Nie będę za nimi tęsknić. Jako redaktorka beauty wskazuję 5 trendów makijażowych, które żegnamy na dobre
Chyba nikogo nie dziwi fakt, że w świecie beauty trendy makijażowe zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek. Zasługą rotacji trendów są w dużej mierze social media, które wyznaczają zupełnie nowe kierunki. Pamiętasz ostre konturowanie w stylu Kardashianek czy mocno obrysowane konturówką usta? Do pewnych trendów z pewnością nie wrócimy przez najbliższe lata.

Czy oficjalnie jesteśmy gotowe pożegnać mocno obrysowane i puszyste brwi bądź całkowity mat w makijażu? Odpowiedź nigdy nie będzie jednoznaczna, bo każdy z nas lubi co innego, ale jeśli chcemy naprawdę przyjrzeć się trendom, to da się zauważyć tutaj widoczne zmiany. Granica między mocnym i wyrazistym makijażem, a naturalnym wykończeniem została już dawno postawiona. Jako redaktorka beauty od lat przyglądam się, jak zmieniają się trendy makijażowe i dlaczego właściwie tak często ewoluują. W świecie, gdzie to social media są głównym filarem do wyznaczania nowych kierunków makijażu, to właśnie na ich podstawie można wyznaczyć listę z makijażowymi trendami, które są już passe. Rok 2026 w beauty to moment, w którym naturalność bierze górę nad przerysowaną formą makijażu.
Moja rewolucja trendów w makijażu na przestrzeni lat
Od pięciu lat bacznie przyglądam się ewolucji makijażowych trendów i stale poszerzam wiedzę na ich temat. Wiele z nich testuję też na sobie i zwracam uwagę na to, jak zmienił się mój własny makijaż. Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałam sobie nałożyć różu na policzki czy zrezygnować z matowych ust. Dziś mam zupełnie inne podejście do makijażu, w którym to skupiam się na podkreśleniu atutów mojej urody, a nie ich zdominowaniu.
Poniżej znajdziesz zdjęcie sprzed pięciu lat, w którym to (patrz zdjęcie po lewej stronie) widać pewne nieścisłości. Nie mam na myśli tutaj techniki i swoich umiejętności makijażowych, bo z każdym rokiem staje się ona coraz, coraz lepsza, ale widać, że ten make-up po prostu nie był spójny z moim typem urody. Grubsze, mocno ulizane brwi, matowa pomadka i nisko osadzony bronzer postarzały mnie i podkreślały to, co paradoksalnie chciałam ukryć.
Drugie zdjęcie (patrz zdjęcie po prawej stronie) to mój aktualny makijaż, który wykonuję na co dzień. Myślę, że w rewolucji makijażowych trendów chodzi też o to, aby znaleźć pewną bazę, którą możemy unowocześniać i nieco modyfikować. W końcu mogę przyznać, że znalazłam taką bazę i dobrałam makijażowe trendy do siebie tak, aby uwydatniały moją urodę. Nie boję się już eksperymentować z płynnymi formułami, a róż jest filarem mojego make-upu. Te dwa zdjęcia idealnie ukazują to, jak jeszcze kilka lat temu surowość i brak kolorów w makijażu był wiodącym trendem. Aktualnie to ciepłe odcienie, lekko zaróżowiona i opalona skóra uwydatnia naszą atrakcyjność. Era różu i bronzera staje się wiodącą tendencją w roku 2026.

Full matte foundation
Zacznę od trendu, który mam wrażenie od kilku dobrych lat miał być stopniowo odsuwany, ale z pewnych względów nadal pozostawał na podium. Mowa o full matte foundation, czyli trendzie, który polegał na tworzeniu perfekcyjnie wygładzonej skóry z całkowitym matem i to najczęściej przy użyciu mocno kryjącego podkładu. Ten efekt narodził się w roku 2016, kiedy to ikona makijażu Kylie Jenner pokazała, jak idealnie może wyglądać skóra, która jest całkowicie zmatowiona. Dziś doskonale wiemy o tym, że to efekt glass skin jest numerem jeden na podium, ale podejrzewam, że nadal znajdą się zwolenniczki matowej skóry. Właśnie dlatego ten konkretny kierunek makijażu przez wiele lat nie mógł ustąpić miejsca rozświetlonej skórze.
Głównym celem matowego makijażu było ukrycie wszelkich niedoskonałości i uzyskanie jednolitego koloru skóry bez podkreślonych porów czy nierównej tekstury skóry. Dla podbicia efektu taki make up często był wzmacniany sporą ilością korektora i mocnym przypudrowaniem (najczęściej w formie białego pudru). Efekt końcowy wyglądał dobrze, ale często tylko na zdjęciach i w sztucznym świetle. W rzeczywistości bardzo mocno zmatowiona skóra sprawiała wrażenie ciężkiej i nienaturalnej. Traciła ona swoją świeżość i mogła wyglądać płasko. Z czasem zaczęto też dostrzegać, że matowy podkład zamiast ukrywać niedoskonałości wręcz przeciwnie zaczął podkreślać suchość, zmarszczki i nierówną strukturę skóry.

