klub recenzentki wizaz klub recenzentki wizaz Wejdź
Macierzyństwo
Fotolia
Styl życia

Nie chcę mieć dzieci. Czy to egoizm?

Kilka dni temu do internetu trafił spot Fundacji Mamy i Taty „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Rozpętał burzę. Zarówno czytelnicy jak i portale internetowe krytykują kampanię. Negatywne uwagi skupiają się na płytkim przekazie. Czy za brakiem potomstwa rzeczywiście stoi egoizm i silna potrzeba samorealizacji?
Lena Grabowska
czerwiec 10, 2015
Macierzyństwo

Na stronie „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” czytamy: „Na początku lat 90 kobiety w momencie urodzenia pierwszego dziecka miały ok. 23 lat. Obecnie statystyczna Polka zaczyna macierzyństwo, gdy ma ponad 27 lat.”

Owszem zmiany są widoczne gołym okiem, tylko czy wolno za ten fakt obwiniać kobiety?

Dlaczego kobiety nie chcą mieć dzieci? Czy rzeczywiście stoi za tym egoizm i silna potrzeba samorealizacji? Czy młode Polki nie myślą o założeniu rodziny? I w końcu- czy do bycia mamą wystarczą tylko dobre chęci? Poznajcie kilka historii kobiet, które żyją obok Was.

Jak przewinąć noworodka? Mamy dla Was instrukcję krok po kroku!

Iga, lat 30, nauczycielka

Im jestem starsza, tym częściej słyszę pytania o ciążę i dzieci. Te pytania wywołują u mnie frustrację, bo mam poczucie, że jeśli miałabym się zdecydować na macierzyństwo, to pod wpływem właśnie takich sugestii i presji otoczenia, że to czas najwyższy, bo wiek, bo lata uciekają, bo trzeba się ustabilizować, bo na coś w końcu się trzeba zdecydować. Zarzucają mi egoizm, wygodnictwo i że myślę tylko o sobie. Nie wychodzę z założenia, że moją życiową rolą jest rodzenie dzieci i powinnam to zrobić mimo wszystko. Nie uważam, że coś stracę, jeśli się nie zdecyduję, chociaż nie wiem, co zyskam, jeśli jednak. Instynktu macierzyńskiego nie mam i jak sięgnę pamięcią, nigdy dotąd nie miałam. Na pewno jest to suma wielu czynników, które nie pozwalają mi myśleć inaczej. Jesteśmy z partnerem już ponad 5 lat. Wiem, że chciałby mieć dzieci, ale nie naciska. Od niego też nieraz słyszałam, że jestem samolubna, bo chcę żyć tylko dla siebie, że kto mi na starość szklankę wody poda. Odpowiadam, że zawczasu postawię sobie na stoliku przy łóżku. I to od razu ze dwie. (..) Kwestie finansowe w naszym związku są bardzo skomplikowane. Wszystko dzielimy 50/50. Zapytałam go przy okazji jednej z rozmów na ten temat, co by się ze mną stało, gdybym po urodzeniu dziecka nie odzyskała pracy i nie miała przez to środków do życia. Niestety nie odpowiedział. Temat się urwał. Sądzę, że byłby to tylko mój problem. Martwi mnie sytuacja polityczno – ekonomiczna. Niepewność jutra. Nie rozumiem tych, którzy decydują się na powiększenie rodziny z przekonaniem, że „jakoś to będzie”. Nie może być „jakoś”. Sama wychowałam się w rodzinie, w której nawet nie było „jakoś”, ale „byle jak”. Boję się, że nie podołałabym finansowo i nie byłabym w stanie zapewnić własnemu dziecku podstawowego bytu. I że nasze państwo też w razie potrzeby nie udzieli jakiejkolwiek pomocy. Poczucie bezpieczeństwa jest niezwykle ważne. Owszem, lubię dzieci, ale cudze i na chwilę. Nie jestem przekonana, czy byłabym dobrą matką. Czy umiałabym wychować młodego człowieka. Czy umiałabym zapewnić mu wszystko do prawidłowego rozwoju. To spora odpowiedzialność. A jeśli nie urodziłoby się zdrowe, czy umiałabym je kochać. Żebym zdecydowała się na posiadanie dzieci, musiałyby się rozwiać wszystkie moje wyżej omówione wątpliwości i obawy. Tak więc nie mówię nie. Gdyby w moim życiu niespodziewanie pojawiło się dziecko, z całą pewnością byłabym najszczęśliwszym ale i jednocześnie najbardziej zestresowanym człowiekiem na świecie.

