Problem w związku... - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Nasze emocje, uczucia, związki, intymne zwierzenia i pytania. Tutaj uzyskasz wsparcie i porady.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2020-03-29, 15:56   #1
Icamillay
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2018-03
Wiadomości: 1
Unhappy

Problem w związku...


Cześć. To jest mój pierwszy wpis na wizażu. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia na moją sytuację, nie wiem co robić. Mianowicie ja mam 21 lat, on 27 lat. Jesteśmy razem rok i 2 m-ce. Wiele przez ten czas było kłótni, według mnie, przez zwykłe niedogadanie się, jakieś nieporozumienia. Zaczęliśmy się spotykać w sumie przez przypadek, od jednej wiadomości na fb z mojej strony, nic oznaczającego, że mi się podoba czy coś. Potem zaczęliśmy pisać i spotykać się. Ja lubiłam go, ale miałam wątpliwości, ponieważ on brał narkotyki. "Brał", bo rzucił i wiem to na pewno. Kiedyś zawsze powtarzałam sobie, że nie wyobrażam sobie być z kimś uzależnionym. On był w trakcie rzucania, a ja go tylko bardziej zmotywowałam. Zależało mu na mnie, a ja chciałam żeby z tym skończył. I skończył. Ciężko było,ale się udało. Pochodzi z patologicznej rodziny, nie ma kontaktu ze swoimi braćmi, w dodatku ma siostrę 19l. chorą na dziecięce porażenie mózgowe, która nie mówi i jest na wózku, ma jeszcze brata nastoletniego, który również na to cierpi, z tą różnicą, że normalnie mówi, ale również jest na wózku.
Zaczęłam się z nim spotykać, chociaż w głowie wciąż miałam swojego byłego... I mam go w głowie do dziś Ale do rzeczy: Mój chłopak jest bardzo wybuchowy i nerwowy. Na codzień jest spokojnym chłopakiem, ale jak się zdenerwuje lub napije wódki to przeraża mnie jego zachowanie. Byliśmy na weselu u mojego kuzyna, zrobił taką akcję, że było mi wstyd. Zaczęło się od bólu zęba , bo ma z nimi problem. Wszyscy chcieli mu pomóc, bo w mojej rodzinie każdy sobie pomaga, poszukali mu tabletki na ból. On miał pretensje, bo nie był zwyczajny do tego, że ktoś nie oczekując nic w zamian, chce mu pomóc... Było mi tak głupio i zamiast się bawić, popłakałam się no i miałam "zbicie" do końca imprezy. Potem było mnóstwo kłótni. W wakacje, jak mój brat z żoną i synem pojechali nad morze, zaproponowali mi że jak chcemy to możemy tam pomieszkać przez ten czas. On odmawiał, nie chciał. Dziwiło mnie to, bo to była świetna okazja żeby tylko we dwójkę pobyć ze sobą. Ale koniec końców zgodził się. Pewnego dnia wkurzył się na mnie i obraził, do dzisiaj nie wiem o co mu dokładnie chodziło, powiedział, że potraktowałam go jak śmiecia?? Nie przypominam sobie nic co na to by wskazywało... I potem było różnie, było dobrze przez jakiś czas i następnie znowu dochodziło do kłótni nie odzywaliśmy się do siebie....Znaczy się ja jestem osobą ugodową, zawsze chcę znaleźć jakiś kompromis i NIENAWIDZĘ się kłócić... W domu rodzinnym przez wiele lat znosiłam kłótnie, a wręcz awantury moich rodziców, w których nieraz dochodziło do rękoczynów.... Dlatego tak bardzo tego nie lubię. Więc ja próbowałam pisałam do niego żebyśmy porozmawiali pogodzili się...Ale on jak jest zły na mnie, to robi mi jeszcze bardziej na złość
Dalej.... Przed świętami mama wyrzuciła go z domu, a więc jako jego dziewczyna zaproponowałam żeby zamieszkał u mnie. To był błąd.... Zapomniałam dodać, że po jakimś czasie naszego spotykania się postanowiłam, że biorę się za siebie i będę ćwiczyć. Wiadomo...Po pracy wracałam do domu, jadłam obiad i dopiero ćwiczyłam... To zajmuje trochę czasu, po wszystkim kąpałam się i mimo, że było nie raz późno jechałam jeszcze do niego, na 1/2h. Zaczął mieć do mnie pretensje, że nie spędzamy ze sobą tyle czasu co na początku, czyli cały mój wolny czas jaki miałam i że zdarzało mi się u niego zasypiać jak oglądaliśmy film.
Starałam się jak mogłam. Było to dla mnie męczące. On nie doceniał moich starań, niby akceptował ale wychodziło nie raz, że nie tak do końca. Były o to kłótnie. Uważam, że mimo wszystko wchodząc w związek zachowujemy swoje dotychczasowe życie i mamy tą swoją przestrzeń...On wymagał ode mnie, że poświęcę ją na jego rzecz... Ja stałam przy swoim. Powiedziałam, że chcę ćwiczyć i będę to robić, i że staram się jak mogę by spędzić z nim resztę czasu... Jak mieszkał u mnie to krępowało mnie że siedzi ze mną w tym samym pokoju co ja ćwiczę, nigdy nie lubiłam tego robić w czyimś towarzystwie..... Ale jakoś przeżyłam. Nasza relacja zaczęła się psuć... Kłóciliśmy się non stop. Wyprowadził się na wynajmowane mieszkanie. Chciał żebym wyprowadziła się z nim, ale ja nie chciałam... Przez te wszystkie kłótnie, no zniechęciłam się. O to też były kłótnie. A teraz, tydzień temu zaproponowałam spacer, po czym on wybuchł oznajmiając mi, że on nigdzie nie idzie, bo chce odpocząć, mimo że cały tydzień po pracy nigdzie nie chodzimy, z tego właśnie względu, że on ma ciężką pracę. Cały tydzień była cisza między nami. W międzyczasie chciał wziąć kredyt, pracuję w banku więc chciałam mu pomóc i wszystko zorganizować, że jak przyjdzie to tylko podpisze itd. Rozmawiałam nawet na ten temat z moją p. kierownik... Ale okazało się, że nie może wziąć tyle ile chciałby, bo ma umowę na czas określony... Zadzwoniłam poinformowałam go. To zdenerwował się, zaczął mówić że on jednak nie chce, potem mi pisał że jesteśmy beznadziejnym bankiem itd. Byłam na niego zła, bo zrobił ze mnie idiotkę. Teraz płacze i przeprasza mnie. Mimo że mu powiedziałam że to koniec, w pracy znajome też mówią mi że powinnam z nim się rozstać, że jestem młoda i znajdę jeszcze odpowiedniego faceta; on łapie takie fazy że on sobie nie poradzi beze mnie, że nie potrafi być sam, że mnie kocha i wgl.... Tylko że ja się bardzo odsunęłam ... Nie chcę powielać w swoim związku schematu rodziców czy rodzeństwa (bo z 3 rodzeństwa tylko jednemu bratu udało się stworzyć kochającą się rodzinę )
Jest mi go żal.... Chciałabym być teraz sama, chciałabym odetchnąć.... Ale jest mi go żal, bo on nie ma nikogo poza mną, zainteresowań też nie ma, zajęć... Wiem, że dla nie zrobiłby wszystko, ale nie mogę znieść tego jak mnie traktuje jak jest zły. Jestem najbliżej i to ja najbardziej obrywam. Nie wiem co robić... Stwierdziłam, że albo pójdzie do psychologa leczyć się albo to definitywny koniec, tak poza tym miał już dawno coś z tymi nerwami zrobić... Co teraz robić? Bo ja już nie mam siły i pojęcia co dalej.... Jeśli w ogóle komukolwiek chciało się to przeczytać i jest w stanie mi doradzić, bardzo proszę
Icamillay jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2020-03-29, 16:21   #2
deirdre
kameleon
 
