Olejki eteryczne a stres i zmarszczki. Jak aromaterapia wspiera skórę?
Karolina Murdzia, twórczyni marki My Magic Essence przyznaje, że przewlekły stres realnie pogarsza stan naszej cery, nasilając stany zapalne i przyspieszając procesy starzenia. Właśnie z tego powodu naturalna aromaterapia staje się ważnym filarem nowoczesnej kosmetologii. W poniższym wywiadzie ekspertka wyjaśnia, jak biologicznie aktywne esencje roślinne oddziałują na oś „skóra-mózg” oraz które z nich najskuteczniej wyciszają emocje i regenerują skórę.

Wraz z dynamicznym rozwojem nurtu „holistic beauty” świadoma pielęgnacja przestaje być wyłącznie walką ze zmarszczkami, a staje się sposobem na dbanie o emocje i przebodźcowany układ nerwowy. Główną rolę odgrywają w niej naturalne olejki eteryczne, czyli wysoce złożone, aktywne biologicznie substancje, które w przeciwieństwie do syntetycznych zapachów, realnie oddziałują na oś „skóra-mózg”. O tym, jak stres niszczy barierę hydrolipidową, jak odróżnić prawdziwą aromaterapię od sztucznych kompozycji oraz dlaczego zapach potrafi zmienić nasze napięcie, rozmawiamy z Karoliną Murdzią – ekspertką i twórczynią polskiej marki kosmetyków premium My Magic Essence.
Marta Średnicka: Wiele osób myli kosmetyki aromaterapeutyczne ze zwykłymi kosmetykami perfumowanymi. Jaka jest najważniejsza różnica między syntetycznym zapachem a naturalnym olejkiem eterycznym w kosmetyku?
Karolina Murdzia: Różnica jest znacząca, mimo, że jedno i drugie daje zapach, to esencje roślinne działają na organizm ludzki na wielu poziomach. Syntetyczny zapach pełni wyłącznie funkcję sensoryczną, natomiast naturalny, olejek eteryczny, jest biologicznie aktywną, wysoce złożoną substancją.
To nie jest tylko dodatek zapachowy, ale bardzo złożona mieszanina setek molekuł, takich jak terpeny, estry czy alkohole aromatyczne, które wpływają na człowieka, zarówno fizycznie - na skórę, ale także energetycznie i emocjonalnie - na układ nerwowy poprzez zmysł węchu.
Dlatego w dobrze zaprojektowanym kosmetyku aromaterapeutycznym rośliny dobiera się tak, by działały w określonym kierunku na skórze, ale także by mogły dać na przykład - wyciszenie, regenerację, czy też podnieść energię o poranku. Możemy dzięki olejkom tworzyć pełne rytuały pielęgnacyjne.
Oczywiście naturalne, nie zawsze znaczy lepsze - kluczowe są jakość surowca, stężenie i sposób formulacji.
Jak z perspektywy chemii i biologii skóry olejki eteryczne realnie na nas wpływają?
Olejki eteryczne działają dwutorowo. Po pierwsze - miejscowo na skórę. Wiele z nich wykazuje właściwości przeciwzapalne, antyoksydacyjne czy wspierające mikrokrążenie. Na przykład bisabolol z rumianku czy linalol obecny w lawendzie są dobrze przebadanymi związkami łagodzącymi.
Po drugie - działają neurologicznie poprzez układ limbiczny, czyli część mózgu odpowiedzialną za emocje, pamięć i reakcję stresową. To dlatego zapach potrafi w kilka sekund zmienić nasze napięcie, oddech czy dać poczucie bezpieczeństwa.
Obecnie coraz częściej mówi się o osi „skóra-mózg”, bo przewlekły stres realnie wpływa na stan skóry: nasila stany zapalne, zaburza barierę hydrolipidową i przyspiesza procesy starzenia. Dlatego aromaterapia przestaje być traktowana wyłącznie jako „wellness”, a zaczyna być częścią świadomej pielęgnacji.
Olejki eteryczne potrafią głęboko wnikać w skórę. Czy to prawda, że działają one jak „wytrych”, który pomaga innym składnikom aktywnym (np. witaminom czy kwasowi hialuronowemu) lepiej i szybciej zadziałać?
Olejki eteryczne rzeczywiście potrafią bardzo dobrze przenikać przez skórę. To są małe, lipofilowe cząsteczki i właśnie dlatego mówi się, że część ich składników może być absorbowana przez organizm nawet po 2 minutach od aplikacji. Dlatego w przypadku olejków eterycznych jakość, czystość i odpowiednie stężenie mają ogromne znaczenie.
