Reklama
Ładowanie

Zioła od lat zajmują ważne miejsce w domowej pielęgnacji, ale dziś wracamy do nich z większą świadomością. Rumianek, nagietek, pokrzywa, lawenda czy rozmaryn mogą stać się bazą prostych kosmetyków DIY, pod warunkiem że wiemy, jak właściwie je przygotować i stosować. O tym, które rośliny rzeczywiście warto wykorzystać, w jakiej formie sprawdzają się najlepiej i jakie błędy najczęściej popełniamy przy tworzeniu domowych receptur, rozmawiamy z ekspertem Ulą Klonowską-Wizental, absolwentką Ziołolecznictwa i fitoterapii Uniwersytetu Warszawskiego, twórczynią projektu "Matka Natura - Rozwój Kobiet".

Agata Bernaciak: Jakie rośliny najlepiej sprawdzają się w domowej produkcji kosmetyków i dlaczego?

Ula Klonowska-Wizental: Jeżeli ktoś dopiero zaczyna przygodę z domową pielęgnacją, zdecydowanie polecałabym sięgnąć po rośliny dobrze poznane, łatwo dostępne i stosunkowo łagodne. Na początek świetnie sprawdzają się między innymi rumianek, nagietek, lawenda, płatki róży czy owies. Każda z tych roślin ma trochę inny profil składników aktywnych i dlatego można wykorzystać je w różnych formach – od naparów i płukanek po maceraty olejowe. Bardzo lubię też nagietek, ponieważ jest dobrym przykładem tego, że za pięknym kwiatem kryje się bardzo ciekawa chemia roślinna - działa przy drobnych stanach zapalnych skóry.

Czy każda roślina nadaje się do wykorzystania w kosmetykach DIY, czy są gatunki, których lepiej unikać?

Zdecydowanie nie każda. I to jest jedna z pierwszych rzeczy, które powiedziałabym osobie rozpoczynającej przygodę z kosmetykami DIY: „naturalne” nie jest synonimem „bezpieczne”. Niektóre rośliny zawierają substancje drażniące, alergizujące, fotouczulające albo po prostu niewskazane do samodzielnego stosowania na skórę. Ryzyko może zależeć również od stężenia i sposobu przygotowania preparatu. Szczególnie ostrożnie podchodziłabym do eksperymentowania z roślinami, których właściwości nie znamy.

Jakie są najpopularniejsze sposoby pozyskiwania składników aktywnych z roślin w warunkach domowych?

Najprostsze metody to napary, odwary i maceraty olejowe. I tutaj warto wiedzieć, że nie są one zamienne.

Napar to najbardziej znany sposób na herbatkę ziołową, który można sporządzić dwojako. Szybsza i łatwiejsza metoda polega na wsypaniu łyżki ziół do kubka, zalaniu ich gorącą wodą, przykryciu i odczekaniu do 20 minut. Najlepiej sprawdza się w przypadku delikatnych części roślin, takich jak kwiaty i liście.

Odwar to kolejny sposób na przygotowanie ziołowej herbatki. Sprawdza się, gdy mamy do czynienia z twardszymi surowcami, takimi jak kora, gałązki, grubsze łodygi, kłącza lub korzenie roślin. Zwykły napar może nie wystarczyć, aby wydobyć z nich najcenniejsze właściwości.

Przygotowanie: Surowiec należy zalać zimną wodą i gotować pod przykryciem na małym ogniu od kilku do kilkunastu minut. Następnie wystarczy odstawić płyn do przestygnięcia na 15–20 minut. Odwar, w przeciwieństwie do naparu, można bezpiecznie przechowywać w lodówce przez kilka dni.

Ocet (np. ziołowy lub owocowy) powstaje w wyniku naturalnej fermentacji z udziałem mikroorganizmów. Dzięki temu przejmuje i zachowuje cenne substancje odżywcze, minerały oraz pierwiastki śladowe pochodzące z macerowanych w nim roślin. Jest także bogatym źródłem enzymów i probiotycznych kultur bakterii, które nie tylko wspierają trawienie i wzmacniają układ odpornościowy.

