klub recenzentki wizaz klub recenzentki wizaz Wejdź
Maja Włoszczowska
Styl życia

Maja Włoszczowska: W moim życiu bardzo dużo się dzieje!

Jakie są sposoby Mai Włoszczowskiej na regenerację po intensywnym treningu? Co uważa za swój największy sukces, a co za porażkę? Jakie są jej plany na przyszłość? Poznaj lepiej wybitną polską kolarkę i jej pasję, jaką stał się sport!
Katarzyna Mordalska
lipiec 27, 2015

Maja Włoszczowska

Kiedy i jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze sportem?

Zawsze byłam bardzo aktywnym dzieckiem. Dużo w tym zasługi mojej mamy, która sama uwielbia sport i dbała o to, by zaszczepić tę miłość we mnie i moim bracie. Wyciągała nas na rower, a zimą na narty biegowe. A że mieszkamy w Jeleniej Górze, warunki do uprawiania sportu mieliśmy znakomite.

Z rowerem przygoda zaczęła się od amatorskich zawodów Family Cup, które były organizowane w Karpaczu. Wystartowałam w wyścigu - poszło mi całkiem nieźle i zaproszono mnie do klubu. Dużo trenowałam, stawałam się coraz lepsza i wygrywałam kolejne zawody. I tak na drodze ewolucji trafiłam do zawodowego sportu.

Pamiętasz jakieś swoje najtrudniejsze chwile w karierze?

W karierze sportowca takich chwil jest na pewno sporo. Dla mnie najtrudniejsza była kontuzja tuż przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Miesiące naprawdę ciężkiej pracy poszły wtedy na marne. Nie spodziewałam się również, że powrót to zdrowia będzie tak długą i wyczerpująca dla mnie drogą. Po zdjęciu gipsu musiałam codziennie przez wiele tygodni ćwiczyć z moim fizjoterapeutą, nierzadko na granicy bólu. Ale uważam, że mam bardzo dużo szczęścia, wiele osób po takiej kontuzji nie wraca do pełnej sprawności, o zawodowym uprawianiu sportu nie wspominając.

Co uważasz za swoje największe sukcesy?

Na pewno srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie oraz złoto na Mistrzostwach Świata w 2010 roku. Kilka tygodni temu zdobyłam również brązowy medal na I Igrzyskach Europejskich w Baku. Choć mam pewien niedosyt po tych zawodach, bo pamięta się zwykle o zwycięzcach, to wywalczenie tego medalu było dla mnie naprawdę ważne.

maja włoszczowska

Jak wygląda Twój dzień jako zawodowego sportowca?

Przede wszystkim jest bardzo intensywny. Dzień wypełniają mi treningi, jeżdżę przede wszystkim na rowerze górskim Kross Level B+, ale wytrzymałość ćwiczę również na modelu szosowym Kross Vento. Poza tym muszę dbać o to, żeby dobrze jeść, sama przygotowuję sobie posiłki. No i do tego regeneracja! Gdy tylko mogę, ucinam sobie drzemkę, bo wiem, że potrafi zdziałać cuda. A potem z powrotem wsiadam na rower. :) Poza tym kontaktuję się również z dziennikarzami, fanami, biorę udział w imprezach i projektach, organizowanych przez moich sponsorów. W moim życiu bardzo dużo się dzieje!

Jak radzisz sobie z szybką regeneracją i odbudową struktury mięśniowej po treningu i zawodach?

Jest kilka punktów do zrealizowania. Pierwszy - przejażdżka regeneracyjna. Po zawodach MTB potrafię kręcić jeszcze przez godzinę na bardzo niskiej intensywności. Bardzo ważny jest też posiłek regeneracyjny. Mieszanka węglowodanów i białek. Może być w postaci odżywki sportowej. Jeszcze lepiej jeśli takiego „recovera” przygotuje się samodzielnie z naturalnych składników. Zbawiennie działa też lodowa kąpiel lub jeśli takiej nie udaje się zrealizować, to choćby masaż nóg lodem bądź naprzemienny prysznic (gorący/zimny, zakończony zimnym).

