Skazana na samotność - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Nasze emocje, uczucia, związki, intymne zwierzenia i pytania. Tutaj uzyskasz wsparcie i porady.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2019-09-10, 17:41   #1
Agnek
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2017-12
Wiadomości: 207

Skazana na samotność


Prawie 24 lata. Całe życie sama. Nigdy się nie całowałam. Nawet na randce nie byłam. Mam przekonanie, że nie nadaje się do związku. Jestem introwertyczką, lubię ciszę, nie chodzę na imprezy, potrzebuje czasu żeby się otworzyć i czuć swobodnie. Przeszkadza mi to. Chciałabym być otwarta, doświadczać życia a nie wycofywać się i rezygnować z możliwości. Przez to, że takie mam o sobie zdanie nikogo nie szukam. Przeraża mnie to wszystko. Chcę, ale się boję. Nawet nie wiem czy umiałabym z kimś być skoro tak „dobrze” mi samej. Zaangażowałam się w relację z facetem zza granicy, której nie umiem zakończyć. Raczej nie ma szans na coś więcej, ale chyba w ten sposób zapełniam pustkę. Bo tak jest łatwiej i w jakimś stopniu czuję się dla kogoś ważna. Ehh czy jest ze mną aż tak źle?
Agnek jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-10, 19:21   #2
Vanir410
Rozeznanie
 
Avatar Vanir410
 
Zarejestrowany: 2013-04
Wiadomości: 974
Dot.: Skazana na samotność

Cytat:
Napisane przez Agnek Pokaż wiadomość
Chciałabym być otwarta, doświadczać życia
To taka bądź. Serio.

Jesteś z tego typu, co płaczą, że im źle, ale nic nie zmieniają. Jestem spokojna, skrajnie introwertyczna, a mam faceta i przyjaciół. Jedno nie przekreśla drugiego.

I zawsze niektóre sprawy można przepracować u psychologa.
Vanir410 jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-10, 23:35   #3
mrs_koala
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2019-08
Wiadomości: 2
Dot.: Skazana na samotność

W byciu introwertykiem nie ma niczego złego. Każdy ma inne potrzeby kontaktu z ludźmi. Twoim problemem jest raczej wycofywanie się ze strachu (lęku przed oceną? brakiem akceptacji?), niskie poczucie swojej atrakcyjności i kobiecości. Sama przyznajesz, że ta internetowa relacja to wypełniacz, proteza. Może czas porozmawiać o swojej sytuacji z dobrym terapeutą.
mrs_koala jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-11, 07:37   #4
Leany
⚆ _ ⚆
 
Avatar Leany
 
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 3 808
Dot.: Skazana na samotność

Introwertycy też są w związkach i to całkiem udanych. Nie szukaj wymówek tylko zacznij szukać miłość, bo potem obudzisz się w tej samej sytuacji za 10, 15 lat. Jeżeli uważasz, że nikt nie mógłby cię pokochać to problem jest w psychice. Skąd w ogóle takie przekonanie? Jakie miałaś relacje z rodzicami? Czy jakaś bliska osoba ci coś takiego mówiła? Ktoś cię poniżał? Skąd strach przed odrzuceniem, już tego doświadczyłaś? Rozważałaś skorzystanie z pomocy terapeuty?
Leany jest teraz online   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-11, 10:07   #5
sanguinem
Przyczajenie
 
