klub recenzentki wizaz klub recenzentki wizaz Wejdź
Styl życia

Jak żyć po prostu fajnie? Autorka blogu Wyrwane z kontekstu tylko dla Wizażu!

Jej blog Wyrwane z kontekstu w ciągu 2 lat polubiło ponad 60 tysięcy ludzi. Nic dziwnego. Asia Pachla, bo o niej mowa, podpowiada co zrobić, by tak jak ona być maksymalnie szczęśliwą. I to właśnie w tym temacie odpowiedziała na kilka naszych pytań i wypisała „Złote myśli”, które wypełnione przez Waszych ulubionych blogerów i nie tylko, będą w każdy poniedziałek pojawiać się na wizaz.pl.

Nie mówię nikomu, jak ma żyć, ale podpowiadam, jak można żyć fajnie - piszesz na blogu. Co to znaczy żyć fajnie?

Bez spiny. Z marzeniami, ale i wiarą w to, że można je sobie spełnić. Z dobrymi ludźmi dookoła, bez presji, kompleksów, poczucia winy, że sobie człowiek to życie marnuje. Fajne życie to po prostu takie, z którego jestem zadowolona. To też - cytując ks. Kaczkowskiego, choć przesadnie religijna nie jestem - życie na pełnej petardzie. Czyli przy wyciskaniu z niego, co się da i takim układaniu spraw wokół siebie, żeby codziennie dało się patrzeć w lustro i niczego na starość nie żałować.

No właśnie, gdybyś miała krótko odpowiedzieć np. w trzech punktach - co można zmienić w swojej codzienności, by żyć fajnie?

Przeważnie znajomych, pracę i faceta. Dostaję masę wiadomości od dziewczyn, które są nieszczęśliwe z tych trzech powodów. A to przyjaciółki ich nie rozumieją, a to matka upokarza, a to znowu szef gnębi albo facet zdradza czy też nie docenia. A przecież wystarczy wziąć się w garść i o siebie zawalczyć. O swoje samopoczucie, karierę, poczucie własnej wartości, szczęśliwy związek. Ja wiem, że to się łatwo mówi, a trudno robi, ale z problemami jest trochę jak z wyrywaniem zębów - można skończyć z nimi szybko, choć boleśnie - ale ze świadomością, że jak przestanie boleć, to już tak na zawsze - albo męczyć się w nieskończoność, wyjąc z bólu lub tłumiąc krzyk w poduszkę ze zwykłej, ludzkiej bezradności. No i żeby żyć fajnie, trzeba też lubić siebie. Umieć czasem odpuszczać i dużo sobie wybaczać.

Poruszasz sporo tematów około związkowych. Czerpiesz też inspiracje ze swojego życia?

Jasne! Chociaż było łatwiej, kiedy byłam sama. Wtedy wszystkie baty spadały tylko na mnie. Sama za siebie brałam odpowiedzialność, nikt nie czuł się pokrzywdzony czy winny. Nie było ryzyka - co najwyżej któryś były mógł spłonąć przed komputerem ze złości. A teraz jest facet, stały związek. Zaangażowanie i zobowiązanie. Chociaż my się z Pawłem akurat świetnie dogadujemy i tylko czasem się piekli, kiedy opublikuję obciachowy status na fejsie. Natomiast nie jestem typem, który czerpałby inspiracje tylko z obserwacji czy książek - tak to może ksiądz na ambonie. Ja piszę o tym, czego doświadczam, a więc na czym się znam. Albo na czym się nie znam - i wtedy to też jest ok, bo jest szczere, nieprzekłamane.

Jak myślisz, za co ludzie Cię cenią i dlaczego lubią Cię czytać?