Czy masz swoje sposoby na odkwaszanie, by zapobiegać kontuzjom?

Uważam, że dobrze zbilansowana dieta powinna dać sobie radę z zakwaszeniem organizmu (świetny jest np. arbuz), choć ostatnio coraz bardziej w modzie są różne suplementy zasadowe. Jestem na etapie ich testowania.

Jakie są dalsze Twoje plany i cele w karierze sportowej?

W tym roku ważnym celem były dla mnie Igrzyska Europejskie w Baku. Czekają mnie jeszcze starty w ramach Pucharu Świata i oczywiście Mistrzostwa Świata we wrześniu w Andorze. W dalszej perspektywie, interesują mnie Igrzyska Olimpijskie w Rio, z których mam nadzieję wrócić ze złotem dla Polski.

Zdjęcia: LR Health&Beauty

Komentarze
materiały PR
Styl życia Do Rio jadą nie tylko sportowcy, ale też ich najwierniejsi kibice - mamy!
Podczas tegorocznej edycji kampanii "Dziękuję Ci Mamo" firma Procter & Gamble aktywnie wspiera uczestników Igrzysk Olimpijskich w Rio, zwracając uwagę na rolę, jaką w ich życiu i drodze do sukcesu odgrywają ich mamy. Sprawdźcie, jak wyglądają działania marki i zobaczcie poruszający spot promujący kampanię!
Materiał partnera
sierpień 18, 2016

Kampania “Dziękuję Ci Mamo” przeprowadzona w ramach Igrzysk Olimpijskich Rio 2016 jest kontynuacją projektu Procter & Gamble, który w oryginalny sposób prezentuje się jako partner Igrzysk – firma, która „z dumą wspiera mamy”. Podkreśla kluczową rolę mamy w drodze każdego sportowca na olimpijski szczyt . W projekt doceniający wszystkie polskie mamy zaangażowali się  kolarka Maja Włoszczowska oraz pływak Radosław Kawęcki – uczestnicy walki o medale w trakcie Igrzysk Olimpijskich Rio 2016 . Filmy  nakręcone na potrzeby poprzednich kampanii P&G związanych z Igrzyskami Olimpijskimi, „Pick Them Back Up”, „Kids” i „Best Job”, zdobyły uznanie krytyków i należą do najczęściej oglądanych spotów olimpijskich w historii. Najnowszy, tegoroczny spot zatytułowany „Strong” stanowi kontynuację tej formy narracji, ukazując z nowej perspektywy decydującą rolę, jaką mamy odgrywają w życiu swoich dzieci . „Strong” został nakręcony przez hollywoodzkiego reżysera Jeffa Nicholsa, który niedawno wyreżyserował m.in. głośny film „Midnight Special”.  Zgłębia prostą ludzką prawdę: odwaga, którą matki wykazują się każdego dnia, objawia się w najważniejszych chwilach życia ich dzieci. Siła i rola matki jest bardzo ważnym elementem w życiu ambasadorów polskiej edycji kampanii „Dziękuję Ci Mamo”: Mai Włoszczowskiej, srebrnej medalistki Igrzysk Olimpijskich Pekin 2008, wielokrotnej mistrzyni i wicemistrzyni Europy w kolarstwie górskim, oraz jej mamy Ewy Włoszczowskiej. „Ogromnie ważne jest dla mnie wsparcie mojej mamy i cieszę się, że będzie mi ona towarzyszyć w trakcie zmagań o medal na Igrzyskach Olimpijskich Rio 2016. Kiedy cztery lata temu, uległam kontuzji to mama dała mi wsparcie i pomogła znaleźć siłę do jeszcze cięższej pracy nad sobą i swoimi słabościami. Pomogła mi zrozumieć, że wszystko, co przytrafia nam...

