klub recenzentki wizaz klub recenzentki wizaz Wejdź
Styl życia

"Przyjaźń czy kochanie"- ekranizacja książki Jane Austen

Agnieszka Pulikowska
czerwiec 24, 2016

Ekranizacja książki Jane Austen, jednej z najpopularniejszych autorek powieści romantycznych („Duma i uprzedzenie”). W rolach głównych wystąpiły Kate Beckinsale (seria „Underworld”) i Chloë Sevigny („Broken Flowers”).
„Przyjaźń czy kochanie?” to pełna intryg historia miłosna rozgrywająca się na salonach osiemnastowiecznej Anglii. Piękna wdowa Lady Susan Vernon (Beckinsale) przyjeżdża do rezydencji swoich teściów, aby przeczekać plotkarską burzę, której jest bohaterką. Mając opanowaną do perfekcji sztukę uwodzenia, planuje znaleźć odpowiednią partię nie tylko dla pięknej córki, ale i dla siebie. O pomoc zwraca się do swej przyjaciółki Alice (Sevigny). Tymczasem jednak dwóch niezwykle przystojnych i przebiegłych zalotników pokrzyżuje jej plany.

Zobaczcie także:  Szokująca "spowiedź" Dawida Ozdoby- najlepszego tancerza erotycznego w Polsce

Whit Stillman mówi o „nowej Austen” i swej pracy nad adaptacją:

To wielka radość dodać „nową Austen” do serii zwykle udanych i pamiętnych filmowych adaptacji jej niepowtarzalnej prozy. Tym razem mamy do czynienia z utworem tak naprawdę niedokończonym, acz niezwykłym, zwłaszcza dzięki oryginalnej postaci lady Susan. Klimat i liczne rozwiązania formalne przywodzą na myśl utwory późniejszych angielskich klasyków o zacięciu satyrycznym – Oscara Wilde'a czy Evelyna Waugha. Była to dla mnie jako dla adaptatora poważna trudność – perły celnych obserwacji i humoru nie zmienią faktu, że utwór ma formę powieści epistolarnej, niełatwej do przeniesienia na ekran. Warto wspomnieć, że wczesne wersje „Rozważnej i romantycznej” oraz „Dumy i uprzedzenia” to też były powieści w listach. Tytułu utworowi nie nadała Austen – książkę opublikowano z jej papierów pośmiertnych – wiele lat później. Zdecydowałem się na zmianę tytułu na moim zdaniem bardziej „austenowski”. O ekranizacji książki, która mnie fascynowała, myślałem już od 1998 roku. Udało się zdobyć prawa do adaptacji. Podczas rozmów z moimi młodszymi kolegami po piórze poznałem Trevora Browna prowadzącego małą kompanię teatralną Jermyn Street Theatre. Podzielał mój entuzjazm. To on dał mi cenną wskazówkę, by rozwinąć postać córki Lady Susan, Frederiki. I dlatego figuruje on jako jeden z producentów, choć z pierwotnego projektu współpracy nic w końcu nie wyszło. Potem pracowałem nad wieloma kolejnymi wersjami scenariusza, z których tylko po części byłem zadowolony. I oczywiście szukałem pieniędzy, zajmując się innymi filmami. Poznałem nieźle Dublin, gdzie w Trinity College uczyła się moja córka. To miasto wydało mi się doskonałe dla takiej produkcji. W osiemnastym wieku był to drugi co do prestiżu ośrodek miejski Imperium Brytyjskiego. Zachowało się tam wiele budynków z epoki i, co ważne dla skromnej produkcji, pozostających w bliskiej od siebie odległości. Nie trzeba było więc tracić czasu i pieniędzy na transport. Kręcono tu już wcześniej z sukcesem adaptacje Austen i inne filmy kostiumowe. Irish Board Production wraz z jej szefową Noairse Barry to była kluczowa instytucja, dzięki której film powstał. W 2010 obejrzałem możliwe lokacje i utwierdziłem się w przekonaniu, że można i trzeba tu kręcić. Barry skontaktowała mnie z firmą Galway Film Fleagh i producentką Katie Holly. Skończyłem właśnie prace nad „Pannicami w opałach”, a jednocześnie powstawały kolejne i kolejne wersje scenariusza adaptacji Austen. W 2013 roku, podczas festiwalu w Cannes, zyskałem wiele obietnic od ewentualnych brytyjskich koproducentów, ale – jak to bywa z obietnicami – większość z nich się nie spełniła. Ostrzegano mnie przed zakładaniem bazy producenckiej w Londynie i w ogóle przed kręceniem drogiego filmu w historycznej scenerii bez wsparcia wielkiej wytwórni.

