Moja historia - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2010-10-19, 12:24   #1
agg85
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2008-01
Wiadomości: 3

Moja historia


Witam was dziewczyny J
Zakładam nowy wątek choć wiem że na forum są podobne, ale musze to z siebie wyrzucić i może dzięki mojej historii te z was które są w podobnej sytuacji nie popełnią moich błędów.

Chodzi oczywiści o faceta, miłość życia, niedoszłego męża itd.

Wszystko zaczęło się 5 lat temu. Miałam wtedy 20 lat on 23. Ognisko z przyjaciółmi nad jeziorem, rozmowa przy księżycu stało się – zaiskrzyło. Nie od razu byliśmy razem. On cały czas się starał żebyśmy byli razem, ja trochę się bałam. Wtedy mimo młodego wieku byłam bardzo niezależna, ale miałam też już pewne nieprzyjemne doświadczenia i bałam się powtórnego zranienia. Poza tym mieszkaliśmy 80 km od siebie. W końcu jednak się przełamałam, postanowiłam spróbować. Było cudownie, choć spotykaliśmy się tylko w weekendy. Razem bawiliśmy się z przyjaciółmi dużo rozmawialiśmy, ale wtedy nic nie planowaliśmy. Po ok. pół roku uświadomiłam sobie ze chcę czegoś więcej, ze potrzebuję mężczyzny który poważniej niż on podchodzi do życia, który myśli o przyszłości. Chciałam żeby nasz związek dojrzał, nie opierał się tylko na wspólnej zabawie. On tego nie rozumiał. W efekcie spotykaliśmy się coraz rzadziej, nie pisaliśmy do siebie, nie dzwoniliśmy, po roku wspólnej znajomości rozstaliśmy się. Ja tego chciałam, wiedziałam że z tym człowiekiem (choć coś do niego czułam) nie będę potrafiła być szczęśliwa.

Przez dwa lata każde z nas żyło swoim życiem, spotykaliśmy się z różnymi ludźmi. Ja wyjechałam skończyć studia do innego miasta, znalazłam tam świetna prace w zawodzie, robiłam karierę, czułam że cały świat należy do mnie. Przez cały ten czas byłam z nim w kontakcie, na początku wysyłaliśmy do siebie tylko smsy na święta, ale z czasem coraz częściej rozmawialiśmy na gg, przez telefon. W końcu zaprosiłam go do siebie. Przecież nic nie stało na przeszkodzie żebyśmy byli przyjaciółmi. Przyjechał na weekend, było świetnie, okazało się ze mimo tych dwóch lat dalej świetnie się rozumieliśmy, choć każde z nas na swój sposób się zmieniło. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, znów zbliżyliśmy się do siebie. Wtedy wyznał mi że nadal mnie kocha, że zrobi dla mnie wszystko, ze nie wyobraża sobie życia beze mnie. W mojej głowie pojawiło się dużo sprzecznych myśli, serce chciało rozum ostrzegał. Powiedziałam mu ze na odległość to nie ma sensu (teraz dzieliło nas 200 km a nie 80 jak poprzednio), ze raz już nie wyszło. Zaproponował ze się przeprowadzi, ze tu poszuka pracy, że moglibyśmy spróbować jeszcze raz. Bałam się tego wszystkiego ale nie potrafiłam odmówić. Był to okres kiedy skończyłam studia, wielu znajomych wyjechało do swoich rodzinnych miejscowości, w pracy miałam różne problemy.

W końcu stało się on znalazł pracę, przeprowadził się. Chciał żebyśmy od razu zamieszkali razem, ja nie chciałam. Było świetnie, spotykaliśmy się codziennie, czułam ze pokochałam go na nowo, do tego stopnia ze chcialam być tylko z nim, odsunełam się od przyjaciół, zapomniałam o sobie, ważny był tylko on. Po trzech miesiącach w mieszkaniu które wynajmowałam ze znajomymi zwolnilo się miejsce i wtedy wprowadził się do mnie. Troche się kłociliśmy o takie przyziemne sprawy jak mycie naczyn, gotowanie. On przez 26 lat mieszkał z mamą która nie pracowała i robiła wszystko w domu, ja taka być nie chcialam, chciałam zwiazku partnerskiego w którym wszystkimi obowiązkami się dzielimy – w końcu ja tez zarabiałam na nasze zycie, też większa część dnia spedzałam w pracy. Po tygodniu powiedział mi ze jedzie na weekend do rodziców, po czym dodał ze nie wie czy jeszcze wróci, bo „nie czuje się tu sobą”. Myślalam że to jakiś sen. Następnego dnia jak wróciłam z pracy jego rzeczy już nie było, jego też. Gdy do niego zadzwoniłam powiedział że musi sobie wszystko przemyśleć, że na razie chce zostac w rodzinnym domu. To był koszmar, przez tydzien tylko płakałam, zrozumiałam że mam tylko jego, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie mogłam sobie znaleźc miejsca, wziełam dwa dni urlopu, wyjechałam na do rodzicow. Wszyscy ciagle powtarzali mi zebym dała sobie z nim spokój, ze dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ze skoro uciekł tak z dnia na dzień to jak mogę być pewna że to się nie powtórzy, a ja tylko się modliłam żeby wrócił.

