Londyńscy styliści udowadniają, że odpowiednio wykonany zabieg trwałej potrafi całkowicie odmienić płaskie, pozbawione objętości pasma. To koniec kompromisów między odbiciem u nasady a zdrowym wyglądem włosów.
WIDEO…
Koniec z ciasnymi wałkami rodem z lat 80.
Różnica między tym, co pamiętamy ze starych zdjęć, a dzisiejszym efektem, jest kolosalna. Chodzi o zupełnie inne podejście do nawijania pasm. Fryzjerzy nie sięgają już po drobne, plastikowe wałki, które przed dekady tworzyły na głowie równomierny, geometryczny wzór. Zamiast tego pracują na większych, miękkich formach, które nie wymuszają na włosach agresywnego skrętu. Pasma nie są też nawijane od samej skóry głowy aż po końce w każdym miejscu. Stylista wybiera partie, które faktycznie potrzebują uniesienia, zostawiając resztę w bardziej naturalnym ułożeniu.
Włosy zyskują grubość i fakturę, co jest wybawieniem dla posiadaczek cienkich, opadających kosmyków. Końce nie zbijają się w jedną, sztywną linię, a całość zyskuje lekkość, jakbyśmy po prostu miały naturalnie podatne na układanie włosy.
Łagodniejsza chemia i praca w temperaturze pokojowej
Największą obawą przy jakichkolwiek zabiegach trwale zmieniających kształt włosa jest zawsze jego kondycja. Dawne płyny, oparte na amoniaku i nadtlenku wodoru, bezlitośnie otwierały łuskę, często prowadząc do nieodwracalnego zniszczenia i kruszenia się końców. Dzisiejsze preparaty działają znacznie łagodniej. Nowoczesne formuły pozwalają na przeprowadzenie całego procesu w temperaturze pokojowej, bez konieczności dodatkowego podgrzewania, które potęgowało uszkodzenia.
W praktyce oznacza to, że po umyciu włosy nadal są gładkie w dotyku i zachowują swój naturalny blask. Nie ma mowy o szorstkiej, matowej powierzchni, która kiedyś była nieodłącznym elementem tego zabiegu. Zamiast ratować przesuszone pasma ciężkimi maskami, możemy cieszyć się zdrową fakturą, która świetnie współpracuje z lekkimi odżywkami i produktami do stylizacji bez spłukiwania.
Codzienne układanie bez użycia szczotki i suszarki
Ten rodzaj zabiegu to przede wszystkim wygoda dla osób, których włosy są naturalnie proste, ciężkie i oporne na wszelkie próby stylizacji. Zamiast codziennie rano modelować pasma na okrągłą szczotkę, by po kilku godzinach znów zobaczyć płaską taflę, zyskujemy fryzurę, która zachowuje nadany kształt. Włosy po umyciu i delikatnym osuszeniu ręcznikiem same układają się w miękkie fale. Wystarczy wgnieść w nie odrobinę kremu definiującego, aby podkręcić efekt.
To rozwiązanie genialnie sprawdza się przy cięciach typu long bob czy warstwowych fryzurach średniej długości, gdzie to właśnie ruch i odbicie od nasady nadają całości odpowiedni kształt. Włosy schnące naturalnie nie wyglądają na zaniedbane, a zyskują ten pożądany, nonszalancki wygląd, który dotychczas wymagał umiejętnego operowania prostownicą i sprayem z solą morską.