L’Oréal Extensionist w wersji wodoodpornej dołącza do bestsellerowej linii marki. Spełnia wszystkie obietnice producenta i jest idealnym wyborem dla posiadaczek prostych, krótkich rzęs z natury. Zapomnisz o przedłużaniu 1:1.
WIDEO…
Wodoodporny tusz do rzęs L’Oréal Extensionist pod lupą redaktorki beauty
L’Oréal po raz kolejny udowadnia, że formulacje maskar ma dopracowane do perfekcji, a nowy wodoodporny tusz Extensionist jest na to kolejnym dowodem.
Formuła jest bezproblemowa już od pierwszego użycia. Szczoteczka nie wyciąga z opakowania zbyt dużej ilości formuły, a więc nie trzeba jej dodatkowo wycierać o brzeg. Podłużnym, cienkim aplikatorem z delikatnie zaokrąglonym brzegiem można spokojnie dojechać nawet do najkrótszych rzęs w kąciach. Bez obaw, że włoski od razu się posklejają. Już pierwsza warstwa mocno je wydłuża i pogrubia, ale dopiero druga pokazuje, na co naprawdę stać tę maskarę.
Rzęsy robią się bardzo długie, czarne i mocno uniesione. Przy kilku ruchach szczoteczką można uzyskać efekt przypominający sztuczne kępki. Formuła z wydłużającymi włóknami nie kruszy się w ciągu dnia i nie odbija na powiekach. Po zastygnięciu pozostaje w nienaruszonym stanie aż do momentu demakijażu. Jednocześnie nie sprawia, że rzęsy robią się twarde i sztywne.

Test wodoodporności
Sprawdziłam ten tuż także w trudniejszych warunkach podczas wakacyjnego wyjazdu. Basen nie zrobił na nim większego wrażenia. Temperatury powyżej 38°C i cały dzień poza domem również. Rzęsy pozostały w niemal nienaruszonym stanie, a pod oczami nie pojawił się efekt pandy.
Nie traktowałabym jednak tej maskary jako produktu wyłącznie na wakacyjny wyjazd. Wodoodporność przydaje się także wtedy, gdy dzień jest po prostu długi i intensywny, a nam zależy na nieskazitelnym makijażu. Jesienią dochodzi deszcz, wilgoć i łzawienie oczu, zimą – zmiany temperatur. Jeśli tusz ma wytrzymać cały dzień, wodoodporność jest dużym plusem niezależnie od pory roku.
Formuły zastygające warto zmywać produktami na bazie olejów. Do demakijażu tego tuszu dobrze sprawdzą się masełka (np. hydrofilowa nowość BasicLab), olejki (np. olejek hydrofilny Senelle) lub/i dwufazowe płyny micelarne (np. rozświetlająca tanioszka od Nivea).
Wodoodporne właściwości tuszu a podtrzymanie skrętu rzęs
To chyba najciekawsza cecha wodoodpornych maskar, o której mówi się zdecydowanie za rzadko. Jeśli rzęsy po zalotce szybko wracają do swojego naturalnego kształtu, wodoodporny tusz może rozwiązać ten problem.
Rzęsy są zbudowane głównie z keratyny, a woda wpływa na wiązania odpowiadające za ich kształt. W dużym uproszczeniu: wilgoć sprawia, że włoski łatwiej zmieniają formę. Dlatego nawet pięknie podkręcone rano mogą po kilku godzinach zacząć opadać.
Wodoodporna maskara po wyschnięciu tworzy na włoskach film, który jest znacznie mniej podatny na działanie wody niż typowa formuła. Wilgoć nie rozmiękcza go w takim stopniu. Wybierając wodoodporne formuły zdecydowanie łatwiej utrzymać kształt nadany wcześniej zalotką. To oczywiście nie oznacza, że każda wodoodporna maskara podkręci rzęsy sama z siebie. Jeśli jednak najpierw sięgniemy po zalotkę, trwała formuła pomoże ten efekt "zakonserwować".
Właśnie dlatego przy prostych, opadających rzęsach rekomenduję używanie wodoodpornego tuszu. A ta nowość od L’Oréal Paris zapewnia nam dodatkowo idealne pogrubienie i wydłużenie. Ma wszystko to, czego moglibyśmy oczekiwać od maskary.












































