Przystępna cenowo nisza z trwałością na 12 h. Przetestowałam nowe perfumy House of Thêom
O perfumach House of Thêom dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Portfolio wschodzącej marki jest niewielkie, ale solidne. Według założeń brandu każdy zapach ma funkcjonować jako osobna historia zapisana w formie olfaktorycznej. Od świetlistego i lekkiego Velver Whisper, po intensywne Heaven's Reserve - znajdziemy tu kompozycje, które bezwysiłkowo wyróżniają się z tłumu.

W ostatnich tygodniach udało mi się przetestować 6 zapachów budujących portfolio powstałej w 2025 roku marki House of Thêom. Zarówno kompozycje, jak i ich oprawa wizualna wpisują się w nurt perfum niszowych. Mając przy tym naprawdę przystępną cenę. Rozwijający się brand wie, jak odpowiadać na potrzeby współczesnego konsumenta.
Perfumy House of Thêom, czyli historie malowane zapachem
Mimo niewielkiego portfolio marka House of Thêom zaskoczyła mnie szerokim spektrum kompozycji. Od świetlistego i świeżego Velvet Whisper, przez romantyczno-gourmandowe Endless Love, aż po bardziej nasycone, wieczorowe propozycje jak Midnight Cherry czy Heaven’s Reserve, brand konsekwentnie eksploruje aromatyczne kontrasty. Całość układa się w przemyślaną fabułę, w której każdy zapach odpowiada konkretnej emocji lub momentowi. Zamiast kojarzonych często z niszą eksperymentów dostajemy dopracowane, przystępne interpretacje współczesnych trendów w perfumiarstwie.
Aspektem przyciągającym uwagę jest sama oprawa wizualna marki. Nowoczesne, kreatywne i pełne dynamiki zdjęcia reklamowe kojarzą mi się przede wszystkim z luksusowymi brandami niszowymi. Cena perfum pozytywnie zaskakuje. Za flakon o pojemności 75 ml zapłacimy niecałe 100 zł.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Kolekcja House of Thêom - od orientu po gourmand
Jeszcze przed testem samych kompozycji zapachowych perfumy przekonały mnie oprawą estetyczną. Serwowane w geometrycznych flakonach z grubego szkła, prezentują się minimalistycznie i nowocześnie, ale nie mają nic wspólnego z nudą. Każdy z nich otrzymał kolor odpowiadający atmosferze kryjącego się w nim zapachu. Są poręczne, dekorują toaletkę, zmieszczą się też do torebki.

W kolekcji marki znajdziemy:
- Velvet Whisper - zapach świeży, cytrusowo-kwiatowy, idealny na dzień, z bergamotką i wetywerią.
- Endless Love - orientalny, kwiatowo-słodki, całoroczny, z białym piżmem i cynamonem.
- Midnight Cherry - zmysłowy, intensywny, na wieczór, z syropem wiśniowym i drzewem sandałowym.
- Heaven's Reserve - ciepły, drzewny, orientalno-waniliowy, z wanilią bourbon i koniakiem.
- Timeless Tonka - słodki, orientalny, z szafranem i fasolą tonką, wieczorowy.
- Epic Elegance - tajemniczy, pudrowy, aromatyczny, wytrawny, z zamszem i cedrem.

Editor's pick na dzień. House of Thêom Velvet Whisper
Większość propozycji w kolekcji przypadła mi do gustu, ale mam ulubieńców. Na co dzień, szczególnie w nadchodzącym sezonie wiosenno-letnim, używałabym House of Thêom Velvet Whisper. Świetlista i pełna radości kompozycja odrobinę przypomina mi kultową Delinę od Parfums de Marly. Zapach otwiera się wyraźnie cytrusowym akordem. Cytryna i bergamotka budują uczucie owocowej świeżości, rabarbar wprowadza subtelną, lekko kwaśną nutę, dodającą kompozycji głębi już na etapie nut głowy. Pierwsze minuty po aplikacji są musujące i radosne. Przypominają atmosferę ciepłego poranka czy czystości świeżo wypranych tkanin. Otwarcie nie jest agresywne ani przesadnie energetyczne, raczej miękkie i elegancko wyważone, od razu pieczętując codzienny, niewymuszony charakter zapachu.

W sercu pojawia się wyraźny zwrot w kierunku nut kwiatowo-owocowych. Brzoskwinia wnosi soczystą, kremową słodycz, która koresponduje z delikatną lilią i kwiatem pomarańczy. Baza zapachu opiera się na piżmie, uwielbianej przeze mnie wetywerii i bursztynie, które tworzą ciepły, lekko drzewny, spokojny fundament. Drydown jest stonowany i elegancki. Zapach nie rozwija się dramatycznie, raczej utrzymuje linearny, harmonijny charakter. Nazwałabym go komfortowym i łatwym w noszeniu.

Editor's pick na wieczór. House of Thêom Midnight Cherry
Na wydarzenia wieczorowe lubię sięgać po odrobinę cięższe, bardziej zmysłowe kompozycje zapachowe. W tym przypadku stawiam na soczystą wiśnię. House of Thêom Midnight Cherry od pierwszych sekund po aplikacji buduje atmosferę intensywną i nasyconą. W nutach otwarcia pojawia się dojrzała wiśnia, podbita akordem wiśniowego likieru i gorzkiego migdała. Charakter amaretto, bo takie mam skojarzenie, jest gęsty, słodki i otulający, ale nie przytłacza. To raczej kontrolowana, elegancka słodycz, która balansuje między owocową soczystością a migdałową goryczką. Od pierwszych akordów zapach ma wieczorowy, intymny charakter.

W sercu kompozycji wiśnia nie znika, ale zmienia swoją formę. Staje się słodsza, bardziej deserowa. Towarzyszą jej róża i jaśmin, które wprowadzają subtelny, kwiatowy akord, wygładzając intensywność owoców i dodając całości odrobinę pudrowego tonu. Baza opiera się na tonce, drzewie sandałowym i cedrze, które nadają zapachowi struktury. Tonka wnosi waniliowo-migdałową słodycz, pogłębiając gourmandowy charakter kompozycji, nuty drzewne ją stabilizują i zapobiegają nadmiernej "lepkości". Co ważne, Midnight Cherry nie jest zapachem świeżym ani transparentnym. To kompozycja budująca nastrój, oparta na kontraście słodyczy i subtelnej goryczy, która może być zbyt ciężka dla fanów lżejszych perfum na wiosnę i lato.

tekst powstał we wspołpracy z marką House of Thêom