Avatar sanguinem
 
Zarejestrowany: 2012-10
Wiadomości: 11
Dot.: Skazana na samotność

Mam 23 lata i nie jestem w związku, nigdy nie byłam w poważnej relacji. Dotychczas tylko marudziłam, szukałam wymówek: a to, że jestem introwertykiem, że za rzadko imprezuję, że wolę chodzić na wernisaże, że mam więcej babek w otoczeniu. Dopiero jakoś rok temu zrozumiałam, że paraliżował mnie strach przed wyjściem z własnej strefy komfortu. Miałam taki syndrom wyparcia, że nie zasługuję na nikogo, i że nikt mnie nie pokocha, że aż odtrąciłam faceta, który do dziś siedzi mi w głowie. Po czasie zrozumiałam, że problem leży we mnie. Jak sama napisałaś, chciałabyś być inna - bardziej otwarta. Miałam podobne zdanie o sobie, zawzięłam się, i stopniowo przekraczam swoją strefę komfortu. I to działa. Nie znaczy, że trafiłam na miłość swojego życia, ani że jestem ekstrawertykiem, ale buduję z ludźmi relację. Nie jest idealnie. Podobnie jak Ty, mam teraz mini relację, którą próbuję zakończyć od jakiegoś czasu, ale trafiłam na trudnego "przeciwnika", a sama jestem za mało asertywna i... czasem nie potrafię być dosadna
Zgadzam się również z przedmówczyniami, że klucz to poznanie siebie. Dopiero, kiedy zauważyłam swoje błędy, zrozumiałam co jest nie tak. Pomimo szczęśliwego dzieciństwa, siedzą we mnie zadry, które powodują nieufność do mężczyzn. Walczę z tym i pracuję nad sobą, mając na względzie, że może nie obyć się bez pomocy specjalisty.
Też mam w sobie strach, szczególnie widząc, jak wiele osób w moim wieku się pobiera. Uwielbiam samotność i trudno mi wyobrazić sobie siebie w związku, z większą ilością kompromisów i tak dalej. Ale wiem też, że to nie może być moja wymówka do poddania się. Jeśli czujesz, że chcesz być bardziej otwarta, może warto małymi kroczkami do tego dążyć?

Dałam tu kawałek siebie, żeby pokazać, że nie jesteś sama! Życzę Ci dużo wspaniałości, a nam obu, aby miłość nad dopadła <3
__________________
"Chcę, żebyś był lepszym człowiekiem, niż ja byłem. Niech nikt ci nie mówi, kim jesteś albo kim powinieneś być."
sanguinem jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-11, 18:34   #6
Agnek
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2017-12
Wiadomości: 207
Dot.: Skazana na samotność

Cytat:
Napisane przez Leany Pokaż wiadomość
Introwertycy też są w związkach i to całkiem udanych. Nie szukaj wymówek tylko zacznij szukać miłość, bo potem obudzisz się w tej samej sytuacji za 10, 15 lat. Jeżeli uważasz, że nikt nie mógłby cię pokochać to problem jest w psychice. Skąd w ogóle takie przekonanie? Jakie miałaś relacje z rodzicami? Czy jakaś bliska osoba ci coś takiego mówiła? Ktoś cię poniżał? Skąd strach przed odrzuceniem, już tego doświadczyłaś? Rozważałaś skorzystanie z pomocy terapeuty?
Po prostu nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Nie wyobrażam sobie tego. Wiem, że to wszystko siedzi w psychice. Nie akceptuje siebie, tego jaka jestem. Zarówno z wyglądu jak i z charakteru. Nie wiem skąd takie przekonanie. Relacje z rodzicami miałam średnie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz usłyszałam od nich, że mnie kochają. Tzn. pamiętam jedną sytuację. W zeszłym roku po okropnej kłótni tata powiedział "kocham cię" i wiecie co? Nie uwierzyłam w to, dla mnie to było wymuszone. Tak to odebrałam. A co dopiero obcy facet. Byłam poniżana w szkole, więc to też miało pewnie duży wpływ. Dodatkowo od dziecka mam kontakt z alkoholikiem, nie jest to nikt z rodziców ale osoba mieszkająca w tym samym domu.Codzienne krzyki, awantury były normą. Do tej pory czuję lęk, mam nerwicę. Chyba domyślacie się dlaczego. Wstyd mi za to, to też mnie powstrzymuje przed jakimkolwiek działaniem, bo nie wiem czy byłabym w stanie przyznać się do tego z jakiej rodziny pochodzę i na co choruję... Na terapię chodziłam przez rok, trochę pomogła. Od października zacznę kolejną.

---------- Dopisano o 18:34 ---------- Poprzedni post napisano o 18:25 ----------

