Nie wiem, czy powinnam to zakończyć. - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2013-12-21, 22:48   #1
Huitzilopochtli
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 75

Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.


Sama nie wiem, od czego zacząć. Od dłuższego czasu biję się z myślami i wciąż nie doszłam do żadnego sensownego wniosku, dlatego piszę tu, by dowiedzieć się, jak to wygląda i co może o tym wszystkim myśleć osoba postronna.
Temat banalny, bo dotyczy związku. Jestem z chłopakiem od prawie 3 lat, jeszcze od czasów liceum. Generalnie układało nam się dobrze, co prawda na początku dość sporo się kłóciliśmy i mieliśmy dwie sytuacje, kiedy prawie się rozstaliśmy, ale moja ówczesna desperacja i jego zakochanie jakoś popchnęło to do przodu i tak pcha ten trzeci rok. On bardzo mnie kocha, jest cudownym i kochanym chłopakiem, który wiem, że zrobiłby dla mnie praktycznie wszystko, ale... sam fakt, że istnieje ale, świadczy chyba źle o mnie. Chyba nie jestem szczęśliwa. I to nawet nie dotyczy samego związku, bardziej całej otoczki – tego, że odkąd z nim jestem urwały mi się prawie wszystkie stare kontakty (bo jak gdzieś iść, to razem, a jak razem, to muszę mu poświęcać dużo uwagi bo inaczej jest mu smutno, bo tej koleżanki nie lubi, a ta mu się nie podoba bo bierze mnie na „stronę” jak jesteśmy razem na imprezie... i tak dalej), nie realizuję moich największych marzeń z czasów licealnych, za które już dawno powinnam się brać, nie poznaję zbyt dużo ludzi na studiach, a przynajmniej nie zacieśniam więzi, bo ja i on studiujemy w innych miastach i wiadomo, widujemy się tylko w weekendy więc każdy albo przynajmniej prawie każdy weekend wypadałoby spędzić razem. To nawet nie jest tak, że on mnie ogranicza, to bardziej ja sama siebie ograniczam będąc w tym związku i nie potrafię wyluzować. Uwielbiam podróżować, ale nie lubię podróżować z nim – zawsze działa mi na nerwy, nienawidzę tego, że muszę myśleć za dwóch i nienawidzę tego, jak bardzo on jest marudny i jak dużo rzeczy mu nie pasuje. Tak samo już drugi rok zbieram się by odwiedzić koleżanki w innym ośrodku studenckim, ot, wpaść na weekend, zobaczyć miasto w którym jeszcze nie byłam, ale sama nie pojadę bo przecież będziemy za sobą tęsknić, jego nie wezmę bo nie przepada za tamtym towarzystwem i tylko będzie się męczył. Poza tym, coraz rzadziej mamy o czym rozmawiać. Ostatnio wiele zmieniło się w moim życiu – rzuciłam studia, których nienawidziłam i zaczęłam dwa inne kierunki, z których jeden jest moją największą pasją i staram poświęcać się mu jak najwięcej czasu, więc wiadomo, chcę mu też o nim poopowiadać – on ma do mnie pretensje że za dużo mówię o studiach i nauce a jego te tematy nudzą. To znaczy... może aż tak źle nie jest, bo nadal przyjemnie spędza się nam razem czas i wciąż jest najbliższą mojemu sercu osobą, ale... nie wyobrażam sobie przyszłego życia z nim. On ma zupełnie inne podejście do tematu małżeństwa i dzieci (ostatnio przeprowadziłam z nim poważną rozmowę, w którym mniej więcej powiedziałam mu to, co napisałam tutaj... on ten temat skwitował, że jesteśmy młodzi i jeszcze może nam to odmienić, co w sumie jest racją). W innym miejscu widzimy swoją przyszłość i... generalnie mamy trochę inne marzenia i priorytety.
On jest domatorem, nie lubi podróży, czasem ma podejście, jak przyjeżdża do mnie do całkiem fajnego miasta studenckiego, że dla mniej niż czterech czy pięciu osób na miasto mu się wyjść nie opłaca. Dopiero ostatnio o tyle o ile zaczęliśmy wychodzić tylko we dwójkę. Tylko ze mną zagranicę też nie pojedzie, bo się boi. Z drugiej strony, jak jedziemy razem na jakiś wyjazd z większą ilością osób to on często bardzo się alienuje i ma do mnie pretensje, że na przykład nie spędzam czasu tylko z nim albo siedząc w większym gronie nie przytulam go i nie całuję, co ponoć świadczy o tym, że go olewam, a przecież nie po to jedziemy na całkiem fajny wyjazd studencki by siedzieć we dwójkę w odosobnieniu...
Przepraszam za chaos w tym co piszę, ale nie potrafię poukładać myśli. Myślę, że decyzję już podjęłam, tylko brakuje mi w tym konsekwencji. Bo nie jest mi źle, naprawdę, jest całkiem dobrze, tylko cały czas męczy mnie ta podświadoma myśl, że owszem, możemy spędzić razem i kolejne trzy lata ale to nie jest to, czego tak naprawdę chcę. Że chcę czegoś innego. Że chcę mieć trochę więcej czasu dla siebie, na naukę, na znajomych, na podróże, na to by jeździć stopem. By móc sobie po prostu pomilczeć kiedy mam ochotę i nie tłumaczyć się, że to dlatego, że jestem zła. Z drugiej strony, to mój obecnie najlepszy przyjaciel i bardzo bliska osoba, której nie chcę skrzywdzić i którą – jak mi się wydaje – kocham. I to chyba strasznie egoistyczne z mojej strony, że chcę odejść, skoro wcale nie jest tak źle.
Dlatego byłabym bardzo wdzięczna gdybyście napisały, co o tym wszystkim myślicie.
Huitzilopochtli jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 02:18   #2
MalaWredna
Zadomowienie
 