To chyba kwestia właśnie tej szczerości i bezkompromisowości. Potrafię napisać coś z sensem, ale nie ukrywam też, że bywam czasami bałwanem. Jestem trochę jak Chujowa Pani Domu, która wprost mówi, że nie przeszłaby nawet testu czarnej rękawiczki, ale nie załamuje rąk z powodu własnych słabości, tylko czyni z nich atut. Ja nie jestem w niczym lepsza od innych, natomiast mam to szczęście, że umiem o tym napisać. Więc czy jest dobrze, czy źle, to zawsze jest z grubej rury i bez ściemniania. Myślę, że ludzie to doceniają - że po drugiej stronie nie siedzi nikt cholernie piękny, bogaty i doskonały, tylko taka Aśka z sąsiedniego podwórka, która jednego dnia spotka mężczyznę życia, a drugiego mały Rom jej napluje na buta.

A jakie blogi Ty czytasz?

Volantification, Style Digger, Halo Ziemię. Uwielbiam też Venilę Kostis - nawet, jak tak mało pisze.

Zobaczcie także:  Magda z My Pink Plum tylko dla Wizażu

A teraz czas na Złote Myśli!
Kim chciałaś zostać w przyszłości, gdy byłaś małą dziewczynką?
Zero zaskoczenia: pisarzem.
Jaki był Twój ulubiony przedmiot w szkole?
Język polski
Znak zodiaku:
Panna
Ulubiony kolor:
Szary
Ulubiona pora roku i ulubiony miesiąc:
Jesień. Wrzesień, październik, listopad. Byle zdarzały się deszcze i mgły. Fitzgerald w „Wielkim Gatsbym” ujął to tak ładnie: „Życie zaczyna się dopiero jesienią, kiedy robi się chłodniej”.
Ulubiona potrawa:
Oj, różnie. Czasem sushi, a czasem pierogi.
Ulubiony deser:
Pavlova
Hobby:
Pisanie (albo jestem konsekwentna, albo strasznie nudna)
Ulubiony film:
Ten, który się czuje fizycznie. Ze starszych „Fight Club”, z nowszych „Whiplash”.
Ulubiony serial:
„Peaky Blinders”. Chociaż od lat kocham też „Seks w wielkim mieście”.
Ulubiony aktor:
O, to się zmienia. Ale po „Wstydzie” to Michael Fassbender.


Ulubiony muzyk:
Marek Dyjak
Ulubiona piosenka:
„Piosenka w samą porę”
Ulubiony pisarz:
Hank Moody. Chociaż nie istnieje.
Ulubiona książka:
Moja. Niech no ją tylko napiszę!
Ulubiona dyscyplina sportowa:
Pływanie
Ulubione miejsce na ziemi:
Warszawa. Oraz każdy las.
Ulubiony cytat:
O, tu mogłabym wymieniać do rana. Ale najczęściej dźwięczy mi w głowie chyba Agnieszka Osiecka. „Coś ci powiem na ucho: najważniejsza jest czułość. Ani jędrne pośladki, ani piękna dusza, ani księżyc w pełni”.
Jeśli masz zwierzę, to jakie i jak ma na imię?
Nie mam, ale miałam. Cztery koty. Niestety, jeden zwariował, a trzy uciekły.
Jaka jest najlepsza rzecz, jaką usłyszałaś na temat swojego blogu?
Że dodał komuś sił, żeby zmienić swoje życie. I to naprawdę o 180 stopni.
Jaka jest najbardziej absurdalna rzecz, jaką usłyszałaś na temat swojego blogu?
Chyba nie ma takiej. Mam to szczęście, że ludzie mówią o nim dobrze.
Ulubiony styl ubierania:
Im luźniej, tym lepiej. Czyli flanela i dres.
Twój KWC (Kosmetyk Wszech Czasów):
Wszystkie perfumy Chanel. Ostatnio Chanel Chance :) l 