Przyjechał po tygodniu, spakował reszte swoich rzeczy, powiedział ze znalazł nową pracę, że nie wroci mieszkać razem ze mną, ale ze nie chce się rozstawać, ze on też nie wyobraża sobie życia beze mnie tylko nie pasuje mu to miejsce, to miasto, że nie ma tu znajomych a przeciez tak lubi wychodzic gdzieś wieczorami z kumplami, dobrze się zabawic. Wtedy zaproponowałam że może poszukamy mieszkania gdzies w jego miejscowości ze ja zostawie swoją prace i się do niego przeprowadze. Powiedział ze jeszcze nie, ze wie ze moja obecna praca to dla mnie duza szansa, ze ją lubie, ze nie chce mnie tego wszystkiego pozbawiac. Ale dla mnie liczył się tylko on, mogłam zrobić dla niego wszystko wystarczyło żeby poprosił. Póki co spotykaliśmy się w weekendy, było ciezko, ale najwazniejsze ze byliśmy razem. Zaczelismy planowac przyszłość, a w zasadzie on zaczął. Mówił o tym że jak się do niego przeprowadze i znajde prace to wybudujemy dom, zaproponowal zebysmy poszli obejrzeć pierścionki, że najwyższa pora się zaręczyć. Byłam szczęsliwa że tak poważnie do tego podchodzi. Spędziliśmy wspólnie wspaniałe świeta, sylwestra, nie moglismy się sobą nacieszyc. W styczniu to się jednak zmieniło. Wciąż mieszkalismy 200 km od siebie. Przyjechał do mnie na kilka dni, przywiózł psa siostry, było świetnie, chodziliśmy na spacery, planowaliśmy że jak zamieszkamy razem to tez kupimy psa itd. Kiedy jednak pies wrócił do wlascicielki powiedział ze jakos w tym mieszkaniu teraz pusto, ze ma mętlik w głowie, ze brakuje mu „tego czegoś”, że miedzy nami już nie jest tak jak kiedyś, że chyba już nie kocha mnie tak jak kiedys i pojechał do domu. Świat zawalił mi się po raz drugi. Nie rozumiałam jak można planować zareczyny, myśleć o przyszłości a za chwile mówic takie rzeczy. Po tygodniu zadzwonił przeprosił, powiedział ze chyba się wystraszył ze to już tak na poważnie, ze mamy już takie konkretne plany itd. Znów byłam szczęśliwa – nie zostawił mnie.

W maju zwolniłam się z pracy. Nic mnie tu już nie trzymało, odsunęłam się od wszystkich znajomych. Byłam w wielkim miescie sama jak palec. Przeprowadziłam się do niego. Zamiast pierscionka kupił mi psa, takiego o jakim zawsze marzyłam. Przez trzy miesiące mieszkałam z nim i jego rodzicami. To naprawde fantastyczni ludzie, było mi tam dobrze choc czulam się bardzo skrępowana ta sytuacją, czułam ze zwaliłam im się na głowe. Nie moglam znaleźć pracy, zamknęłam się w sobie, czułam się okropnie, mialam tez do niego żal że muszę przez to wszystko przechodzic. Chodz on mnie zapewniał ze tak nie jest to jednak czułam ze mu przeszkadzam. Zdecydowałam ze musimy sobie poszukac mieszkania, ze powinnismy być sami, dotrzec się itd. Znaleźlismy. Pod koniec sierpnia mieszkalismy już u siebie, urządzalismy mieszkanie, ja przywiozłam swoje meble, kupiłam pralke na raty, wielki materac (choć nie pracowałam to miałam troche oszczędności). Przez pierwszy tydzień było ok., potem zaczął się koszmar. Ciagle o cos się kłocilismy, nie starczało nam pieniedzy, mieszkalismy razem ale jakby osobno. Codziennie płakałam, przestaliśmy ze sobą rozmawiać. W łózku było zimno. Cały dom był na mojej głowie, on chodził do pracy,a reszte dnia spedzał przed tv lub komputerem. uważał ze to wystarczy, ze nic wiecej w życiu, w zwiazku nie trzeba. Oprócz jedzenia obiadów i spania nic nie robiliśmy razem. Wtedy pierwszy raz zaczęłam naprawde żałować. Żałować wszystkich podjetych decyzji. Żałować że zostawiłam dla niego przyjaciół, pracę, zrezygnowałam z samej siebie, że rzuciłam wszystko tylko dla niego. W czwartek pierwszy raz powiedział że powinniśmy się rozstac, nie przyjmowałam tego do wiadomości, myślałam że jak się oboje postaramy to uda nam się to naprawić. W Piątek powiedział już stanowczno ze to nie ma sensu, że nie będziemy w tym szczesliwi, ze jedyne rozwiązanie to się rozstac, w sobote się spakował i wyprowadził.
Dzisiaj siedze sama w naszym mieszkaniu, bez przyjaciół, bez pracy, bez pieniedzy, za to z rachunkami, ratami za pralke i psem który ciagle za nim piszczy. Za miesiac nie będę miała gdzie mieszkac bo nie będę miała za co oplacic mieszkania wiec pewnie wroce do rodziców. Straciłam przez niego wszystko, ale najgorsze ze straciłam wiare w ludzi i w samą siebie. Dziś już nie płacze, nic nie czuje, ani miłości ani nienawiści, ani chęci do niczego.
Wiem tylko to przed czym wszyscy ostrzegali mnie na początku – nigdy nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.
agg85 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 12:35   #2
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 642
Dot.: Moja historia

Cytat:
Napisane przez agg85 Pokaż wiadomość
Witam was dziewczyny J
Zakładam nowy wątek choć wiem że na forum są podobne, ale musze to z siebie wyrzucić i może dzięki mojej historii te z was które są w podobnej sytuacji nie popełnią moich błędów.

Chodzi oczywiści o faceta, miłość życia, niedoszłego męża itd.