Marta, 24 lata, studentka

Bycie mamą to rola, na którą czekam najbardziej. Jestem z osobą, z którą chcę stworzyć rodzinę i wierzę, że uda nam się stworzyć szczęśliwy, dobry i spokojny Dom dla naszych dzieci. Może moje podejście nie jest standardowe, ponieważ zamierzam tak pokierować swoim życiem, by móc spędzić z pierwsze lata życia dzieci z nimi w domu, pokazując im świat i dając jak najwięcej miłości, ale wierzę, że mi się to uda. Przez kilka ostatnich lat byłam po tej "drugiej stronie". Jako niania malutkich dzieci, spędzając z nimi po dziesięć godzin dziennie, widziałam, jak bardzo potrzebują rodziców i kontaktu z nimi, jak tęsknią i jak trudno znoszą tak długą rozłąkę. Widziałam też, jak wiele rodziców omija, pierwsze słowa, pierwsze kroki, czy chociażby pierwsza samodzielnie zrobiona kanapka. Dlatego też nie chcę, żeby późnym popołudniem ktoś, nawet najbliższy mojemu dziecku, opowiadał mi o jego radościach i smutkach. Chciałabym to wszystko przeżyć z moimi dziećmi. Mogę mieć tylko nadzieję, że los będzie na tyle łaskawy, a ja na tyle mądra, że to wszystko się spełni.

Laura, lat 22, studentka

Na chwilę obecną słowo "macierzyństwo" wywołuje u mnie dreszcze niepokoju. Jest paradoksalnie synonimem końca - mnie, moich planów, studiów, przyszłej kariery. Nie jestem gotowa na dziecko, jednak gdyby teraz pojawiło się w moim życiu, to dałabym radę, a właściwie - dalibyśmy radę z moim partnerem. Co nie znaczy, że byłabym z tego powodu szczęśliwa. Chciałabym mieć dziecko ok. 30. Jedno. Za dużo wiem o ciąży i porodzie od biologicznej strony, że nie zniosłabym tego stresu drugi raz. Przynajmniej tak mi się wydaje. Poza tym stricte naukowym podejściem i cynizmem, dominują też względy ekonomiczne i zawodowe. Po pierwsze, jeśli będę pracowała w firmie, to jest bardzo źle postrzegane szybkie odejście na urlop macierzyński. Ponadto, jeśli będę pracowała jako chemik w laboratorium, to muszę zaprzestać pracy od początku ciąży - zwłaszcza jeśli będę w chemii organicznej - wszystkie substancje negatywnie oddziałują na płód. Musiałabym zostać przeniesiona do mniej niebezpiecznego działu, albo iść na urlop tak wcześnie. Co, jak wiadomo, jest źle postrzegane. Wydaje mi się też, że gdzieś około 30 wyrabia się mniej więcej stabilność finansowa, która jest ważna jeśli chce się posiadać dziecko. Czasem też wydaje mi się, że jeśli urodzę dziecko, to bardziej ze względu na partnera (on w ogóle chciałby dwójkę lub trójkę), niż samą siebie. Mój partner nawet stwierdził, że chętnie poszedłby na tacierzyński, natomiast ja bym chętnie uciekła do pracy, więc idealnie się dogadaliśmy. Boję się też, że byłabym rodzicem, który nie umie stworzyć ciepła, który tylko dba o prawidłowy rozwój intelektualny dziecka, ale jest całkowicie wyzuty z emocji. Szczerze powiedziawszy, nie wydaje mi się też, że instynktu macierzyńskiego nabiera się z wiekiem. Większość moich koleżanek mogłoby mieć dziecko nawet teraz, zachwycają się małymi ubrankami i "słodkimi dziećmi". Ja tego nie czuję.