Zobaczcie także:  Kobiety bez wstydu i mężczyzna gotowy na wszystkie"- książka idealna na wakacje

Londyn był jednak ważny, zwłaszcza ze względu na casting. Wspaniali specjaliści z branży pomogli mi wybrać obsadę, a Colin Jones przekonał mnie do Kate Beckinsale w roli głównej, za co jestem mu ogromnie wdzięczny. W końcu 2013 roku zaczęliśmy castingi. Za nasze wielkie odkrycie uważam Morfydd Clark – była przesłuchiwana jako pierwsza i nie mieliśmy wątpliwości, że to strzał w dziesiątkę. Gdy James Fleet zaczął czytać kwestie Reginalda, była to kolejna magiczna chwila. Tymczasem dzięki specjalistce od castingu Kerry Barden, dotarł do nas z Los Angeles charyzmatyczny i przystojny Xavier Samuel. W międzyczasie, dzięki staraniom Katie, uzyskaliśmy finansowe wsparcie i kolejnego koproducenta z Holandii – z firmy Revolver. Za ich pośrednictwem trafił do nas operator o belgijskich korzeniach, który właśnie niedawno skończył pracę nad innym filmem kostiumowym w Howth Castle, która to lokacja miała stać się naszą posiadłością Churchill. Katie zwerbowała też do współpracy francuską firmę Chic Films (mającą na koncie chociażby słynnego „Proroka”). Dzięki temu w Paryżu mogły odbyć się montaż filmu i miksowanie ścieżki dźwiękowej. Jeśli chodzi o obsadę, to osobiście namówiłem Chloë Sevigny do ponownej współpracy, a nasze morale znacznie wzrosło, gdy Stephen Fry zgodził się przyjąć małą, ale bardzo istotną rolę. Zdjęcia, przy napiętych terminach obsady i niewysokim budżecie, nakręciliśmy w lutym i marcu 2015 roku. Na przykład Fry miał jeden dzień zdjęciowy. Irlandzka ekipa, z wielkim doświadczeniem przy produkcji filmów historycznych, była świetna. Zdjęcia miały trwać 27 dni – udało nam się zakończyć je dzień wcześniej. Co za radość i ulga dla niezależnego filmowca!

Zobaczcie także:  Kobiety bez wstydu i mężczyzna gotowy na wszystkie"- książka idealna na wakacje

Komentarze
Fotolia
Styl życia Jakie jest współczesne podejście do macierzyństwa? Prezentujemy raport P&G!
Czy wciąż blisko nam do ideałów Matki Polki? Czy też może raczej jako Matki Nowoczesne co innego uznajemy za wartość w wychowaniu? Czy pamiętamy o sobie czy nadal rodzinę stawiamy na pierwszym, drugim i trzecim miejscu? Na te i inne pytania poznasz odpowiedź w naszym raporcie - marka Procter & Gamble prezentuje wyniki najnowszych badań przeprowadzonych w 15 krajach, w tym także w Polsce.
Materiał partnera
czerwiec 24, 2016