Wszystko zaczęło się 5 lat temu. Miałam wtedy 20 lat on 23. Ognisko z przyjaciółmi nad jeziorem, rozmowa przy księżycu stało się – zaiskrzyło. Nie od razu byliśmy razem. On cały czas się starał żebyśmy byli razem, ja trochę się bałam. Wtedy mimo młodego wieku byłam bardzo niezależna, ale miałam też już pewne nieprzyjemne doświadczenia i bałam się powtórnego zranienia. Poza tym mieszkaliśmy 80 km od siebie. W końcu jednak się przełamałam, postanowiłam spróbować. Było cudownie, choć spotykaliśmy się tylko w weekendy. Razem bawiliśmy się z przyjaciółmi dużo rozmawialiśmy, ale wtedy nic nie planowaliśmy. Po ok. pół roku uświadomiłam sobie ze chcę czegoś więcej, ze potrzebuję mężczyzny który poważniej niż on podchodzi do życia, który myśli o przyszłości. Chciałam żeby nasz związek dojrzał, nie opierał się tylko na wspólnej zabawie. On tego nie rozumiał. W efekcie spotykaliśmy się coraz rzadziej, nie pisaliśmy do siebie, nie dzwoniliśmy, po roku wspólnej znajomości rozstaliśmy się. Ja tego chciałam, wiedziałam że z tym człowiekiem (choć coś do niego czułam) nie będę potrafiła być szczęśliwa.

Przez dwa lata każde z nas żyło swoim życiem, spotykaliśmy się z różnymi ludźmi. Ja wyjechałam skończyć studia do innego miasta, znalazłam tam świetna prace w zawodzie, robiłam karierę, czułam że cały świat należy do mnie. Przez cały ten czas byłam z nim w kontakcie, na początku wysyłaliśmy do siebie tylko smsy na święta, ale z czasem coraz częściej rozmawialiśmy na gg, przez telefon. W końcu zaprosiłam go do siebie. Przecież nic nie stało na przeszkodzie żebyśmy byli przyjaciółmi. Przyjechał na weekend, było świetnie, okazało się ze mimo tych dwóch lat dalej świetnie się rozumieliśmy, choć każde z nas na swój sposób się zmieniło. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, znów zbliżyliśmy się do siebie. Wtedy wyznał mi że nadal mnie kocha, że zrobi dla mnie wszystko, ze nie wyobraża sobie życia beze mnie. W mojej głowie pojawiło się dużo sprzecznych myśli, serce chciało rozum ostrzegał. Powiedziałam mu ze na odległość to nie ma sensu (teraz dzieliło nas 200 km a nie 80 jak poprzednio), ze raz już nie wyszło. Zaproponował ze się przeprowadzi, ze tu poszuka pracy, że moglibyśmy spróbować jeszcze raz. Bałam się tego wszystkiego ale nie potrafiłam odmówić. Był to okres kiedy skończyłam studia, wielu znajomych wyjechało do swoich rodzinnych miejscowości, w pracy miałam różne problemy.

W końcu stało się on znalazł pracę, przeprowadził się. Chciał żebyśmy od razu zamieszkali razem, ja nie chciałam. Było świetnie, spotykaliśmy się codziennie, czułam ze pokochałam go na nowo, do tego stopnia ze chcialam być tylko z nim, odsunełam się od przyjaciół, zapomniałam o sobie, ważny był tylko on. Po trzech miesiącach w mieszkaniu które wynajmowałam ze znajomymi zwolnilo się miejsce i wtedy wprowadził się do mnie. Troche się kłociliśmy o takie przyziemne sprawy jak mycie naczyn, gotowanie. On przez 26 lat mieszkał z mamą która nie pracowała i robiła wszystko w domu, ja taka być nie chcialam, chciałam zwiazku partnerskiego w którym wszystkimi obowiązkami się dzielimy – w końcu ja tez zarabiałam na nasze zycie, też większa część dnia spedzałam w pracy. Po tygodniu powiedział mi ze jedzie na weekend do rodziców, po czym dodał ze nie wie czy jeszcze wróci, bo „nie czuje się tu sobą”. Myślalam że to jakiś sen. Następnego dnia jak wróciłam z pracy jego rzeczy już nie było, jego też. Gdy do niego zadzwoniłam powiedział że musi sobie wszystko przemyśleć, że na razie chce zostac w rodzinnym domu. To był koszmar, przez tydzien tylko płakałam, zrozumiałam że mam tylko jego, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie mogłam sobie znaleźc miejsca, wziełam dwa dni urlopu, wyjechałam na do rodzicow. Wszyscy ciagle powtarzali mi zebym dała sobie z nim spokój, ze dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ze skoro uciekł tak z dnia na dzień to jak mogę być pewna że to się nie powtórzy, a ja tylko się modliłam żeby wrócił.

