Reklama
Ładowanie

Ten balsam koloryzujący nie obiecuje pełnego krycia, nie próbuje być podkładem i właśnie w tym tkwi jego największa siła. Jego zadaniem jest wyrównanie kolorytu, uspokojenie skóry i nadanie jej zdrowego, jednolitego wykończenia bez efektu maski. Idąc na siłownię, mając pięć minut do wyjścia albo po prostu w dni, kiedy chcę wyglądać świeżo bez pełnego makijażu, zawsze jest moim pierwszym wyborem.

Zielony pigment w kosmetykach koloryzujących

Działanie zielonego pigmentu opiera się na zasadach koła barw, zgodnie z którymi kolor zielony neutralizuje czerwień. To właśnie dlatego tak skutecznie sprawdza się przy cerach naczynkowych, wrażliwych i skłonnych do rumienia. W kosmetykach koloryzujących nie mamy oczywiście do czynienia z intensywną, kryjącą zielenią, a z bardzo precyzyjnie dobranym pigmentem korekcyjnym, którego zadaniem jest subtelne wyciszenie skóry.

krem koloryzujący

W koloryzującym balsamie Green Beauty Balm od NeoMakeup kluczową rolę odgrywają mikrokapsułki z pigmentem, które pękają pod wpływem ciepła i ruchu palców. Produkt stopniowo zmienia kolor podczas aplikacji i stapia się ze skórą. Efekt jest bardzo subtelny, ale zauważalny. Skóra wygląda na spokojniejszą, mniej reaktywną, a koloryt staje się jednolity.

krem koloryzujący
Fot. archiwum prywatne

Konsystencja, która pracuje jak serum

Jednym z powodów, dla których tak chętnie wracam do tego balsamu, jest jego formuła. Konsystencja jest lekka, płynna i przypomina bardziej serum niż krem koloryzujący. Produkt bardzo łatwo się rozprowadza, nie zbiera w załamaniach i nie podkreśla suchych skórek, co dla mnie, jako posiadaczki cery suchej, jest bardzo istotne.

Nie mam poczucia, że noszę na twarzy makijaż, dlatego polecam ten produkt każdemu, kto nie lubi malować się na co dzień i szuka czegoś intuicyjnego oraz ultraszybkiego w aplikacji. Balsam wtapia się w skórę i po kilku minutach staje się praktycznie niewyczuwalny. Mimo że cera jest ujednolicona i gładka, nie widać, że mamy produkt na twarzy. To ogromna zaleta, zwłaszcza w cieplejsze dni, lub wtedy, gdy planujemy długi dzień poza domem. Zawsze aplikuję go dłońmi, do czego też zachęcam, bo wspomniane kapsułki rozpuszczają się w trakcie rozcierania. Ciepło dłoni dodatkowo aktywuje pigment i sprawia, że formuła idealnie stapia się ze skórą. Aplikacja dłońmi jest też najbardziej wydajna.

Wykończenie i efekt na skórze

Green Beauty Balm od NeoMakeup daje naturalne, satynowo-matowe wykończenie, ale nie jest to płaski mat. Skóra wygląda świeżo, zdrowo i gładko, bez nadmiernego błysku, bez nadmiernej pudrowości. Takie wykończenie sprawdzi się zarówno u cer suchych i wrażliwych, jak i mieszanych oraz tłustych.

Po kilku godzinach noszenia balsam nadal wygląda pięknie. Niewielkie krycie sprawia, że ewentualne przetarcia w okolicach skrzydełek nosa lub brody nie dają efektu "zważonego podkładu". Nawet jeśli delikatnie ściera się w newralgicznych miejscach, robi to równomiernie i bez nieestetycznych plam. To ogromna przewaga półtransparentnych produktów nad zastygającymi podkładami o wyższym kryciu.

krem koloryzujący
Fot. archiwum prywatne

Skład, który wspiera skórę w ciągu dnia

To, co wyróżnia Green Beauty Balm na tle wielu podobnych produktów, to przemyślany dobór składników aktywnych. Niacynamid działa tu wielokierunkowo. Wspiera barierę hydrolipidową skóry, poprawia jej nawilżenie, a przy regularnym stosowaniu pomaga ograniczyć tendencję do zaczerwienień. Oczywiście w przypadku produktów kolorowych, składniki pielęgnacyjne traktujemy raczej jako dodatkowe, minimalne wsparcie pielęgnacyjne dla skóry. Nigdy nie zastąpi nam ono świadomej pielęgnacji, skupionej na nawilżeniu naskórka. Olejek lawendowy pełni funkcję kojącą. Dodatkowo nadaje produktowi bardzo subtelnego zapachu, który uprzyjemnia aplikację, ale nie jest nachalny.

