Włosing nigdy nie był moją mocną stroną, bo mam wiele zastrzeżeń do swoich włosów - są płaskie, cienkie i jest ich niewiele. Uważałam więc, że dodatkowe „obciążanie” ich odżywkami i maskami okaże się kompletną klapą. Jak bardzo się myliłam! Nowa linia kosmetyków do włosów Eveline Cosmetics My Life My Hair małymi krokami wprowadziła mnie w świadomą pielęgnację, przy której zostanę na długo! W ofercie marki znajdziecie szampon nawilżający i oczyszczający, odżywki - proteinową, humektantową i emolietową, a także trychologiczny peeling, serum-wcierkę i dwie maski. Każdy z tych produktów jest wzbogacony o peptydy i ma cudowny zapach.

Reklama
mat. prasowe

Pierwsze spotkanie z linią do włosów My Life My Hair od Eveline Cosmetics

Kiedy tylko w moje ręce wpadły te cudowne kosmetyki, od razu zabrałam je pod prysznic, gdzie stoją do dziś! Jako pierwszą do pielęgnacji włączyłam odżywkę nawilżającą, która ma w składzie peptydy, skwalan, kwas hialuronowy, aloes, olej arganowy i wodę ryżową Riferm. Jej zadaniem jest nie tylko nawilżenie, ale też odżywienie włosów, a zawarte w niej składniki aktywne pobudzają cebulki włosów do wzrostu. Nałożyłam ją na włosy i zostawiłam na kilkadziesiąt minut. Odżywka ma bardzo przyjemną konsystencję, łatwo rozprowadzała się na włosach. Wystarczyła odrobina produktu, żeby dokładnie pokryć całe włosy.

mat. prasowe

Następnie umyłam włosy szamponem oczyszczającym z peptydami, paginą, kwasami AHA, kombuchą, probiotykami i wspomnianym wcześniej składnikiem o nazwie Riferm. Szampon pomógł usunąć zanieczyszczenia ze skóry głowy i pozbyć się resztek z produktów do stylizacji. Ma lekką formułę, która po kontakcie z wodą zamienia się w gęstą pianę, więc już jedna pompka wystarczy, żeby dokładnie umyć włosy na całej ich długości i oczyścić skalp.

Po ich umyciu na pasma nałożyłam odżywkę regenerującą z peptydami, ale też olejami - z pestek dyni, brokułowym, makadamia oraz masłem mango i shea. Jej zadaniem jest poprawa kondycji włosów. Produkt tworzy na nich "warstwę ochronną", dzięki czemu nie są one tak podatne na przesuszanie się, łamanie czy rozdwajanie się końcówek.

archiwum prywatne

To było moje pierwsze spotkanie z "włosingiem". Wiedziałam, że moje włosy są średnioporowate, ale lubią się puszyć, dlatego postawiłam na oczyszczenie, odżywienie i dostarczenie i humektantów i emolientów.

Efekt? Niesamowicie gładkie włosy, pełne blasku i objętości! Takie rezultaty uzyskałam dotąd jedynie po wizycie w salonie fryzjerskim. Nie mogłam przestać sunąć palcami po ich miękkiej powierzchni, a w dodatku nie miałam żadnego problemu z ich rozczesaniem czy puszeniem się. Efekt lekkich kosmyków utrzymywał się przez 3 dni.

archiwum prywatne

Linia My Hair My Life - zestaw dla doświadczonych i początkujących włosomaniaczek

Kolejnym razem mycie włosów rozpoczęłam od peelingu trychologicznego, który nałożyłam na suchą skórę głowy. Zostawiłam go na niej na kilka minut, a następnie wykonałam masaż skalpu. Peeling usunął martwy naskórek i zanieczyszczenia, dzięki czemu kosmyki zyskały na objętości, lekkości, a przy tym nie przetłuszczały się tak szybko. Produkt jest rzadki i dość lejący, ale dzięki specjalnej końcówce nie ma problemu z nałożeniem go na skórę głowy. Nie wywołał u mnie żadnych podrażnień, szczypania ani nie drażnił zapachem.

Tuż po peelingu na włosy nałożyłam odżywkę wzmacniającą z peptydami, proteinami pszenicy, soi i jarmużu, a także fitokeratynę i Riferem. Ten produkt ma dostarczyć naszym włosom protein, czyli wypełnić ubytki w strukturze włosa - którtko mówiąc odbudowuje je i wzmacnia. Odżywka przekonała mnie na już na wstępie swoim słodkim zapachem. Podobnie jak w poprzednich ma bardzo kremową konsystencję i świetnie rozprowadza się na pasmach.

Włosy umyłam natomiast szamponem wzmacniającym, który w składzie ma olej migdałowy, aloes, probiotyki i Riferm. Trzecim krokiem była maska - eliksir wzmacniający z olejem sezamowym, musztardowym, z awokado i z pestek malin. Szampon idealnie sprawdził się do codziennego stosowania. Radzi sobie z oczyszczaniem skóry głowy, a przy tym jest delikatny, więc nie przesusza skalpu. Ma piękny zapach i dobrze się pieni - sprawdzi się też do metody kubeczkowej.

Moją pielęgnację zamykała wcierka na porost włosów, która nie tylko stymuluje wzrost kosmyków, ale też zapobiega ich wypadaniu, co jest dla mnie bardzo ważne, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Produkt ma wygodny aplikator, dzięki czemu łatwo dotrzecie do każdego miejsca na skalpie. Wcierka ma formę mgiełki, więc nie musicie martwić się o obciążenie włosów, dzięki czemu możecie stosować ją również bez mycia - a warto, bo nadaje włosom pięknego zapachu!

archiwum prywatne

Kolejny raz byłam zachwycona. Produkty nie obciążyły moich włosów, wręcz przeciwnie, moje kosmyki były niezwykle lekkie i odbite od nasady, a nie używałam szczotki do stylizacji. Przy regularnym stosowaniu tej linii zauważyłam poprawę kondycji włosów - obecnie nie puszą się, są nawilżone i wzmocnione. Nie mam również problemu z szybko przetłuszczająca się skórą głowy i elektryzowaniem się włosów - nawet kiedy noszę szalik.

To, co urzekło mnie w produktach z linii My Hair My Life, oprócz cudownego działania, to również ich opakowania. Miks kolorów pomaga nam łatwo zapamiętać, jakie właściwości i składniki, ale też przeznaczenie ma dana odżywka, maska bądź szampon. Opakowania są dodatkowo bardzo poręczne i dobrze leżą w dłoni, co jest dla mnie bardzo ważne - zwłaszcza pod prysznicem. Szampony uwielbiam natomiast za ich pompkę!

archiwum prywatne

Tym, co wyróżnia produkty jest również ich wydajność. Kosmetyki stosuję od kilku tygodni, a ich zużycie jest niewielkie. Wiem, że na pewno wrócę do tych produktów, kiedy wykończę swoje pierwsze opakowania, a komplet podaruję mojej przyjaciółce, która kocha świadomą pielęgnację włosów jako prezent.

Reklama

Materiał powstał z udziałem marki Eveline Cosmetics.

Reklama
Reklama
Reklama