Mrowienie, które odmładza. Moje wrażenia po stosowaniu mikroigiełek II generacji
Mikroigiełki II generacji to nowoczesne rozwiązanie w pielęgnacji skóry, które pozwala składnikom aktywnym działać głębiej i skuteczniej. Testując serię tołpa.® liquid needles therapy, mogłam sprawdzić, jak wpływają na nawilżenie, jędrność i wygładzenie skóry.

Sięgając po produkty z serii tołpa.® liquid needles therapy, szczególną uwagę zwróciłam na mikroigiełki II generacji. To one będą bohaterkami tej analizy. Są mikroskopijne i całkowicie rozpuszczalne, a przy tym pozwalają składnikom aktywnym przenikać w głąb skóry. W swojej analizie sprawdzę, jak poszczególne produkty, od serum liftingującego po krem regenerujący działają w praktyce i jakie rezultaty można osiągnąć przy regularnym stosowaniu.
Czym są i jak działają mikroigiełki II generacji w serii tołpa.® liquid needles therapy?
Sięgając po serię tołpa.® liquid needles therapy, najbardziej zaciekawiła mnie obecność tzw. mikroigiełek II generacji. To właśnie one odpowiadają za charakterystyczne, delikatne mrowienie po aplikacji i mają sprawić, że składniki aktywne działają skuteczniej niż w klasycznych produktach.
Mikroigiełki II generacji to mikroskopijne, całkowicie rozpuszczalne struktury, które w odróżnieniu od mikroigiełek pierwszej generacji połączone są ze składnikami aktywnymi. W przypadku produktów tołpa.® tym składnikiem jest kwas hialuronowy, a dokładniej pięć jego rodzajów o różnej masie cząsteczkowej, co pozwala na wielopoziomowe nawilżenie skóry i skuteczniejsze działanie.
Połączenie z kwasem hialuronowym sprawia, że same w sobie nawilżają i wygładzają, oferując coś na kształt bardzo delikatnej, domowej mezoterapii, ale bez realnych igieł i bez podrażnień. W odróżnieniu od starszych formuł z mikroigiełkami, które działały bardziej powierzchownie, ta generacja jest łagodniejsza, bardziej precyzyjna i jednocześnie intensywniejsza w działaniu.
Sprawdzamy produkty z serii tołpa.® liquid needles therapy
Chcąc sprawdzić działanie mikroigiełek na własnej skórze, sprawdziłam cztery produkty:
- liftingujące serum z mikroigiełkami, peptide wrinkle lift,
- regenerujące serum z mikroigiełkami, melatonin recovery,
- stymulujące serum pod oczy z mikroigiełkami, PDRN eye booost,
- odżywczy krem po mikroigiełkach, glycolipids post needles.
Jak działały?
Liftingujące i regenerujące serum z mikroigiełkami
W serii tołpa.® liquid needles therapy znajdziemy dwa rodzaje serum z mikoigiełkami. Sprawdziłam oba, ale moje serce należy do serum liftingującego tołpa. liquid needles therapy peptide wrinkle lift. Serum ma koncentrować się na poprawie kluczowych parametrów skóry, m.in. na wygładzeniu, zwiększeniu elastyczności i efektu napięcia. To idealny produkt, jeśli zależy ci na widocznym, choć naturalnym efekcie liftingu, który nie jest chwilowy, tylko buduje się stopniowo, wraz z regularnym stosowaniem. Formuła jest lekka, aksamitna, łatwo się rozprowadza i nie pozostawia lepkości, co wynika m.in. z obecności oleju jojoba. Po aplikacji pojawia się subtelne mrowienie. Jest krótkotrwałe, ale wyczuwalne, podkreślające działanie mikroigiełek, których w tym wariancie mamy aż 100 tysięcy.
Serum zawiera mikroigiełki II generacji, które delikatnie przenikają wierzchnie warstwy skóry i tam się rozpuszczają, uwalniając składniki aktywne głębiej niż przy tradycyjnym serum. Dzięki nim peptydy i kwas hialuronowy mogą działać bardziej skutecznie, stymulując odnowę skóry. Już po kilku aplikacjach skóra wygląda na bardziej podniesioną i wygładzoną, a drobne linie stają się mniej widoczne. Serum daje wyczuwalny efekt napięcia już po kilku aplikacjach.

Drugą wersję, czyli melatonin recovery traktuję jako świetną alternatywę dla osób, które chcą korzystać z mikroigiełek, ale w bardziej regenerującym i delikatnym wydaniu. To serum nie koncentruje się na unoszeniu skóry tak mocno jak wersja peptydowa, za to świetnie sprawdza się wtedy, gdy cera jest zmęczona, odwodniona, po nieprzespanej nocy albo w okresach, kiedy intensywna pielęgnacja może być dla niej za dużo. Działa bardziej kojąco i odbudowująco, daje efekt uelastycznienia i poprawia ogólny wygląd skóry, bez tego „napinającego uderzenia”, które daje poprzednia wersja. Nie oznacza to jednak, że wcale jej nie napina! Serum ma 50 tysięcy mikroigiełek, które pełnią kluczową funkcję i to właśnie one sprawiają, że składniki aktywne mają szansę dotrzeć głębiej niż w zwykłym kremie czy serum. W efekcie skóra może lepiej wykorzystać melatoninę i inne składniki odżywcze zawarte w serum, co sprzyja jej regeneracji, poprawie elastyczności, gładkości i ogólnej kondycji.

