klub recenzentki wizaz klub recenzentki wizaz Wejdź
Fotolia
Moda

Czy wiesz (i chcesz wiedzieć), skąd pochodzą twoje ubrania?

Właśnie zakończył się Fashion Revolution Week, wydarzenie, które ma uświadomić konsumentów, skąd pochodzą ich ubrania. Czy w trzy lata po tragedii w fabryce odzieży w bangladeskiej Dhace branża mody działa bardziej etycznie?
Monika Orzechowska
kwiecień 23, 2016

„Wierzymy, że ubrania mogą być szyte w bezpieczny, czysty i piękny sposób. Tam, gdzie równie wysoko ceni się kreatywność i jakość, środowisko i ludzi”, głosi manifest organizacji Fashion Revolution, która narodziła się trzy lata temu po tragedii fabryk odzieżowych kompleksu Rana Plaza w mieście Dhaka w Bangladeszu, w której zginęły  1133 osoby, a około 2500 zostało rannych.

Główną przyczyną tej największej katastrofy budowlanej ostatnich lat była, nagminna w krajach Trzeciego Świata, praca w warunkach narażających zdrowie i życie pracowników. „Celem Fashion Revolution jest zbudowanie przyszłości, w której wypadki takie jak ten w Bangladeszu nigdy już nie będą miały miejsca.

Wierzymy, że dostęp do informacji o tym, kto produkuje nasze ubrania, to pierwszy krok na drodze do transformacji branży odzieżowej. Udzielenie takich informacji wymaga od marek przejrzystości, a to wiąże się z otwartą komunikacją, odpowiedzialnością i uczciwością”, mówi pomysłodawczyni Fashion Revolution, Orsola de Castro.

W czasie rewolucyjnego tygodnia także w Polsce można było zapytać projektantów, gdzie szyją swoje ubrania. Opublikowano też listę Fashion Transparency Index, która wskazuje marki, ujawniające łańcuch dostaw swoich produktów. Do rewolucji można było przystąpić, publikując na Instagramie Fashion Revolution z hasztagiem #whomademyclothes swoje zdjęcie z metką ubrań, wskazując na to, że zna się pochodzenie swoich ubrań.

Ta chwalebna inicjatywa to kolejna cegiełka, którą branża dokłada do budowy muru ochronnego dla pracowników, którzy w krajach Trzeciego Świata szyją ubrania dla bogatego Zachodu. Temat etycznej mody, slow fashion i fair trade, nie jest jednak nowy.

O bangladeskich fabrykach pisze w swojej książce „Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo” Marek Rabij, wskazując na to, że dylemat szycia w Trzecim Świecie, to kwadratura koła – z jednej strony koncerny wymuszają na fabrykach zatrudnianie pracowników za minimalne stawki, bo jeśli lokalne firmy zażądają więcej, Zachód przeniesie się do konkurencji.

Z drugiej jednak, przemysł odzieżowy stanowi w wielu krajach Trzeciego Świata podstawową gałąź gospodarki, więc gdy zostanie im odcięta, pracowników czeka bieda, bezrobocie, a nawet głód.

Po tragedii w Rana Plaza głośno mówiło się o wielkich sieciówkach, także polskich, które przymykają oko na warunki higieniczne, bezpieczeństwa i sanitarne w fabrykach, wykonujących dla nich zlecenia. Chociaż sytuacja w Bangladeszu nieznacznie się poprawiła, od tragedii minęła wystarczająca ilość czasu, żeby Zachód zapomniał o jej ofiarach.

Zmiany zadziały się jednak w skali mikro. Konsumenci zaczęli zwracać większą uwagę na metki, sprawdzać, skąd pochodzą ich ubrania, a nawet unikać odzieży, pochodzącej z nieetycznych źródeł. Przychylniejszym okiem klienci spojrzeli na ubrania szyte lokalnie, przez rodzimych rzemieślników, w małych manufakturach.

Chociaż moda „Made in Poland” jest często droższa niż oferta sieciówek, w dobrym tonie jest nosić ubrania, które noszą indywidualne piętno projektanta. Nawet klienci, którzy nie wierzą, że zmienią świat na lepsze, odmawiając sobie T-shirtu za 19 złotych z tej, czy owej sieciówki, zaczynają myśleć o modzie inaczej. Dostrzegają, że produkt nie pojawił się na sklepowych półkach znikąd, tylko ma konkretnego projektanta, pomysłodawcę i wykonawcę.

Na fali buntu przeciwko żarłocznemu neoliberalizmowi wiele osób, które do niedawna zachłystywało się konsumpcją, deklaruje ascetyzm, umiar, samoograniczenie. Mniej znaczy więcej, teraz nie tylko w kwestii stylu, ale także w zakresie ilości gromadzonych dóbr.

Nawet ci, którzy nie dysponują dużym budżetem, wolą kupić sobie jedną porządną rzecz, wspierając rodzimy rynek niż roztrwonić pieniądze na dziesięć anonimowych produktów.

Rewolucja dokona się wtedy, gdy moda będzie fair na wszystkich szczeblach – od świadomych tego, co kupują klientów przez projektantów, skłonnych wydać więcej na produkcję, aż po lokalnych producentów, troszczących się o godną płacę, warunki pracy i życie swoich pracowników.

Czytaj też: Świat mody wita profesjonalnego modela plus size! Ma szansę na karierę?

