Nakładam wieczorem, a rano budzę się z opalenizną jak po tygodniu all inclusive. Te krople samoopalające działają po 1h
Po długiej zimie stęskniłam się za opalenizną i efektem skóry muśniętej słońcem. Nie jestem fanką solarium, więc jedyne, co mi pozostaje, to zagraniczne wakacje lub samoopalacze. Na ten moment wybieram tę drugą opcję, a dokładnie krople samoopalające, które zapewniają genialne efekty już po pierwszym użyciu. Wyglądam jak po tygodniu wakacji w tropikach!

Jeśli szukasz produktu samoopalającego, który zapewni ci widoczny efekt już po pierwszej aplikacji, a do tego nie pozostawi plam czy smug, to proponuję ci moją perełkę od Rituals. To krople, które są już ze mną kolejny sezon i nic nie zapowiada, abym miała je zastąpić czymś innym. Zapewniają efekt muśniętej skóry słońcem, a do tego ich formuła jest lekka i gwarantuje długotrwałe rezultaty. Nigdy nie miałam tak równomiernej opalenizny przy wykorzystaniu jednego produktu.
Jaki efekt zapewniają krople samoopalające?
Krople samoopalające Rituals The Ritual of Namanste to mój must-have w okresie wiosennym. Zostały stworzone z myślą o skórze mieszanej, suchej i odwodnionej i pozbawionej opalenizny. To wyjątkowy produkt z formułą zawierającą brązujący kompleks trzech składników, które gwarantują długotrwałe rezultaty. Aby nadać skórze natychmiastowy blask i zapewnić efekt równomiernej opalenizny, należy wymieszać kilka kropel z wybranym produktem pielęgnacyjnym. Może być to krem, serum, a nawet SPF. Już po pierwszej aplikacji widać, że skóra jest opalona, ale nie wygląda sztucznie. Daje idealny efekt skóry muśniętej słońcem bez "pomarańczki".

Aby zachęcić cię do przetestowania tych kropli, przygotowałam zdjęcie przed i po, które jest najlepszym dowodem potwierdzającym ich działanie. Zdjęcie po lewej to moja skóra bez makijażu i jakiejkolwiek opalenizny. Naturalnie jestem dość blada i mam chłodny ton skóry. Po prawej jest zdjęcie po jednej aplikacji kropli. Skóra jest ocieplona i perfekcyjnie muśnięta słońcem. Warto zwrócić też uwagę na to, że na mojej twarzy nie widnieją żadne plamy czy zacieki.

Dlatego testowałam krople samoopalające?
Tak jak wspomniałam, zaczęłam tęsknić za opalenizną, a do wakacji trzeba jeszcze jednak trochę poczekać. Pierwszy raz po te krople sięgnęłam w poprzednim roku z podobnych powodów i zostały ze mną do dziś. Są naprawdę wydajne i zastanawiam się, czy zdążę zużyć je w tym roku.
Wystarczą dosłownie 3-4 krople dodane do kremu czy serum, aby uzyskać efekt, który pokazałam wyżej. Bardzo dbam o skórę i nigdy nie nakładałam balsamu czy pianki samoopalającej na twarz, bo bałam się, że zakończy się to wysypem. W przypadku kropli mogę potwierdzić, że są one naprawdę bezpieczne i nigdy nie wywołały u mnie uczulenia czy trądziku.
Zalety i wady kropli Rituals
Jedną z najważniejszych zalet tych konkretnych kropli samoopalających jest dla mnie to, że zapewniają bardzo szybkie efekty. Do tego opalenizna wygląda naturalnie, nie jest przesadzona, nie wpada w pomarańczowe tony i utrzymuje się przez kilka dni. Krople nie powodują też plam czy zacieków, które przy tego typu produktach często nie chcą się zmyć. Na plus oceniam także wygodne opakowanie z pipetą i wydajność. Jedynym minusem, który zauważam, jest wysoka cena regularna (ok. 95 zł).
Jeśli chcesz przetestować produkty innych marek, to poniżej znajdziesz przykładowe propozycje.