Przyjechał po tygodniu, spakował reszte swoich rzeczy, powiedział ze znalazł nową pracę, że nie wroci mieszkać razem ze mną, ale ze nie chce się rozstawać, ze on też nie wyobraża sobie życia beze mnie tylko nie pasuje mu to miejsce, to miasto, że nie ma tu znajomych a przeciez tak lubi wychodzic gdzieś wieczorami z kumplami, dobrze się zabawic. Wtedy zaproponowałam że może poszukamy mieszkania gdzies w jego miejscowości ze ja zostawie swoją prace i się do niego przeprowadze. Powiedział ze jeszcze nie, ze wie ze moja obecna praca to dla mnie duza szansa, ze ją lubie, ze nie chce mnie tego wszystkiego pozbawiac. Ale dla mnie liczył się tylko on, mogłam zrobić dla niego wszystko wystarczyło żeby poprosił. Póki co spotykaliśmy się w weekendy, było ciezko, ale najwazniejsze ze byliśmy razem. Zaczelismy planowac przyszłość, a w zasadzie on zaczął. Mówił o tym że jak się do niego przeprowadze i znajde prace to wybudujemy dom, zaproponowal zebysmy poszli obejrzeć pierścionki, że najwyższa pora się zaręczyć. Byłam szczęsliwa że tak poważnie do tego podchodzi. Spędziliśmy wspólnie wspaniałe świeta, sylwestra, nie moglismy się sobą nacieszyc. W styczniu to się jednak zmieniło. Wciąż mieszkalismy 200 km od siebie. Przyjechał do mnie na kilka dni, przywiózł psa siostry, było świetnie, chodziliśmy na spacery, planowaliśmy że jak zamieszkamy razem to tez kupimy psa itd. Kiedy jednak pies wrócił do wlascicielki powiedział ze jakos w tym mieszkaniu teraz pusto, ze ma mętlik w głowie, ze brakuje mu „tego czegoś”, że miedzy nami już nie jest tak jak kiedyś, że chyba już nie kocha mnie tak jak kiedys i pojechał do domu. Świat zawalił mi się po raz drugi. Nie rozumiałam jak można planować zareczyny, myśleć o przyszłości a za chwile mówic takie rzeczy. Po tygodniu zadzwonił przeprosił, powiedział ze chyba się wystraszył ze to już tak na poważnie, ze mamy już takie konkretne plany itd. Znów byłam szczęśliwa – nie zostawił mnie.

W maju zwolniłam się z pracy. Nic mnie tu już nie trzymało, odsunęłam się od wszystkich znajomych. Byłam w wielkim miescie sama jak palec. Przeprowadziłam się do niego. Zamiast pierscionka kupił mi psa, takiego o jakim zawsze marzyłam. Przez trzy miesiące mieszkałam z nim i jego rodzicami. To naprawde fantastyczni ludzie, było mi tam dobrze choc czulam się bardzo skrępowana ta sytuacją, czułam ze zwaliłam im się na głowe. Nie moglam znaleźć pracy, zamknęłam się w sobie, czułam się okropnie, mialam tez do niego żal że muszę przez to wszystko przechodzic. Chodz on mnie zapewniał ze tak nie jest to jednak czułam ze mu przeszkadzam. Zdecydowałam ze musimy sobie poszukac mieszkania, ze powinnismy być sami, dotrzec się itd. Znaleźlismy. Pod koniec sierpnia mieszkalismy już u siebie, urządzalismy mieszkanie, ja przywiozłam swoje meble, kupiłam pralke na raty, wielki materac (choć nie pracowałam to miałam troche oszczędności). Przez pierwszy tydzień było ok., potem zaczął się koszmar. Ciagle o cos się kłocilismy, nie starczało nam pieniedzy, mieszkalismy razem ale jakby osobno. Codziennie płakałam, przestaliśmy ze sobą rozmawiać. W łózku było zimno. Cały dom był na mojej głowie, on chodził do pracy,a reszte dnia spedzał przed tv lub komputerem. uważał ze to wystarczy, ze nic wiecej w życiu, w zwiazku nie trzeba. Oprócz jedzenia obiadów i spania nic nie robiliśmy razem. Wtedy pierwszy raz zaczęłam naprawde żałować. Żałować wszystkich podjetych decyzji. Żałować że zostawiłam dla niego przyjaciół, pracę, zrezygnowałam z samej siebie, że rzuciłam wszystko tylko dla niego. W czwartek pierwszy raz powiedział że powinniśmy się rozstac, nie przyjmowałam tego do wiadomości, myślałam że jak się oboje postaramy to uda nam się to naprawić. W Piątek powiedział już stanowczno ze to nie ma sensu, że nie będziemy w tym szczesliwi, ze jedyne rozwiązanie to się rozstac, w sobote się spakował i wyprowadził.
Dzisiaj siedze sama w naszym mieszkaniu, bez przyjaciół, bez pracy, bez pieniedzy, za to z rachunkami, ratami za pralke i psem który ciagle za nim piszczy. Za miesiac nie będę miała gdzie mieszkac bo nie będę miała za co oplacic mieszkania wiec pewnie wroce do rodziców. Straciłam przez niego wszystko, ale najgorsze ze straciłam wiare w ludzi i w samą siebie. Dziś już nie płacze, nic nie czuje, ani miłości ani nienawiści, ani chęci do niczego.
Wiem tylko to przed czym wszyscy ostrzegali mnie na początku – nigdy nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.
Tornado nie przyszło i nie zmiotło tego związku z powierzchni ziemi - Wasze błędy (obydwie strony je popełniły) to sprawiły. Miało być "romatisz", a okazało się, że związek to również przyziemne sprawy - rachunki do opłacenia, jedzenie do kupienia i ugotowania, depresja z powodu braku pracy, rozdrażnienie z powodu tego, że partnerka płacze i nie wiadomo o co jej chodzi. Zostawiłaś dla niego wszystko - no z takim nastawieniem do sprawy to nie mogło się udać. On nie rozumiał jak ciężko jest zostawić dom, rodzinę, znajomych - więc nie dał Ci należytego wsparcia. Ty nie umiałaś z nim normalnie, konstruktywnie porozmawiać, bez płaczów i histerii. On... Długo by wymieniać Wasze błędy. I wiesz co? Takie jest życie, mnóstwo związków rozbija się właśnie o kasę - najczęściej jej brak.

Na przyszłość: nie poświęcaj dla związku znajomych, pasji, hobby - nawet jeżeli się gdzieś przenosisz to podtrzymuj ten kontakt, pielęgnuj go; nie rzucaj pracy, jeżeli nie masz nagranej nowej; rozmawiaj o kasie konkretnie, wyliczając realne koszty utrzymania, planując szczegółowo, a nie na zasadzie "jakoś to będzie". Do pozostałych wniosków powinnaś dojść sama.

