|
|
#1 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Kryzys po zaręczynach
Piszę do Was z prośbą o radę i pomoc
Od 4 lat jestem w związku z cudownym człowiekiem, zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, jak otworzył mi drzwi do swojego mieszkania (jego mama uczyła mnie do egzaminu na studia), nie mogłam przestać o nim myśleć, on o mnie też, po pół roku spotkaliśmy się w końcu, ja zakończyłam szybko mój poprzedni związek i praktycznie po miesiącu zaczęliśmy pomieszkiwać razem, po roku już wynajęliśmy wspólne mieszkanie.Mieliśmy jeden kryzys- zostawił mnie na 2 tygodnie, bo miał dość tego, że jestem zaborcza, ale po dwóch tygodniach wróciliśmy do siebie, ja się zmieniłam, on się stał jeszcze lepszy i byliśmy bardzo bardzo szczęśliwi. Byliśmy i parą i przyjaciółmi, spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę, planowaliśmy podróże, opiekował się mną, kochał, szanował. Często dziękowałam Bogu, że się spotkaliśmy, że mamy takie potworne szczęście i często płakałam ze wzruszenia (wiem, że to dziwne ). Zbliżała się nasza czwarta rocznica, Wojtek zabrał mnie do Rzymu. Wiedzialam co się święci - oświadczył mi się Płakałam jak bóbr, mimo że się tego spodziewałam. I nagle, dzień później przyszedł on - KRYZYS. POWAŻNY. Wymyśliłam, że mieszkanie, które chcemy kupić możemy kupić z rodziną na swoim. Okazało się, że musielibyśmy wziąć ślub już, czyli 4 tygodnie po zaręczynach. On ucieszył się, powiedział super. A ja nagle oblałam się potem, zaczęłam płakać i pomyślałam - o boże nie! ja nie chcę tego ślubu! nie kocham go! nie chcę spędzić z nim reszty życia! Oczywiście muszę wspomnieć, że przez ostatnię parę lat to była jedyna PEWNA rzecz w moim życiu - że go kocham i będę kochać aż do starego dziadziusia. Kochałam o tym mysleć. Próbowałam się jeszcze przekonać do tego ślubu, ale im bardziej próbowałam tym bardziej płakałam. On oczywiście zaakceptował moją decyzję. Potem przyszła kolejna myśl - nie chcę tego mieszkania. Odwołałam jego kupno, straciliśmy zaliczkę. On znowu to zaakceptował. Teraz wątpie w to, czy wogóle go kocham. Uczyniłam go w kilka dni całowicie obcym człowiekiem! zaczęłam nienawidzić! w głowie mam tylko jedną myśl: masz 23 lata nie zmarnuj swojego życia! nie chcesz z nim być! gdzieś czeka na ciebie prawdziwy mąż!Tak bardzo nienawidzę tych myśli, że wyć mi się chce z rozpaczy. Nie wiem co robić, nienawidzę siebie najbardziej na świecie. Tęsknię za tym, że byłam szczęśliwa ![]() Chodzę do psychoterapeuty, który twierdzi, że dramat w moim domu - w tym roku mój ojciec odszedł do innej kobiety, mama ma myśli sqamobójcze, odpycha mnie od mojego narzeczonego. Tak tęsknię za miłością do niego ![]() Pomóżcie mi proszę, czy Wy też byłyście w podobnej sytuacji? Że straciłyście miłość do kogoś w tak krótkim czasie? Proszę o opinie, liczę na Was! Edytowane przez Trzepotka Czas edycji: 2014-08-10 o 08:57 Powód: Przywrócenie usuniętego posta. |
|
|
|
|
#2 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2010-08
Wiadomości: 5 308
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Przeraziłaś się wizją nagłego ślubu, na który nie jesteś gotowa i się go obawiasz w gruncie rzeczy. Te negatywne emocje odbiły się na partnerze, a ty przetworzylaś, że skoro nie chcesz ślubu to i jego nie chcesz.