W 2026 roku ten trend odchodzi głównie dlatego, że zmieniło się podejście kobiet do makijażu. Nie da się ukryć, że teraz liczy się efekt naturalnej, zdrowej i rozświetlonej skóry, zamiast ciężkiego suchego efektu. Stawiamy na lżejsze formuły podkładów, które nie tylko upiększają naszą skórę, ale jednocześnie mają właściwości pielęgnacyjne. Myślę, że trend na full matte make-up w stylu Kardashianek nie powróci do nas przez długie lata.
Bushy brow trend dziś są kiczem
No kto z nas nie kochał trendu na bushy brows? Sama byłam ogromną fanką mocno wyczesanych i wręcz "postawionych na baczność" brwi. Trend ten polega na noszeniu gęstych i wyczesanych włosków do góry, które w założeniu miały wyglądać naturalnie, ale w pewnym momencie ta granica została mocno rozmyta. W praktyce trend na uniesione brwi zaczął wyglądać karykaturalnie. Przy wykorzystaniu żelu czy mydełka włoski owszem były podniesione i lekko "rozczapierzone", ale całość zaczęła sprawiać wrażenie zbyt przerysowanej.
Chodziło o to, aby pokazać, że mocno wyrysowane i ciemne brwi nie są już modne, dlatego założono, że jak najbardziej naturalny look będzie tu dobrym rozwiązaniem. W pewnym momencie dziewczyny zaczęły jednak stawiać na nieład z efektem nienaturalnej objętości. Umówmy się, że brwi nienaturalnie postawione do góry wyglądają bardziej jak wystylizowane na siłę niż autentycznie. Często dają efekt ciężkości i stają się głównym punktem w makijażu, o co nie do końca chodzi. Właśnie dlatego w 2026 roku bushy brows odchodzą w niepamięć. Nie dlatego, że to naturalne brwi wychodzą z mody, ale ich przerysowana forma. Teraz wybieramy bardziej naturalny kształt i miękkie ułożenie dopasowane do naszych rysów twarzy. Częściej widzimy, jak dziewczyny jedynie delikatnie przeczesują brwi żelem, a nie przyklejają je do skóry.

Harsh contour odchodzi w niepamięć
Kolejnym trendem, który odchodzi już w niepamięć i w końcu przestaje być elementem codziennego makijażu, to harsh contour. Jeśli ta nazwa nic ci nie przypomina, to już tłumaczę. Trend ten polega na bardzo wyraźnym wymodelowaniu twarzy przy wykorzystaniu bronzera, ale nie tylko. Chodzi o to, aby na twarzy pojawiło się wyraźne odcięcie bez miękkiego przejścia między różnymi kolorami produktów. Najczęściej wyglądało to tak, że ciemny bronzer był nakładany na kości policzkowe, przy linii żuchwy czy po bokach nosa, a na to był aplikowany korektor, który miał te miejsca dodatkowo uwydatnić. Niestety bywało tak, że blendowanie było wręcz minimalne albo paradoksalnie zbyt precyzyjne, przez co na twarzy pozostawały ostre krawędzie. O ile w świetle naturalnym to nie było aż tak widoczne, tak przy wykorzystaniu flesza podczas robienia zdjęć, na twarzy pojawiała się mocno widoczna krawędź.
Jakie było założenie tego trendu? Najczęściej sięgały po niego kobiety, które chciały mieć optycznie wyszczuploną i wręcz wymodelowaną twarz. Problem polegał na tym, że takie makijaże były raczej propozycjami scenicznymi czy typowo wieczorowymi. W pewnym momencie ten trend stał się jednak na tyle popularny, że kobiety zaczęły stosować go na co dzień.

Cut crease makeup nie jest już w trendach
Mam wrażenie, że ten konkretny trend był szczególnie lansowany przez influencerki, które nagrywały tutoriale makijażowe. Mowa o cut crease, który polega na bardzo, ale to bardzo wyraźnym odcięciu załamania powieki. Ma to stworzyć mocny kontrast między ruchomą powieką a jej górną częścią. Zazwyczaj w załamaniu umieszcza się ciemniejszy cień, a potem przy użyciu korektora lub bazy (koniecznie w jasnym odcieniu) nadaje się kształt. To coś podobnego do konturowanie twarzy, tylko w tym wypadku dotyczy oka.
Efekt jest bardzo precyzyjny i oko wygląda na większe i bardziej otwarte, ale ma to też swoje minusy. Taki makijaż przyciąga uwagę i raczej jest to trend, który można wykorzystać w makijażu wieczorowym czy na sesję zdjęciową. Widać jednak spadek zainteresowania tym trendem i nawet beauty influencerki stawiają teraz na naturalne przejścia. Przydymione cienie dają łagodniejszy i bardziej nowoczesny efekt, który jednocześnie jest uniwersalny i łatwy do wykonania nawet przez amatorów.

Overlined lips makeup staje się passe
Optycznie większe usta? Overlined lips makeup miał swój prime time w 2016 roku, kiedy to makijażowe guru za wszelką cenę chciały pokazać prosty sposób na powiększenie ust bez konieczności wizyty w salonie medycyny estetycznej. Do wykonania tego trendu używa się konturówki i rysuje kontur ust wyraźnie poza naturalną linią. Dla podbicia efektu makijażystki wykorzystywały konturówkę w ciemniejszym odcieniu niż pomadka, żeby jeszcze bardziej podkreślić "nowy kształt". Można pokusić się o stwierdzenie, że wargi wyglądały wręcz na "napompowane".
Ten makijażowy trik w pewnym momencie poszedł jednak w złą stronę, bo dziewczyny na siłę zaczęły sztucznie obrysować usta. O ile na zdjęciu wyglądało to w porządku, tak na żywo dało się zauważyć ciemniejszą, karykaturalną linię. Dodatkowo matowe i ciężkie formuły produktów podkreślały suchość i sprawiały, że makijaż nie wyglądał świeżo. Obecnie większy nacisk kładzie się na subtelne podkreślenie ust i świetliste wykończenie. Oficjalnie w roku 2026 możemy pożegnać więc sztucznie wyrysowane usta.


