Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - Po terapii. Jak odzyskac zaufanie najblizszych?
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2013-02-22, 14:14   #1
Erena
Zadomowienie
 
Avatar Erena
 
Zarejestrowany: 2013-02
Lokalizacja: Getynga, Niemcy
Wiadomości: 1 119

Po terapii. Jak odzyskac zaufanie najblizszych?


Witam serdecznie. Temat nie myli. Nie szukam w tym momencie pomocy dla siebie, tylko wlasnie sposobu, jak pomoc najblizszym zaakceptowac mnie taka jaka jestem obecnie i nie analizowac moich zachowan pod katem choroby. Z gory uprzedzam - jestem dorosla, a ten post pewnie brzmi strasznie dziecinnie, ale po prostu nie wiem, jak sobie z tym problemem sama poradzic.

Kiedy przypaletala sie do mnie anoreksja, nie bylam juz mlodziutka nastolatka - mialam 19 lat i wlasnie szlam na studia. Startowalam z duzej nadwagi, wiec problem dlugo nie byl w ogole dostrzegany przez rodzine i przyjaciol. Wszystko stalo sie jasne w wakacje, ktore spedzalam w domu (studiowalam wtedy 400 km od miejsca zamieszkania). Ultimatum bylo jasne - jesli chce wrocic na studia, musze poddac sie terapii. Znalazlysmy z mama terapeutke w miejscu moich studiow. Nie mam za soba pobytu w szpitalu, leczylam sie ambulatoryjnie - od pazdziernika do lipca, w tym od lutego-marca to juz nie byla walka o przywrocene wagi, tylko o ustabilizowanie i odzyskanie, ze tak powiem, rownowagi psychicznej.

Od terapii minelo juz 5 lat. Obecnie czuje sie dobrze ze soba, a BMI mam w normie. Wiem, ze nie sposob tego jednoznaczne stwierdzic, ale w moim odczuciu postawilam sobie pewne limity, by koszmar sprzed paru lat nie wrocil. Mam tez pelne wsparcie Meza. Jednak o ile ja pogodzilam sie ze soba, o tyle problem nadal ma moja rodzina - zarowno mama i dziadkowie, jak i tesciowa (wtajemniczona przez moja mame).

Czesc problemow jest podobna jak w watku Ilty poswieconym uprzejmemu odmawianiu, gdy ktos zbyt intensywnie namawia na jedzenie. Ja niestety nadal jestem pod lupa i zwlaszcza dziadkom zdarza sie wyrazic bardzo dosadnie swoj niepokoj, bo np. odmawiam dokladki ciasta albo jem mniej na kolacje, bo czuje sie bardzo najedzona po swiatecznym obiedzie.

Wiecej - nadal kiedy pojawie sie w domu ( mieszkamy z Malzonem za granica, wiec przyjezdzamy doslownie kilka razy w roku, raczej przy okazji swiat, wakacji itp.), jestem obserwowana, czy aby nie schudlam, albo komentowana, jaka jestem straszliwie chuda (wage mam niezmieniona od 2 lat). O dziwo, moje przejscie na wegetarianizm rowniez 2 lata temu (ciagnelo mnie do tego od dawna, ale dopiero wtedy stwierdzilam, ze moge to zrobic bezpiecznei bez ryzyka, ze znowu zaczne ograniczac jedzenie albo cos) przeszlo bez wiekszej afery. Byly niepokoje, bylo na poczatku nazywanie tego fanaberia nastawiona na to, zeby znowu schudnac, ale rzeczowa rozmowa i wytlumaczenie, jak bede sie teraz odzywiac, odnioslo skutek. Zreszta ja tez poszlam na kompromis i jesli podczas mojego pobytu w domu pojawi sie jakas potrawa miesna, to dla swietego sposobu chociaz jej sprobuje

O ile to bylabym w stanie jeszcze jakos zdzierzyc, problemem jest niestety tesciowa. Wazne - tesciowa jest lekarzem. Czesto odnosze wrazenie, ze jest przekonana, ze o chorobie i o mojej psychice "po" to ona wie najlepiej, a nie ja sama. Pomine sytuacje z nia zwiazane przy okazji jedzenia, bo to material na dluzsuy post, a juz sie rozpisalam i tak. Sporo epizodow ma miejsce np. przy okazji doboru ubran, kupowania nowych ubran itp. Jednym z czestych "hitow" jest chociazby stwierdzenie "nie czujesz sie dobrze w obcislej kiecce-tubie, bo jestes anorektyczka i masz zaburzony obraz wlasnego ciala" (coz - nie czuje sie dobrze, bo w obcislych ubraniach jest mi po prostu niewygodnie...). Inny przyklad - znowu z sukienkami. Malzon na jakas tam okazje postanowil uszczesliwic mnie sukienka. Tesciowa, jako ze akurat u nas goscila, zaoferowala swoje towarzystwo. Wchodzimy do sklepu, szukam sukienek. Z tej, ktora wpadla mi w oko, jak na zlosc nie bylo mojego rozmiaru - albo o kilka numerow za duze, albo o jeden za maly. Stwierdzilam, ze sprawdze na tej mniejszej (jesli w nia w ogole wleze), jak ten fason w ogole lezy - jak sie zachwyce, to najwyzej zamowie online moj rozmiar (przy 3 numery za duzej nie stwierdzilabym, jak ona lezy). Mierze, faktycznie przyciasna. Tesciowa laduje mi sie do przymierzalni, ocenia kiecke na za ciasna, i mowi do mojego Meza: "Ani sie waz jej te sukienke kupowac, bo ona bedzie sie teraz glodzic, zeby w nia wejsc". Po czym reaguje wielka obraza na zwrocenie jej uwagi, ze chyba jednak nie ma racji.

Uff, koniec. Wiem, ze sama nie jestem swieta. Wiem, jaki stres zafundowalam moim najblizszym, kiedy chorowalam (strasznie mi wstyd, jak przypomne sobie moje niektore zachowania). Wiem tez, ze nie moge po prostu powiedziec "nie martwcie sie, anoreksja nie wroci", bo prawdopodobnie zostanie to odebrane kompletnie na opak. Jak sobie z tym poradzic? Bardzo prosze o podpowiedz.
Erena jest offline   Odpowiedz cytując