Cytat:
Napisane przez sanguinem Pokaż wiadomość
Mam 23 lata i nie jestem w związku, nigdy nie byłam w poważnej relacji. Dotychczas tylko marudziłam, szukałam wymówek: a to, że jestem introwertykiem, że za rzadko imprezuję, że wolę chodzić na wernisaże, że mam więcej babek w otoczeniu. Dopiero jakoś rok temu zrozumiałam, że paraliżował mnie strach przed wyjściem z własnej strefy komfortu. Miałam taki syndrom wyparcia, że nie zasługuję na nikogo, i że nikt mnie nie pokocha, że aż odtrąciłam faceta, który do dziś siedzi mi w głowie. Po czasie zrozumiałam, że problem leży we mnie. Jak sama napisałaś, chciałabyś być inna - bardziej otwarta. Miałam podobne zdanie o sobie, zawzięłam się, i stopniowo przekraczam swoją strefę komfortu. I to działa. Nie znaczy, że trafiłam na miłość swojego życia, ani że jestem ekstrawertykiem, ale buduję z ludźmi relację. Nie jest idealnie. Podobnie jak Ty, mam teraz mini relację, którą próbuję zakończyć od jakiegoś czasu, ale trafiłam na trudnego "przeciwnika", a sama jestem za mało asertywna i... czasem nie potrafię być dosadna
Zgadzam się również z przedmówczyniami, że klucz to poznanie siebie. Dopiero, kiedy zauważyłam swoje błędy, zrozumiałam co jest nie tak. Pomimo szczęśliwego dzieciństwa, siedzą we mnie zadry, które powodują nieufność do mężczyzn. Walczę z tym i pracuję nad sobą, mając na względzie, że może nie obyć się bez pomocy specjalisty.
Też mam w sobie strach, szczególnie widząc, jak wiele osób w moim wieku się pobiera. Uwielbiam samotność i trudno mi wyobrazić sobie siebie w związku, z większą ilością kompromisów i tak dalej. Ale wiem też, że to nie może być moja wymówka do poddania się. Jeśli czujesz, że chcesz być bardziej otwarta, może warto małymi kroczkami do tego dążyć?

Dałam tu kawałek siebie, żeby pokazać, że nie jesteś sama! Życzę Ci dużo wspaniałości, a nam obu, aby miłość nad dopadła <3
Dziękuję Ci za tą wiadomość dodałaś mi otuchy i nadziei. Powinnam zacząć brać z Ciebie przykład. Powoli wychodzić ze skorupy, otwierać się na ludzi chociaż tego "nie chcę" i "nie potrzebuję" bo tak jest łatwiej i bezpieczniej. Usprawiedliwiam siebie tak samo chociaż wiem, że bycie introwertykiem to nic złego. Tak jakby na wernisażu nie można było poznać ciekawego faceta, prawda? Co do mojej relacji. Postanowiłam się zdystansować, nie odzywać, przeboleć swoje (jestem naiwna i liczyłam na to, że coś z tego będzie) i pójść dalej. Mam nadzieję, że miłość niedługo nas dopadnie
Agnek jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-11, 18:34   #7
Leany
⚆ _ ⚆
 
Avatar Leany
 
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 3 808
Dot.: Skazana na samotność

Cytat:
Napisane przez Agnek Pokaż wiadomość
Po prostu nie wierzę w to, że ktoś mógłby mnie pokochać. Nie wyobrażam sobie tego. Wiem, że to wszystko siedzi w psychice. Nie akceptuje siebie, tego jaka jestem. Zarówno z wyglądu jak i z charakteru. Nie wiem skąd takie przekonanie. Relacje z rodzicami miałam średnie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz usłyszałam od nich, że mnie kochają. Tzn. pamiętam jedną sytuację. W zeszłym roku po okropnej kłótni tata powiedział "kocham cię" i wiecie co? Nie uwierzyłam w to, dla mnie to było wymuszone. Tak to odebrałam. A co dopiero obcy facet. Byłam poniżana w szkole, więc to też miało pewnie duży wpływ. Dodatkowo od dziecka mam kontakt z alkoholikiem, nie jest to nikt z rodziców ale osoba mieszkająca w tym samym domu.Codzienne krzyki, awantury były normą. Do tej pory czuję lęk, mam nerwicę. Chyba domyślacie się dlaczego. Wstyd mi za to, to też mnie powstrzymuje przed jakimkolwiek działaniem, bo nie wiem czy byłabym w stanie przyznać się do tego z jakiej rodziny pochodzę i na co choruję... Na terapię chodziłam przez rok, trochę pomogła. Od października zacznę kolejną.
Nie powinnaś się wstydzić domu, z którego pochodzisz, przecież nie miałaś na to wpływu. Czy mieszkasz tam dalej? Jeśli tak to powinnaś dążyć do wyprowadzki choćby na wynajem do pokoju, żeby oczyścić głowę z tego środowiska. Poza tym dobrze, że korzystasz z pomocy terapeuty. Spróbuj też poszerzyć grono znajomych. Niekoniecznie od razu o facetów-potencjalnych kandydatów na partnera, ale po prostu małymi krokami otworzyć się na ludzi, trochę więcej wychodzić z domu. Studiujesz? Może jakieś koła naukowe, kluby dyskusyjne albo organizacje studenckie pomogą ci się rozkręcić.