Avatar deirdre
 
Zarejestrowany: 2009-02
Lokalizacja: Małopolska
Wiadomości: 4 595
Dot.: Problem w związku...

Cytat:
Napisane przez Icamillay Pokaż wiadomość
Cześć. To jest mój pierwszy wpis na wizażu. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia na moją sytuację, nie wiem co robić. Mianowicie ja mam 21 lat, on 27 lat. Jesteśmy razem rok i 2 m-ce. Wiele przez ten czas było kłótni, według mnie, przez zwykłe niedogadanie się, jakieś nieporozumienia. Zaczęliśmy się spotykać w sumie przez przypadek, od jednej wiadomości na fb z mojej strony, nic oznaczającego, że mi się podoba czy coś. Potem zaczęliśmy pisać i spotykać się. Ja lubiłam go, ale miałam wątpliwości, ponieważ on brał narkotyki. "Brał", bo rzucił i wiem to na pewno. Kiedyś zawsze powtarzałam sobie, że nie wyobrażam sobie być z kimś uzależnionym. On był w trakcie rzucania, a ja go tylko bardziej zmotywowałam. Zależało mu na mnie, a ja chciałam żeby z tym skończył. I skończył. Ciężko było,ale się udało. Pochodzi z patologicznej rodziny, nie ma kontaktu ze swoimi braćmi, w dodatku ma siostrę 19l. chorą na dziecięce porażenie mózgowe, która nie mówi i jest na wózku, ma jeszcze brata nastoletniego, który również na to cierpi, z tą różnicą, że normalnie mówi, ale również jest na wózku.
Zaczęłam się z nim spotykać, chociaż w głowie wciąż miałam swojego byłego... I mam go w głowie do dziś Ale do rzeczy: Mój chłopak jest bardzo wybuchowy i nerwowy. Na codzień jest spokojnym chłopakiem, ale jak się zdenerwuje lub napije wódki to przeraża mnie jego zachowanie. Byliśmy na weselu u mojego kuzyna, zrobił taką akcję, że było mi wstyd. Zaczęło się od bólu zęba , bo ma z nimi problem. Wszyscy chcieli mu pomóc, bo w mojej rodzinie każdy sobie pomaga, poszukali mu tabletki na ból. On miał pretensje, bo nie był zwyczajny do tego, że ktoś nie oczekując nic w zamian, chce mu pomóc... Było mi tak głupio i zamiast się bawić, popłakałam się no i miałam "zbicie" do końca imprezy. Potem było mnóstwo kłótni. W wakacje, jak mój brat z żoną i synem pojechali nad morze, zaproponowali mi że jak chcemy to możemy tam pomieszkać przez ten czas. On odmawiał, nie chciał. Dziwiło mnie to, bo to była świetna okazja żeby tylko we dwójkę pobyć ze sobą. Ale koniec końców zgodził się. Pewnego dnia wkurzył się na mnie i obraził, do dzisiaj nie wiem o co mu dokładnie chodziło, powiedział, że potraktowałam go jak śmiecia?? Nie przypominam sobie nic co na to by wskazywało... I potem było różnie, było dobrze przez jakiś czas i następnie znowu dochodziło do kłótni nie odzywaliśmy się do siebie....Znaczy się ja jestem osobą ugodową, zawsze chcę znaleźć jakiś kompromis i NIENAWIDZĘ się kłócić... W domu rodzinnym przez wiele lat znosiłam kłótnie, a wręcz awantury moich rodziców, w których nieraz dochodziło do rękoczynów.... Dlatego tak bardzo tego nie lubię. Więc ja próbowałam pisałam do niego żebyśmy porozmawiali pogodzili się...Ale on jak jest zły na mnie, to robi mi jeszcze bardziej na złość
Dalej.... Przed świętami mama wyrzuciła go z domu, a więc jako jego dziewczyna zaproponowałam żeby zamieszkał u mnie. To był błąd.... Zapomniałam dodać, że po jakimś czasie naszego spotykania się postanowiłam, że biorę się za siebie i będę ćwiczyć. Wiadomo...Po pracy wracałam do domu, jadłam obiad i dopiero ćwiczyłam... To zajmuje trochę czasu, po wszystkim kąpałam się i mimo, że było nie raz późno jechałam jeszcze do niego, na 1/2h. Zaczął mieć do mnie pretensje, że nie spędzamy ze sobą tyle czasu co na początku, czyli cały mój wolny czas jaki miałam i że zdarzało mi się u niego zasypiać jak oglądaliśmy film.
