Pianka skutecznie oczyszcza, a przy tym jest niesamowicie delikatna.
Piankę kupiłam podczas wyprzedaży w Rossmannie. Była wówczas przeceniona z 21 zł na nieco ponad 5 zł. No kto by się nie skusił?! :D Ja oczywiście obok takiej okazji nie mogłam przejść obojętnie. Choć muszę uczciwie przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie to produkt, który zrobi na mnie dobre wrażenie. Marka totalnie mi nieznana, opinii w Internecie także niezbyt wiele – czy zwiastuje to coś dobrego? Może i nie zwiastowało, ale kurczę, pianka okazała się być naprawdę super! Zużyłam jedno opakowanie i żałuję, że jak rasowa Grażyna Biznesu nie zrobiłam zapasów podczas wyprzedaży.
Moja skóra jest sucha, z tendencją do powstawania niedoskonałości. Przez długi czas w kwestii kosmetyków do oczyszczania byłam wierna żelom, ale odkąd zaczęłam stosować pianki, coraz bardziej się do nich przekonuję. Moim faworytem jest pianka z Uzdrovisco i w tej materii nic się nie zmienia, jednak recenzowana również jest bardzo dobrą propozycją.
Pianka została zamknięta w opakowaniu o pojemności 100 ml. Myślicie, że to mało? Też tak sądziłam, ale teraz już wiem, że jest to kosmetyk bardzo wydajny. Zużycie jednej butelki zajęło mi mniej więcej miesiąc i trzy tygodnie. Uważam to za świetny wynik. Dla porównania, żel z Miya Cosmetics o pojemności 140 ml zużyłam w ciągu dwóch tygodni. Jak na piankę przystało, butelka została wyposażona w pompkę. Dozowała ona odpowiednią ilość pianki, a także działała bez zarzutu przez cały czas, nie zacinała się, nie zapychała produktem. Jedynie po około miesiącu, minimalnie chowała się w opakowaniu, jednak nie wpływało to na komfort użytkowania i nie stwarzało problemów przy wyciskaniu pianki. Obawiałam się, że będę miała kłopot z wydobyciem końcówki produktu, jednak nic takiego nie miało miejsca. Opakowanie – ze względu na niebieski kolor – nie jest całkowicie przezroczyste, jednak da się zauważyć stopień zużycia.
Pianka rzeczywiście jest pianką i to o całkiem przyjemnej konsystencji, takiej lekkiej, miękkiej, puszystej, „chmurkowej”. To sprawiało, że używałam jej z wielką przyjemnością. Pianka nie znikała od razu po wydobyciu z opakowania, zachowywała swoją konsystencję jeszcze na twarzy. Dzięki temu mogłam dokładnie rozprowadzić ją i niespecjalnie się przy tym spieszyć. Poza konsystencją, na przyjemność użytkowania miał wpływ zapach kosmetyku. To średnio intensywny, lekko kwiatowy aromat, który przypadł mi do gustu i chyba trochę nawet mnie relaksował… ;)
Produkt zaskoczył mnie pozytywnie swoim składem, który jest krótki i bezpieczny. Na drugim miejscu znajduje się gliceryna, dalej łagodne detergenty i to tyle przed zapachem. Za nim jest jeszcze m. in. aloes oraz wyciąg z fiołka trójbarwnego. Szkoda, że daleko w składzie, bo to cenne składniki, ale wolę taką sytuację niż napakowanie kosmetyku mocnymi substancjami myjącymi czy kontrowersyjnymi składnikami. Pianka posiada certyfikat ECOCERT – jest on najpopularniejszym i najbardziej znanym certyfikatem pojawiającym się na produktach „ekologicznych”. ECOCERT wymaga, by na każdym certyfikowanym produkcie podana była ilość składników pochodzenia naturalnego i ilość składników pochodzących z kontrolowanych upraw ekologicznych – w przypadku pianki 98% całości produktu jest pochodzenia naturalnego, a 10% - pochodzi z rolnictwa organicznego. Kosmetyki certyfikowane przez ECOCERT nie mogą zawierać sztucznych zapachów i barwników, nie mogą być testowane na zwierzętach ani zawierać surowców pochodzących od martwych zwierząt, nie mogą pochodzić też od roślin czy zwierząt modyfikowanych genetycznie, zawierać pochodnych ropy naftowej, syntetycznych tłuszczy i olejów, silikonów, parabenów i emulgatorów. Jakby nie patrzeć, przy składzie muszę postawić duży plus.
Pianka została określona przez producenta jako kosmetyk do demakijażu. Ja jej używałam rano do oczyszczania, a wieczorem jako drugi krok oczyszczania (po płynie micelarnym/śmietance oczyszczającej). Nie wiem niestety, jak sprawdziłaby się używana solo do demakijażu.
Jeśli natomiast chodzi o to, jak pianka działała używana w opisany wyżej sposób, to ja jestem bardzo zadowolona. Skutecznie oczyszczała z zanieczyszczeń, sebum i resztek makijażu, a przy tym wykazywała działanie odświeżające. Nie zauważyłam, by jakkolwiek negatywnie wpływała na skórę – nie przesuszała jej, nie powodowała ściągnięcia czy zaczerwienienia, nie podrażniała, nie była przyczyną wysypu niedoskonałości. Wręcz powiedziałabym, że pianka miała pozytywny wpływ na skórę, która po jej użyciu była miękka oraz przyjemna w dotyku. Produkt był jednocześnie delikatny dla oczu – nie powodował ich szczypania i nie tworzył na nich mgły.
Podsumowując, pianka z Corine de Farme to świetny kosmetyk do codziennego użytku. Choć sama kupiłam ją podczas dużej promocji, uważam, że jest warta ceny regularnej. Zaskoczyła mnie wysoką jakością, chętnie kupiłabym kolejne opakowanie, pod warunkiem, że uda mi się ją gdzieś znaleźć… Niestety dostępność nie jest mocną stroną tego kosmetyku. Niemniej, jeśli uda Wam się gdzieś tę piankę dorwać, to bierzcie bez zastanowienia! :D Moim zdaniem jest ona odpowiednia do każdego rodzaju skóry, nawet wrażliwej. Z czystym sumieniem wystawiam pięć gwiazdek i mocno polecam. Chciałabym recenzować tylko takie perełki ;).
Zalety:
- skutecznie oczyszcza
- odświeża
- delikatna dla skóry – nie podrażnia, nie przesusza skóry, nie powoduje jej ściągnięcia
- delikatna dla oczu
- posiada certyfikat ECOCERT
- skład
- konsystencja pianki, która utrzymuje się dłuższą chwilę
- zapach
- opakowanie
- wydajność
- Wydajność
- Zgodność z opisem producenta
- Zapach
- Stosunek jakości do ceny
- Opakowanie