Syrop to słodki przetwór, w którym stężenie cukru sięga około 65%. Powstaje z połączenia bazy cukrowej z sokami lub wyciągami ziołowymi. Tak wysoka zawartość cukru pełni funkcję naturalnego konserwantu – skutecznie zabezpiecza preparat przed zepsuciem i znacząco wydłuża jego trwałość.

Czy domowe wyciągi roślinne mają porównywalną skuteczność do tych stosowanych w kosmetykach profesjonalnych?

Nie porównywałabym ich bezpośrednio. To trochę tak, jakby porównywać domowy sok z malin z wystandaryzowanym ekstraktem roślinnym używanym przez laboratorium kosmetyczne. Oba pochodzą z rośliny, ale niekoniecznie zawierają taką samą ilość tych samych substancji aktywnych. W profesjonalnym kosmetyku producent może kontrolować gatunek i odmianę surowca, miejsce jego pochodzenia, sposób ekstrakcji, rozpuszczalnik, temperaturę, stężenie oraz stabilność gotowego składnika. Często można również określić zawartość konkretnych substancji markerowych.

W domu mamy przede wszystkim piękny kontakt z surowcem i możliwość przygotowania prostego preparatu, ale nie mamy laboratoryjnej kontroli nad jego składem. Dlatego domowy napar z zielonej herbaty czy macerat z nagietka może być ciekawym elementem pielęgnacji, ale nie powinniśmy zakładać, że jest odpowiednikiem standaryzowanego ekstraktu wykorzystanego w profesjonalnej formule. Badania nad kosmetykami roślinnymi rzeczywiście pokazują potencjał takich składników, m.in. w zakresie nawilżenia, elastyczności czy działania antyoksydacyjnego, ale wyniki dotyczą konkretnych preparatów i nie można automatycznie przenosić ich na każdy domowy wyciąg.

Jakie błędy najczęściej popełniają osoby przygotowujące kosmetyki DIY z wykorzystaniem ziół i kwiatów?

Najczęstszy błąd to przekonanie, że skoro coś jest naturalne, to można dodać tego dużo i będzie działało lepiej. Tymczasem w przypadku substancji roślinnych więcej zdecydowanie nie musi oznaczać lepiej.

Drugi problem to higiena i trwałość. Domowy kosmetyk zawierający wodę – na przykład napar – jest środowiskiem, w którym mogą rozwijać się mikroorganizmy. Jeżeli nie mamy odpowiedniego systemu konserwującego i nie wykonujemy badań mikrobiologicznych, nie powinniśmy traktować takiego preparatu jak produktu o długiej trwałości. Ryzyko dotyczy zarówno surowców, wody, opakowania, jak i sposobu używania kosmetyku.

Trzeci błąd to nakładanie bardzo wielu składników jednocześnie. Jeżeli do jednego słoiczka wrzucimy pięć ziół, olejki eteryczne, oleje i kilka innych substancji, a następnie pojawi się podrażnienie, trudno będzie ustalić, co je wywołało.

Na co zwrócić uwagę podczas zbierania roślin do kosmetyków? Czy miejsce i termin zbioru mają znaczenie?

Mają ogromne znaczenie. W zielarstwie nie zbieramy roślin po prostu wtedy, kiedy mamy na nie ochotę. Roślina zmienia swój skład chemiczny w zależności od fazy rozwoju, pory roku, części rośliny, warunków pogodowych i miejsca, w którym rośnie. Nie zbierałabym surowca przy ruchliwej drodze, na terenach intensywnie nawożonych czy w miejscach, gdzie może być zanieczyszczony przez zwierzęta. Ważna jest również prawidłowa identyfikacja gatunku – szczególnie jeśli zbieramy rośliny dziko rosnące. Termin również ma znaczenie. Inaczej zbieramy kwiaty, inaczej liście, a jeszcze inaczej korzenie. Najlepszy moment zależy od tego, jakich substancji chcemy w roślinie szukać.

Czy suszone rośliny są równie wartościowe jak świeże?