Joanna, 26 lat, 5 rok studiów lekarskich

Raczej chciałabym mieć dzieci- na pewno nie zanim skończę studia. Na moich studiach nie da się pracować, jestem przez to w całości zależna finansowo od rodziców i częściowo męża. Nie jest sztuka zrobić sobie dziecko a potem mieć same problemy. Gdy zacznę staż/prace, zacznę dostawać pieniądze i wtedy moja niezależność się zwiększy i tez będziemy z mężem mieć wystarczająco środków by móc myśleć o powiększeniu rodziny. W tym momencie nie wyobrażam sobie mieć dylemat w rodzaju "albo zapłacę ratę kredytu, albo ubiorę dziecko". Póki nie zacznę pracować, nie możemy sobie tak drastycznie zwiększać wydatków. Czyli najpierw skończenie studiów i dostanie pracy (tutaj mam taki plus ze swoim wykształceniem, ze o brak pracy nie będę musiała się na 99.9% martwic), potem myślenie o dziecku.
Osobną kwestią jest dla mnie fakt, że rozmawiając ze znajomymi, którzy są dziećmi lekarzy, zawsze słyszę, że rodzice mieli dla nich bardzo mało czasu i źle to wspominają. Jest to też powód, przez który boje się, czy decyzja na dziecko w moim przypadku to dobra decyzja. Całe życie poświęciłam na przygotowywanie się do ratowania ludzkiego życia a jego nieodłącznym elementem są dyżury - nocne albo 24 godzinne (lub dłuższe, ale to kwestia tego, jak w praktyce to wygląda, a chyba prawnie jest to niemożliwe). Nie chce krzywdzić dziecka swoją nieobecnością. Tak więc jedna kwestia to możliwości finansowe, zaś druga to możliwości czasowe i emocjonalne, czy będąc lekarzem będę w stanie dać tyle czasu i miłości dziecku, ile powinno dostać.

Motywacje każdej z tych kobiet są silne i prawdziwe, a one same mają prawo do własnych decyzji. 

Według Was- czy każda kobieta ma obowiązek bycia matką? Czekamy na Wasze opinie!

Przeczytaj też: Późne macierzyństwo- konieczność czy moda oraz Matki- nastolatki. Przyczyny i skala problemu. Sprawdź też czy kobieta musi wybierać między karierą a macierzyństwem?

Komentarze
Doda/fot. ONS
ONS
Styl życia Doda szczerze o złamanym sercu i o tym, dlaczego nie chce mieć dzieci
Doda udzieliła wywiadu szczerego jak nigdy dotąd. Natalii Hołowni z portalu Gala.pl powiedziała, że po kilku nieudanych związkach dobrze jej samej, a na dziecko nie jest gotowa, bo nie spotkała dotąd mężczyzny, który mógłby unieść ciężar odpowiedzialności.
Anna Konieczyńska
październik 13, 2017

Perypetie miłosne Dody z zapartym tchem śledziła cała Polska. Gdy przez sześć lat była związana z Radosławem Majdanem (dziś szczęśliwym mężem Perfekcyjnej Pani Domu), media nazywały ich polskimi Beckhamami.  Później zakochała się w mrocznym Nergalu , z którym łączyła ją płomienna miłość, mimo różnic, nie tylko w upodobaniach muzycznych. Kolejny na liście jej podbojów był tancerz i choreograf Błażej Szychowski . Związek przetrwał trzy lata, a już 29 lipca 2015 Doda potwierdziła informację o swoich zaręczynach z biznesmenem Emilem Haidarem.  Ten związek rozpadł się z hukiem kilka miesięcy później. Od tego czasu polska Królowa Popu jest sama. W wywiadzie udzielonym Natalii Hołowni z portalu Gala.pl gwiazda powiedziała: – Na razie nie chcę być w żadnym związku. W wieku 32 lat zrozumiałam, że mi jest świetnie, gdy nie jestem w relacji. Jak moje serce jest ze mną, a nie gdzieś w innych rękach i tak je każdy rozszarpuje, tnie i rzuca mi pod nogi. Doda zraziła się do mężczyzn – nie zawsze wiernych, a z pewnością niegodnych zaufania. - Ja nigdy nikogo nie zdradziłam! A czy ja byłam zdradzana? No, to chyba nie trzeba daleko szukać! Tutaj cały czas ktoś kogoś zdradza. W show-biznesie, w życiu, w miłości. Ludzie nie mają kręgosłupa moralnego, nie mają honoru - powiedziała. Dosyć ciepło wypowiadała się o Majdanie, z którym utrzymuje poprawne relacje. - Mam z nim normalny kontakt. Prawidłowy. No, ja z nim byłam 6 lat. Z jakiegoś powodu, mimo różnych jego wyskoków, wytrwaliśmy – mówi. Dziennikarka zapytała Dodę także o macierzyństwo. Piosenkarka nie tylko przyznała, że nie spotkała odpowiedniego mężczyzny, ale że w wieku 32 lat nie jest jeszcze gotowa na to, żeby zostać matką. - Z żadnym z moich partnerów nie chciałam mieć dzieci. To były bardzo zwariowane związki. I żadne, które zapewniłyby stabilne i normalne środowisko...