Będzie dobrze, musi być.
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 13:43   #3
agg85
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2008-01
Wiadomości: 3
Dot.: Moja historia

Wiem ze popełniałam masę błędów, choć teraz to i tak już nic nie zmieni.
Że zostawiłam dla niego wszystko -poprostu zaanagażowałam sie w to całą sobą, on był dla mnie najważniejszy, nic innego się nie liczyło. Nie potrzebowałam przyjaciół bo on był moim przyjacielem ...do czasu. I czy w zyciu naprawde liczy sie najbardziej kasa?

W każdym razie dzięki za rady
agg85 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 14:23   #4
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 642
Dot.: Moja historia

Cytat:
Napisane przez agg85 Pokaż wiadomość
Wiem ze popełniałam masę błędów, choć teraz to i tak już nic nie zmieni.
Że zostawiłam dla niego wszystko -poprostu zaanagażowałam sie w to całą sobą, on był dla mnie najważniejszy, nic innego się nie liczyło. Nie potrzebowałam przyjaciół bo on był moim przyjacielem ...do czasu. I czy w zyciu naprawde liczy sie najbardziej kasa?

W każdym razie dzięki za rady
Wybacz, ale Twoje podejście pt. "nie potrzebowałam przyjaciół" jest mega niezdrowe - w takiej sytuacji każdy Twój związek może z czasem się rozpaść lub może źle się w nim dziać. Wiesz dlaczego? Jakbyś miała 1-2 przyjaciółki / przyjaciół to miałabyś się komu wygadać, wypłakać, nawet pohisteryzować i Twój facet nie musiałby tego każdego dnia wysłuchiwać. Przyjaciółka / przyjaciel pomogli by Ci spojrzeć na niektóre sprawy, problemy w innej strony - przyznać Ci rację, czasami Cię zganić, doradzić lub po prostu dać się wygadać, wykrzyczeć. Może Twój związek trwał by do tej pory, gdybyś miała z kim pogadać. Partner nie powinien być całym naszym światem - to zbyt duże obciążenie, odpowiedzialność, to męczy go, a z czasem nudzi.

Co do tej kasy: gdy kasa jest, to się nie liczy, a gdy jej nie ma, to staje się największym problemem. Analogicznie jest ze zdrowiem, czy wolnym czasem.Ciężko jest budować coś w sytuacji, gdy cały czas jest obawa, że nie starczy na jedzenie, rachunki, gdy jedna strona zaczyna zarzucać drugiej, że nie mamy na to i na tamto. Facet się pewnie poczuł przegrany, że nie umie zarobić wystarczającej kasy, że siedzicie bez sensu w tym mieszkaniu i jeszcze dużą kasę musicie za nie płacić. On Ci nie okazał wsparcia z tym przeprowadzeniem się w nowe miejsce, poczuciem wyobcowania, a Ty mu nie okazałaś wsparcia jeżeli chodzi o kwestie finansowe. Zamiast go pocieszyć, ale również poszukać pracy intensywniej, nawet mniej opłacalnej, Ty ryczałaś po kątach. Facet został sam na placu boju. I w końcu stwierdził, że nie ma o co walczyć.
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 14:33   #5
havana82
Raczkowanie
 
Avatar havana82
 
Zarejestrowany: 2010-01
Wiadomości: 463
Dot.: Moja historia

Cytat:
Napisane przez Doris1981 Pokaż wiadomość
Wybacz, ale Twoje podejście pt. "nie potrzebowałam przyjaciół" jest mega niezdrowe - w takiej sytuacji każdy Twój związek może z czasem się rozpaść lub może źle się w nim dziać. Wiesz dlaczego? Jakbyś miała 1-2 przyjaciółki / przyjaciół to miałabyś się komu wygadać, wypłakać, nawet pohisteryzować i Twój facet nie musiałby tego każdego dnia wysłuchiwać. Przyjaciółka / przyjaciel pomogli by Ci spojrzeć na niektóre sprawy, problemy w innej strony - przyznać Ci rację, czasami Cię zganić, doradzić lub po prostu dać się wygadać, wykrzyczeć. Może Twój związek trwał by do tej pory, gdybyś miała z kim pogadać. Partner nie powinien być całym naszym światem - to zbyt duże obciążenie, odpowiedzialność, to męczy go, a z czasem nudzi.

Co do tej kasy: gdy kasa jest, to się nie liczy, a gdy jej nie ma, to staje się największym problemem. Analogicznie jest ze zdrowiem, czy wolnym czasem.Ciężko jest budować coś w sytuacji, gdy cały czas jest obawa, że nie starczy na jedzenie, rachunki, gdy jedna strona zaczyna zarzucać drugiej, że nie mamy na to i na tamto. Facet się pewnie poczuł przegrany, że nie umie zarobić wystarczającej kasy, że siedzicie bez sensu w tym mieszkaniu i jeszcze dużą kasę musicie za nie płacić. On Ci nie okazał wsparcia z tym przeprowadzeniem się w nowe miejsce, poczuciem wyobcowania, a Ty mu nie okazałaś wsparcia jeżeli chodzi o kwestie finansowe. Zamiast go pocieszyć, ale również poszukać pracy intensywniej, nawet mniej opłacalnej, Ty ryczałaś po kątach. Facet został sam na placu boju. I w końcu stwierdził, że nie ma o co walczyć.
klask i: tak tak i jeszcze raz tak
__________________
Books are the quietest and most constant of friends; they are the most accessible and wisest of counsellors, and the most patient of teachers. Charles W. Eliot
havana82 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 14:45   #6
Clemence
Zakorzenienie
 