Komentarze
książki o modzie
iStock
Moda Książki o modzie, które warto przeczytać [Ranking]
Książki o modzie to setki informacji o światowych trendach i budowaniu własnego stylu. Przygotowaliśmy dla Was listę książek o modzie, które naprawdę warto przeczytać. Znajdziecie w niej zarówno światowe bestsellery, jak i rodzime tytuły.
Aneta Zygmuntowicz
marzec 26, 2020

Książki o modzie to doskonale źródło wiedzy o tym, skąd wzięły się ponadczasowe trendy. Dodatkowo pomogą nam odnaleźć własny styl, dzięki któremu zawsze będziemy wyglądać świetnie. Poznajcie światowe bestsellery, które powinna poznać każda osoba interesująca się modą. Na liście książek, które warto przeczytać znajdziecie między innymi poradniki modowe, takie jak "Elementarz stylu" czy ilustrowane encyklopedie mody, na przykład "Historia mody. Od krynoliny do mini". Najlepsze książki o modzie i stylu "Dress Scandinavian" - Pernille Teisbaek To świetny wybór dla osób, które lubią prostotę i niewymuszoną elegancję, ale mają już dość książek o francuskim stylu. Autorka przedstawia nam świat skandynawskiej mody i radzi postępować według kilku złotych zasad: 1. pamiętaj: mniej = więcej, a prosty strój ≠ nuda, 2. buduj swój osobisty styl, bawiąc się wyróżniającymi się detalami, 3. odważ się łączyć nieoczywiste wzory i materiały, 4. zawsze przedkładaj jakość nad ilość, 5. oswój androgyniczny look. "Paryski szyk jeszcze raz. Podręcznik stylu" - Ines de la Fressange Ta książka to światowy bestseller, który dużą popularność zdobył także w Polsce. Ines pokazuje nam, w jaki sposób budować własny styl i zdradza tajemnice stylowych Paryżanek. Ta książka obfituje w cenne porady i piękne zdjęcia. Nie dotyczy ona jednak tylko mody, możemy znaleźć w niej porady urodowe, wnętrzarskie, a także najlepsze adresy na zakupy w Paryżu.  Zobacz także: 6 urodowych książek, które warto przeczytać Najlepsze książki o historii mody i ikonach stylu "Historia mody. Od krynoliny do mini" - Irma Kozina Ponad 700 ilustracji i niesamowite historie, które pokazują jak moda zmieniała się wraz z dekadami. Książka opisuje ewolucję światowych trendów oraz zwraca uwagę na społeczny kontekst zmian w modzie. Irma przedstawia także, w jaki sposób na...

Przeczytaj
Moda Ubiera milonerów, znanych piłkarzy, polityków! Ten 24-letni Polak naprawdę zna się na modzie...
Jakub Roskosz prowadzi jednego z najpopularniejszych w Polsce blogów o modzie męskiej. Zajmuje się klasyczną elegancją i z pasją doradza w kwestii ubioru. Swój wizerunek powierzyło mu wielu znanych sportowców oraz ludzi ze świata biznesu.
Agata Olejniczak
luty 01, 2017

Masz zaledwie 24 lata, a sporo już dokonałeś. Mało kto w twoim wieku działa z takim rozmachem. - Owszem, bardzo ciężka pracuję, ale jestem pod każdym względem wolną osobą. Bez partnerki, dzieci, etatu i jakichkolwiek zobowiązań. Takie warunki sprzyjają rozwojowi. Działam na własny rachunek. Żeby dojść do miejsca, w którym dzisiaj jestem i coś osiągnąć, musiałem dużo i ciężko pracować. Przez ponad rok równolegle prowadziłem własną firmę i pracowałem na etacie. Spałem po sześć godzin i… cały czas pracowałem. Teraz staram się znaleźć kilka dni w ciągu roku w których mogę podróżować i zwiedzać, mieć czas dla siebie. Kiedy robi się to co się lubi, a do tego jeszcze na tym zarabia, trudno znaleźć złoty środek. Praca sprawia ci przyjemność, robisz to co lubisz i daje to efekty, rozwijasz się. Poświęcasz na to każdą wolną chwilę. Nietrudno zostać pracoholikiem. Mówi się, że „faceci w garniturach pracują dla facetów w t-shirtach”. Zgadzasz się z tym? - W wielu przypadkach to niestety prawda, zwłaszcza w Polsce. „Faceci w garniturach” to zwykle młodzi chłopcy z korporacji, menadżerowie. Mają świadomość, że ich ubiór jest bardzo ważny, ale pracują dla właścicieli, którzy chodzą w koszulkach. 50- i 60-latków, bo tacy ludzie prowadzą w naszym kraju duże biznesy. W czasach komunizmu nie mieli odpowiednich wzorców. To był bardzo zły okres, również z punktu widzenia tradycji dobrego ubierania się. W tamtych czasach wszystko umarło. Nawet, gdy ktoś chciał się dobrze ubrać - nie miał gdzie. Nikt na ubiór nie zwracał uwagi. Przeciwnie, ostentacyjnie pokazywano, że do stroju nie przywiązuje się żadnej wagi. Czasami był to wyraz sprzeciwu wobec ówczesnej władzy - ludzi w krawatach i mundurach. Właśnie dlatego widać ogromną różnicę między młodymi biznesmenami i ludźmi starszej daty. Dzisiejsi 50- i 60-latkowie to najgorzej...

Przeczytaj