Avatar MalaWredna
 
Zarejestrowany: 2012-11
Lokalizacja: Zachodniopomorskie
Wiadomości: 1 515
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez Huitzilopochtli Pokaż wiadomość
Sama nie wiem, od czego zacząć. Od dłuższego czasu biję się z myślami i wciąż nie doszłam do żadnego sensownego wniosku, dlatego piszę tu, by dowiedzieć się, jak to wygląda i co może o tym wszystkim myśleć osoba postronna.
Temat banalny, bo dotyczy związku. Jestem z chłopakiem od prawie 3 lat, jeszcze od czasów liceum. Generalnie układało nam się dobrze, co prawda na początku dość sporo się kłóciliśmy i mieliśmy dwie sytuacje, kiedy prawie się rozstaliśmy, ale moja ówczesna desperacja i jego zakochanie jakoś popchnęło to do przodu i tak pcha ten trzeci rok. On bardzo mnie kocha, jest cudownym i kochanym chłopakiem, który wiem, że zrobiłby dla mnie praktycznie wszystko, ale... sam fakt, że istnieje ale, świadczy chyba źle o mnie. Chyba nie jestem szczęśliwa. I to nawet nie dotyczy samego związku, bardziej całej otoczki – tego, że odkąd z nim jestem urwały mi się prawie wszystkie stare kontakty (bo jak gdzieś iść, to razem, a jak razem, to muszę mu poświęcać dużo uwagi bo inaczej jest mu smutno, bo tej koleżanki nie lubi, a ta mu się nie podoba bo bierze mnie na „stronę” jak jesteśmy razem na imprezie... i tak dalej), nie realizuję moich największych marzeń z czasów licealnych, za które już dawno powinnam się brać, nie poznaję zbyt dużo ludzi na studiach, a przynajmniej nie zacieśniam więzi, bo ja i on studiujemy w innych miastach i wiadomo, widujemy się tylko w weekendy więc każdy albo przynajmniej prawie każdy weekend wypadałoby spędzić razem. To nawet nie jest tak, że on mnie ogranicza, to bardziej ja sama siebie ograniczam będąc w tym związku i nie potrafię wyluzować. Uwielbiam podróżować, ale nie lubię podróżować z nim – zawsze działa mi na nerwy, nienawidzę tego, że muszę myśleć za dwóch i nienawidzę tego, jak bardzo on jest marudny i jak dużo rzeczy mu nie pasuje. Tak samo już drugi rok zbieram się by odwiedzić koleżanki w innym ośrodku studenckim, ot, wpaść na weekend, zobaczyć miasto w którym jeszcze nie byłam, ale sama nie pojadę bo przecież będziemy za sobą tęsknić, jego nie wezmę bo nie przepada za tamtym towarzystwem i tylko będzie się męczył. Poza tym, coraz rzadziej mamy o czym rozmawiać. Ostatnio wiele zmieniło się w moim życiu – rzuciłam studia, których nienawidziłam i zaczęłam dwa inne kierunki, z których jeden jest moją największą pasją i staram poświęcać się mu jak najwięcej czasu, więc wiadomo, chcę mu też o nim poopowiadać – on ma do mnie pretensje że za dużo mówię o studiach i nauce a jego te tematy nudzą. To znaczy... może aż tak źle nie jest, bo nadal przyjemnie spędza się nam razem czas i wciąż jest najbliższą mojemu sercu osobą, ale... nie wyobrażam sobie przyszłego życia z nim. On ma zupełnie inne podejście do tematu małżeństwa i dzieci (ostatnio przeprowadziłam z nim poważną rozmowę, w którym mniej więcej powiedziałam mu to, co napisałam tutaj... on ten temat skwitował, że jesteśmy młodzi i jeszcze może nam to odmienić, co w sumie jest racją). W innym miejscu widzimy swoją przyszłość i... generalnie mamy trochę inne marzenia i priorytety.
On jest domatorem, nie lubi podróży, czasem ma podejście, jak przyjeżdża do mnie do całkiem fajnego miasta studenckiego, że dla mniej niż czterech czy pięciu osób na miasto mu się wyjść nie opłaca. Dopiero ostatnio o tyle o ile zaczęliśmy wychodzić tylko we dwójkę. Tylko ze mną zagranicę też nie pojedzie, bo się boi. Z drugiej strony, jak jedziemy razem na jakiś wyjazd z większą ilością osób to on często bardzo się alienuje i ma do mnie pretensje, że na przykład nie spędzam czasu tylko z nim albo siedząc w większym gronie nie przytulam go i nie całuję, co ponoć świadczy o tym, że go olewam, a przecież nie po to jedziemy na całkiem fajny wyjazd studencki by siedzieć we dwójkę w odosobnieniu...
Przepraszam za chaos w tym co piszę, ale nie potrafię poukładać myśli. Myślę, że decyzję już podjęłam, tylko brakuje mi w tym konsekwencji. Bo nie jest mi źle, naprawdę, jest całkiem dobrze, tylko cały czas męczy mnie ta podświadoma myśl, że owszem, możemy spędzić razem i kolejne trzy lata ale to nie jest to, czego tak naprawdę chcę. Że chcę czegoś innego. Że chcę mieć trochę więcej czasu dla siebie, na naukę, na znajomych, na podróże, na to by jeździć stopem. By móc sobie po prostu pomilczeć kiedy mam ochotę i nie tłumaczyć się, że to dlatego, że jestem zła. Z drugiej strony, to mój obecnie najlepszy przyjaciel i bardzo bliska osoba, której nie chcę skrzywdzić i którą – jak mi się wydaje – kocham. I to chyba strasznie egoistyczne z mojej strony, że chcę odejść, skoro wcale nie jest tak źle.
Dlatego byłabym bardzo wdzięczna gdybyście napisały, co o tym wszystkim myślicie.
Pogrubione cząsteczki wypowiedzi podsumowują wszystko. Nie czujesz się szczęśliwa, szkoda ci go opuszczać, boisz się też tego że on "oddaje ci siebie" a ty odejdziesz i będziesz ta zła.
Masz prawo być szczęśliwa, realizować marzenia, spełniać się w pasji.. jeżeli ewidentnie twój partner swoją osobą powstrzymuje cię od bycia sobą, od "życia", to pozostaje ci tylko zamknąć ten rozdział
__________________
I znowu..
Trzymać kciuki, chudnę!