Starałam się jak mogłam. Było to dla mnie męczące. On nie doceniał moich starań, niby akceptował ale wychodziło nie raz, że nie tak do końca. Były o to kłótnie. Uważam, że mimo wszystko wchodząc w związek zachowujemy swoje dotychczasowe życie i mamy tą swoją przestrzeń...On wymagał ode mnie, że poświęcę ją na jego rzecz... Ja stałam przy swoim. Powiedziałam, że chcę ćwiczyć i będę to robić, i że staram się jak mogę by spędzić z nim resztę czasu... Jak mieszkał u mnie to krępowało mnie że siedzi ze mną w tym samym pokoju co ja ćwiczę, nigdy nie lubiłam tego robić w czyimś towarzystwie..... Ale jakoś przeżyłam. Nasza relacja zaczęła się psuć... Kłóciliśmy się non stop. Wyprowadził się na wynajmowane mieszkanie. Chciał żebym wyprowadziła się z nim, ale ja nie chciałam... Przez te wszystkie kłótnie, no zniechęciłam się. O to też były kłótnie. A teraz, tydzień temu zaproponowałam spacer, po czym on wybuchł oznajmiając mi, że on nigdzie nie idzie, bo chce odpocząć, mimo że cały tydzień po pracy nigdzie nie chodzimy, z tego właśnie względu, że on ma ciężką pracę. Cały tydzień była cisza między nami. W międzyczasie chciał wziąć kredyt, pracuję w banku więc chciałam mu pomóc i wszystko zorganizować, że jak przyjdzie to tylko podpisze itd. Rozmawiałam nawet na ten temat z moją p. kierownik... Ale okazało się, że nie może wziąć tyle ile chciałby, bo ma umowę na czas określony... Zadzwoniłam poinformowałam go. To zdenerwował się, zaczął mówić że on jednak nie chce, potem mi pisał że jesteśmy beznadziejnym bankiem itd. Byłam na niego zła, bo zrobił ze mnie idiotkę. Teraz płacze i przeprasza mnie. Mimo że mu powiedziałam że to koniec, w pracy znajome też mówią mi że powinnam z nim się rozstać, że jestem młoda i znajdę jeszcze odpowiedniego faceta; on łapie takie fazy że on sobie nie poradzi beze mnie, że nie potrafi być sam, że mnie kocha i wgl.... Tylko że ja się bardzo odsunęłam ... Nie chcę powielać w swoim związku schematu rodziców czy rodzeństwa (bo z 3 rodzeństwa tylko jednemu bratu udało się stworzyć kochającą się rodzinę )
Jest mi go żal.... Chciałabym być teraz sama, chciałabym odetchnąć.... Ale jest mi go żal, bo on nie ma nikogo poza mną, zainteresowań też nie ma, zajęć... Wiem, że dla nie zrobiłby wszystko, ale nie mogę znieść tego jak mnie traktuje jak jest zły. Jestem najbliżej i to ja najbardziej obrywam. Nie wiem co robić... Stwierdziłam, że albo pójdzie do psychologa leczyć się albo to definitywny koniec, tak poza tym miał już dawno coś z tymi nerwami zrobić... Co teraz robić? Bo ja już nie mam siły i pojęcia co dalej.... Jeśli w ogóle komukolwiek chciało się to przeczytać i jest w stanie mi doradzić, bardzo proszę
Nie chcesz, ale dokładnie to robisz. Być może sama się wybierz do psychologa, może to pozwoli Ci zobaczyć, dlaczego wybrałaś takiego faceta, który Cię niszczy.
__________________
ten kolega - ta koleżanka
ów kolega - owa koleżanka
deirdre jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2020-03-29, 16:28   #3
Nuova
Zakorzenienie
 
