jak pokierować swoim życiem? - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2015-05-06, 20:38   #1
magdalena_maa
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2015-04
Wiadomości: 31

jak pokierować swoim życiem?


Hej,
mam nadzieję, że post będzie krótki,ale konkretny. Nie wiem co robić z życiem. Brakuje mi grupy ludzi, znajomych o tej samej pasji, ludzi, którzy będą się ze mną spontanicznie kontaktować nie tylko jeśli chodzi o imprezowanie i życie nocne ale o ten sam kierunek studiów, pasje, motywacje do nauki i działania.
Studiuję architekturę na 4 roku. Przedłużyłam sobie semestr dyplomowy do września- nie wyrobiłam się wcześniej z dyplomem. Kończę go. Już minęły 2 miesiące od nowego semestru.
Kiedy poszłam na architekturę zgłosiłam się do organizacji zajmującej się erazmusami. Miałam także dużo znajomych z liceum, którzy do niej należeli, a także do innych organizacji. Wydziały nasze były w miarę blisko, więc zwykle widywaliśmy się dośc często. Nawet spędzałam z tamtymi ludźmi więcej czasu niż z ludźmi z kierunku.
Taki czas, zabawy, beztroski, nauki poznawania siebie trwał do 3 roku kiedy każdy z nas pojechał na wymianę międzynarodową. Po wymianie, nie należałam już do organizacji, nie kontaktowałam się z tamtymi ludźmi. Każdy albo się bronił po 3 latach, albo był czymś innym zajęty. Moje ostatnie 1.5 roku było wręcz masakryczne. Więc kontaktowałam się tylko z ludźmi z architektury-z kierunku.
Na erazmusie , jak to w państwach zachodnich, szkoły architektoniczne są uregulowane prawnie jako oddzielne jednostki- nie jako wydziały politechnik. Przynajmniej w tym państwie, w którym byłam. W szkole panowała super atmosfera inspiracji, luzu. Ludzie byli zupełnie inaczej nastawieni do świata, do architektury, do życia. Byli optymistyczni, tworzyli wiele grup- motywowali się nawzajem, inspirowali, pracowali. Należałam do tych grup i naprawdę praca grupowa w przyszłym zawodzie architekta ma znaczenie.
Od powrotu tak jak powiedziałam musiałam skupić się na nauce nie na organizacjach. Czyli jak to w moim środowisku bywa, musiałam się wyalienować społecznie. Nawet na kierunku ludzie byli / są jacyś spięci, zestresowani, jest wyścig szczurów. Nikt nie podchodzi do życia na lajcie- a jeśli podchodzi to taki który nie zdaje po raz 10, spadochroniaż. Nie ma normalnych 'ludzi', którzy np imprezują nie w artystycznym stylu tylko z innymi znajomymi. Nie wiem o co chodzi.
Obecnie kiedy mam ten wolny semestr zastanawiam się co dalej robić z życiem. Czy mam dalej brnąć w światek architektoniczny, który JUŻ wiem z czym się je ( szczególnie na mojej uczelni- lub w całej Polsce) czy np robić swoje a mieć innych znajomych z innych branż kulturalnych ? Do teh pory miałam znajomych z tych organizacji studenckich, ze studenckiego radia, z innych kulturalnych kółek. A później kiedy musiałam się skupić na studiach jakoś te kontakty się pourywały.

Teraz kiedy pójdę na 2 stopień własnie nie wiem czego mam się łapać. Czy pracy w biurze projektowym i czasem zaharowywać się na śmierć jako ledwo co wypłacalny stażysta czy np dorabiać w jakiejś organizacji czy nawet w studenckim radiu ( powiem, że muzyka i festiwale alternatywne od zawsze mnie interesowały). Nie wiem jak miałabym to połączyć, bo wiem ,że trzeba mieć znajomości w branży i w zawodzie a z 2 strony ciągnie mnie do muzyki do poznania innych ludzi.
Boję się, że po prostu jest już za późno na takie moje zachcianki jak organizacje, jak kółka naukowe bo może powinnam już skupić się na karierze takiej profesjonalnej ( szczególnie na 2 stopniu)...
Nie wiem co robić po prostu.
Bo z 1 strony chcę zostać architektem, ale to środowisko ( szczególnie z tego co widzę na uczelni) naprawdę jest spięte i nie motywuje mnie do działania. Nie wiem czy np może zmiana miasta na 2 stopniu byłaby dobrym pomysłem?
Bo może chodzi mi po prostu o jakiegoś życiowego powera, o grupę ludzi, z którymi mogłabym spędzać czas. O grupę fajnych ludzi, o podobnych zainteresowaniach.
A w mojej grupie na studiach takich ludzi nie znalazłam - ok jedną koleżankę A wcześniej byłam wyśmiewana że jestem w organizacjach studenckich, że erazmusami się zajmuję, że chodzę do radia. Bo pewnie tam są orgie

Wiecie, gadanie i gadanie a zniechęca
magdalena_maa jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2015-05-06, 23:10   #2
Gregorius_
BAN stały
 
Zarejestrowany: 2013-09
Wiadomości: 1 848
Dot.: jak pokierować swoim życiem?