Dostać bana za brutalną prawdę, to jak dostać w pysk za dobry uczynek dla lepszej reszty ludzkości
MalaWredna jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 08:11   #3
ooora
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 8
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Byłam w podobnej sytuacji i postanowiłam to zakończyć. Nie powiedziałam, że to kwestia ograniczenia - wyszło przy którejś z kolei kłótni (ostatnio nie było między nami dobrze). Najpierw usłyszałam,że poczuł się oszukany, jestem egoistką.Wtedy uważałam, że chyba naprawdę jestem jakimś potworem...Teraz zaczął "niewinnie" pisać do mnie, ale nie chcę znów się w to pakować Wiele razy rozstanie przychodziło mi na myśl i chcę aby to się udało. Autorko - nie jest łatwo, bo wiesz, że jest to dobry, kochający człowiek (też tak miałam), ale kwestia znajomych, pasji, samorealizacji cały czas skłania do podjęcia ostatecznej decyzji. Nie namawiam Cię do zerwania, przemyśl jeszcze raz sytuację, może jest szansa żeby połączać Jego i wszystko wokół? U mnie nie było takiej możliwości dlatego wyszło jak wyszło. Powodzenia
ooora jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 08:56   #4
Huitzilopochtli
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 75
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez ooora Pokaż wiadomość
Byłam w podobnej sytuacji i postanowiłam to zakończyć. Nie powiedziałam, że to kwestia ograniczenia - wyszło przy którejś z kolei kłótni (ostatnio nie było między nami dobrze). Najpierw usłyszałam,że poczuł się oszukany, jestem egoistką.Wtedy uważałam, że chyba naprawdę jestem jakimś potworem...Teraz zaczął "niewinnie" pisać do mnie, ale nie chcę znów się w to pakować Wiele razy rozstanie przychodziło mi na myśl i chcę aby to się udało. Autorko - nie jest łatwo, bo wiesz, że jest to dobry, kochający człowiek (też tak miałam), ale kwestia znajomych, pasji, samorealizacji cały czas skłania do podjęcia ostatecznej decyzji. Nie namawiam Cię do zerwania, przemyśl jeszcze raz sytuację, może jest szansa żeby połączać Jego i wszystko wokół? U mnie nie było takiej możliwości dlatego wyszło jak wyszło. Powodzenia
Ostatnio przeprowadziłam z nim dość poważną rozmowę i staram się to wszystko jakoś pogodzić, ale tak wszystkiego wszystkiego się nie da. Szczególny jest problem z tymi weekendami, on został w moim rodzinnym mieście, ja wyjechałąm troszkę dalej na studia i zawsze albo on do mnie przyjeżdza, albo ja wracam do domu. Dodatkową kwestią tej odległości jest to, że jeszcze rok temu miałam nadzieję, że się przeniesie - mówił, że chce, co okazało się tylko gadaniem, teraz wiem, że dla nas te braki weekendów to perspektywa na kolejne ewentualne cztery lata... a ja tyle nie chcę siedzieć nawet w tym mieście, gdzie obecnie studiuję, poza tym od samego początku byłam sceptycznie nastawiona w związek na odległość tak wcześnie. Wiem, jak się kocha to się wytrzyma, ale to nie jest normalne, że przez pierwsze dwa tygodnie wakacji miałam go dość bo po prostu się od niego odzwyczaiłam.
A, i z racji tej naszej ostatniej rozmowy bardzo często ostatnio słyszę, że on wciąż myśli o tym, co powiedziałam, że nie chce mnie tracić i takie tam. Naprawdę źle się czuję z tym, że w ogóle rozważam możliwość rozstania.
Huitzilopochtli jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 12:37   #5
ulicznica
Zakorzenienie
 
