zaczęły się rozmowy na żywo. Podoba mi się i z buźki, i umie mnie rozbawić... i jest mistrzem w prawieniu komplementów i niejednokrotnie się przy nim rumienię. Żeby się bardziej skomplikowało ja mu się bardzo podobam i dziś mi to powiedział...
I co ja mam zrobić? Ja po prostu nie wiem. Z jednej strony nie chcę zostawić A. bo go kocham, bo tyle już razem przeszliśmy, bo co jak co, ale jakieś tam plany na przyszłość były... zamieszkanie razem, ślub, dzieci... Z drugiej strony korci mnie to co nieznane, czyli kolega z uczelni. Nie chcę ani zdradzić A, ani skrzywdzić kolegi. A najgorsze że nie umiem ani jednemu ani drugiemu odmówić. Bo żadnemu nie chcę zrobić krzywdy. Z jednej strony szkoda mi 8 miesięcy razem, gdy już znamy się na tyle, że wiemy o co komu kiedy chodzi, że znosimy swoje charaktery choć czasem jest trudno, a z drugiej strony romans z kolegą to byłaby ruletka, bo nie mamy pewności czy po dwóch miesiącach nie stwierdzilibyśmy "nie pasujemy do siebie". Bo ja niestety, jestem trudna z charakteru... Dlaczego ja muszę być taką Matką Teresą, że się martwię o każdego? Heh... może dlatego, że o mnie nikt nigdy w sprawach emocjonalnych się nie martwił i było "spadaj mała"...
Próbowałam już metody plusów i minusów... Ale jeden ma to, czego nie ma drugi. Jeden nie pali, drugi pali od 11 lat. Jeden uwielbia koty, drugi ich nie cierpi. Jeden może mi pomóc w nauce, bo to umie, a drugi może tylko mi powiedzieć "kochanie, poucz się dziś". Jeden jest ładny z buźki, a drugi ma boskie ciałko, jeden ma obsesję na punkcie poprawności ortograficznej, drugi robi błędy ort. w smsach... no i co. Można tak w nieskończoność...
Nawet z desperacji postanowiłam sprawdzić w horoskopie. I co napisali? "Najlepszy związek tworzysz ze skorpionami i rybami". I co? A. to skorpion, a kolega to ryba... Nie wiem czy to, że zainteresowałam się kolegą wynika z tego, że przytłoczyło mnie te kilka miesięcy problemów z A... czy jak... nie wiem co robić i po prostu mam mętlik...
Wiem, że nie powiecie mi "bierz tego"... bo to się tak nie da, ale mam nadzieję, że może nakierujecie na właściwą drogę w myśleniu...
Dziękuję za każdą pomoc
|