Przeczytaj
Dzieci w przedszkolu
Fotolia
Styl życia Czym jest metoda Montessori?
Metoda Montessori to coraz częstszy wybór młodych rodziców. Opiekunowie chcieliby kontynuować naukę samodzielności również poza domem- przedszkole Montessori jest idealnym rozwiązaniem dla nich.
Lena Grabowska
lipiec 16, 2015

Kim była Maria Montessori? Maria Montessori urodziła się we Włoszech w 1870 roku. Łamiąc ówczesne normy kulturowe postanowiła studiować medycynę. Po ukończeniu studiów na uniwersytecie w Rzymie zaczęła pracę w klinice psychiatrycznej. Tam prowadziła obserwację niepełnosprawnych umysłowo dzieci. Odkryła zależność między rozwojem manualnym a rozwojem umysłowym. Doświadczenie to przeniosła na pracę z dziećmi zdrowymi. Lekarka założyła własne przedszkole „Casa dei bambini” , w którym prowadziła dalsze obserwacje. Te działania doprowadziły do stworzenia jej własnego systemu wychowawczego, który został nazwany „metodą Montessori”. „Uczyłam się dziecka. Wzięłam to, co dziecko mi przekazało i wyraziłam to, i tak powstała metoda zwana metodą Montessori.” Dr Maria Montessori Na czym polega metoda Montessori? Metoda Montessori jest przeznaczona dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, polega przede wszystkim na wspieraniu samodzielności dziecka. Jest to system opierający się na zasadzie: „nauka przez zabawę”. W metodzie Montessori dziecko jest traktowane jak odrębna jednostka, której głównym celem jest uzyskanie niezależności.  Koncepcja Montessori zakłada, że rozwój każdego dziecka przebiega w sposób indywidualny i nie ma żadnych utrwalonych ram tego systemu wychowawczo-dydaktycznego. Ważnym elementem wychowania jest zasada „daj mi czas”, która ma wyrażać szacunek dla indywidualnego tempa rozwoju każdego dziecka. Wychowanie wg M. Montessori łączy w sobie edukację, pomoc dziecku i wsparcie jego rozwoju umysłowego, psychofizycznego, emocjonalnego i duchowego. Wychowanie dziecka zaczyna się w chwili jego narodzin. Celem wychowania jest samodzielność, niezależność i odpowiedzialność za siebie i świat. Etapy rozwoju człowieka M. Montessori podzieliła następująco: 0-6 lat - dzieci w tym okresie do odkrywania świata wykorzystują...

Przeczytaj
Free
Styl życia Największe wpadki gości weselnych
Jak wiadomo na weselach można zobaczyć różne cuda i wybryki zarówno gości jak i Pary Młodej. Strzelanie fochów, ładowanie jedzenia do pudełek czy też wkładanie do kopert gazet zamiast pieniędzy to tylko niektóre z ciekawych historii. Przedstawiamy Wam oto kilka wpadek gości weselnych, które nie należą do tych, obok których można przejść obojętnie, a ku naszemu zdziwieniu – pojawiają się często!
Aleksandra Wójcik
sierpień 04, 2016