U kogo sprawdzi się najlepiej?

Formuła balsamu została zaprojektowana tak, aby nie obciążać skóry i nie prowokować reakcji alergicznych. To kosmetyk, który mogę polecić osobom z cerą reaktywną, a także tym, które mają tendencję do zapychania. Będzie przysłowiowym "strzałem w dziesiątkę" u osób, które szukają lekkiego produktu na co dzień i cenią naturalny efekt. To idealna propozycja dla cer naczynkowych, wrażliwych, mieszanych i przetłuszczających się, które potrzebują wyciszenia i wyrównania kolorytu bez nadmiernego krycia. Rekomenduję go także osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem. Każdy, kto sięgnął po ten produkt z mojego polecenia, był zachwycony efektem.

W moim poczuciu jest to świetna alternatywa dla droższych propozycji z perfumerii, które w przestrzeni internetowej mają status viralowych. Zarówno Erborian CC Red Correct SPF25, jak i Dr. Jart+ Cicapair Tiger Grass Color Correcting Treatment są cięższe od NeoMakeup Green Beauty Balm. I choć każdy z tych produktów bardzo lubię, na co dzień wybieram lżejszą konsystencję, którą wyróżnia się właśnie Green Beauty Balm od NeoMakeup.

NIE dla chłodnych karnacji

Muszę zaznaczyć, że Green Beauty Balm nie będzie produktem idealnym dla każdego typu urody. Przy bardzo jasnych karnacjach o wyraźnie chłodnym podtonie, może okazać się odrobinę zbyt ciepły. Choć balsam jest dość jasny i półtransparentny, nie należy do kategorii ultrajasnych produktów i na porcelanowej skórze może wypadać wręcz żółto. U osób o neutralnym lub lekko ciepłym podtonie stapia się ze skórą znacznie lepiej, dając naturalny, zdrowy efekt bez widocznej granicy koloru.

Na plus zdecydowanie zasługuje opakowanie. Butelka z pompką typu airless jest nie tylko higieniczna, ale też niezwykle praktyczna w codziennym użytkowaniu. Widzimy dokładnie, ile produktu jeszcze zostało. Sama pompka dozuje odpowiednią ilość balsamu, dzięki czemu łatwo kontrolować krycie i uniknąć niepotrzebnego marnowania kosmetyku. Moją "miłość" do tego kosmetyku widać zresztą po poziomie zużycia.

balsam koloryzujący
Fot. archiwum prywatne

Jak go stosuję?

Najlepsze efekty uzyskuję, aplikując niewielką ilość balsamu na dobrze nawilżoną skórę, bezpośrednio palcami. Ciepło dłoni pomaga aktywować mikrokapsułki i równomiernie rozprowadzić pigment. Daję mu chwilę, aby wtopił się w skórę i dopiero wtedy decyduję, czy potrzebuję dodatkowego korektora punktowo. W większości przypadków nie ma takiej potrzeby.

Blue Beauty Balm jako alternatywa

Warto wspomnieć, że w tej samej linii znajduje się także Blue Beauty Balm, który różni się wykończeniem. Niebieska wersja daje bardziej satynowy efekt, jeszcze mniejsze krycie i delikatne rozświetlenie, podczas gdy zielona skupia się na subtelnym matowieniu i neutralizacji zaczerwienień. Wybór między nimi warto uzależnić od potrzeb skóry i oczekiwanego efektu, a nie od samego koloru opakowania. Lubię obie wersję, ale po zieloną sięgam zdecydowanie częściej.

Jeśli wysokopółkowe produkty z zielonym pigmentem są w twoim odczuciu zbyt drogie, ta perełka marki NeoMakeup to boska alternatywa. Zdecydowanie godna przetestowania.

Reklama
Reklama
Reklama

Nasze akcje

Polecane