Nie pomogę Ci zbytnio

Sam skończyłem studia - moja edukacja była daleka od normalnych Na pierwszym roku studiowałem kierunek, z którym w sumie tak do końca nie wiązałem nadziei (w sensie spodziewałem się, że to nie będzie mój przyszły zawód). Ot coś na kształt hobby. Oprócz uczelni, chodziłem też do szkoły policealnej, na coś już znacznie bliższego mojemu przyszłemu zawodowi (IT). Potem, jak skonczyłem policealną, no to zacząłem szukać pracy, pierwszych projektów w zawodzie. Z czasem się zaczęło udawać.
Koniec końców pracuję tam gdzie chciałem, robię w tym co miałem robić, a studia tak naprawdę postrzegam jako coś co było z boku mnie.

Wg mnie, na studiach, najważniejsze to ... odnaleźć własną ścieżkę. Każdy ma swoją. Nie ma uniwersalnej. Dla jednego, lepszą ścieżką będzie 100 % koncentracji na architekturze, dla drugiego lepszą będzie trochę architektury + trochę radia / festiwali / muzyki.

Z pół roku temu oglądałem polski film pt. "Przypadek". Film opowiada losy młodego faceta / studenta (gra młody Linda :P), który kupuje bilet na pociąg. I od tej pory są trzy alternatywne historie. Jedna historia gdy zdąża na pociąg, druga historia gdy nie zdąża, robi awanturę na peronie i łapie go milicja, no i trzecia historia gdy nie zdąża, ale nie robi burdy

Film w bardzo fajny sposób pokazuje jaką w naszym życiu rolę odgrywa przypadek, jakieś zrządzenia losu. Gdybym miał coś powiedzieć to bym powiedział: rób to co czujesz Swojej alternatywnej ścieżki, w przeciwieństwie do filmowego bohatera, i tak nigdy nie poznasz więc nie ma się co tym zamartwiać.

Co do pracy "w zawodzie" to jedyne co mogę powiedzieć to to, że często obraz tego co będziemy robić jest zupełnie inny od tego jak to wygląda naprawdę. Gdy chciałem być grafikiem komputerowym, miałem obraz tego, że każdy projekt będzie czymś mega kreatywnym, przełomowym, niemalże mistycznym (i z tego też względu np. uznałem, że nie jestem na tyle kreatywny, aby tak "na co dzień" produkować kolejne dzieła). Dzisiaj już wiem, że miałem mylny obraz tej pracy. Dziś już wiem, że praca w praktycznie każdym zawodzie, z 60-70 % składa się z rutynowych czynności, którym daleko do kreatywności. Rutynowe projekty, projekty zapchajdziury, projekty, w których wszystko jest tak źle ogarnięte, że nie liczy się wizja, kreatywność, ale to, aby w ogóle taki projekt dowieźć do końca, "jakoś zakończyć", "wyjść z twarzą". Są też oczywiście perełki, coś co pozytywnie nakręca, są też fajni ludzie.

Wiesz, kręcą Ciebie festiwale, radio, ale tam z czasem ... też Ciebie spotka nuda. Gdy zacznie chodzić o pieniądze, też ludzie zaczną chodzić bardziej spięci. Z reguły wszystko jest fajnie, do momentu, w którym zaczyna chodzić naprawdę o grubą kasę. Potężny projekt architektoniczny, potężny projekt IT, potężny festiwal. Wtedy wszędzie, każdy ma sraczkę

Nie wiem czy pomogłem - podejrzewam, że nic a nic Wydaje mi się, że dzisiaj, mając kilka lat doświadczenia w mojej branży (IT), wiem, że w pracy jest coś takiego jak rutyna, coś co zrobisz z zamkniętymi oczami o 3 w nocy, kolejny projekt, który jest taki sam jak 5 poprzednich. I wiesz co ? W sumie to akceptuję. Wiesz dlaczego ? Bo chyba nie mógłbym żyć na takim speedzie gdzie każdy projekt jest meeega, gdzie wiecznie jest atmosfera ekscytacji. Tak naprawdę, taką pozytywną ekscytację mogę sobie zapewnić i odpowiednio dozując SAM - np. poza pracą, robiąc jakieś swoje hobby, podróżując, poznając nowe kultury.