Tekst powstał dzięki Forum Wizaz.pl i dyskusji na temat niewybaczalnych zachowań gości weselny. Cały wątek znajduje się TUTAJ . Ah, te dzieci... Dzieci, które przeszkadzają w trakcie ślubu czy wesela? To standard, do którego mimo wszystko bardzo trudno się przyzwyczaić. Forumowiczki w większości zwalają winę na rodziców, którzy nie potrafią zapanować nad swoimi pociechami. - Kiedyś na ślubie mojej koleżanki, w kościele, jakieś dziecko (małe) darło się przez całą mszę. Od początku do końca. Matka zamiast wyjść to jeszcze uciszała to dziecko takim donośnym 'ciiiiiiiiiiiiiii!!!!'. Nie ma co, młodzi mają fajny film  - pisze  kawa_zmlekiem. Sporo dziewczyn wypowiadało się na temat obecności Młodych Par z dziećmi na weselnych imprezach. I trzeba przyznać - jest to kwestia sporna. - Goście przychodzący na wesele z rocznym dzieckiem, żeby po obiedzie zabrać się do domu (a miejsce całe opłacone) - podaje jako przykład  justynkie . Z kolei fusiacola ma odmienne zdanie: - Nie widzę niczego złego w tym, że młodzi rodzice są na weselu krócej, co z tego, że jedzenie opłacone, przecież oni mają inne priorytety, w zasadzie miło z ich strony, że w ogóle się pojawili. Sama nie wiem czy jakbym miała kilkumiesięczne dziecko, to nie zrobiłam dokładnie tak samo czyli po obiedzie do domu. Zawsze to problem przewinąć, nakarmić, żeby nie przeszkadzać innym. Często muzyka jest tak głośna, że maleństwa się po prostu boją. Zobaczcie: SUKIENKA NA WESELE - JAKĄ WYBRAĆ? Matka z opowiadania  poldzik zdecydowanie ostro wyraziła swoje zdanie na temat innej kwestii dotyczącej obecności dzieci na weselu. - Na moim weselu taka sytuacja nie miała miejsca, ale ale na weselu koleżanki parę miesięcy temu tak. Wpychanie dzieci wszędzie. Koleżanka ma roczną siostrzenicę. Matka małej (siostra PM) wpychała ją do każdego zdjęcia na weselu, nawet "odbijanego" z pierwszego...

Przeczytaj
Qczaj - molestowanie
Styl życia Qczaj otworzył się na temat molestowania - "szczękałem zębami ze strachu"
Historia Qczaja dotycząca molestowania wstrząsnęła jego fanami. Tym razem trener zdecydował się opowiedzieć więcej o tym, jak wyglądało jego dzieciństwo. Zrobił to w rozmowie z Dorotą Wellman w "Dzień Dobry TVN".
Marta Średnicka
marzec 13, 2020

Kiedy 29 lutego Daniel Kuczaj, znany w mediach społecznościowych jako Qczaj opublikował na swoim profilu na Instagramie post dotyczący molestowania, jakiego doświadczył w dzieciństwie, jego fani zamarli. Mężczyzna długo wahał się, czy mówić o tym, co spotkało go w wieku ośmiu lat. W długim poście opisał jednak ból, jaki odczuwał po gwałcie, którego dokonał na nim "przyjaciel" rodziny. Użytkownicy napisali pod postem prawie 17 tys. komentarzy, wśród których niemal wszystkie były wyrazem wsparcia. Trener fitness zdecydował się na to, by uchronić innych przed tym, co go spotkało. Teraz zdecydował się opowiedzieć o tym Dorocie Wellman w programie "Dzień Dobry TVN". Zobacz także: Qczaj szczerze o swojej przeszłości i alkoholu Wyświetl ten post na Instagramie. Post udostępniony przez Qczaj (@qczaj) Mar 13, 2020 o 12:42 PDT Qczaj o molestowaniu w rozmowie z Dorotą Wellman Rozmowa dziennikarki Doroty Wellman i Quczaja rozpoczęła się od informacji, co tak naprawdę działo się w domu Daniela. Byłem ofiarą i molestowania i gwałtu. Bo to nie była jednorazowa historia. To trwało tak naprawdę kilka lat. To był ktoś, kto często przewijał się przez nasz dom. Osób, które piły z naszym ojcem, było mnóstwo. To był taki przyszywany wujek - mówił Qczaj. Trener przyznał również, że jako dziecko był naiwny, ufał ludziom i czuł się winny tego, co się działo. Nie wiedział też, jak zakomunikować mamie to, co się wtedy stało. Był wtedy tuż po Komunii. Powiedziałem, że mówi mi brzydkie rzeczy, nie zakomunikowałem wprost. Mama myślała, że pewnie wypił, coś powiedział. A po tym on zrobił to, co przez lata mnie niszczyło - gdy byliśmy sami, zapytał, co powiedziałem matce. Zacząłem go przepraszać, on mnie odepchnął. To było moje poczucie winy, poczułem się odrzucony -...

Przeczytaj