Avatar Clemence
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Thessaloniki! Greece
Wiadomości: 5 383
Dot.: Moja historia

Wiesz..
czlowiek stwierdza,ze nie warto bylo gdy mu się nie układa.Najpeirw decyduje-rzucam wszystko- jadę.Jakbyś np była szczęśliwą żoną to nie powiedzialabyś,że nie warto bylo prawda?Stwierdzilabys,ze tak bylo ale nie powiedzialabys- żałuję,to było złe.
To,ze rzucilas dla kogos wszystko jak dkla mnnie nie jest zle.Ale zanim to zrobilas to zwroc uwagę na to,że wiele rzeczy wskazywalo na to,że nie bylo warto- np On uciekl,obiecuje Ci cos a potem zmienia zdanie,ucieka.
Wiadomo,ze taki partner niestety nie traktuje poważnie związku.
Stara sie owszem,ale niestety juz raz z Nim mieszkalas-sama widzialas jak to wyglądało.
Więc wiesz zaryzykowalas wszystko.Moim zdaniem zrobilas dobrze i nie powinnas miec do Siebie pretensji.Trzeba po prostu pewne rzeczy zauwazac zanim sie czlowiek na cos zdecyduje.A wiekszosc z kobiet jest zafascynowana niestety.Ale uwazam,ze dla milosci to warto..
__________________
>
and I'm like... and I'm like... and I'm like...


'But know this...I'm only judged by one Power, and I serve HIM.. !

<3
Clemence jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 15:17   #7
dagienka
Zadomowienie
 
Avatar dagienka
 
Zarejestrowany: 2010-03
Wiadomości: 1 185
Dot.: Moja historia

Pewnie wyrażę niepopularny na wizażu pogląd, ale według mnie największą szansę na przetrwanie mają związki ludzi z tego samego środowiska, o tych samych potrzebach i celach, wyznających podobne wartości.

A tak? Ty, dziewczyna robiąca karierę w dużym mieście nie chciałaś zmywać, więc on "czuł się źle i się wyprowadził". Więc rzucasz pracę, jedziesz za nim, żeby tak jak on chce, zmywać mu naczynia. I jesteś nieszczęśliwa. A teraz on Cię zostawił i widzisz, że nie masz nic.
Wracaj do miasta i błagaj szefa, może przyjmie Cię z powrotem.


PS. A psa bym mu zawiozła i zostawiła, jak mówi, że bez psa w mieszkaniu tak pusto.

Edytowane przez dagienka
Czas edycji: 2010-10-19 o 15:20
dagienka jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 16:20   #8
agg85
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2008-01
Wiadomości: 3
Dot.: Moja historia

Doris1981 trudno mi się nie zgodzić z tym co piszesz. Choć może nie z wszystkim. W kazdym razie wiem ze wiele rzeczy zrobiłabym teraz inaczej. Jednak decyzje ktore podjemowałam\podejmowalis my wczesniej wtedy wydawały się byc najlepszymi
agg85 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 17:06   #9
karolca
Zakorzenienie
 
Avatar karolca
 
Zarejestrowany: 2006-04
Lokalizacja: tam, gdzie kończy się Internet
Wiadomości: 30 736
Dot.: Moja historia

Cytat:
Napisane przez agg85 Pokaż wiadomość
Doris1981 trudno mi się nie zgodzić z tym co piszesz. Choć może nie z wszystkim. W kazdym razie wiem ze wiele rzeczy zrobiłabym teraz inaczej. Jednak decyzje ktore podjemowałam\podejmowalis my wczesniej wtedy wydawały się byc najlepszymi
tylko wciąż powtarzaliście te same błędy. Pusto czy nie, jesli ludzi nie łączy prawdziwe uczucie to pusto będzie ze stadem psów - ten chociaż wypełniał wasz wolny czas i wyciągał z domu.
Rzucając wielkie miasto myślałaś, że u niego będzie inaczej? Że tam stworzycie związek prawdziwie partnerski? Takie wychowanie wyniósł z domu i nie da się tego zmienić.

Wrócić do miasta, w którym zaczęłaś karierę będzie jak przyznanie się do błędu... ciężko będzie.
__________________

♥ ♥ ♥


Komentuj.
Nie obrażaj.
karolca jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 17:17   #10
miss_bennet
Rozeznanie
 
Avatar miss_bennet
 
Zarejestrowany: 2010-08
Wiadomości: 917
Dot.: Moja historia

A ja myślę podobnie do Clemence, chociaż nie do końca.
Postąpiłaś pochopnie, nawet jeśli byłaś zakochana... to dawał Ci wcześniej sygnały, że do końca odpowiedzialny to on nie jest
Błędy jakie popełniłaś to jedno, ale dla mnie to on tutaj ma więcej za skórą. Mydli Ci oczy zaręczynami, za chwilę się wyprowadza, ściąga Cię do siebie, ale jednak mu nie pasujesz, więc się rozstajecie. Facet moim zdaniem nie dojrzały, bawił się Tobą. Jak mu pasowałaś, to fajnie, że byłaś. A jak mu się odwidziało, to "nara". Egoista i dzieciak.
Twój błąd, że widząc to wszystko rzuciłaś pracę i odwróciłaś się od przyjaciół. Bywa i tak, że człowiek zakochany po prostu świata poza kimś nie widzi, ale miałaś sygnały, żeby być ostrożną. Nie byłaś - trudno. Teraz myśl, jak się zebrać do kupy, bo musisz odzyskać swoje życie, on nie był widocznie wart, byś je dla niego poświęcała.
__________________
miss_bennet jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 17:26   #11
lilia_pamplemousse
Rozeznanie
 
Avatar lilia_pamplemousse
 
Zarejestrowany: 2010-07
Wiadomości: 779
Dot.: Moja historia

Cytat:
Napisane przez agg85 Pokaż wiadomość
Witam was dziewczyny J
Zakładam nowy wątek choć wiem że na forum są podobne, ale musze to z siebie wyrzucić i może dzięki mojej historii te z was które są w podobnej sytuacji nie popełnią moich błędów.