Nie powiedziałabym, że świeże są zawsze lepsze. Wszystko zależy od rośliny i od tego, jakich składników szukamy. Suszenie jest przecież jedną z podstawowych metod konserwowania surowca zielarskiego. Dobrze wysuszony surowiec może być bardzo wartościowy i przede wszystkim znacznie łatwiejszy do przechowywania. Z drugiej strony niektóre związki są wrażliwe na temperaturę, światło, tlen czy długi czas przechowywania. Dlatego w zielarstwie tak ważny jest prawidłowy proces suszenia – odpowiednia temperatura, wentylacja, ochrona przed światłem i wilgocią. Świeża roślina jest natomiast ciekawym surowcem w sytuacjach, kiedy zależy nam na określonych składnikach, których suszenie może zmienić.

Jakie rośliny szczególnie poleciłabyś osobom z cerą wrażliwą, trądzikową lub dojrzałą?

Przy cerze wrażliwej zaczęłabym od roślin kojarzonych z łagodną pielęgnacją, takich jak owies, nagietek czy rumianek, ale zawsze z zastrzeżeniem, że również rośliny uznawane za łagodne mogą uczulać.

Przy cerze trądzikowej ciekawym kierunkiem są rośliny i ekstrakty, które mają potencjał antyoksydacyjny i przeciwzapalny, ale nie traktowałabym ich jako zamiennika leczenia dermatologicznego. Bardzo skuteczna na „pryszcze” jest Copaiba (KOPAIWA). Balsam z niej mógłby naprawdę nosić nazwę "żegnajcie pryszcze". Świetnie też działa drzewo herbaciane. Każdy produkt z nim powinien nosić nazwę "do widzenia krosty", tylko trzeba uważać na stężenie.

Z kolei przy cerze dojrzałej interesujące rośliny to:

Zielona herbata – zdecydowanie numer jeden, jeśli mówimy o antyoksydacji i fotostarzeniu.

Nagietek – świetny, jeśli chcemy połączyć anti-aging z ochroną i ukojenieniem skóry, szczególnie gdy jest sucha i bardziej reaktywna.

Rumianek – bardziej „comfort skin” niż typowe anti-aging: ukojenie + redukcja podrażnienia + wsparcie komfortu skóry.

Lukrecja – bardzo ciekawa przy przebarwieniach, które często stają się większym.

Czy istnieją rośliny, które mogą wywoływać podrażnienia lub zwiększać wrażliwość skóry na słońce?

Tak, i to bardzo ważny temat. Szczególną uwagę należy zwrócić na rośliny zawierające furanokumaryny, ponieważ niektóre z tych związków mogą w obecności promieniowania UVA wywoływać reakcje fototoksyczne. Dotyczy to m.in. niektórych roślin z rodziny selerowatych i rutowatych. Warto też pamiętać, że ryzyko nie dotyczy wyłącznie roślin „dziko rosnących”. Składniki roślinne są również wykorzystywane w perfumach, olejkach eterycznych i kosmetykach. Dlatego jeżeli ktoś przygotowuje domowy kosmetyk, szczególnie na lato, powinien wiedzieć nie tylko, co nakłada na skórę, ale również jak dany składnik zachowuje się w kontakcie ze słońcem.

Jak prawidłowo przechowywać domowe wyciągi roślinne?

Najważniejsze pytanie brzmi: co przygotowaliśmy? Inaczej przechowujemy suszone zioło, inaczej macerat olejowy, a zupełnie inaczej napar. Preparaty wodne są najbardziej problematyczne, ponieważ woda stwarza warunki sprzyjające rozwojowi mikroorganizmów. Domowy napar powinien być traktowany raczej jako preparat świeży, a nie kosmetyk, który możemy przez wiele tygodni przechowywać w łazience.

Znacznie stabilniejszy może być odpowiednio przygotowany macerat olejowy, ale również tutaj trzeba chronić go przed światłem, wysoką temperaturą, wilgocią i utlenianiem. Bardzo ważne jest czyste opakowanie i ograniczenie kontaktu produktu z powietrzem oraz dłońmi.

Jak długo można stosować własnoręcznie przygotowane kosmetyki z dodatkiem wyciągów roślinnych?