Sprawdź blog Wyrwane z kontekstu – klik

Foto:  Anna Powierża

Komentarze
Styl życia Porady ślubne Ani Zając z blogu Fashionable
Ania Zając, współautorka blogu Fashionable.com.pl, sprawia ogromną radość swoim blogiem. Szeroko pojęty lifestyle podany w atrakcyjny sposób, a do tego charyzma i wspaniała aparycja Ani i jej męża - to musiało skończyć się sukcesem. Autorka Fashionable wypełniła nasze blogowe "Złote myśli". Wcześniej zapytaliśmy ją o kilka nurtujących nas i Was rzeczy, jeśli chodzi o organizację wesel. Ania uwielbia tę tematykę, zna się na tym i dlatego postanowiła podzielić się z Wami kilkoma bardzo przydatnymi poradami. Zapraszamy!
Agata Olejniczak
sierpień 16, 2016

- Część Waszego blogu poświęcona jest tematyce ślubnej. Interesujesz się tym, masz doświadczenie w organizacji wesel (nie tylko swojego) i lubisz dzielić się tą wiedzą z innymi. Organizacja wesela może przerażać (nie tylko pod kątem finansowym). Jak zacząć, oprócz tego, że trzeba wziąć głęboki wdech? ;) Kiedy w ogóle trzeba zacząć (na jak długo przed weselem) organizację wesela? To jest totalnie temat rzeka, ale ja uwielbiam rozmawiać na tematy  ślubne. Już jako mała dziewczynka próbowałam sobie wyobrażać "TEN dzień" i siebie w roli panny młodej, ale życie napisało dla mnie taki scenariusz, że do swojego własnego wesela przygotowywałam się nieco ponad miesiąc. To była spontaniczna decyzja i okazało się, że bez problemu udało się zorganizować ślub i wesele na ponad 100 osób. Dlatego wiem, że na pytanie "kiedy" nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego na ile kompromisów jesteśmy w stanie pójść i jakim budżetem dysponujemy. Potrzeba także trochę czasu i może zmysłu organizacji. Pozytywne nastawienie także w tej dziedzinie to ponad połowa sukcesu.  - Czy da się zorganizować wesele lowcostowe? Ostatnio sprawdzałam koszt wesela na ok. 80 osób. Bez fajerwerków i tzw. „cyrku na kółkach”. Wyszło… 40 tysięcy. Dlaczego tak dużo?   Wszystko zależy od formy wesela, terminu, naszego podejścia do stroju - to rzeczy na które mamy wpływ i możemy obniżyć koszty, jeśli tylko dokładnie to przemyślimy. Ale są też wydatki na które para nie zawsze ma wpływ - na przykład noclegi przyjezdnych gości - wszystko zależy od tego skąd są nasi goście. Osobiście uważam, że można zrobić takie wesele taniej i wcale nie "gorzej", wystarczy mieć ciekawy pomysł. Nasz ślub odbył się w niedzielę o godzinie 15 w piękny wrześniowy dzień. Po nim zaprosiliśmy gości na kilkugodzinne przyjęcie w klasycznym stylu, na którym był obecny dj. Jako panna młoda...

Przeczytaj
Styl życia Jak dać nowe życie starym przedmiotom? Opowiada Hania z blogu Haart
Hania Kozłowska, autorka blogu Haart.com.pl, potrafi… czarować. Dosłownie – sprawia, że stare przedmioty wyglądają przepięknie i stają się wspaniałymi ozdobami w domu/mieszkaniu. Blogerka przerabia walizki, radia, butelki. Koszt minimalny, efekt… niesamowity. Chcecie spróbować? Hania podpowiada, jak zacząć. Poniżej nie zabrakło również Jej „złotych myśli” – w każdy poniedziałek publikujemy kwestionariusze blogerów.
Agata Olejniczak
sierpień 01, 2016