Przy nerwicy i stanach lękowych powinnaś być pod opieką psychiatry. Jesteś?
Leany jest teraz online   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-11, 19:06   #8
sanguinem
Przyczajenie
 
Avatar sanguinem
 
Zarejestrowany: 2012-10
Wiadomości: 11
Dot.: Skazana na samotność

---------- Dopisano o 18:34 ---------- Poprzedni post napisano o 18:25 ----------


Cytat:
Dziękuję Ci za tą wiadomość dodałaś mi otuchy i nadziei. Powinnam zacząć brać z Ciebie przykład. Powoli wychodzić ze skorupy, otwierać się na ludzi chociaż tego "nie chcę" i "nie potrzebuję" bo tak jest łatwiej i bezpieczniej. Usprawiedliwiam siebie tak samo chociaż wiem, że bycie introwertykiem to nic złego. Tak jakby na wernisażu nie można było poznać ciekawego faceta, prawda? Co do mojej relacji. Postanowiłam się zdystansować, nie odzywać, przeboleć swoje (jestem naiwna i liczyłam na to, że coś z tego będzie) i pójść dalej. Mam nadzieję, że miłość niedługo nas dopadnie
Ja też się cieszę, że powstają takie wątki, bo człowiek jakoś czuje się... mniej wyobcowany, a i czasem ludzie napiszą coś sensownego i prawdziwego (chociaż czasem taka prawda boli). W mojej relacji bardzo podobnie, też jestem na etapie "gojenia ran". Mam nadzieję, że każda z nas, na swój sposób wysunie tylko dobre wnioski z tych kontaktów i teraz będzie tylko lepiej!
__________________
"Chcę, żebyś był lepszym człowiekiem, niż ja byłem. Niech nikt ci nie mówi, kim jesteś albo kim powinieneś być."
sanguinem jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-12, 17:07   #9
Michalina724
Raczkowanie
 
Avatar Michalina724
 
Zarejestrowany: 2019-04
Lokalizacja: dolny śląsk
Wiadomości: 89
Dot.: Skazana na samotność

"chcesz być otwarta - to taka bądź"
nie do końca się z tym zgodzę, wiadomo że jak ktoś chce się zmienić, to często się udaje, ale nie zawsze chcieć znaczy móc, ja mam tak, że jak mam z kimś obcym rozmawiać to pocą mi się ręce, robi mi się gorąco, mam wypieki na twarzy, bo się denerwuję, o nie, ktoś na mnie patrzy, ktoś na mnie zwrócił uwagę, do tego szybko zaczyna mnie boleć głowa i marzę o tym żeby wrócić do domu. a jak już do niego wrócę to siadam i myślę "jak ja bym chciała być towarzyska"!

edit: oczywiście nie uważam to za spoko sytuację, chodze do psychologa i rozmawiam z nim o moich problemach, ale generalnie nawet nie mam gdzie się przełamywać

Edytowane przez Michalina724
Czas edycji: 2019-09-12 o 17:08 Powód: dopisek
Michalina724 jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-13, 09:49   #10
Agnek
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2017-12
Wiadomości: 207
Dot.: Skazana na samotność

Cytat:
Napisane przez Leany Pokaż wiadomość
Nie powinnaś się wstydzić domu, z którego pochodzisz, przecież nie miałaś na to wpływu. Czy mieszkasz tam dalej? Jeśli tak to powinnaś dążyć do wyprowadzki choćby na wynajem do pokoju, żeby oczyścić głowę z tego środowiska. Poza tym dobrze, że korzystasz z pomocy terapeuty. Spróbuj też poszerzyć grono znajomych. Niekoniecznie od razu o facetów-potencjalnych kandydatów na partnera, ale po prostu małymi krokami otworzyć się na ludzi, trochę więcej wychodzić z domu. Studiujesz? Może jakieś koła naukowe, kluby dyskusyjne albo organizacje studenckie pomogą ci się rozkręcić.