Na zlecenie Procter & Gamble przeprowadzono ankietę internetową w dniach od 23.10 – 3.11.2015 wśród 14 899 mam w wieku od 18 lat, z którymi mieszka przynajmniej jedno dziec­ko w wieku do 16 lat. Kraje objęte badaniem: Stany Zjednoczone, Kanada, Brazylia, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Polska, Rosja, Korea Południowa, Japonia, Holandia, Włochy, Meksyk, Chiny i Hiszpania. Jakie są wyniki? Nowa głowa rodziny Współczesna matka w Polsce uznaje siebie za głowę rodziny – tak twierdzi ponad 80% badanych kobiet! Odpowiada za większość spraw związanych z domem (80% za sprawy okołodomowe, 60% za budżet, ponad 30 za pracę zarobkową) i radzi sobie z tym doskonale (większość badanych tak ocenia swoje umie­jętności). Jednej trzeciej pomaga w tym jedna osoba, większość raczej liczy na siebie. Ponad połowa uznaje macierzyństwo za bardziej skomplikowane niż kiedyś . W poszukiwaniu porad głów­nym źródłem informacji jest dla nich… własna matka! Ciekawe jest to, że to Polki uznają swoją matkę za największy autorytet, zaś badane kobiety z innych krajów wymieniają także ojca (47%), który dla polskich kobiet tylko w 11% jest doradcą w wychowywaniu dzieci. Jednocześnie swojego partnera uznają za bardzo ważnego w podejmowaniu decyzji w sprawach wychowawczych (tak twierdzi 34% badanych), podczas gdy tylko 11% matek z innych państw konsultuje się z ojcem dzieci w tych samych sprawach. Widać zatem jak zmienia się model rodziny w Polsce, gdzie matka nadal stanowi filar rodzinny, ale coraz częściej włącza w sprawy domowe także swojego partnera . To budzi nadzieję, że w następnym pokoleniu córki badanych dziś polskich matek będą uznawać także swoich ojców za autorytety wychowawcze – tak jak obecnie już uważają matki w innych krajach. Era matki pracującej Ponad 1/3 badanych matek w Polsce i na świecie zgodnie przyznaje, że największym wyzwaniem po urodzeniu...

Przeczytaj
Jakie zwierze dla dziecka
Styl życia Zwierzę dla dziecka: pies czy kot?
Wiele dzieci marzy o własnym, ukochanym kotku, piesku lub innym pupilu. Czy zwierzę dla dziecka to dobry pomysł? Czy lepszy będzie kot czy pies? Jak wybrać? O czym pamiętać?
Katarzyna Brasiak
listopad 07, 2012

Zanim zdecydujesz się na kupno lub adopcję zwierzęcia,  dobrze się zastanów . Warto zrobić naradę rodzinną i pozwolić, aby każdy wyraził na ten temat swoje zdanie. Z jednej strony zwierzę w domu to wspaniały  towarzysz zabaw, wierny przyjaciel  i nowy członek rodziny. Ale z drugiej strony - odpowiedzialność za karmienie, higienę, zdrowie, a nawet życie pupila. Nigdy  nie kupuj zwierzaka "dla dziecka"  - bez względu na wiek syn czy córka nie będzie zawsze w stanie zajmować się zwierzęciem. Pamiętaj: kot, pies, myszka czy rybka  to obowiązki dla całej rodziny , a także pewne wydatki. Jeśli jesteście zdecydowani, aby wziąć do domu zwierzątko, wybierzcie takie, które najbardziej odpowiada waszym potrzebom i możliwościom. Zwierzę dla dziecka: pies Zalety wychowywania dziecka z psem: Pies to świetnie zwierzę dla większości dzieci - bardzo się przywiązuje: to wierny kompan i wspaniały towarzysz zabaw. Jest dosyć karny, łatwo można go nauczyć posłuszeństwa (w zależności od rasy ). Skłania do aktywności fizycznej - codzienne spacery to także dawka ruchu dla osoby wyprowadzającej zwierzaka. Wady: Specyficzny zapach, sierść na ubraniach, pogryzione buty czy poobgryzane meble to częsta zmora właścicieli psów. Codzienne spacery - niezależnie od pogody - mogą być uciążliwe. Wiele zależy od rasy - niektóre psy wymagają pracochłonnej pielęgnacji, strzyżenia, codziennych długich spacerów.  Niektóre psy (zwłaszcza z tzw. ras agresywnych lub słabo wyszkolone), mogą okazywać agresję (np. warczeniem, szczekaniem lub gryzieniem) Stałe koszty:  Karma dostosowana do wieku, rasy i potrzeb zwierzęcia, posłanie - legowisko; obroża, smycz, kaganiec; regularne wizyty u weterynarza i szczepienia. Obowiązki : karmienie, spacery, kąpiele, czyszczenie zębów, szczotkowanie lub strzyżenie (zależnie od rasy), obcinanie pazurów. Wymaga częstego kontaktu z człowiekiem,...