Moim zdaniem pracuj z psychoterapeutą. Zabierz też swojego chłopaka by zrozumiał co się dzieje, że po prostu tak jakby demony przeszłości (ojciec, matka) wzięły górę, przeraziłaś się i musisz poukładac swoje emocje. Na to mi to wygląda. Aczkolwiek mylic się po ludzku mogę. |
|
|
|
|
#3 | |
|
ma zielone pojęcie
Zarejestrowany: 2007-12
Lokalizacja: T'Kashi (Wolkan)
Wiadomości: 40 401
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Cytat:
__________________
„Nowhere am I so desperately needed as among a shipload of illogical humans”. Spock („Star Trek”) |
|
|
|
|
|
#4 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Shmalzberg
Wiadomości: 7 002
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
opowiem ci bajkę ze szczęśliwym zakończeniem...a więc- dawno dawno temu, La'Mbria była piękną młodą studentką, taką z ambicjami,dobrym kierunkiem studiów(takim Wow-Wow) i ze złamanym serduszkiem po poprzednim 4-letnim "poważnym" związku (buhaha)
Tak naprawdę związek istniał tylko w jej główce,poza nią- był facet i było (przepraszam za słownictwo)- ostre ru-ch-a-nie. Nic więcej. Tak więc piękna i młoda La'Mbria poznała koleżkę- nazwijmy go Zenek ![]() Zenek był zabawny, sexowny, uroczy na swój nieśmiały sposób, poza tym- pierońsko inteligentny, dowcipny i w ogóle- dusza towarzystawa...no i się zakochał w La'Mbrii. Zostali parą. Taką przez duże P. Ze dwa lata mieszkali osobno, potem wynajęli coś wspólnie ze znajomymi (i na przekór swoim rodzicom), byli zapatrzeni w siebie...latka mijały... w końcu La'Mbria i jej 'Zenek' zdecydowali się na zakup własnego mieszkania (bo ślubu nie chcieli nigdy brać) Znaleźli wymarzone...idealne po prostu- dzielnica właściwa, budownictwo takie jakiego szukali, dwa pokoiki ale słoneczne (na więcej ich by nie było stać w Wawie), poszli do doradcy kredytowego- tak- mogą państwo wziać wspólnie (bez ślubu)kredyt...jeszcze wtedy nie było programu rodzina na swoim, więc nie było po co się spieszyć ze ślubowaniem... kasa na zadatek wypłacona, papiery w banku złożone (zapytanie o decyzję kredytową), La'Mbria i jej Zenek byli wtedy ze sobą już ładnych parę lat (chyba z 5 czy 6) mieli wspólne plany, dwa koty i poznali już dobrze swoje rodziny... i...nigdy nie sfinalizowali transakcji- blady strach padł na La'Mbrię i Zenka, on bal się jej, ona jego, oboje bali się zobowiązania na całe życie (co tam ślub- przecież są rozwody...ale kredyt- to jest dopiero coś)! Rozstali się W zgodzie i smutku, że tak musiało być...no ale nie wyszło i już. Przez rok mieszkali osobno i "kolegowali" się Po roku-doszli do wniosku, że razem bywa ciężko, ale osobno jest jeszcze ciężej.Czas był odpowiedni na podjęcie trudnych życiowo decyzji... Epilog: "Dwa lata później"- La'Mbria i Zenek mają ślicznego synka i wymarzone (o niebo lepsze od tamtego) własne mieszkanie, tym razem nie dwu, ale trzypokojowe. no może przesadziłam z tym "własnym"-raczej "bankowe", jeszcze przez jakieś 30 lat ![]() tadam. Koniec. konkluzja- jak macie być razem to i tak się znajdziecie, zejdziecie i będziecie Jak nie pisane wam bycie razem- to niech każde idzie swoją drogą i nie ogląda się na to drugie.Myśmy z moim byłym-obecnym TŻem tak właśnie zrobili i wróciliśmy do siebie po równym roku. Teraz już jesteśmy pewni na 100% że jesteśmy z właściwą osobą
__________________
jedyne miejsce gdzie sukces jest wcześniej niż wysiłek, to słownik jak chłopu zależy, to żeby skały srały, a mury pękały, to znajdzie czas i sposób, żeby się z Tobą skontaktować...