Natomiast określenie, że działają jak „wytrych” dla innych składników aktywnych, jest pewnym uproszczeniem. W badaniach farmaceutycznych analizowano wybrane naturalne terpeny obecne w olejkach eterycznych pod kątem wpływu na przepuszczalność warstwy rogowej skóry i możliwości wykorzystania ich w transdermalnym podawaniu leków.
W nowoczesnej kosmetologii nie wykorzystujemy olejków eterycznych jako „transportera” dla witamin czy innych substancji aktywnych. Ich największa wartość polega przede wszystkim na własnej aktywności biologicznej - działaniu przeciwzapalnym, antyoksydacyjnym i niezwykle silnym wpływie sensorycznym, który oddziałuje również na układ nerwowy i cały rytuał pielęgnacyjny.
Ciekawostką jest też to, że niektóre składniki roślinne obecne w olejkach eterycznych są dziś badane pod kątem wpływu nie tylko na skórę, ale również na układ nerwowy. Jednym z najbardziej fascynujących przykładów jest frankincense, czyli kadzidłowiec. Naukowcy odkryli, że wybrane związki obecne w tej roślinie mogą przenikać barierę krew-mózg i wpływać na obszary związane ze stresem, emocjami i wyciszeniem organizmu.
W świecie kosmetyków dużo mówi się teraz o wpływie stresu na wygląd skóry (np. przedwczesne zmarszczki, wypryski). Które olejki eteryczne działają jak taki „dermatologiczny melisowy napar”, wyciszając stany zapalne i relaksując skórę?
Jest wiele olejków eterycznych, które działają jednocześnie kojąco na układ nerwowy i bardzo dobrze wspierają skórę. Jednym z najlepiej przebadanych jest lawenda. Wiemy, że pomaga redukować napięcie, działa wyciszająco i wspiera organizm przy stanach lękowych czy problemach ze snem. Jednocześnie ma działanie przeciwzapalne i łagodzące, dlatego świetnie sprawdza się przy skórze podrażnionej, reaktywnej czy po nadmiernej ekspozycji na słońce.
Bardzo cenię też frankincense, czyli kadzidłowiec - nazywany królem olejków. To jeden z najbardziej wyjątkowych olejków w aromaterapii. Z jednej strony działa głęboko wyciszająco i pomaga organizmowi wyjść z trybu ciągłego napięcia, a z drugiej ma silne działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne i przeciwzmarszczkowe.
Róża z kolei nazywana jest królową olejków, i myślę, że nie bez powodu. Badania pokazują, że jej zapach może obniżać poziom stresu i napięcia, a jednocześnie sam olejek różany ma niezwykle silne działanie regenerujące, antyoksydacyjne i przeciwzmarszczkowe. To jeden z najbardziej luksusowych i terapeutycznych składników w pielęgnacji.
I jeszcze sandałowiec - olejek, który daje niesamowite poczucie wyciszenia i „uziemienia”, a przy okazji świetnie wspiera skórę odwodnioną, reaktywną i przeciążoną stresem.
Właśnie dlatego w naszej linii Divine połączyliśmy różę i sandałowiec jako bazę całego rytuału. Chciałam stworzyć pielęgnację, która działa jednocześnie na skórę i układ nerwowy. Z kolei kadzidłowiec od początku jest jednym z najważniejszych składników w My Magic Essence - nasz Smooth Skin był jednym z pierwszych olejów, które stworzyłam właśnie z myślą o tym połączeniu działania przeciwstarzeniowego i głębokiego wyciszenia organizmu.
Na Wizaz.pl stale śledzimy trendy. "Holistic beauty" i "mindful skincare" rosną w siłę. Jak według Pani zmieniło się podejście Polek do pielęgnacji w ostatnich latach? Czy nauczyliśmy się już traktować krem jako element relaksu, a nie tylko obowiązek?
Zdecydowanie widzę zmianę i ogromny wzrost świadomości kobiet. Coraz częściej rozumiemy, że skóra jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się wewnątrz - poziomu stresu, snu, hormonów, stylu życia czy nawet tego, jak traktujemy same siebie na co dzień.
Oczywiście nadal istnieje duża grupa osób, które szukają przede wszystkim szybkiego efektu, instant glow i natychmiastowych rezultatów, nie zważając na styl życia - to też jest naturalne - dlatego medycyna estetyczna rozwija się dziś tak dynamicznie. Są też takie, które łączą jedno i drugie.