Avatar ulicznica
 
Zarejestrowany: 2008-04
Lokalizacja: Kraków
Wiadomości: 6 071
Send a message via Skype™ to ulicznica
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez Huitzilopochtli Pokaż wiadomość
Sama nie wiem, od czego zacząć. Od dłuższego czasu biję się z myślami i wciąż nie doszłam do żadnego sensownego wniosku, dlatego piszę tu, by dowiedzieć się, jak to wygląda i co może o tym wszystkim myśleć osoba postronna.
Temat banalny, bo dotyczy związku. Jestem z chłopakiem od prawie 3 lat, jeszcze od czasów liceum. Generalnie układało nam się dobrze, co prawda na początku dość sporo się kłóciliśmy i mieliśmy dwie sytuacje, kiedy prawie się rozstaliśmy, ale moja ówczesna desperacja i jego zakochanie jakoś popchnęło to do przodu i tak pcha ten trzeci rok. On bardzo mnie kocha, jest cudownym i kochanym chłopakiem, który wiem, że zrobiłby dla mnie praktycznie wszystko, ale... sam fakt, że istnieje ale, świadczy chyba źle o mnie. Chyba nie jestem szczęśliwa. I to nawet nie dotyczy samego związku, bardziej całej otoczki – tego, że odkąd z nim jestem urwały mi się prawie wszystkie stare kontakty (bo jak gdzieś iść, to razem, a jak razem, to muszę mu poświęcać dużo uwagi bo inaczej jest mu smutno, bo tej koleżanki nie lubi, a ta mu się nie podoba bo bierze mnie na „stronę” jak jesteśmy razem na imprezie... i tak dalej), nie realizuję moich największych marzeń z czasów licealnych, za które już dawno powinnam się brać, nie poznaję zbyt dużo ludzi na studiach, a przynajmniej nie zacieśniam więzi, bo ja i on studiujemy w innych miastach i wiadomo, widujemy się tylko w weekendy więc każdy albo przynajmniej prawie każdy weekend wypadałoby spędzić razem. To nawet nie jest tak, że on mnie ogranicza, to bardziej ja sama siebie ograniczam będąc w tym związku i nie potrafię wyluzować. Uwielbiam podróżować, ale nie lubię podróżować z nim – zawsze działa mi na nerwy, nienawidzę tego, że muszę myśleć za dwóch i nienawidzę tego, jak bardzo on jest marudny i jak dużo rzeczy mu nie pasuje. Tak samo już drugi rok zbieram się by odwiedzić koleżanki w innym ośrodku studenckim, ot, wpaść na weekend, zobaczyć miasto w którym jeszcze nie byłam, ale sama nie pojadę bo przecież będziemy za sobą tęsknić, jego nie wezmę bo nie przepada za tamtym towarzystwem i tylko będzie się męczył. Poza tym, coraz rzadziej mamy o czym rozmawiać. Ostatnio wiele zmieniło się w moim życiu – rzuciłam studia, których nienawidziłam i zaczęłam dwa inne kierunki, z których jeden jest moją największą pasją i staram poświęcać się mu jak najwięcej czasu, więc wiadomo, chcę mu też o nim poopowiadać – on ma do mnie pretensje że za dużo mówię o studiach i nauce a jego te tematy nudzą. To znaczy... może aż tak źle nie jest, bo nadal przyjemnie spędza się nam razem czas i wciąż jest najbliższą mojemu sercu osobą, ale... nie wyobrażam sobie przyszłego życia z nim. On ma zupełnie inne podejście do tematu małżeństwa i dzieci (ostatnio przeprowadziłam z nim poważną rozmowę, w którym mniej więcej powiedziałam mu to, co napisałam tutaj... on ten temat skwitował, że jesteśmy młodzi i jeszcze może nam to odmienić, co w sumie jest racją). W innym miejscu widzimy swoją przyszłość i... generalnie mamy trochę inne marzenia i priorytety.
On jest domatorem, nie lubi podróży, czasem ma podejście, jak przyjeżdża do mnie do całkiem fajnego miasta studenckiego, że dla mniej niż czterech czy pięciu osób na miasto mu się wyjść nie opłaca. Dopiero ostatnio o tyle o ile zaczęliśmy wychodzić tylko we dwójkę. Tylko ze mną zagranicę też nie pojedzie, bo się boi. Z drugiej strony, jak jedziemy razem na jakiś wyjazd z większą ilością osób to on często bardzo się alienuje i ma do mnie pretensje, że na przykład nie spędzam czasu tylko z nim albo siedząc w większym gronie nie przytulam go i nie całuję, co ponoć świadczy o tym, że go olewam, a przecież nie po to jedziemy na całkiem fajny wyjazd studencki by siedzieć we dwójkę w odosobnieniu...
Przepraszam za chaos w tym co piszę, ale nie potrafię poukładać myśli. Myślę, że decyzję już podjęłam, tylko brakuje mi w tym konsekwencji. Bo nie jest mi źle, naprawdę, jest całkiem dobrze, tylko cały czas męczy mnie ta podświadoma myśl, że owszem, możemy spędzić razem i kolejne trzy lata ale to nie jest to, czego tak naprawdę chcę. Że chcę czegoś innego. Że chcę mieć trochę więcej czasu dla siebie, na naukę, na znajomych, na podróże, na to by jeździć stopem. By móc sobie po prostu pomilczeć kiedy mam ochotę i nie tłumaczyć się, że to dlatego, że jestem zła. Z drugiej strony, to mój obecnie najlepszy przyjaciel i bardzo bliska osoba, której nie chcę skrzywdzić i którą – jak mi się wydaje – kocham. I to chyba strasznie egoistyczne z mojej strony, że chcę odejść, skoro wcale nie jest tak źle.
Dlatego byłabym bardzo wdzięczna gdybyście napisały, co o tym wszystkim myślicie.
A ja myślę, że dajesz się ograniczać - on sprawia wrażenie, jakby nie posiadał ani kawałka własnego życia poza Tobą, jest na Tobie uwieszony, i nie ma swoich spraw.
Facet wcale nie musi Cię lać, pić i ćpać, żebyś źle się czuła w związku - wystarczy do tego, że nie możesz być przy nim sobą. W imię czego chcesz to ciągnąć, jeśli nie możesz być sobą? Ludzie dobierają się w pary z egoistycznych powodów - by być szczęśliwi. A że Twój przepis na szczęście jest zaprzeczeniem jego sposobu - zdarza się, jedna osoba (ta, która ulegnie) zawsze będzie na tym cierpieć i nie przekona samej siebie, że jest szczęśliwa (a to właśnie próbujesz robić w swoim poście - że przecież nie jest tak źle, że o co Ci w ogóle chodzi, skoro on Cię kocha). Miłość to nie wszystko. Można r.zygać tęczą na początku i się alienować, ale przychodzi moment, że para wreszcie wychodzi do ludzi, albo dusi się we własnym sosie.
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE

KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK!

Biżu i ciuchy M, L, XL

"Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..."
ulicznica jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 13:22   #6
ooora
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 8
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Ja od października gdy poszłam na studia też byłam w związku na odległość, a dodatkowo miesiąc temu on wyjechał za granicę do pracy. Myślałam, że nie będzie to problem, ale jednak był. Kłótnie, podejrzenia jeszcze bardziej się pogłębiły. Widywaliśmy się rzadziej niż ty ze swoim TŻ, może dlatego ja nie widziałam już żadnej opcji na powrót. Odmawiałam dużo spotkań z ludźmi z uczelni właśnie dla niego, ale nie chciałam aby sytuacja się powtórzyła gdy mieszkałam w moim rodzinnym mieście - straciłam kontakt z naprawdę fajnymi ludźmi;( Pewnie czujesz, że z nim jest źle, ale bez niego jeszcze gorzej ... Ja bardzo bałam się rozstania i nadal jest mi smutno, ale wierzę, że jeszcze trochę czasu minie i będzie dobrze.

A mówisz mu wprost o swoich pasjach, o tym, że chciałabyś mieć trochę więcej czasu dla siebie ?

Edytowane przez ooora
Czas edycji: 2013-12-22 o 13:25
ooora jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 13:33   #7
Huitzilopochtli
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 75
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez ooora Pokaż wiadomość
Ja od października gdy poszłam na studia też byłam w związku na odległość, a dodatkowo miesiąc temu on wyjechał za granicę do pracy. Myślałam, że nie będzie to problem, ale jednak był. Kłótnie, podejrzenia jeszcze bardziej się pogłębiły. Widywaliśmy się rzadziej niż ty ze swoim TŻ, może dlatego ja nie widziałam już żadnej opcji na powrót. Odmawiałam dużo spotkań z ludźmi z uczelni właśnie dla niego, ale nie chciałam aby sytuacja się powtórzyła gdy mieszkałam w moim rodzinnym mieście - straciłam kontakt z naprawdę fajnymi ludźmi;( Pewnie czujesz, że z nim jest źle, ale bez niego jeszcze gorzej ... Ja bardzo bałam się rozstania i nadal jest mi smutno, ale wierzę, że jeszcze trochę czasu minie i będzie dobrze.