Stymulujące serum pod oczy z mikroigiełkami, PDRN eye booost
W mojej pielęgnacji pojawiło się również stymulujące serum pod oczy, które ma aż 15 tysięcy mikroigiełek. Muszę przyznać, że ten kosmetyk zaskoczył mnie już przy pierwszej aplikacji. Ma niezwykle lekką, aksamitną konsystencję, która wchłania się dosłownie w kilka sekund, nie pozostawiając lepkiej warstwy ani uczucia ciężkości. Tuż po nałożeniu może pojawiać się delikatne mrowienie, ale w moim przypadku trwa krótko i nie powoduje podrażnień. Nie należy się go obawiać. Dla mnie to znak pracy mikroigiełek, a nie dyskomfort.
Konsystencja serum jest jedwabista, produkt nie obciąża skóry, nie roluje się i daje lekki efekt chłodzenia. Produkt wchłania się szybko, pozostawiając skórę gładką i elastyczną, bez lepkości, która często towarzyszy produktom silnie nawilżającym.

Po kilku dniach stosowania wieczorem zauważyłam, że skóra pod oczami stała się bardziej napięta, gładka i jakby „obudzona”. Zdecydowanie widzę różnicę. Spojrzenie wygląda świeżo, a drobne linie odwodnieniowe są jakby mniej widoczne. Co ważne, okolica pod oczami wydaje się lepiej nawilżona, bardziej elastyczna i ma subtelnie jaśniejszy odcień. Cienie nadal się pojawiają, ale nie tak wyraziste jak zwykle o poranku.
Przejrzałam skład produktu i mam pewność, że formuła pracuje wielowarstwowo. W serum pod oczy znajdziemy PDRN, który wprowadza skórę w tryb intensywniejszej odnowy, ale też hialuron o różnych masach cząsteczkowych, który tworzy miękką poduszkę nawilżenia. To on wypełnia drobne załamania i przywraca skórze upragnioną elastyczność. Mikroigiełki zawarte w produkcie działają natomiast jak niewidoczny klucz otwierający drogę składnikom aktywnym.

Serum pod oczy najlepiej sprawdza się stosowane na noc, kiedy skóra jest bardziej chłonna i nie stosuję już makijażu. Delikatnie nakładam produkt aplikatorem, ale podobnie jak w przypadku pozostałych produktów, nie pocieram skóry. To wzmacnia efekt chłodzenia i rozprowadza składniki równomiernie, poza tym nie powoduje uczucia kłucia i pozwala mikroigiełkom działać. Rano zawsze sięgam po SPF, bo bardziej nawilżona skóra potrzebuje ochrony przed światłem. Jeśli używam retinoidów, czy kwasów, robię to naprzemiennie, by nie przeciążać wrażliwej okolicy oczu.
Moja skóra jest już przyzwyczajona do działania tego typu produktów, ale jeśli zaczynasz przygodę z mikroigiełkami i serią liquid needles therapy, początkowo stosuj krem co drugi dzień, to pozwoli ci uniknąć ewentualnych podrażnień.
Odżywczy krem po mikroigiełkach, glycolipids post needles
Tołpa.® liquid needles therapy glycolipids post needles potraktowałam jako krem domykający pielęgnację po mikroigiełkach, ale szybko zauważyłam, że świetnie sprawdza się także solo. Przyciągnęło mnie połączenie glikolipidów, kalaminy i beta-glukanu, czyli zestawu, który zwykle daje efekt wyciszenia i silnej regeneracji. Moim zdaniem to formuła dla skóry, która potrzebuje ukojenia, odbudowy i delikatnej ochrony przed przesuszeniem.
Krem ma bogatą konsystencję, która wchłania się stosunkowo szybko. Pierwsze, co poczułam przy aplikacji, to otulenie bez efektu tłustej skóry. Krem stworzył na skórze miękką, wygładzającą warstwę, która od razu zmniejszyła napięcie po kuracji z mikroigiełkami. Lubię, jak szybko łagodzi zaczerwienienia i niweluje to charakterystyczne „mrowienie”, zostawiając skórę spokojniejszą i bardziej elastyczną.

Ten produkt został zaprojektowany jako ostatni krok po serum z mikroigiełkami. Ma domykać regenerację, uspokajać skórę i minimalizować dyskomfort. Na mnie działa jak miękka warstwa ochronna, bo nawilża, wygładza i zmniejsza zaczerwienienia. W moim odczuciu doskonale odbudowuje również barierę hydrolipidową. Skóra wydaje się bardziej nawodniona, stabilna i odporna na działanie czynników zewnętrznych. Po kilku dniach regularnego stosowania zauważyłam, że cera jest bardziej jednolita. Szczególnie doceniłam działanie łagodzące. Lubię go szczególnie wtedy, gdy skóra jest delikatniejsza niż zwykle i potrzebuje stabilizacji po bardziej wymagających rytuałach. Jeśli używasz produktów z mikroigiełkami, uważam, że ten krem to bardzo rozsądny “ostatni krok”. Pomaga utrwalić efekty, dba o regenerację skóry i przywraca jej komfort. To dla mnie kosmetyk, który działa jak cichy reset po intensywniejszej pielęgnacji.
Materiał promocyjny marki Tołpa.