Nie ma jednej uniwersalnej daty ważności dla wszystkich domowych kosmetyków. I właśnie tutaj należy bardzo uważać na popularne przepisy typu: „taki krem wytrzyma miesiąc w lodówce”. Jeżeli preparat zawiera wodę, a nie został prawidłowo zakonserwowany, nie mamy podstaw, aby gwarantować jego bezpieczeństwo przez określony czas. Lodówka spowalnia rozwój części mikroorganizmów, ale nie zastępuje konserwacji ani badań. Dlatego osobiście jestem zwolenniczką przygotowywania w domu małych ilości prostych preparatów, które wykorzystujemy szybko, zamiast robienia dużych słoiczków „na zapas”.

Jak zmieniło się podejście do wykorzystywania roślin w kosmetyce? Czy obserwujesz powrót do tradycyjnych receptur?

Zdecydowanie obserwuję powrót do roślin, ale jest to już trochę inny powrót niż kilkadziesiąt lat temu. Dzisiaj nie chodzi wyłącznie o odtwarzanie receptur naszych babć. Coraz częściej chcemy wiedzieć dlaczego dana roślina działa, jakie zawiera związki i czy możemy potwierdzić jej właściwości badaniami. To bardzo ciekawe połączenie tradycji z nowoczesnością. Z jednej strony wracamy do nagietka, rumianku, róży czy ziół, które były obecne w domowej pielęgnacji od pokoleń. Z drugiej – współczesna kosmetologia wykorzystuje zaawansowane ekstrakty, standaryzację i nowe technologie. Moim zdaniem właśnie to jest przyszłość kosmetyki roślinnej: nie przeciwstawianie natury nauce, ale połączenie obu światów.

Jakie rośliny są obecnie najbardziej obiecujące z punktu widzenia badań nad kosmetologią?

Bardzo interesujący jest obecnie kierunek związany z roślinami bogatymi w polifenole i inne antyoksydanty, a także składnikami wspierającymi barierę skórną. Wśród dobrze znanych roślin warto wymienić zieloną herbatę, Centella asiatica, lukrecję, aloes czy żeń-szeń.

Zielona herbata jest szczególnie interesująca ze względu na katechiny i potencjał antyoksydacyjny. Centella asiatica jest natomiast od dawna obecna w kosmetologii azjatyckiej i intensywnie analizowana pod kątem działania na skórę.

Jednocześnie warto powiedzieć jedną rzecz: „obiecująca roślina” nie oznacza automatycznie „udowodniony składnik kosmetyczny”. Myślę, że przyszłość kosmetyki roślinnej nie polega na znalezieniu jednej cudownej rośliny, ale na coraz lepszym rozumieniu tego, które związki naprawdę służą skórze.

Gdybyś miała wskazać 3 rośliny, od których warto zacząć przygodę z kosmetykami DIY, jakie by to były i dlaczego?

Wybrałabym pokrzywę, płatki róży i zieloną herbatę – choć każda z tych roślin reprezentuje zupełnie inne podejście do pielęgnacji.

Pokrzywa to mój numer jeden – jest niezwykle wszechstronna i łatwo dostępna. Zawiera m.in. polifenole, flawonoidy i składniki mineralne, dzięki czemu ceniona jest za potencjał antyoksydacyjny i przeciwzapalny. W kosmetyce DIY można wykorzystać ją przede wszystkim do przygotowania płukanek do włosów i skóry głowy, naparów czy prostych toników.

Najlepiej zbierać ją wiosną, od marca do maja, przed kwitnieniem, wybierając młode, górne części rośliny. Zawsze zbieramy ją w czystych miejscach, z dala od ruchliwych dróg.

Nagietek wybrałabym ze względu na jego łagodzące i kojące właściwości – jest świetnym punktem wyjścia do prostych maceratów olejowych i kosmetyków dla skóry suchej czy podrażnionej.

Rumianek natomiast jest bardzo dobrym „ziołem na start”, ponieważ jest łatwo dostępny, delikatny i można wykorzystać go do przygotowania prostego naparu, toniku czy kompresu. To dobry wybór dla osób, które chcą zacząć od naprawdę nieskomplikowanych receptur.

W DIY najważniejsza jest jednak zasada: im prostsza receptura, tym lepiej, dlatego zacznij od jednej rośliny, poznaj ją, obserwuj skórę i dopiero później eksperymentuj dalej. To znacznie mądrzejsze niż tworzenie od razu kilkuskładnikowej mikstury.

Bio eksperta - do tekstów
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama

Polecane

Loading...

Nasze akcje