Mam cerę mieszaną - oprócz nadmiernego sebum i kilkunastu nadprogramowych porów walczę z zaczerwienioną buzią. A czerwienię się na potęgę, wpływają na to emocje, warunki atmosferyczne i czasem kosmetyki. Hydrolatami zainteresowałam się już jakiś czas temu, ale kiedy zobaczyłam go w asortymencie jednego ze sklepów internetowych i przeczytałam, że ma redukować zaczerwienienia - bez wahania dorzuciłam go do zamówienia.
Produkt otrzymujemy w bardzo ładnej, szklanej buteleczce. Jest to przydymione szkło, co bardzo mi się podoba. Jak dla mnie na froncie jest troszkę zbyt dużo napisów, wolę minimalistyczne etykiety, ale nie ma to przecież większego znaczenia. Opakowanie ma złote elementy na etykiecie, złoty jest też atomizer. Po zużyciu całego opakowania stwierdzam, że całość wykonana jest porządnie, nic się nie wytarło, nie odprysnęło. Skuwka świetnie siedzi, łatwo ją zdjąć i założyć, ale też sama z siebie nie spada. W ogóle buteleczka przypomina mi troszkę flakonik perfum. Ładnie wygląda na półce w łazience. Jeśli chodzi o formę podania, to zatrzymam się jeszcze chwilę przy atomizerze. Dozuje on dość spore krople produktu, co samo w sobie nie jest bardzo uciążliwe, ale sprawia, że produkt dość szybko się kończy. Gdyby to była mgiełka, to raz, że uczucie na twarzy przy spryskaniu byłoby przyjemniejsze, a dwa, to, że produkt byłby bardziej wydajny. Zapach ma okropny… bardzo mocno ziołowy, ale z biegiem czasu na szczęście troszkę się do niego przyzwyczaiłam, bo na początku musiałam wstrzymywać powietrze, póki się nie wchłonął. Po wchłonięciu na szczęście jest niewyczuwalny. Konsystencja to po prostu woda, bezbarwna. Za 75 ml trzeba zapłacić ponad 20 złotych, nie jest to dla mnie cena zaporowa, ale na pewno jest droższy od drogeryjnych toników. Jest też mały problem z dostępnością, ja kupiłam go w internecie, już nawet nie pamiętam, gdzie dokładnie. Widziałam też hydrolaty tej marki w Naturze, ale oczarowego chyba akurat wtedy nie było.
Nie zauważyłam, żeby nawilżał, ale nie zaliczam tego do minusów, bo producent tego nie obiecuje. Używałam go rano i wieczorem jako toniku i czułam odrobinę ściągniętą skórę, konieczny był krem, ale to dość oczywisty i obowiązkowy punkt pielęgnacji. Za to wydaje mi się, że przy regularnym stosowaniu hydrolat troszkę poprawia ogólny stan cery. Jest taka wyciszona, zaczerwienienia uspokojone. Zauważyłam to, bo na początku zużyłam pół buteleczki, później przez jakieś 3 miesiące produkt stał i się kurzył, a kiedy do niego wróciłam, to znów stwierdziłam, że po kilkunastu użyciach moja cera wygląda troszkę lepiej. Nie jest to efekt spektakularny, ale na pewno zauważalny. Produkt nie uczulił mnie, nie podrażnił, nie zapchał. Pomimo niedogodności w używaniu go (chodzi mi o atomizer i zapach) przypuszczam, że jeszcze do niego wrócę, bo podoba mi się, jak wpływa na skórę. Ponadto doceniam, że jest to produkt naturalny, a ja ostatnio bardziej skłaniam się ku naturalnej pielęgnacji.
Zalety:
- poprawia ogólny stan cery
- zmniejsza zaczerwienienia, uspokaja cerę
- tonizuje, świetnie nadaje się zarówno do dziennej, jak i wieczornej pielęgnacji
- to produkt naturalny
Wady:
- atomizer psika dość dużymi kroplami, nie jest to miłe uczucie no i znacząco wpływa na wydajność
- zapach ziołowy, ale jak dla mnie jest bardzo, ale to bardzo nieprzyjemny
- Wydajność
- Zgodność z opisem producenta
- Zapach
- Stosunek jakości do ceny
- Opakowanie