Przy nerwicy i stanach lękowych powinnaś być pod opieką psychiatry. Jesteś?
Mieszkam dalej w domu rodzinnym. Myślę nad przeprowadzką, ale nie mam na razie żadnych oszczędności. Chciałabym zaoszczędzić trochę i przepracować ten temat na terapii, bo na razie nie czuję się gotowa na taki krok. Studia już za mną, pracuję. Ta praca pomogła mi w sumie trochę się otworzyć, chociaż na początku łatwo nie było. Ah te uroki intro. Uczę się hiszpańskiego, mam prywatne lekcje więc kontaktu z innymi dzięki temu nie mam, ale... Jutro umówiłam się z facetem z internetu że trochę poćwiczyć. On uczy się polskiego, więc zrobimy wymianę. Trochę się boję, ale świadomość że to żadna randka tylko zwykłe spotkanie pomaga.

Nie jestem pod opieką psychiatry. Kiedyś byłam, brałam leki, ale przestałam. Na razie nie jest źle i daję sobie radę.
Agnek jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-13, 11:29   #11
sokole_oko
Raczkowanie
 
Avatar sokole_oko
 
Zarejestrowany: 2019-03
Lokalizacja: Tuchola
Wiadomości: 90
Dot.: Skazana na samotność

A na co dokładnie byłaś chora? Czemu nie bierzesz leków? Jeżeli chodzi o spotkanie to daj później znać jak było na nim i jak sie po nim czujesz Trzymam kciuki za ciebie
__________________
Higher, Further, Faster,
sokole_oko jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-14, 13:19   #12
Mariusz2019
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2019-09
Wiadomości: 1
Dot.: Skazana na samotność

Witaj Agnek Z mojego doświadczenia wiem, że psychoterapię najlepiej łączyć z leczeniem psychiatrycznym i na odwrót. Na depresję choruję od trzydziestu lat, jestem introwertykiem z fobią społeczną, nad wyraz kłopotliwe to pomieszanie
Mariusz2019 jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2019-09-14, 21:47   #13
Agnek
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2017-12
Wiadomości: 207
Dot.: Skazana na samotność

Bo nie chcę, daję sobie radę bez nich. Za miesiąc terapia i zobaczymy jak to będzie. Co do spotkania.. Strasznie się stresowałam jak na niego czekałam, ale jak przyszedł to całe napięcie ze mnie zeszło i nawet przyjemnie się rozmawiało. Podświadomie nie postarałam się ładnie wyglądać żeby przypadkiem mu się nie spodobać ale... chyba mu się jednak spodobałam 😱 wiem możecie uznać to za dziwne że nie chciałabym się komuś podobać ale mnie to wszystko przeraża, daje taką chęć odwrotu i wycofania się. Podsumowując po spotkaniu czuję się dobrze i cieszę się, że odważyłam się zrobić krok poza strefę komfortu
Agnek jest offline   Odpowiedz cytując
Stary Dzisiaj, 12:17   #14
zoaan
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2019-08
Wiadomości: 1
Dot.: Skazana na samotność

Witam wszystkich Droga autorko, po części Twój problem bardzo przypomina mój, który chciałabym opisać tutaj. Może to trochę głupie, ale zawsze jest trochę 'lżej' widząc że nie jest się jedyną osobą, w co już powoli zaczynam mocno wierzyć, z podobym problemem. Doskonale wiem co czujesz, ten strach, obawy, ale od początku.
Mam nadzieję, że myśli poskładam w jakąś spójną całość.