|
|
|
|
|
#5 |
|
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2011-12
Wiadomości: 1 221
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
La'Mbria dużo szczęścia życzę... Niech Wam się dzieciaczek zdrowo chowa
I zgadzam się w pełni z przesłaniem tej "bajeczki" - po prostu się przestraszyłaś... to normalne... opanujesz strach i wszystko wróci do normy... będzie pięknie. Nie można przestać kochać z dnia na dzień.
|
|
|
|
|
#6 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2009-12
Lokalizacja: Stargard
Wiadomości: 9
|
Widzę że nie jestem sama tylko że u mnie to 3 lata związku.Tak bardzo bym chciała znów kochać :/
|
|
|
|
|
#7 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Shmalzberg
Wiadomości: 7 002
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Cytat:
a poważnie- nie można odkochać się w ciągu chwili, ale można wpaść w panikę, że się jest z niewłaściwym typem (mimo wspólnych lat razem), często jest tak, że pary (te świeże i te długodystansowe) zamiatają problemy pod dywan, udają sami przed sobą, że jest pięknie, kolorowo i wszyscy są happy..aż...trzeba pójść krok do przodu- zrobić coś wspólnie i...zong! robi się problem. nie namawiam do żadnych drastycznych środków typu "rozstańcie się i zobaczcie czy chcecie być razem"- takie rozstania na próbę są po prostu głupie i dziecinne. Ale...jesli masz jakiekolwiek wątpliwości co do swojego partnera, to lepiej zrobić krok do tyłu, poczekać, nawet ostatecznie rozstać się, niż brnąć w coś, czego do końca nie czujemy, nie jesteśmy w 100% przekonane, że postępujemy własciwie. Potem problemy zamiast znikać, nawarstwiają się- szkoda życia na to. A jeśli trafiłaś na tego własciwego, to i tak w końcu się "odnajdziecie" także nie ma co płakać- zawsze się w takiej sytuacji jest na plus Lepsze wątpliwości tuż po zaręczynach, niż np. w dniu ślubu, albo tuż po ślubie (wyobrażasz sobie wydać na weselicho 40 tysi i po oczepinach dostać "wątpliwości względem partnera'? toż to idzie się szarym mydłem pochlastać w takiej sytuacji
__________________
jedyne miejsce gdzie sukces jest wcześniej niż wysiłek, to słownik jak chłopu zależy, to żeby skały srały, a mury pękały, to znajdzie czas i sposób, żeby się z Tobą skontaktować...
|
|
|
|
|
|
#8 | ||
|
High Quality Since 2007
Zarejestrowany: 2007-12
Lokalizacja: wild wild south
Wiadomości: 4 268
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
la'Mbria uwielbiam Twoją opowieść
za każdym razem jak ją czytam daje mi to nadzieję
__________________
Cytat:
Cytat:
|
||
|
|
|
|
#9 |
|
Zakorzenienie
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Czesto takie powazne decyzje zmuszaja nas by powaznie przemyslec zwiazek.
Mialam ja chlopaka, kilka lat zwiazku, mlodzi oboje bylismy, przebakiwanie o slubie, jego rozczarowanie kiedy jednak okazalo sie, ze nie jestem w ciazy (a moja ulga!). Taki zwiazek z wieloma emocjami, rozstaniami, powrotami, moimi watpliwosciami czesto, ale pusic go nie chcialam. Az do dnia kiedy mi zakomunikowal 'mam mozliwosc kupna mieszkania bla bla', nawet nie kredyt razem, zamieszkanie, przeniesienie tego szczeniackiego bycia razem na nowy level. I ja juz wiedzialam... ze nie chce. Nie z nim. Kilka dni pozniej rozstalismy sie ostatecznie. Moze w waszym zwiazku byly jakies problemy, jednak nie byl taki udany i nagle, tak powazna decyzja Ci to uswiadomila. A moze zwyczajnie przygnieciona problemami rodzinnymi sie wystraszylas... |
|
|
|
|
#10 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2009-12
Lokalizacja: Stargard
Wiadomości: 9
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
a mi się wszystko poprzestawiało w głowie.Kiedy mój TŻ chciał się bawić to ja marzyłam o ślubie i zamieszkaniu razem a teraz kiedy on zaczął myśleć poważniej jak się wystraszył że mogę odejść to mi kompletnie odechciało się ustatkowania.Mam wrażenie że zmarnuje swoją młodość.Nudzę się z nim.Nawet powiedział mi otwarcie że pozamulamy u niego w domu jak zapytałam co będziemy robić w sylwestra.Podsuwałam mu pomysł z wypadem na miejski sylwester ale on twierdzi że nie ma pomysłu i nie chce mu się nic wymyślać.