Avatar Nuova
 
Zarejestrowany: 2008-05
Wiadomości: 4 136
Dot.: Problem w związku...

Jak na 27letniego faceta to wydaje się być bardzo dziecinny i to w taki toksyczny sposób. Nie widzisz, Autorko, ze idziesz w ślady swoich rodziców?


Wysłane z aplikacji Forum Wizaz
__________________
"Ponieważ współczucie w stosunku do zwierząt jest tak nierozerwalnie związane z dobrocią charakteru, można zaufać poglądowi, że jeśli ktoś jest okrutny wobec zwierząt, to nie może to być dobry człowiek"
Arthur Schopenhauer
Nuova jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2020-03-29, 18:35   #4
Ellen_Ripley
Zakorzenienie
 
Avatar Ellen_Ripley
 
Zarejestrowany: 2018-04
Lokalizacja: Polska, Górny Śląsk
Wiadomości: 8 651
Dot.: Problem w związku...

Wiej, bo się niby rozstałaś, a nadal kontakt jakiś jest. Więc poblokuj go wszędzie, gdzie się da lub nawet zmień numer. Nie ma innej rady. Rozmowy z psychologiem również, tak na przyszłość, by Ci się przydały.
__________________
Piszemy łącznie: Naprawdę świetny, naprawdę zabawny. Naprawdę o tym marzę. Naprawdę musimy wyjść. Piszemy rozłącznie: Monopol na prawdę. Czas powiedzieć prawdę - czas na prawdę.

Edytowane przez Ellen_Ripley
Czas edycji: 2020-03-29 o 18:37
Ellen_Ripley jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2020-03-29, 19:29   #5
xfrida
Zakorzenienie
 
Avatar xfrida
 
Zarejestrowany: 2004-12
Wiadomości: 11 181
Dot.: Problem w związku...

tu tylko calkowite zablokowanie moge doradzic
i na przyszlosc jak slyszysz patologiczna rodzina to odrazu sie ewakuuj
szukaj faceta z normalnej rodziny patologia mnozy patologie ,zawsze zostawia ryse na psychice,po co ci takie problemy w zyciu?
xfrida jest offline   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 
Narzędzia

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2020-03-29 20:29:52


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 15:37.