Jasne, jeśli w pracy masz same dziadowskie projekty, same chałtury to jednak znak, że należy coś zmienić. Teraz pewnie myślisz, że każdy projekt w biurze projektowym będzie przełomowy, mega interesujący, ale wiesz co ? Raczej tak nie będzie Pewnie połowa będzie nudnych, za jakąś tam kasę, która pozwoli utrzymać biuro na powierzchni, a raz na jakiś czas trafią się rodzynki. Może się mylę, ale wydaje mi się, że tak jest (rutyna + chałtura) w ... prawie każdej pracy. Prędzej czy później opanowujesz jakieś czynności i koniec końców te czynności stają się rutynowe, nudne.

Może i w organizowaniu festiwali jest więcej hmm "zycia", spontanu, ale z drugiej strony, zorganizujesz festiwal Madonny, czy innej megagwiazdy i ... stanie się to potem rutyną

Z trzeciej strony - może warto zadać sobie pytanie czy nadajesz się do pracy biurowej, do pracy z komputerem, do pracy w stałym gronie tych samych ludzi ??? Może jednak bardziej jest Ci pisany zawód, w którym jest większy "przemiał" ludzi, większa z nimi styczność, komunikacja ? Nie wiem jak wygląda organizowanie festiwali, ale tak mi się wydaje, że jednak tam się przewija więcej, różnych, nowych ludzi.
Gregorius_ jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2015-05-07, 08:51   #3
Medousa
Anarchitektka
 
Avatar Medousa
 
Zarejestrowany: 2012-01
Lokalizacja: tam, gdzie smoki hoduje się w ogródkach.
Wiadomości: 8 493
Dot.: jak pokierować swoim życiem?

powiem ci tak - chyba taka specyfika naszego kierunku ja z ludźmi z roku też nigdy nie miałam dobrego kontaktu, bo byli pospinani i panował wyścig szczurów. podobnie jak Ty, zaangażowałam się w erasmusów i to było najlepsze, co mogłam zrobić, bo te znajomości mi zostały do tej pory, a wszyscy pokończyliśmy studia.
i nie wiem, skąd Ci się wzięło przekonanie, że na drugim stopniu już za późno na koło naukowe ja chciałam dołączyć na ostatni semestr i nie byłoby z tym żadnego problemu, ale w międzyczasie znalazłam pracę i po prostu nie miałabym już na to czasu. więc jeśli tylko chcesz się znowu w coś zaangażować - działaj!
__________________
#interiordesign #bachata

A jednak dorosłość ma swoje zalety. Buty, seks i nieobecność rodziców mówiących nam, co mamy robić, to cholernie fajna rzecz.

Mimo wszystko życie się dzisiaj nie kończy.
Medousa jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2015-05-07, 09:17   #4
skomplikowanaoo7
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2012-03
Wiadomości: 11
Dot.: jak pokierować swoim życiem?

To nie jest specyfika waszego kierunku. Teraz tak jest na większości wydziałów. Młodzi ludzie są zestresowani, spięci. Bardzo ciężko jest się z kimś zaprzyjaźnić. Konkurencja o przyszłe miejsce pracy teraz zaczyna się już na pierwszym roku studiów...

Musisz spojrzeć na to wszystko szerzej. W każdym zawodzie zaczyna się za psie pieniądze. Dajemy się wykorzystywać, ale zdobywamy wiedzę i doświadczenie. I wszędzie będzie swojego rodzaju powtarzalność, co prowadzi do rutyny i nawet znudzenia, ale naprawdę czasem ta rutyna jest dobra, żeby poczuć stabilność, przestać się stresować.

Też miałam wiele przemyśleń po powrocie do naszego kraju. Człowiek szybko uzależnia się od pozytywnych myśli, ludzi, otoczenia i później powrót do polskiej rzeczywistości... Zrobiło się trochę szaro, co?

Na Twoim miejscu skupiłabym się na pracy w zawodzie. Im się jest w czymś lepszym, tym bardziej się to lubi. Kończąc studia będziesz mieć już doświadczenie, co jest najważniejsze. Gdy Twoja sytuacja się unormuje będziesz mieć jeszcze czas na pasję, rozwój i poznasz wielu inspirujących ludzi.
skomplikowanaoo7 jest offline   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 
Narzędzia

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2015-05-07 10:17:27


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 16:15.