Dajesz nowe życie starym przedmiotom. Jaka była pierwsza rzecz, w którą tchnęłaś świeżego ducha?  Pierwsza rzecz nie była stara, ale chciałam aby na taką wyglądała. Kupiłam zwykłe lustro w drewnianej ramie i dokleiłam do niej kilka rzeźbionych dekorów. Pomalowałam, przetarłam krawędzie, aby uzyskać efekt postarzania i powiesiłam w łazience. Byłam z niego bardzo dumna. Czy to jest drogie hobby? Te wszystkie farby i różnego rodzaju akcesoria pewnie kosztują. Farby i preparaty trochę kosztują, ale zakładając, że same przedmioty to rzeczy „niepotrzebne”, to cała operacja nie jest droga. Przerobienie starej szafy na bieloną, wytworną witrynkę kosztowało 165 zł. To niewiele w porównaniu do zakupu takiego mebla. Od czego zacząć? Wiadomo, że Ty masz już duże doświadczenie, a co za tym idzie - wysokie umiejętności. Każdy jednak zaczyna... Polecam zestawy dla początkujących np. do decoupage. Farba, lakier, preparat do spękań, klej, serwetki i pędzelki. Wszystko w mini opakowaniach. Koszt ok. 30 zł w sklepach dla plastyków, empikach i sklepach papierniczych. Można sprawdzić czy to zabawa dla nas. A jak Ty zaczynałaś? Zaczynałam właśnie od takiego zestawu. Spodobało mi się i kupiłam pełnowymiarowe preparaty. Decoupage wciągnął mnie na długie miesiące. Potem przyszło szycie, tworzenie biżuterii i fascynacja przerabianiem mebli. Co planujesz odnowić w najbliższej przyszłości? Czeka na mnie wiele rzeczy. Góra starych, zniszczonych przedmiotów. Znajomi i rodzina przywożą do nas wiekowe walizki, radia, butelki. Pomysły przychodzą niespodziewanie. Często z potrzeby chwili. Szukam materiału do obicia foteli i wpadam na pomysł ubrania ich w góralskie swetry. Koszt minimalny. Efekt niesamowity :) A teraz Złote Myśli Hani, sprawdźcie! Kim chciałaś zostać w przyszłości, gdy byłaś małą dziewczynką? Archeologiem Jaki był Twój ulubiony przedmiot w...

Przeczytaj
Styl życia Jak... ogarnąć swoje życie? Opowiada autorka popularnego bloga
Justynie było w życiu ciężko. Poczucie bycia nieszczęśliwym nie motywuje do działania. Ona w końcu zebrała się w sobie i... zaczęła zmieniać siebie i rzeczywistość wokół swojej osoby. Przy okazji założyła blog, który okazał się mądrą rozprawkę o tym, jak ogarnąć życie. Warto tam zajrzeć, tym bardziej, że "Krótki poradnik jak ogarnąć życie" zyskał niedawno nową odsłonę wizualną. Justyna odpowiedziała na kilka naszych pytań o tym, jak rzucić swoje nieszczęśliwe życie. Nie zapomniała też wypełnić kwestionariusza, który podsuwamy kolejnym blogerom. No to zapraszamy do czytania :)
Agata Olejniczak
wrzesień 12, 2016

„Mam dość życia na pół gwizdka” – piszesz na swoim blogu. Co to znaczy żyć na pół gwizdka? To znaczy żyć w wiecznym niezadowoleniu. Ludzie często są przekonani, że wszystkie możliwości, które mają inni, ich nie dotyczą - nawet te, które są w ich zasięgu. Kiedyś też byłam zakleszczona w takim myśleniu, które dusiło mnie na każdym kroku. Nigdy nic nie osiągnę, nigdy nigdzie nie pojadę, nic nie zobaczę, nikogo nie poznam, bo nic mi się nie należy i tak już po prostu jest i będzie. Wystarczy czasem dokonać jakiejś zmiany. Może być i malutka, ale najważniejsze, żeby była jakakolwiek. Wierzę, że zmiana pociąga za sobą kolejne i jeśli wie się czego chce, albo czego nie, można tym tropem zmian dojść do naprawdę fajnego miejsca. Zajrzyj na blog Justyny. Piszesz też, że parę lat temu zaczęłaś ogarniać życie. Dlaczego warto „zacząć się ogarniać” i co w ogóle kryje się pod tym pojęciem? To właśnie te zmiany. Czułam, że jestem skrajnie nieszczęśliwa. Zadałam sobie pytanie, co jest największym powodem nieszczęścia i padło kilka ważnych odpowiedzi. Związek, mieszkanie, życie z dala od rodziny, praca (a raczej jej brak). Zaczęłam od najłatwiejszej rzeczy i wróciłam do domu. Łatwiej przyszło mi zakończenie związku, a pracy szukało mi się spokojniej, gdy nie musiałam się martwić o to, za co kupić chleb i zapłacić za prąd. Kiedy usunęłam wszystkie troski spędzające mi sen z powiek, zobaczyłam siebie i zaczęłam już tylko pracować nad sobą i nad tym, żeby nigdy nie wrócić do tego nieszczęścia.  Sprawdź także:  Blogerka Magda Mirkowicz z My pink plum! tylko dla Wizażu Gdybyś miała udzielić trzech rad – co zrobić, by żyć szczęśliwej, to co by to było? Przede wszystkim polubić siebie. Łatwo się mówi, trudniej to wyegzekwować. Ale tak naprawdę nie mamy nikogo poza sobą, dlatego dla własnego zdrowia warto...