Przeczytaj
Lewandowska Banaszczyk
ONS
Styl życia Anna Lewandowska zaatakowana przez mistrzynię karate!
Rozgoryczona mistrzyni świata w karate skrytykowała Annę Lewandowską. Oburzeni fani Lewej twierdzą, że wypowiedź Doroty Banaszczyk była... "chamska".
Matylda Nowak
luty 09, 2019

Anna Lewandowska wzbudza mieszane emocje. Żona znanego piłkarza ma wiernych fanów (także wśród gwiazd) i zażartych wrogów . I ci ostatni bywają zaskakująco aktywni i szokująco bezwzględni. Ania jednak zaskakująco dobrze radzi sobie z hejtem . Jednak krytyka, z którą ostatnio się spotkała, będzie dla niej zapewne wyjątkowo bolesna. Bo ostre słowa pod jej adresem tym razem padły z ust innej sportsmenki . W wywiadzie udzielonym portalowi Sport.pl mistrzyni świata w karate Dorota Banaszczyk zarzuciła Lewandowskiej, że "psuje ich sport". I to nie koniec Banaszczyk stwierdziła wprost, że Anna – która w 2009 i 2013 roku zdobyła złote medale mistrzostw Europy –  tak naprawdę nie jest mistrzynią karate . View this post on Instagram A post shared by Dorota Banaszczyk (@dorotabanaszczyk) on Jan 27, 2019 at 10:07am PST Zobacz także:  Niewinna literówka wywołała prawdziwą burzę pod zdjęciem Anny Lewandowskiej... Mistrzyni karate ostro o Lewandowskiej Mistrzyni karate krytykuje Annę Lewandowską Dorota Banaszczyk to niewątpliwie duma polskiego sportu. W listopadzie zeszłego roku 22-latka zdobyła dla Polski złoty medal mistrzostw świata w karate olimpijskim i właśnie przygotowuje się do startu w igrzyskach w Tokio. Niestety, polskie władze i organizacje sportowe ewidentnie nie doceniają talentu i nie wspierają wysiłku Doroty. Pozbawiona wsparcia finansowego Banaszczyk sama musi płacić za przeloty na lotniska, hotele ... Zadłużona i sfrustrowana mistrzyni wylała wszystkie swoje żale w wywiadzie z dziennikarzem portalu Sport.pl. Niestety, przy okazji oberwało się Annie Lewandowskiej ... Moja dyscyplina dzieli się na kata i kumite. Kata to zbiór technik, konkurencja pokazowa, którą można porównać do walki z cieniem. Natomiast ja trenuję kumite, które polega na walce z przeciwnikiem. To jest...

Przeczytaj
Roksana Węgiel
Styl życia Wake up and get ready: Roksana Węgiel zdradziła nam, czy martwi się hejtem
Młoda gwiazda odpowiedziała nam na kilka pytań. Sprawdźcie, co nam zdradziła nie tylko o podejściu do hejtu, ale także o... swoim makijażu!
Agnieszka Pulikowska
czerwiec 26, 2019

Ma dopiero 14-ście lat, a już usłyszała o niej cała Europa. Zwyciężczyni polskiej edycji "The Voice Kids" i 16. Konkursu Piosenki Eurowizji dla Dzieci, Roksana Węgiel zdradziła nam, czy przejmuje się hejtem, jakiej muzyki słucha oraz czy sama się maluje!  Przy okazji, w ramach cyklu "Wake Up and Get Ready" stworzonym we współpracy Wizaz.pl z platformą TIDAL, Roksana stworzyła składankę swoich ulubionych porannych utworów.  Jesteś niezwykle młodą artystką, ale odniosłaś już duże sukcesy - wygrana w "The Voice of Kids", potem "16. Konkurs Piosenki Eurowizji dla dzieci". Jakie jest więc teraz Twoje największe marzenie jako wokalistki? Teraz marzę o tym, żeby moje piosenki były znane nie tylko w Polsce, ale również poza granicami naszego kraju :) Od utworów jakich artystów zaczynałaś swoją muzyczną przygodę i kto Cię inspiruje? Na początku śpiewałam bardzo zróżnicowane piosenki m.in. z repertuaru Edyty Górniak, Natalii Kukulskiej,  Ewy Farny  i Beyonce, która jest moją muzyczną inspiracją. Z resztą moja przygoda z programem "The Voice Kids" zaczęła się właśnie od jej piosenki „Halo”. Wyświetl ten post na Instagramie. Post udostępniony przez ROKSANA WĘGIEL (@roxie_wegiel) Maj 21, 2019 o 10:12 PDT Czy artyści, których spotykasz na swojej drodze dają Ci czasem rady odnośnie tego, jak sobie radzić w polskim show-biznesie? Jeżeli tak, to czy możesz nam jakieś zdradzić :) ? Czasami tak :) Np. przed Eurowizją Edyta Górniak udzieliła mi kilku wskazówek. Mówiła mi, żebym przede wszystkim się skupiła, bo będzie tam dużo rzeczy, które mogłyby mnie rozproszyć i faktycznie tak było. Skupienie jest najważniejsze w takich sytuacjach. Wraz z sukcesami i rosnącą popularnością jesteś bardziej narażona na hejt. Czy czytasz opinie w Internecie na swój temat i jak...