|
|
|
|
|
#11 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Droga hecate, właśnie nie do końca tak było, że byliśmy problemowym związkiem. Od ponad dwóch lat nie było żadnego kryzysu między nami oprócz drobnych kłótni zazwyczaj wynikających z mojego ciężkiego charakteru. I to też nie tak, że on nagle zaskoczył mnie zaręczynami... Ja znalazłam dom, w którym mieliśmy zamieszkać, ja sprzedałam swoją działkę, żeby było na wkład własny. Już nawet znalazłam kuchnię, którą koniecznie chcę mieć w nowym domu. Raz nawet trochę się naburmuszyłam, że kupujemy mieszkanie/dom, a nie jesteśmy nawet zaręczeni. Myślę, że też czułam takie napięcie, że koleżanki zaręczają się po dwóch latach związku, a my już 4 lata razem i nadal nic a przecież jest cudownie. Wiedziałam, ze on mnie kocha więc chciałam zaręczyn. Ale chyba okazało się, że wcale do nich nie dojrzałam
Mam 23 lata, on 25, ale jasne, że to niczego nie tłumaczy.Jeszcze mnie pokarało, bo poszłam do cholernej wróżki, która rzekła: złe karty! karty śmierci! przy obrączkach trumna! pani nie kocha! to koniec! No i mnie nastroiła pozytywnie jestem naprawdę głupia.
Edytowane przez miniminii Czas edycji: 2013-11-18 o 07:59 |
|
|
|
|
#12 | |
|
Zakorzenienie
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Cytat:
Teraz bedziesz o slowach jakies kobity myslec i dorabiac znaczenie - samospelniajaca sie przepowiednia. Jestes mlodziutka i dom, slub to bardzo powazne zobowiazania i mozna sie wystraszyc. Daj sobie czas. Watpliwosci moga minac, a jesli nie mina, to lepiej, ze wyszly na jaw teraz, niz pozniej - po slubie, po zobowiazaniach finansowych. |
|
|
|
|
|
#13 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
psychoterapia naprawdę mi się przyda, bo CZAS to dla mnie coś przerażającego. Ja już wiem "będzie źle" i mam wyrzuty sumienia, że marnuję czas Jego i swój. Tak bardzo sobie wkręciłam wszelkie zło, że mam wrażenie, że wszystkie dobre myśli to okłamywanie samej siebie. A to raczej nie jest normalne... Cały czas mam w myślach, że na niego czeka prawdziwa żona, na mnie prawdziwy mąż i oszukujemy siebie samych próbując sklejać coś czego już nie ma. A gdyby ktoś powiedział mi miesiąc temu, że będę miała takie myśli to kazałabym mu palnać mnie mocno w łeb:/
|
|
|
|
|
#14 | |
|
Zakorzenienie
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Cytat:
Uporzadkuj sobie glowe i mam nadzieje, ze terapeuta pomoze Ci znalesc zrodlo problemu. |
|
|
|
|
|
#15 |
|
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2011-05
Wiadomości: 1 251
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
kochana ale nie daj się ponosić emocjom, tylko zastanów się na zimno : co zmieni się w Twoim życiu po ślubie, skoro się kochacie, przeżyliście już kilka lat, mieszkacie razem? NIC. To tylko ładna oprawa i sformalizowanie związku
Jak ktoś tylko "chodzi" ze swoim facetem, kilka razy w tygodniu się widzą, nie mieszkają razem to można powiedzieć, że to nie jest taki poważny związek w sensie po slubie jak zamieszkają razem może się wiele zmienić, bo tak na prawdę nie znają się z życia codziennego, nie wiedzą jak u nich wyglada podział obowiązków itd, po ślubie mogą wyjść różne dziwne rzeczy co może być jakimś powodem do rozpadu związku, bo człowiek , którego się "kochało" okazuje się być innym... ale co ma się zmienić u Ciebie? Przecież znacie się, wiecie jak to jest być razem 24h/dobę i tak na prawdę tylko od Was zależy jak ten związek będzie wyglądał. Jak będziecie się starać to będzie dobrze i ślub nie jest jakąs magiczną granicą od której coś zależy i się zmienia. Pomyśl o tym
|
|
|
|
|
#16 | ||
|
High Quality Since 2007
Zarejestrowany: 2007-12
Lokalizacja: wild wild south
Wiadomości: 4 268
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Co u Ciebie oznaczają słowa "prawdziwy mąż, prawdziwa żona"? Co definiuje to określenie? Kto jest taką prawdziwą żoną? Jakie ma cechy?