Chodzi oczywiści o faceta, miłość życia, niedoszłego męża itd.

Wszystko zaczęło się 5 lat temu. Miałam wtedy 20 lat on 23. Ognisko z przyjaciółmi nad jeziorem, rozmowa przy księżycu stało się – zaiskrzyło. Nie od razu byliśmy razem. On cały czas się starał żebyśmy byli razem, ja trochę się bałam. Wtedy mimo młodego wieku byłam bardzo niezależna, ale miałam też już pewne nieprzyjemne doświadczenia i bałam się powtórnego zranienia. Poza tym mieszkaliśmy 80 km od siebie. W końcu jednak się przełamałam, postanowiłam spróbować. Było cudownie, choć spotykaliśmy się tylko w weekendy. Razem bawiliśmy się z przyjaciółmi dużo rozmawialiśmy, ale wtedy nic nie planowaliśmy. Po ok. pół roku uświadomiłam sobie ze chcę czegoś więcej, ze potrzebuję mężczyzny który poważniej niż on podchodzi do życia, który myśli o przyszłości. Chciałam żeby nasz związek dojrzał, nie opierał się tylko na wspólnej zabawie. On tego nie rozumiał. W efekcie spotykaliśmy się coraz rzadziej, nie pisaliśmy do siebie, nie dzwoniliśmy, po roku wspólnej znajomości rozstaliśmy się. Ja tego chciałam, wiedziałam że z tym człowiekiem (choć coś do niego czułam) nie będę potrafiła być szczęśliwa.

Przez dwa lata każde z nas żyło swoim życiem, spotykaliśmy się z różnymi ludźmi. Ja wyjechałam skończyć studia do innego miasta, znalazłam tam świetna prace w zawodzie, robiłam karierę, czułam że cały świat należy do mnie. Przez cały ten czas byłam z nim w kontakcie, na początku wysyłaliśmy do siebie tylko smsy na święta, ale z czasem coraz częściej rozmawialiśmy na gg, przez telefon. W końcu zaprosiłam go do siebie. Przecież nic nie stało na przeszkodzie żebyśmy byli przyjaciółmi. Przyjechał na weekend, było świetnie, okazało się ze mimo tych dwóch lat dalej świetnie się rozumieliśmy, choć każde z nas na swój sposób się zmieniło. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, znów zbliżyliśmy się do siebie. Wtedy wyznał mi że nadal mnie kocha, że zrobi dla mnie wszystko, ze nie wyobraża sobie życia beze mnie. W mojej głowie pojawiło się dużo sprzecznych myśli, serce chciało rozum ostrzegał. Powiedziałam mu ze na odległość to nie ma sensu (teraz dzieliło nas 200 km a nie 80 jak poprzednio), ze raz już nie wyszło. Zaproponował ze się przeprowadzi, ze tu poszuka pracy, że moglibyśmy spróbować jeszcze raz. Bałam się tego wszystkiego ale nie potrafiłam odmówić. Był to okres kiedy skończyłam studia, wielu znajomych wyjechało do swoich rodzinnych miejscowości, w pracy miałam różne problemy.

W końcu stało się on znalazł pracę, przeprowadził się. Chciał żebyśmy od razu zamieszkali razem, ja nie chciałam. Było świetnie, spotykaliśmy się codziennie, czułam ze pokochałam go na nowo, do tego stopnia ze chcialam być tylko z nim, odsunełam się od przyjaciół, zapomniałam o sobie, ważny był tylko on. Po trzech miesiącach w mieszkaniu które wynajmowałam ze znajomymi zwolnilo się miejsce i wtedy wprowadził się do mnie. Troche się kłociliśmy o takie przyziemne sprawy jak mycie naczyn, gotowanie. On przez 26 lat mieszkał z mamą która nie pracowała i robiła wszystko w domu, ja taka być nie chcialam, chciałam zwiazku partnerskiego w którym wszystkimi obowiązkami się dzielimy – w końcu ja tez zarabiałam na nasze zycie, też większa część dnia spedzałam w pracy. Po tygodniu powiedział mi ze jedzie na weekend do rodziców, po czym dodał ze nie wie czy jeszcze wróci, bo „nie czuje się tu sobą”. Myślalam że to jakiś sen. Następnego dnia jak wróciłam z pracy jego rzeczy już nie było, jego też. Gdy do niego zadzwoniłam powiedział że musi sobie wszystko przemyśleć, że na razie chce zostac w rodzinnym domu. To był koszmar, przez tydzien tylko płakałam, zrozumiałam że mam tylko jego, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie mogłam sobie znaleźc miejsca, wziełam dwa dni urlopu, wyjechałam na do rodzicow. Wszyscy ciagle powtarzali mi zebym dała sobie z nim spokój, ze dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ze skoro uciekł tak z dnia na dzień to jak mogę być pewna że to się nie powtórzy, a ja tylko się modliłam żeby wrócił.