Ale równolegle bardzo mocno rośnie grupa świadomych kobiet, które zaczynają patrzeć na pielęgnację szerzej. Nie tylko jako walkę ze zmarszczkami, ale jako element dbania o siebie na wszystkich poziomach - o skórę, układ nerwowy, emocje i codzienny dobrostan. I myślę, że właśnie stąd bierze się dziś tak silny rozwój nurtu holistic beauty.
Trendy zapachowe w kosmetykach mocno się zmieniają. Kiedyś rządziła słodka wanilia i intensywna róża. Jakie nuty zapachowe są najmodniejsze dzisiaj? Czego teraz szukają świadome kobiety?
Widzę przede wszystkim jeden bardzo mocny trend - coraz więcej kobiet jest po prostu zmęczonych ciężkimi, duszącymi, syntetycznymi zapachami. Rośnie też świadomość tego, że naturalne kompozycje aromaterapeutyczne są bliższe ciału i dużo lepiej wpływają na nasze samopoczucie oraz układ nerwowy. Dlatego wracają dziś nuty bardziej naturalne, ziemiste i „uziemiające” - sandałowiec, wetiwer, paczula, frankincense czy copaiba. Coraz więcej kobiet kocha też zapachy bardziej unisexowe i subtelne, które nie dominują, tylko tworzą atmosferę spokoju i komfortu. Właśnie na takim kierunku oparty jest nasz Sacred Earth - bardziej ziemisty, otulający rytuał oparty m.in. na kadzidłowcu, sandałowcu i głębokich żywicznych nutach.
Z drugiej strony nadal bardzo potrzebujemy energii, świeżości i lekkości, dlatego ogromnie popularne są też nuty cytrusowe, owocowe czy delikatna wanilia, które poprawiają nastrój i działają bardziej energetyzująco. I właśnie tym kierowaliśmy się tworząc Beauty Cocktail - połączyliśmy naturalne nuty malin, truskawek i olejów roślinnych z subtelną aromaterapią cytrusową, żeby pielęgnacja na dzień dawała świeżość, lekkość i poprawiała nastrój już od rana.
Jednak nigdy nie wybieram zapachu tylko dlatego, że jest modny. Dla mnie najważniejsze jest to, jaki dodatkowy efekt terapeutyczny ma dawać dany kosmetyk - nie tylko dla skóry, ale też dla emocji i całego układu nerwowego. Dlatego wieczorem sięgamy po zupełnie inne nuty - bardziej wyciszające i otulające. W naszej linii Divine połączyliśmy różę, frankincense i sandałowiec, bo to olejki, które działają jednocześnie przeciwstarzeniowo, regenerująco i bardzo kojąco na organizm.
Jak ocenia Pani trend „fragrance-free” dla skór wrażliwych?
Trend fragrance-free nadal jest bardzo ważny i myślę, że bierze się przede wszystkim z tego, że rynek wciąż jest pełen bardzo mocnych, syntetycznych kompozycji zapachowych, które dla wielu osób są po prostu zbyt obciążające i niewspierające dla skóry czy układu nerwowego.
Natomiast warto pamiętać, że również naturalne olejki eteryczne są bardzo aktywnymi biologicznie substancjami i w niektórych przypadkach także mogą działać drażniąco - szczególnie przy skórze bardzo reaktywnej, uszkodzonej czy z zaburzoną barierą hydrolipidową. Dlatego w aromaterapii i nowoczesnej kosmetologii najważniejsze są umiar, jakość i odpowiedni dobór składników.
Są oczywiście rośliny o fantastycznych właściwościach przeciwzapalnych czy kojących, ale nie oznacza to, że każda skóra będzie dobrze reagowała na każdy olejek. Myślę, że bardzo dojrzałym podejściem jest właśnie umiejętność powiedzenia: czasami mniej znaczy więcej.
W niektórych produktach również całkowicie rezygnujemy z olejków eterycznych. W pielęgnacji okolicy oka nie stosujemy kompozycji aromaterapeutycznych, żeby maksymalnie ograniczyć ryzyko podrażnienia tej bardzo delikatnej strefy. Podobnie w części produktów bardziej aktywnych czy ukierunkowanych na skórę wrażliwą, jak np. nasze serum Natural Botox - świadomie rezygnujemy z dodatkowych nut zapachowych.
Olejki eteryczne to substancje o potężnej mocy, ale wokół nich narosło też sporo mitów (np. że często uczulają). Jak dba Pani o to, by kosmetyki były bezpieczne nawet dla wrażliwej skóry?