Przeczytaj
Styl życia TYLKO U NAS Jak przestać marudzić? Ta blogerka zmienia życie na lepsze :)
Małgosia Dawid-Mróz, autorka bloga Manufaktura Radości, zaraża optymizmem. Brzmi banalnie? Wcale nie - ona przekonuje, by wziąć swoje życie w garść. Specjalnie dla Wizaz.pl Gosia podpowiada, jak to zrobić. Więcej przydatnych porad znajdziecie na jej wyjątkowym blogu.
Agata Olejniczak
październik 04, 2016

Na swoim blogu piszesz - "Jestem optymistką z konieczności" - co to dokładnie znaczy? Jestem optymistką z konieczności, bo życie bez uśmiechu i spojrzenia pełnego nadziei, byłoby nie do zniesienia. Dla mnie takie podejście do życia jest optymalnym wyborem. Dzięki niemu mam energię i motywację do działania, nawet kiedy nie wszystko idzie tak jak zamierzałam. Po co w ogóle być optymistą? To znaczy wiedzieć, że zawsze „jakoś” będzie. Trudności są integralną częścią życia. Optymiści o tym wiedzą i niekoniecznie lukrują świat na różowo, przynajmniej ja tego nie robię. Dla mnie jest to pewna postawa, która pomaga w osiąganiu celów, w codzienności, w macierzyństwie, właściwie we wszystkim. Jeśli coś nie idzie, to mówię sobie: „Poczekaj, popróbuj, zajrzyj od zaplecza, może jest jakaś inna droga”, a nie „Tego się nie da zrobić, to bez sensu”. Nawet jeśli z różnych miejsc czy życiowych sytuacji przyszło mi się wycofać, to nie traktowałam tego jako porażki, ale jako lekcję. I tym się różnię od pesymisty, który w tej sytuacji pewnie stwierdziłby, że jest do dupy, a będzie jeszcze gorzej. Zobacz również: Tylko dla Wizażu - Anwen zdradza, kto namówił ją do pisania bloga! Czy pesymista może stać się optymistą? Jak to osiągnąć? A czy można przestać narzekać? Marudzić? Gadać o pogodzie? Można! Co prawda nastawienie do życia jest w pewnym sensie czymś z czym się rodzimy (jedni będą pogodniejsi, inni bardziej skłonni do melancholii), ale o naszym nastawieniu decyduje głównie to, co myślimy i jak żyjemy. Dobrze pamiętać, że to my mamy mózg, którym możemy kierować, a nie on ma nas. Więc jeśli pojawia się myślenie wyłącznie w czarnych barwach, to dobrze się zastanowić ,co można sobie zaproponować w zamian. Czy narzekanie naprawdę nam służy? Czy spodziewanie się najgorszego na pewno chroni przed rozczarowaniem? Oczywiście nie namawiam...

Przeczytaj