__________________
Cytat:
Cytat:
|
||
|
|
|
|
#17 |
|
Zakorzenienie
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Przestraszyłaś się i... jestem w stanie to zrozumieć.
Nie wiem nawet, czy wysyłanie od razu do psychologa jest potrzebne. Musisz sama tę opcje przemyśleć Wydaje mi się, że 1. dopiero się zaręczyliście i chyba nie zakładałaś, że miesiąc później czekać Ciebie będzie ślubu. Nie myślałaś o tym tak bardzo intensywnie, a taka decyzja, to jest podjęcie pewnych zobowiązań. Wiadomo - można wziąć rozwód, jakby co. Jednak nie o to chodzi w małżeństwie.Do tego kredyt na Was, jako małżeństwo, to dodatkowe obciążenie. Ja ze swoim Narzeczonym rok myśleliśmy o kredycie na samochód razem mieszkamy, więc mimo że jest na niego, razem musieliśmy wszystko dokładnie przemyśleć. Ale to jest jakiś stres, mimo wielkiego uczucia między nami ![]() A wraz ze stresem zaczęłaś sobie "wmawiać", że tutaj przecież nie ma żadnego uczucia Wiem, bo sama to przechodziłam. Pukałam się w głowę, jak to możliwe, że tak kocham tego faceta, a z drugiej strony nie wiem, czy chcę formalizować związek, bo może to nie ten? Chwilę się stresowałam, to prawda Miałam wtedy... 23 lata środek studiów. Nawet z tego co pamiętam, to zaczęłam sobie wmawiać, że nie mogę zmarnować z nim życia jak teraz o tym pomyślę, to pusty śmiech mnie ogarnia, bo lepszego człowieka poznać nie mogłam
Edytowane przez BajaderkowaBaba Czas edycji: 2011-12-31 o 10:16 |
|
|
|
|
#18 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Mówiąc prawdziwy mąż, prawdziwa żona mam na myśli to, że może gdzieś czeka na mnie i na niego ta prawdziwa druga połówka, do której nie będzie się miało wątpliwości...
Tym bardziej, że każdego dnia są coraz większe dziś na przykład obudziłam się o 3 rano z płaczem i płakałam do 11 w południe. Cały czas myślałam o tym, że WIEM że go już nie kocham, że WIEM, że i tak się rozstaniemy i WIEM że nic do niego nie czuję. I płakałam tak, bo jest mi z tego powodu tak potwornie smutna, byłam szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, a teraz z tego szczęścia nic nie zostało tylko tęsknota i żal. A nic przecież się nie wydarzyło, wręcz same dobre rzeczy. Cały czas myslę, że jeszcze kogoś spotkamy, mimo że wiem, że w tym kimś szukałabym wiele cech mojego narzeczonego, jego ciepła, charakteru, pewnie i wyglądu. Nie mogę zrozumieć siebie i wybaczyć sobie, że myślałam, że kocham go na 100% a teraz myślę, że nie kocham na 100%. Nie lubię siebie i tęsknię za tym co było miesiąc temu, tak jakby od tamtej pory minęło przynajmniej 10 lat... (((Teraz patrzę z zazdrością na inne pary i myślę: ale im fajnie, oni się tak kochają, a jeszcze niedawno patrzyłam na nasz związek i myslałam: ale my mamy fajnie, nikt nie kocha się tak mocno jak my. Nawet czasem ludzie na ulicy mówili nam: ale piękna para, ale zakochani, a byliśmy już razem parę lat. A motyle w brzuchu jak go widziałam ciągle były a teraz nienawiść, rozczarowanie i nawet nie wiem czym
Edytowane przez miniminii Czas edycji: 2011-12-31 o 13:38 |
|
|
|
|
#19 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2004-05
Wiadomości: 17 071
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
To rozstań się z nim, a na pewno nie ma sensu planowanie ślubu.Ty będziesz miała szansę kogoś poznać, a i tę szansę dajesz swojemu chłopakowi.