Przede wszystkim bardzo daleko mi od podejścia „naturalne, więc można używać bez ograniczeń”.
Olejki eteryczne są niezwykle skoncentrowanymi substancjami biologicznie aktywnymi i wymagają ogromnego szacunku formulacyjnego. Dlatego bezpieczeństwo zaczyna się już na etapie wyboru surowca, jego czystości, chemotypu i kontroli jakości.
Ogromne znaczenie mają też stężenia oraz odpowiednie połączenia składników. W nowoczesnej formulacji nie chodzi o to, żeby dodać jak najwięcej olejków, ale żeby stworzyć kompozycję skuteczną, stabilną i dobrze tolerowaną przez skórę.
Każdy kosmetyk powinien przechodzić ocenę bezpieczeństwa i testy kompatybilności ze skórą, szczególnie jeśli jest kierowany do osób ze skórą wrażliwą. To wszystko jest absolutną podstawą i minimum, które musi być zapewnione dla bezpieczeństwa.
Co jest największym wyzwaniem przy produkcji naturalnych kosmetyków aromaterapeutycznych w dzisiejszych czasach?
Myślę, że jednym z największych wyzwań przy tworzeniu naturalnych kosmetyków aromaterapeutycznych jest sama natura - bo natura nigdy nie jest identyczna. Pracujemy na żywych surowcach: olejkach eterycznych, ekstraktach roślinnych, zimnotłoczonych olejach, często organicznych. I dokładnie tak jak w przypadku wina czy kawy - każda partia może się delikatnie różnić w zależności od zbiorów, klimatu, gleby czy sezonu.
To samo dotyczy zarówno olejków eterycznych, jak i baz naszych kosmetyków. Naturalne, nierafinowane oleje roślinne mają swój własny zapach, kolor i charakter, które mogą się zmieniać pomiędzy partiami. I oczywiście wpływa to później również na odbiór samego kosmetyku - czasem jeden będzie bardziej złoty, inny bardziej ziołowy czy intensywniejszy w aromacie.
W masowej produkcji zawsze dąży się do całkowitej powtarzalności. Używa się rafinowanych, neutralnych, pozbawionych naturalnego zapachu baz właśnie po to, żeby każda partia wyglądała i pachniała identycznie.
W My Magic Essence idziemy zupełnie inną drogą. Oczywiście łączymy naturę z nauką, dbamy o stabilność i bezpieczeństwo formulacji, ale jednocześnie z ogromnym szacunkiem akceptujemy to, że natura jest żywa, zmienna i niepowtarzalna. I myślę, że właśnie w tym tkwi prawdziwe piękno kosmetyków tworzonych na bazie wysokiej jakości, aktywnych roślinnych składników
Od czego zacząć, jeśli chcemy wprowadzić aromaterapię do codziennej rutyny, ale boimy się, że zapachy nas przytłoczą? Ma Pani swoją złotą radę na taki „aromaterapeutyczny self-care”?
Aromaterapia to ogromna wiedza, nie tylko ładny zapach. Olejki eteryczne mają właściwości antyseptyczne, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, ale też wpływające na układ nerwowy - dlatego można je wykorzystywać na wielu poziomach. Najprościej zacząć od dyfuzji, czyli wdychania olejków w domu. Lawenda będzie działała bardziej wyciszająco, cytryna i pomarańcza dodadzą energii i świeżości, a olejki leśne, jak sosna czy jodła, pięknie oczyszczają przestrzeń i dają efekt „oddechu lasu”.
Olejki można też wykorzystywać w domu - do sprzątania, prania czy odświeżania przestrzeni. Na przykład tea tree, tymianek, oregano, cytryna czy eukaliptus są znane ze swoich właściwości antybakteryjnych i przeciwgrzybiczych. To bardzo ciekawa alternatywa dla klasycznej chemii domowej, z którą mamy kontakt codziennie.
W kuchni również wykorzystuje się niektóre olejki, ale tutaj trzeba być szczególnie ostrożnym - tylko olejki jakości spożywczej, w minimalnych ilościach i z pełną wiedzą. To nie jest obszar do eksperymentowania.
Moja złota rada? Zacząć od trzech prostych olejków: lawendy na wyciszenie, pomarańczy lub cytryny na energię i sosny albo jodły na oczyszczenie przestrzeni. I pamiętać, że w aromaterapii najważniejsze są jakość, dawka i bezpieczeństwo.