Za ponad miesiąc kończę 23 lata. Jestem na ostatnim roku studiów drugiego stopnia. I podczas, gdy większość moich koleżanek jest w poważnych związkach, zaręczają się, biorą śluby, zakładają rodziny, ja nigdy nie potrafiłam stworzyć i utrzymać poważnej relacji.
Skłamałbym mówiąc, że jestem totalnie nieśmiałą i zamkniętą w sobie osobą. Co prawda potrzebuje trochę więcej czasu, aby się otworzyć i przełamać, ale myślę, że nie w tym tkwi problem. Nie narzekam na brak znajomych, ba, mam ich bardzo dużo, na zainteresowanie płci przeciwnej też nie. Jednocześnie przy tym wszystkim jestem osobą dosyć wrażliwą, kierującą świat mocno do środka, analizując wiele rzeczy.
Co do mojego doświadczenia z mężczyznami. Nie jest ono duże, ale też nie zerowe. Całowałam się z kilkoma, jednak do niczego więcej nigdy nie doszło. I wiesz co... Moje niewielkie doświadczenie, ale też samotność, której specjalnie nie odczuwałam, nie przeszkadzała mi tak bardzo. Może dlatego, że mam wiele pasji, którym poświęcałam bardzo wiele czasu. Dopiero rok temu zaczęłam sobie coś uświadamiać. Całkiem możliwe, że przez wieści o zaręczynach koleżanek albo po prostu najzwyczajniej w świecie zaczęłam odczuwać większą potrzebę bliskości drugiej osoby.
Wracając do mężczyzn. Nie jest tak, że nie chciałam spróbować czegoś więcej, chciałam, ale coś okropnie blokowało mnie od środka. Nie jestem w stanie do końca stwierdzić jakie jest źródło tej blokady. Mam swoje teorie.
Po pierwsze okazywanie uczuć w domu i brak rozmowy o nich. Kompletnie nie potrafię rozmawiać o uczuciach, wprawia mnie to w zakłopotanie, nie umiem się wysłowić. Nie mamy w rodzinie żadnych problemów innej natury. Mimo to, nie pamiętam abym kiedyś powiedziała do rodziców jak bardzo ich kocham. Mój tato też tego nigdy nie mówił do mnie. Rodzice też raczej byli chłodni w tej kwestii, jakoś nigdy specjalnie nie okazywali sobie uczuć, mimo że są zgodnym małżeństwem wiele lat. Dodam, że taty w większości czasu nie było w domu z powodu pracy.

Drugie źródło może tkwić w tym, że nie postępowałam tak abym ja była zadowolona ale... moja mama. Zaznaczę od razu, że nie mam absolutnie do niej o nic żalu, wiem, że zawsze chciała i nadal chce w życiu dla mnie jak najlepiej. Nie mniej jednak zawsze potrafiła bardzo szybko kogoś ocenić, nawet nie znając drugiej osoby. Pamiętam jak w liceum byłam zauroczona chłopakiem, który zaprosił mnie na studniówkę, na którą zabroniła mi pójść bo stwierdziła, że to nie jest odpowiedni chłopak. Podobnie było z półmetkiem. W każdym adoratorze widziała kogoś kto tylko chce mnie wykorzystać. Nie wiem czy nie utkwiło to gdzieś głęboko we mnie i teraz podświadomie boję się wejść w poważniejszą relację. Przez to jestem bardzo nieufna, zamiast ponieść się chwili zastanawiam się nad odpowiednim wyborem...

Po trzecie moje najbliższe koleżanki tkwią w takich związkach, w których ja życia sobie nie wyobrażam. Rezygnują ze swoich marzeń, planów, ograniczają się tylko do kontaktów ze swoją drugą połówką, są całkowicie uzależnione od swoich facetów. Fakt, że nie mam doświadczenia w tej kwestii ale jestem tego zdania, że związek, w którym czujesz się mniej wolnym i bardziej samotnym niż byłaś sama nie ma sensu. Po prostu nie wyobrażam sobie życia bez swoich pasji i bez przyjaciół. Jeżeli dla nich jest to ok nie mam nic przeciwko, po prostu ja się tego obawiam.

Po czwarte nie znam do końca siebie. Może ja wcale nie chce poważnego związku tylko fizycznej bliskości... Jednocześnie boje się, że takim podejściem mogłabym skrzywdzić drugą osobę.

A teraz to juz mam blokadę ze względu na swój wiek. Próbuję tak samo jak Ty iść małymi krokami do przodu. Umawiam się z kimś, ale teraz obawiam się że to wszystko tylko go wystraszy i prawdopodobnie ja ucieknę szybciej niż on to zrobi. Może przesadzam.

Może to wszystko co napisałam nie ma absolutnie sensu i brzmię jak hipokrytka, jednak tak wygląda mój problem. Z wiekiem przychodzi co raz więcej blokad, z którymi trzeba się uporać. Przyznaję, że ciągle gdzieś mi to tkwi w tyle głowy, że w dzisiejszym świecie jestem trochę jak dinozaur. Ujmuje mi to znacznie pewności siebie.

Chciałabym abyście się wypowiedziały na ten temat, coś doradzicie, dodacie otuchy, właściwie z nikim się z tym nie podzieliłam, może trochę mi ulżyło..
zoaan jest teraz online   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 2 (1 użytkowników i 1 gości)
zoaan
Narzędzia

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2019-09-16 13:17:50


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 15:09.