Przyjechał po tygodniu, spakował reszte swoich rzeczy, powiedział ze znalazł nową pracę, że nie wroci mieszkać razem ze mną, ale ze nie chce się rozstawać, ze on też nie wyobraża sobie życia beze mnie tylko nie pasuje mu to miejsce, to miasto, że nie ma tu znajomych a przeciez tak lubi wychodzic gdzieś wieczorami z kumplami, dobrze się zabawic. Wtedy zaproponowałam że może poszukamy mieszkania gdzies w jego miejscowości ze ja zostawie swoją prace i się do niego przeprowadze. Powiedział ze jeszcze nie, ze wie ze moja obecna praca to dla mnie duza szansa, ze ją lubie, ze nie chce mnie tego wszystkiego pozbawiac. Ale dla mnie liczył się tylko on, mogłam zrobić dla niego wszystko wystarczyło żeby poprosił. Póki co spotykaliśmy się w weekendy, było ciezko, ale najwazniejsze ze byliśmy razem. Zaczelismy planowac przyszłość, a w zasadzie on zaczął. Mówił o tym że jak się do niego przeprowadze i znajde prace to wybudujemy dom, zaproponowal zebysmy poszli obejrzeć pierścionki, że najwyższa pora się zaręczyć. Byłam szczęsliwa że tak poważnie do tego podchodzi. Spędziliśmy wspólnie wspaniałe świeta, sylwestra, nie moglismy się sobą nacieszyc. W styczniu to się jednak zmieniło. Wciąż mieszkalismy 200 km od siebie. Przyjechał do mnie na kilka dni, przywiózł psa siostry, było świetnie, chodziliśmy na spacery, planowaliśmy że jak zamieszkamy razem to tez kupimy psa itd. Kiedy jednak pies wrócił do wlascicielki powiedział ze jakos w tym mieszkaniu teraz pusto, ze ma mętlik w głowie, ze brakuje mu „tego czegoś”, że miedzy nami już nie jest tak jak kiedyś, że chyba już nie kocha mnie tak jak kiedys i pojechał do domu. Świat zawalił mi się po raz drugi. Nie rozumiałam jak można planować zareczyny, myśleć o przyszłości a za chwile mówic takie rzeczy. Po tygodniu zadzwonił przeprosił, powiedział ze chyba się wystraszył ze to już tak na poważnie, ze mamy już takie konkretne plany itd. Znów byłam szczęśliwa – nie zostawił mnie.

W maju zwolniłam się z pracy. Nic mnie tu już nie trzymało, odsunęłam się od wszystkich znajomych. Byłam w wielkim miescie sama jak palec. Przeprowadziłam się do niego. Zamiast pierscionka kupił mi psa, takiego o jakim zawsze marzyłam. Przez trzy miesiące mieszkałam z nim i jego rodzicami. To naprawde fantastyczni ludzie, było mi tam dobrze choc czulam się bardzo skrępowana ta sytuacją, czułam ze zwaliłam im się na głowe. Nie moglam znaleźć pracy, zamknęłam się w sobie, czułam się okropnie, mialam tez do niego żal że muszę przez to wszystko przechodzic. Chodz on mnie zapewniał ze tak nie jest to jednak czułam ze mu przeszkadzam. Zdecydowałam ze musimy sobie poszukac mieszkania, ze powinnismy być sami, dotrzec się itd. Znaleźlismy. Pod koniec sierpnia mieszkalismy już u siebie, urządzalismy mieszkanie, ja przywiozłam swoje meble, kupiłam pralke na raty, wielki materac (choć nie pracowałam to miałam troche oszczędności). Przez pierwszy tydzień było ok., potem zaczął się koszmar. Ciagle o cos się kłocilismy, nie starczało nam pieniedzy, mieszkalismy razem ale jakby osobno. Codziennie płakałam, przestaliśmy ze sobą rozmawiać. W łózku było zimno. Cały dom był na mojej głowie, on chodził do pracy,a reszte dnia spedzał przed tv lub komputerem. uważał ze to wystarczy, ze nic wiecej w życiu, w zwiazku nie trzeba. Oprócz jedzenia obiadów i spania nic nie robiliśmy razem. Wtedy pierwszy raz zaczęłam naprawde żałować. Żałować wszystkich podjetych decyzji. Żałować że zostawiłam dla niego przyjaciół, pracę, zrezygnowałam z samej siebie, że rzuciłam wszystko tylko dla niego. W czwartek pierwszy raz powiedział że powinniśmy się rozstac, nie przyjmowałam tego do wiadomości, myślałam że jak się oboje postaramy to uda nam się to naprawić. W Piątek powiedział już stanowczno ze to nie ma sensu, że nie będziemy w tym szczesliwi, ze jedyne rozwiązanie to się rozstac, w sobote się spakował i wyprowadził.
Dzisiaj siedze sama w naszym mieszkaniu, bez przyjaciół, bez pracy, bez pieniedzy, za to z rachunkami, ratami za pralke i psem który ciagle za nim piszczy. Za miesiac nie będę miała gdzie mieszkac bo nie będę miała za co oplacic mieszkania wiec pewnie wroce do rodziców. Straciłam przez niego wszystko, ale najgorsze ze straciłam wiare w ludzi i w samą siebie. Dziś już nie płacze, nic nie czuje, ani miłości ani nienawiści, ani chęci do niczego.
Wiem tylko to przed czym wszyscy ostrzegali mnie na początku – nigdy nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.
Niewiarygodne, co za debil. Ciesz się, że to się skończyło, wróć do miasta, w którym pracowałaś, zajmij się sobą.

Czy nie widzisz, że byłaś z niestabilnym emocjonalnie egoistą, który chciał mieć codziennie podany obiad?
lilia_pamplemousse jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2010-10-19, 19:29   #12
natasza2007
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2009-01
Wiadomości: 42
Dot.: Moja historia

dobrze, że nie dorobiliście się dziecka...
natasza2007 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-01-01 00:00:00


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 18:18.






© 2000 - 2025 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.