Ładowanie

Jako redaktor naczelna każdego dnia obcuję z dziesiątkami produktów beauty. Testuję formuły, technologie, gadżety, rozwiązania, które mają ułatwiać życie. Efekty są różne, produkty sprawdzają się czasem lepiej, czasem gorzej. Dlatego kiedy na moje biurko trafił zestaw od SEYSSO, czyli irygator Edge Nova, szczoteczka soniczna Infinity i dobrze mi już znana czarna pasta z węglem, podeszłam do tego z ciekawością, ale też profesjonalnym dystansem. Nie spodziewałam się jednak, że po kilku dniach te trzy produkty tak trwale wpiszą w mój rytm dnia.

Jak sprawdził się irygator SEYSSO Edge Nova?

Zaczęłam od irygatora, bo to właśnie jego obawiałam się najbardziej.

cyt-1-wizaz

Obawiałam się też tego, co przytrafiało mi się podczas stosowania innych urządzeń, a dokładniej zachlapania całego lustra w łazience. Pierwsze użycie zaskoczyło mnie mocą, ale pozytywnie. Strumień wody był bardzo precyzyjny, a urządzenie pracowało zaskakująco cicho. Poranną pielęgnację zaczęłam od trybu soft, bo rano moje dziąsła potrafią reagować bardziej wrażliwie. Okazał się być delikatny, ale wciąż naprawdę skuteczny. Wieczorem z kolei używałam trybu pulse, który daje przyjemne uczucie masażu, czyli coś pomiędzy czyszczeniem a delikatną pielęgnacją, która uspokaja i relaksuje.

Najbardziej zdziwiło mnie to, jak wiele „ukrytych” resztek jedzenia wypłukuje irygator. Czułam się trochę tak, jakbym odkrywała zupełnie nową warstwę dbania o zęby. Po kilku dniach zauważyłam realną różnicę, świeżość utrzymywała się znacznie dłużej, a przestrzenie między zębami były wyczuwalnie czystsze. Zaczęłam się zastanawiać, jak mogłam wcześniej funkcjonować bez takiego urządzenia.

Moje odkrycie tego roku, czyli Szczoteczka SEYSSO Infinity

Po irygatorze przyszła pora na szczoteczkę Infinity. Już sam design mnie kupił. Jest matowy, elegancki, minimalistyczny. To jedna z najładniejszych szczoteczek, jakich miałam okazję używać, ale jak wiadomo, wygląd to nie wszystko.

Od pierwszego mycia poczułam różnicę w pracy silnika. Wibracje były intensywne, ale równomierne, bez nieprzyjemnego „drżenia” dłoni. Infinity sunęła po szkliwie gładko, jakby prowadziła mnie sama. Rano najczęściej włączałam tryb standardowego czyszczenia, dawał poczucie porządnego „przebudzenia” jamy ustnej, które naprawdę pomaga zacząć dzień.

Wieczorem bawiłam się trybami bardziej pielęgnacyjnymi. Tryb wybielający dał pierwsze subtelne efekty już po kilku dniach. Nie jest to agresywne polerowanie, jakie czasem obiecują inne szczoteczki. Tutaj działa to delikatniej, bardziej jak systematyczne wygładzanie szkliwa, które z dnia na dzień odsłania bardziej świetlisty odcień zębów. Co ważne, nie odczułam żadnej nadwrażliwości.

Przyznaję, że mało co robi na mnie wrażenie w kontekście elektroniki, ale bateria Infinity naprawdę mnie zdumiała. Po kilkunastu dniach testów (co najmniej dwa mycia dziennie) wskaźnik naładowania nie spadł ani razu. Dla osoby, która podróżuje często i intensywnie pracuje, to ogromny atut. Producent mówi, że jedno ładowanie pozwala na 10 miesięcy pracy z urządzeniem. Dla osób, które są zabiegane i bywają roztargnione, choćby przez natłok codziennych obowiązków, to doskonałe ułatwienie.

cyt-2-wizaz

Czarna pasta, czyli dobrze znany klasyk

Czarną pastę SEYSSO znałam już wcześniej, ale nigdy nie stosowałam jej w zestawie ze szczoteczką i irygatorem tej maki. Dopiero w takim duecie zobaczyłam, jak świetnie dopełnia cały rytuał higieny. Jej formuła opiera się na węglu aktywnym, czyli składniku, który świetnie radzi sobie z powierzchniowymi przebarwieniami po herbacie. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to konsystencja, która jest gładka, aksamitna. Smak jest delikatny, odświeżający, ale nie przesadnie miętowy, dzięki czemu świetnie sprawdza się zarówno rano, jak i późnym wieczorem.

Używana z Infinity daje bardzo przyjemny efekt wygładzenia szkliwa, a połączenie z irygatorem sprawia, że odświeżenie jest dużo trwalsze niż przy zwykłym myciu. Po tygodniu zauważyłam, że zęby wyglądają jakby bardziej jednolicie, a przebarwienia po porannej kawie stały się mniej widoczne. Pasta działa subtelnie, ale właśnie dzięki temu nie podrażnia i nie przesusza.

Czy warto?

Po dwóch tygodniach mogę powiedzieć jedno, to zestaw, który realnie zmienił jakość mojej codziennej higieny jamy ustnej. Irygator okazał się największym zaskoczeniem, był jak brakujący element, którego nieświadomie potrzebowałam. Szczoteczka Infinity podniosła standard codziennego mycia, a czarna pasta stała się idealnym dopełnieniem, które dba o estetykę uśmiechu.

Najważniejsze jednak jest to, że już nie myślę o tych produktach jako o gadżetach do testów. Stały się elementem mojego porannego i wieczornego rytuału, których naprawdę nie chcę się pozbywać.

baner-mtj

Materiał promocyjny marki SEYSSO

Nasze akcje

Polecane