A mówisz mu wprost o swoich pasjach, o tym, że chciałabyś mieć trochę więcej czasu dla siebie ?
Podziwiam Cię bo ja cały czas nie jestem pewna, czy dobrze zrobię kończąc to. Może to po prostu taki gorszy okres (bywały i wcześniej taki), który wystarczy przetrzymać i potem znów będzie cudownie... tyle że to cały czas będzie tak cudownie na chwilę, zawsze będzie mi czegoś brakować.
Tak, ostatnio mu o tym mówiłam, to strasznie zrobił się smutny i generalnie widzę, że stara się mniej narzucać i namawia mnie, bym pobyła trochę sama, ale... on bardzo często wchodzi w rolę ofiary i poszkodowanego, zawsze to cały świat jest przeciwko niemu i on w tym wszystkim jest taki biedny i poszkodowany i widzę, że po tej rozmowie też mu tak trochę to przylgnęło. Zresztą, to jest takie... przykładowo umówiliśmy się, że nie widzimy się w poprzedni weekend, bo miałam się spotkać ze znajomą, sporo nauki miałam i a on też z jakiegośtam powodu nie mógł przyjechać. Skończyło się na tym, że i tak się spotkaliśmy, ja wróciłam do miasta, bo codziennie słuchałam, jaki to smutek że się nie widzimy, jak mu jest przykro, jak smutno, jak tęskno i że generalnie to byłby pierwszy taki weekend od półtorej roku.
Huitzilopochtli jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 13:59   #8
blaskskonca
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 400
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez Huitzilopochtli Pokaż wiadomość
Podziwiam Cię bo ja cały czas nie jestem pewna, czy dobrze zrobię kończąc to. Może to po prostu taki gorszy okres (bywały i wcześniej taki), który wystarczy przetrzymać i potem znów będzie cudownie... tyle że to cały czas będzie tak cudownie na chwilę, zawsze będzie mi czegoś brakować.
Tak, ostatnio mu o tym mówiłam, to strasznie zrobił się smutny i generalnie widzę, że stara się mniej narzucać i namawia mnie, bym pobyła trochę sama, ale... on bardzo często wchodzi w rolę ofiary i poszkodowanego, zawsze to cały świat jest przeciwko niemu i on w tym wszystkim jest taki biedny i poszkodowany i widzę, że po tej rozmowie też mu tak trochę to przylgnęło. Zresztą, to jest takie... przykładowo umówiliśmy się, że nie widzimy się w poprzedni weekend, bo miałam się spotkać ze znajomą, sporo nauki miałam i a on też z jakiegośtam powodu nie mógł przyjechać. Skończyło się na tym, że i tak się spotkaliśmy, ja wróciłam do miasta, bo codziennie słuchałam, jaki to smutek że się nie widzimy, jak mu jest przykro, jak smutno, jak tęskno i że generalnie to byłby pierwszy taki weekend od półtorej roku.
Wiesz co, naprawde Cie rozumiem. Bylam w podobnym zwiazku. Swietny facet, wszystko by dla mnie zrobil, ale WIECZNIE wpedzal mnie w poczucie winy. Nie chcialam sie spotkac? no taaak, on juz niepotrzebny, ja wole znajomych, mu tak przykro. On by zawsze wybral mnie.
Spotkania ze znajomymi wspolne? on ich nie zna, ja sie nim nie zajmuje, nie spedzam duzo czasu, on sie czuje odrzucony, niepotrzebny. A sie naprawde staralam. Zawsze chodzilam spieta, jesli widzielismy sie w wiekszym gronie. Marwilam sie o to, czy sie nie nudzi, czy na pewno poswiecam mu duzo uwagi itd. itd. Nie moglam wtedy byc soba.
Chodzil smutny, przygnebiony, jak ja mialam inne plany niz spotkanie z nim. W koncu mialam dosc, nie wytrzymalam.
Wiesz, nie kazdy wymaga, aby parnet byl towarzyski. Tylko z tego co ja widze ty tego potrzebujesz, zadusisz sie w takim zwiazku.

Powiem Ci, ze teraz mam nowego faceta. Dobrze odnajduje sie wsrod ludzi, ma swoje zycie, znajomych, nie szantazuje mnie emocjonalnie, jak nie mam na cos czasu, to zajmuje sie swoimi sprawami, nie ogranicza, chce wychodzic do ludzi, na miasto. NIEBO A ZIEMIA. Moge byc calkowicie soba, bo wiem, ze lubi mnie taka jaka jestem, nie probujac zmieniac pod siebie.

Edytowane przez blaskskonca
Czas edycji: 2013-12-22 o 14:00
blaskskonca jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 13:59   #9
ooora
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 8
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Pewna nie byłam i nadal mam takie myśli czy dobrze zrobiłam, ale staram się jednak nie skupiać na tym i znajdować sobie zajęcia ...
Widać, że Twój TŻ jednak się stara i naprawdę chce Ci dać trochę wolnej ręki. Ja też próbowałam nakierować chłopaka na coś takiego, ale zrozumiałam, że on po prostu taki jest. Ja też idealna nie byłam, bo już przez te parę miesięcy miałam takie okresy, że w ogóle nie miałam ochoty z nim rozmawiać (on jest "zwolennikiem" pisania non stop) i stawałam się oschła, obojętna. Jak podejmowałam próby naprawiania to trwało to jakiś tydzień i znów obojętność. Rozumiem Twoje wątpliwości, ale nie możesz tego ciągnąć w nieskończoność, bo kolejne lata w taki sposób mogą lecieć, ale szczęśliwa nie będziesz. Podejmij ostatnią próbę naprawy, bo szkoda zarówno Ciebie jak i partnera.
ooora jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 15:11   #10
Mick
Rozeznanie
 
Avatar Mick
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 955
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Tylko ze mną zagranicę też nie pojedzie, bo się boi.