I nie, prawdziwy mąż/żona to nie polega, że "połówka czeka"- to poznanie właściwego człowieka, zaiskrzy, a potem praca, aby związek był dobry i satysfakcjonujący. |
|
|
|
|
#20 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
O planowaniu ślubu już nawet nie ma mowy. To zupełnie nie o to chodzi. Po prostu rozstanie się z kimś po 4 lata szczęśliwego związku, po którym w dwie minuty nadszedł kryzys bez konkretnej przyczyny, tylko przez nawarstwiające się lęki i myśli wydaje mi się dosyć smutny i może pochopny... Psycholog powiedział, że teraz żadna decyzja nie jest dobra, bo nie myślę obiektywnie. Że z decyzjami trzeba czekać do zakończenia terapii. On mi codziennie mówi "Misiu, daj szansę miłości, przecież nie mogłaś odkochać się w jeden dzień
" Tak mi jest smutno z tego powodu, a chyba jak się kogoś już nie kocha to jest się szczęśliwym jak się rozstaje. A nie płacze kilka godzin dziennie.... nie wiem![]() ---------- Dopisano o 13:46 ---------- Poprzedni post napisano o 13:42 ---------- Caly czas w głowie mam takie myślenie: jak się kogoś kocha, to się chyba w niego NIGDY nie wątpi? Nie mysli się, że może gdzieś jest inny "mąż"? i za każdym razem jak sobie tak myślę, to twierdzę, że go nie mogę kochać, skoro w ogóle takie myśli zaczęły przychodzić mi do głowy... Wiem, że niektóre z Was piszą, że też miały wątpliwości i u niektórych minęły, ale u niektórych doprowadziły do końca
Edytowane przez miniminii Czas edycji: 2011-12-31 o 13:43 |
|
|
|
|
#21 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2004-05
Wiadomości: 17 071
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Wiesz, kto nigdy nie ma wątpliwości? Głupek i idiota, oni zawsze pewni swoich racji, samozadowoleni i zamknięci w swoim ograniczonym rozumku.
To, że gdy przychodzi czas ważnych życiowych decyzji, człowiek ma wątpliwości, jest czymś naturalnym dla człowieka, który myśli. U ciebie na dodatek nałożyło się sporo trudnych przeżyć. |
|
|
|
|
#22 |
|
BAN stały
Zarejestrowany: 2010-08
Lokalizacja: Wrocław
Wiadomości: 3 236
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
No właśnie a co on na to wszystko? Jak on to odebrał? Powiedziałaś mu to wszystko co nam tutaj? Bo jeśli tak, to chyba też musi mu być teraz bardzo ciężko...
|
|
|
|
|
#23 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Powiedziałam mu to wszystko, mówię mu codziennie. Siedzę jak zabeczany glonojad i nie wychodzę z łożka. On jest przygaszony, ale mówi: misiu wszystko będzie dobrze, na pewno mnie kochasz, wszystko się jeszcze ułoży, zobaczysz będziemy starymi dziadkami z balkonikiem i będziemy się jeszcze z tego śmiali. Kiedy mu mówię, że nie chcę marnować jego czasu i żeby sobie znalazł dziewczynę, która go doceni i pokocha to mówi, że choćbyśmy mieli rozstać się za 6 miesięcy to woli chociaż te 6 miesięcy mieć mnie przy sobie
Taki właśnie jest kochany
|
|
|
|
|
#24 | ||
|
High Quality Since 2007
Zarejestrowany: 2007-12
Lokalizacja: wild wild south
Wiadomości: 4 268
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Mam wrażenie, że Ty żyjesz tak, jakby nad Tobą topór wisiał. Skoro nie musicie na gwałt niczego zmieniać, to daj sobie prawo do luzu i ochłonięcia.