Przeczytaj
Styl życia Anna Lewandowska zdradziła szczegóły drugiego porodu
Trenerka wyznała, że poród odbył się bez komplikacji. Anna Lewandowska poparła tym swoją tezę, jak ważna jest aktywność fizyczna w ciąży.
Laura Osakowicz
czerwiec 01, 2020

Ania Lewandowska urodziła zaledwie trzy tygodnie temu, a już cieszy się doskonałą sylwetką, którą chętnie chwali się na Instagramie. Choć nie wróciła jeszcze do ćwiczeń, ma już zupełnie płaski brzuch - to zasługa aktywności sprzed i w trakcie ciąży. To jednak nie koniec plusów bycia aktywnym. Zdaniem trenerki, to właśnie dlatego jej drugi poród odbył się bez żadnych problemów. Wyświetl ten post na Instagramie. Post udostępniony przez (@annalewandowskahpba) Maj 30, 2020 o 6:55 PDT Zobacz także: Tatiana Okupnik o Lewandowskiej - "Takie macierzyństwo w stylu glamour zdarza się bardzo rzadko" Ania Lewandowska opowiedziała o drugim porodzie Pierwszy poród był dla Ani traumatycznym przeżyciem, o czym często wspominała w wywiadach. Trwał wiele godzin i był wykończający zarówno dla mamy, jak i dla Klary. Trenerka potrzebowała wtedy wielu dni, aby wrócić do zdrowia i pełni sił. Teraz Lewandowska w wywiadzie dla Dzień Dobry TVN wyznała, że jej drugi poród był szybki i bez komplikacji.  Jeśli chodzi o drugi poród – z Laurką, trwał 30 minut. Nawet nie zdążyli mi podać znieczulenia. To też jest drugi przykład, gdzie pokazuje, że aktywność fizyczna zadziałała - powiedziała Lewa. Przy okazji zdradziła także, że macierzyństwo nie jest dla niej zawsze sielanką . Nie ma pomocy babć, które mieszkają w Polsce, nie zatrudnia także niani. W rodzicielstwie aktywnie pomaga Robert.  Nie jest mi teraz też tak superłatwo – jestem po trzydziestce, drugie dziecko, dużo pracy, niewyspanie. Karmię piersią, jest się gdzieś czasami nawet zalanym tym mlekiem - wyznała Ania. Ania Lewandowska  nie pozwala sobie jednak na odpoczynek . Wróciła już do pracy jako osobisty trener, wzięła udział w sesji zdjęciowej, planuje także w najbliższym czasie powrót do...

Przeczytaj
Moda Okazuje się, że do ślubu możesz ubrać się w Bershce i to za jedyne 160 zł
Możesz nosić go na wakacjach i... podczas własnego ślubu. Ten kombinezon z Bershki zagraniczne panny młode zdążyły już wykupić. Wcale nas to nie dziwi, bo jest przepiękny!
Ewelina Błeszyńska
czerwiec 05, 2018

Coraz więcej panien młodych decyduje się za zakup sukienki ślubnej w sieciówce (mamy nawet taką w redakcji ;). Do ślubu w ubraniach z sieciówek chodzą także gwiazdy. Kilka miesięcy temu wszyscy mówili o stylizacji Emily Ratajkowski, która przysięgała w garniturze z Zary i do tego w żółtym kolorze. Tym razem mamy dla was propozycję niestandardowej stylizacji ślubnej z... Bershki. Mowa tu o pięknym białym kombinezonie z szerokimi nogawkami i gorsetową górą z kokardkami. To bez wątpienia bardzo oryginalny wybór na look dla panny młodej, ale okazuje się, że cieszy się dużą popularnością, bo... kombinezon zdążył się już wyprzedać. Kombinezon na ślub z Bershki Za biały kombinezon z Bershki musimy zapłacić jedyne 160 złotych i choć na próżno szukać go na stronie internetowej sieciówki, nadal jest duża szansa, że uda wam się go znaleźć  w sklepach stacjonarnych. Zaletą kombinezonu jest nie tylko niska cena, ale także uniwersalność - przyda się nie tylko w dniu ślubu, ale także na wiele innych okazji np. podczas wakacji. Zobacz także: Panna młoda w garniturze. Ten trend lansują najwięksi projektanci Sieciówki coraz częściej konkurują z profesjonalnymi salonami i do swoich kolekcji wprowadzają różnorodne propozycje stylizacji ślubnych. Suknie ślubne proponował już H&M , Topshop, dostępne były nawet w Tesco. Kombinezon z Bershki to dowód na to, że nie trzeba koncentrować się tylko na specjalnych liniach ślubnych, ale także na standardowych kolekcjach sieciówek - w nich także można wypatrzeć perełki w sam raz dla panien młodych! Zobacz także: Tak wygląda suknia ślubna warta... ponad 3 miliony złotych!

Przeczytaj