Masz za faceta marudę i nudziarza. Nie tego potrzebujesz w wieku dwudziestu lat.
Mick jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 20:54   #11
Huitzilopochtli
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 75
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez ooora Pokaż wiadomość
Pewna nie byłam i nadal mam takie myśli czy dobrze zrobiłam, ale staram się jednak nie skupiać na tym i znajdować sobie zajęcia ...
Widać, że Twój TŻ jednak się stara i naprawdę chce Ci dać trochę wolnej ręki. Ja też próbowałam nakierować chłopaka na coś takiego, ale zrozumiałam, że on po prostu taki jest. Ja też idealna nie byłam, bo już przez te parę miesięcy miałam takie okresy, że w ogóle nie miałam ochoty z nim rozmawiać (on jest "zwolennikiem" pisania non stop) i stawałam się oschła, obojętna. Jak podejmowałam próby naprawiania to trwało to jakiś tydzień i znów obojętność. Rozumiem Twoje wątpliwości, ale nie możesz tego ciągnąć w nieskończoność, bo kolejne lata w taki sposób mogą lecieć, ale szczęśliwa nie będziesz. Podejmij ostatnią próbę naprawy, bo szkoda zarówno Ciebie jak i partnera.
Wiem, że się stara, ale jak naprawić chociażby to, że nie potrafię z nim wyjść do ludzi bo od razu strasznie się denerwuje tym, że coś źle zrobię, że jemu nie będzie się podobać albo że inni go nie polubią? Nie jestem jakoś bardzo towarzyska i mam problemy z nawiązywaniem znajomości, ale sama jeszcze jakoś sobie radzę, z nim zamykam się w klatce. Jak już pisałam - to nawet nie on mnie ogranicza, bo się stara, po prostu ja przy nim nie potrafię być... no, po prostu sobą.
Nie wiem. Coraz bardziej chcę to zakończyć ale to byłoby wyjątkowo perfidne z mojej strony, gdybym zerwała z nim w święta. A on już chyba zaczyna zauważać, że coś jest nie tak...

blaskskonca, mam wrażenie, jakbyś opisywała mojego partnera. Kiedyś szantaże emocjonalne też były u niego normą, ale teraz już udało mi się je wyplenić, tylko że... no, ciągle czuję, że nie chcę już w to dalej brnąć.

Nie wiem, czy dam radę, w końcu to mój pierwszy chłopak, o to byłoby moje pierwsze rozstanie
Huitzilopochtli jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 21:12   #12
blaskskonca
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 400
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez Huitzilopochtli Pokaż wiadomość
Wiem, że się stara, ale jak naprawić chociażby to, że nie potrafię z nim wyjść do ludzi bo od razu strasznie się denerwuje tym, że coś źle zrobię, że jemu nie będzie się podobać albo że inni go nie polubią? Nie jestem jakoś bardzo towarzyska i mam problemy z nawiązywaniem znajomości, ale sama jeszcze jakoś sobie radzę, z nim zamykam się w klatce. Jak już pisałam - to nawet nie on mnie ogranicza, bo się stara, po prostu ja przy nim nie potrafię być... no, po prostu sobą.
Nie wiem. Coraz bardziej chcę to zakończyć ale to byłoby wyjątkowo perfidne z mojej strony, gdybym zerwała z nim w święta. A on już chyba zaczyna zauważać, że coś jest nie tak...

blaskskonca, mam wrażenie, jakbyś opisywała mojego partnera. Kiedyś szantaże emocjonalne też były u niego normą, ale teraz już udało mi się je wyplenić, tylko że... no, ciągle czuję, że nie chcę już w to dalej brnąć.

Nie wiem, czy dam radę, w końcu to mój pierwszy chłopak, o to byłoby moje pierwsze rozstanie
Mialam IDENTYCZNIE. Tez mnie nie chcial ograniczac, tez sie staral, byl dla mnie zawsze kochany, pomocny, moglam na niego liczyc. Ci znajomi to byl wieeelki punkt sporów. Zawsze sie przy nim spinalam wsrod ludzi i nici z zabawy. Potem doszlo do tego, ze po prostu nie chcialam zeby ze mna chodzil. Ale tez sobie nie wyobrazalam wiecznie chodzic do znajomych bez niego, ani sluchac jaka to zla jestem, bo z nimi siedze, a on sam w domu.

Z pierwszym chlopakiem.. tak, tez bym moim pierwszym chlopakiem i pierwszym powaznym zwiazkiem. Ale nie zaluje absolutnie tego ruchu.
Takze.. musisz sie zastanowic, czy chcesz tak zyc, czy moze szukac celu gdzie indziej. Czasami nawet milosc nie wystarczy, zeby stworzyc udany zwazek. Musi grac na kazdej płaszczyznie, bo w koncu nastapi moment, ze i tak nie dasz rady.