__________________
Cytat:
Cytat:
|
||
|
|
|
|
#25 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Masz rację ama4. Ja cały czas zachowuję się, jakbym żyła w bajce, a jak coś jest niezgodne z moim idealnym scenariuszem to wpadam w rozpacz. Każdego dnia muszę mieć odpowiedź: kocham, czy nie kocham, jakbym nie miała czasu czekać:/
|
|
|
|
|
#26 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-05
Lokalizacja: Z daleka :)
Wiadomości: 3 436
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
miniminii kochana, doskonale Cię rozumiem...
Byłam w związku 10-letnim, myśleliśmy o nim poważnie, też chcieliśmy brać ślub, ale mój były widział we wszystkim problem, zero perspektyw, a ja się bałam małżeństwa dlatego, że mój ojciec całe życie pił. Odkąd pamiętam w domu były ciągłe awantury i nerwy, że ojciec przyjdzie znów do domu pijany. Bałam się, że mój mąż będzie taki sam. Jednak nie mogłabym zyc w tym związku, po prostu nie mogłam. Zakończyłam go. Teraz jestem w związku nowym. Też przeszłam przez psychoterapię i teraz już nie boję się problemów i trudności. Mój obecny TŻ pomaga mi zrozumieć samą siebie. Powiedziałam mu o moich obawach w związku z małżeństwem, doskonale je zrozumiał, a ja...powoli przestaję się bać. Przestałam zakładać, że moje małżeństwo będzie takie samo jak moich rodziców. Tylko mówię mu o wszystkim, a on pomaga mi pokonywać moje obawy. Rozmawiaj ze swoim TŻ-tem, jeśli sie boisz małżeństwa, powiedz mu o tym. Ja powiedziałam i poczułam, że pozbyłam się czegoś co niedawało mi zyc tyle lat. Nie chciałam w ogóle myśleć o dzieciach, a teraz...aż o nich marzę. Możliwe, że dopiero teraz trafiłam na odpowiedniego mężczyznę, choc to i tak czas pokaże. Ale najważniejsze jest to, aby ze sobą rozmawiać i mówić otwarcie o tym, czego się obawiamy. Pozdrawiam Cię gorąco i wierzę w Ciebie. Mam nadzieję, że wszystko się u Ciebie ułoży czego z całego serca Ci życzę, także na Nowy Rok.
__________________
![]() |
|
|
|
|
#27 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2004-05
Wiadomości: 17 071
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Cytat:
|
|
|
|
|
|
#28 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-11
Wiadomości: 108
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Kochana mysza007
u mnie właśnie najdziwniejsze było to, że cały czas marzyłam o ślubie, już chciałam żeby były zaręczyny, ślub, dzidziuś, często rozmawialiśmy o tym, że NASZ związek NIE będzie taki beznadziejny jak naszych rodziców, że oni się tak naprawdę nie kochali, nie potrafili stworzyć prawdziwego domu itp. ale NAM się właśnie uda. I takich rozmów było tysiące. A ja teraz czuję jak jakaś "przegrana" a jego w miesiąc uczyniłam dla siebie obcym człowiekiem. Patrzę na niego jak na ufo i myślę sobie "to my byliśmy 4 lata razem?". Nie wiem, czy właśnie żyłam w fikcji i zdjęłam różowe okulary i zrozumiałam, że tak bardzo chciałam związku, że nie brałam pod uwagę, że mógłby się zakończyć, choć to oznaczałoby że nie jestem do końca zdrowa psychicznie, skoro 4 lata wydawało mi się, że jestem szczęśliwa, a nie byłam:/ Idę po równi pochyłej i wcale mi się to nie podoba...Boję się, że jeśli z tego wyjdziemy, to już nigdy nie będzie naprawdę dobrze tylko to już będzie taki odgrzewany kotlet:/ ---------- Dopisano o 15:14 ---------- Poprzedni post napisano o 14:38 ---------- Czuję do siebie sporą nienawiść. Chodzę na terapie, buduję sobie w głowie pozytywne myśli, modlę się, paradoksalnie łażę do jakiś wróżek, a tak naprawdę chyba przyjęłam do wiadomości fakt, że miłość wygasła, fakt szybko, ale tak już jest i to tylko kwestia czasu. Na tyle jednak nie ufam sobie, że nie wiem, co było/jest prawdą - miłość, czy jej brak. Edytowane przez miniminii Czas edycji: 2011-12-31 o 14:48 |
|
|
|
|
#29 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2004-05
Wiadomości: 17 071
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Jeśli mogę coś dobrego poradzić: rzuć w cholerę wróżki, naprawdę wtedy dopiero zaczniesz robić coś dobrego dla siebie.