Przeczytaj
Styl życia 4 sprawdzone sposoby na chwilę dla siebie (także dla mam)
Małe przyjemności czynią z życia znośny byt. Jakoś da się wytrzymać, nawet kiedy wszystko wiruje wokół i dosłownie lada moment runie nam na obolałą od problemów głowę. Ostatnio zasłuchując rozmowy i opowieści, podłapałam kilka sposobów na dwie, ważne rzeczy. Znajdowanie chwili dla siebie i rozpieszczanie własnego „ja”. Poprawcie mnie, jeżeli po trzydziestce człowiek nie ma na to ochoty ze zdwojoną siłą? Ja mam!
Agata Olejniczak
styczeń 11, 2017

1. Łapię chwilę przed pracą. W tajemnicy! „Mam taki zwyczaj - opowiada koleżanka - że od dłuższego czasu, codziennie przed pracą wchodzę do ulubionej kawiarni”. „Codziennie?” – pytam i kalkuluję, że w miesiącu koszt takiej przyjemności wynosi od 250 do nawet 300 zł. „Tak. Mąż o tym nie wie. Pół godzinki sobie siedzę i popijam latte. A potem do biura. Nawet, gdybym miała się nieco spóźnić, nie odpuszczam, ale zazwyczaj wychodzę z domu odrobinę wcześniej. To wszystko.” Myślę sobie, że to genialne. Taka chwila w ukochanym miejscu, zupełnie bezproduktywna, poświęcona na przyjemność. 2. Znalazłam dziurę w czasie. Tylko dla siebie Jedna z moich znajomych ma córeczkę, obecnie roczną. Wymyśliła, jak w ciągu dnia wyrwać chwilę tylko dla siebie. „To jeden, jedyny moment w ciągu dnia, wiesz? Kiedy mąż wraca z pracy. Wchodzi, jest zamieszanie, mała wówczas skupia się tylko na nim. I wtedy ja na chwilę znikam. Czasem idę pobiegać, czasem zaszywam się na chwilę z gazetą, cokolwiek. Ale najchętniej wychodzę z domu, choćby na pół godziny. Bardzo dużo mi to daje. Masz pojęcie, jakie to uczucie, być samej w sklepie, bez wózka i dziecka na rękach?”. Nie mam, ale wyobrażam sobie… 3. Ulubiony moment dnia. Istnieje taki? Zastanawiam się czasem, który moment dnia jest moim najulubieńszym. Dochodzę do wniosku, że zdecydowanie… ranek. Ranek i pierwsza kawa. Kiedy jeszcze nie dociera do mnie to, co dzieje się poza domem. Praca, ludzie, wszystko wokół. Nie mam dzieci, więc pewnie wygląda to inaczej niż w domu pełnym obowiązków, ale ta pierwsza kawa, wypita przy komputerze, przeglądając poranną pocztę, to chyba właśnie ten moment, w którym czuję się naprawdę najlepiej. Zapytałam jednak koleżanki, która ma trzyletniego synka. „Kochana, to się da zrobić – mówi – mój mały wie, że mama musi w spokoju wypić poranną kawę. Uwierz mi, mam...

Przeczytaj