Edytowane przez blaskskonca
Czas edycji: 2013-12-22 o 21:14
blaskskonca jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 22:43   #13
_dummy_
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2013-08
Wiadomości: 127
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Moim zdaniem takie rzeczy jak milosc do podrozy czy potrzeba przestrzeni jest dostrzegalna juz na poczatku zwiazku, a po roku to raczej na pewno.
Jesli od Waszych pierwszych chwil razem nie mowilas mu o tym, to chlopak ma prawo czuc sie oszukany, skoro wczesniej Ci to odpowiadalo, rozumiesz? Odnosze delikatne wrazenie, ze wolalabys byc singielka, że zwiazek i stabilizacja nie jest spełnieniem Twoich marzen. Szkoda, że to wyszlo dopiero teraz, ze od poczatku nie pokazalas swojej ''prawdziwej twarzy''. Wtedy albo on by to zaakceptowal albo zwiazek by sie rozpadl.
Zanim sie rozstaniecie, moze warto byloby sprobowac powiedzieć mu, że chcialabys zmian w Waszym zwiazku, bo inaczej czujesz, ze sie dusisz, ze cos Cie omija. Byc moze to na niego wplynie i on sprobuje sie zmienic?

Edytowane przez _dummy_
Czas edycji: 2013-12-22 o 22:45
_dummy_ jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-22, 23:29   #14
Huitzilopochtli
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 75
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Cytat:
Napisane przez _dummy_ Pokaż wiadomość
Moim zdaniem takie rzeczy jak milosc do podrozy czy potrzeba przestrzeni jest dostrzegalna juz na poczatku zwiazku, a po roku to raczej na pewno.
Jesli od Waszych pierwszych chwil razem nie mowilas mu o tym, to chlopak ma prawo czuc sie oszukany, skoro wczesniej Ci to odpowiadalo, rozumiesz? Odnosze delikatne wrazenie, ze wolalabys byc singielka, że zwiazek i stabilizacja nie jest spełnieniem Twoich marzen. Szkoda, że to wyszlo dopiero teraz, ze od poczatku nie pokazalas swojej ''prawdziwej twarzy''. Wtedy albo on by to zaakceptowal albo zwiazek by sie rozpadl.
Zanim sie rozstaniecie, moze warto byloby sprobowac powiedzieć mu, że chcialabys zmian w Waszym zwiazku, bo inaczej czujesz, ze sie dusisz, ze cos Cie omija. Byc moze to na niego wplynie i on sprobuje sie zmienic?
Mówiłam od początku, ale... na początku sama byłam po uszy zakochana i teraz wydaje mi się, że wręcz trochę zdesperowana by koniecznie z kimś być, że wcale nie przeszkadzało mi przedkładanie jego i czasu z nim spędzanego nad moje potrzeby. A ostatnio trochę przewartościowałam swój system wartości i wiem, że nie tędy droga.
Może to zabrzmi głupio, ale ja naprawdę nie chciałam go oszukiwać, a o podróżach mówiłam mu od początku - to moja wina, bo sama jakby olewałam sprawę na rzecz bycia z nim. A tak ogromna potrzeba przestrzeni pojawiła się dopiero ostatnio. I jeszcze dwa lata temu bardzo pragnęłam tego, by z nim być i strasznie przeżywałam najmniejszą kłótnie, nie mogłam nawet myśleć o końcu.
A teraz... chyba masz rację. Chyba po prostu dobiłam do takiego momentu - w swoim życiu, nie związku - że wolałabym być sama. I wiem, że to zupełnie nie fair z mojej strony w imię swojego nagłego przywidzenia krzywdzić drugą osobę.
Huitzilopochtli jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-23, 00:00   #15
_dummy_
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2013-08
Wiadomości: 127
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Nie napisalam, ze nie fair, kazdy ma prawo do spelniania swoich marzen.
Mysle, ze najlepiej byloby powiedziec mu to, co napisalas tutaj i niech on zdecyduje czy mu to odpowiada i zaakceptuje Twoja 'nowa' wersje zwiazku, czy uznaje, ze nie bedzie miala sensu i sie rozstajecie.
_dummy_ jest offline   Odpowiedz cytując
Stary 2013-12-23, 07:46   #16
ooora
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-12
Wiadomości: 8
Dot.: Nie wiem, czy powinnam to zakończyć.

Problem ze znajomymi miałam i ja Nie mogłam zachowywać się swobodnie, bo miałam wrażenie, że ciągle na mnie patrzy i obserwuje. W końcu jego znajomi sami powiedzieli, że taka spokojna jestem i żebym trochę wyluzowała (w bardziej delikatny sposób), wtedy nawiązałam naprawdę fajny kontakt, na imprezie coś wypiliśmy i pogadaliśmy, ale później usłyszałam jak to on siedział sam gdy ja rozmawiałam i pewnie już któryś mi się spodobał. Zawsze się stresowałam żeby powiedzieć, że chcę wyjść z koleżankami, bo zaraz mówił, że one są ważniejsze. Do baru - NIE, w plenerze na jakieś ławeczce - NIE, bo jak to o mnie świadczy...
Gdy już kierowałam się w stronę zerwania, powiedział, że jego życie nie będzie miało sensu, pozostanie skończyć ze sobą. Wtedy nie mogłam tego zrobić I tak to się ciągnęło ... Ty możesz postąpić słuszniej i nie ciągnąć w nieskończoność.

Też był to pierwszy chłopak i jest ciężko, ale po postach blaskslonca widzę, że nie należy się bać takiego kroku

Edytowane przez ooora
Czas edycji: 2013-12-23 o 07:54
ooora jest offline   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 
Narzędzia

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-01-01 00:00:00


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 06:03.