Jak przeczytałam, co nabajdurzyła ci wróżka, o której pisałaś, to aż się przeraziłam- nie można kierować się słowami szarlatanów i na ich podstawie w jakikolwiek sposób budować sobie życia. Chodząc do wróżki , robisz sobie krzywdę- psychiczną krzywdę. Edytowane przez madana Czas edycji: 2011-12-31 o 15:23 |
|
|
|
|
#30 |
|
ma zielone pojęcie
Zarejestrowany: 2007-12
Lokalizacja: T'Kashi (Wolkan)
Wiadomości: 40 401
|
Dot.: Kryzys po zaręczynach
Moim zdaniem madana ma rację — nie ma co chodzić do wróżek
__________________
„Nowhere am I so desperately needed as among a shipload of illogical humans”. Spock („Star Trek”) |
|
|
![]() |
Nowe wątki na forum Intymnie
|
|
|
| Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości) | |
|
|
Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 20:43.



Od 4 lat jestem w związku z cudownym człowiekiem, zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, jak otworzył mi drzwi do swojego mieszkania (jego mama uczyła mnie do egzaminu na studia), nie mogłam przestać o nim myśleć, on o mnie też, po pół roku spotkaliśmy się w końcu, ja zakończyłam szybko mój poprzedni związek i praktycznie po miesiącu zaczęliśmy pomieszkiwać razem, po roku już wynajęliśmy wspólne mieszkanie.
). Zbliżała się nasza czwarta rocznica, Wojtek zabrał mnie do Rzymu. Wiedzialam co się święci - oświadczył mi się
Płakałam jak bóbr, mimo że się tego spodziewałam. I nagle, dzień później przyszedł on - KRYZYS. POWAŻNY. Wymyśliłam, że mieszkanie, które chcemy kupić możemy kupić z rodziną na swoim. Okazało się, że musielibyśmy wziąć ślub już, czyli 4 tygodnie po zaręczynach. On ucieszył się, powiedział super. A ja nagle oblałam się potem, zaczęłam płakać i pomyślałam - o boże nie! ja nie chcę tego ślubu! nie kocham go! nie chcę spędzić z nim reszty życia! Oczywiście muszę wspomnieć, że przez ostatnię parę lat to była jedyna PEWNA rzecz w moim życiu - że go kocham i będę kochać aż do starego dziadziusia. Kochałam o tym mysleć. Próbowałam się jeszcze przekonać do tego ślubu, ale im bardziej próbowałam tym bardziej płakałam. On oczywiście zaakceptował moją decyzję. Potem przyszła kolejna myśl - nie chcę tego mieszkania. Odwołałam jego kupno, straciliśmy zaliczkę. On znowu to zaakceptował. Teraz wątpie w to, czy wogóle go kocham. Uczyniłam go w kilka dni całowicie obcym człowiekiem! zaczęłam nienawidzić! w głowie mam tylko jedną myśl: masz 23 lata nie zmarnuj swojego życia! nie chcesz z nim być! gdzieś czeka na ciebie prawdziwy mąż!


Jak nie pisane wam bycie razem- to niech każde idzie swoją drogą i nie ogląda się na to drugie.
jak chłopu zależy, to żeby skały srały, a mury pękały, to znajdzie czas i sposób, żeby się z Tobą skontaktować...








