Jak być otoczoną wianuszkiem mężczyzn i nie zwariować ze szczęścia… - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Blogi > kasiotla

Notka

Oceń ten wpis

Jak być otoczoną wianuszkiem mężczyzn i nie zwariować ze szczęścia…

kasiotla napisał(a) 2015-04-25 16:53
Tagi thebalm

Jak mnie ta kobieta denerwuje! Malkontentka znaczy. Nie uwierzycie, jakie to upierdliwe babsko. Nie ma to jak rozdwojenie osobowości. No nic… Najpierw nie pozwalała puszczać pary z ust na temat swojej przygody z sexy mamą, a teraz upiera się przy down boyu…
A co ja mam niby opisać? Że pójdę przez tą babę z torbami, bo sobie jeszcze paletkę upatrzyła…? Ok, parafrazując klasyka - czuję chaos. Chaos czuję... Po kolei zatem.
TheBalm. Po raz wtóry. Dziś na tapetę - po pudrze (jakiś fikołek językowy – tapeta po pudrze…) -dobra, jeszcze raz - po pudrze, który nie zdołał przeistoczyć Malkontentki z prostego chłopa w boginię seksu, ale poza tym sprawował się rewelacyjnie, przyszła kolej na róż! Róż Down Boy… A jak myślicie DLACZEGO nasza bohaterka go zakupiła? Bo ma słodkie opakowanie w stylu pin up? Bo kartonik jest tak uroczy, że po prostu trzeba go mieć, przynajmniej po to – by mieć? Czy może raczej dlatego, że miała wolną kasę - zbyt małą na nowe upragnione auto, a zbyt dużą na dwie tabliczki czekolady? No… w sumie po części … ale argumentem koronnym było hasło promujące kosmetyk… So many men, so little time…
…doprawdy nie wiem, co powiedzieć…
Spuśćmy nad tym - przez litość - zasłonę milczenia i przejdźmy do samego różu.
Róż, jak wspomniałam, ukryty jest w cudaśnym, charakterystycznym dla marki kartoniku, z tym sprytnie zaprojektowanym przez speców od marketingu obrazkiem, który budzi w damskich duszach - nie do końca zrozumiałą pod naszym krajowym niebem - tęsknotę za amerykańskim snem lat 50-tych. Te piękne, kipiące sexem kobiety, otoczone wianuszkiem mężczyzn…ech… Jakość produktu jest bardzo dobra – zaaplikowany bladym świtem, trzyma się mocno policzka cały dzień, o ile nie podejmujemy nierozważnych kroków mogących nieco osłabić jego żywotność – vide: zanurzanie głowy w wiaderku z wodą, wielogodzinne wystawianie twarzy na rzęsisty deszcz…
Kolor – i tu mamy problem. Otóż Malkontentka zakupiła róż, będąc jeszcze ognistą brunetką i było git… w tzw. międzyczasie przeistoczyła się w zrudziała szatynkę – dało się jeszcze wytrzymać, ale z aktualnym - biegunkowym kolorem upierzenia, róż gryzie się niewybaczalnie, nadając malkontenckiemu obliczu nieco sinego, z lekka - powiedziałabym - trupiego zabarwienia. W łagodniejszej wersji – czyli przy lekkim muśnięciu – róż wygląda raczej na dość porządny, ładnie rozplanowany siniak a nie makijaż. Pomijając kolor, który jak wiadomo nie jest w stanie subtelnie ewoluować wraz ze zmianami zachodzącymi w barwach właścicielki – produkt jest naprawdę zacny. A że paleta kolorystyczna, jaką oferuję theBalm jest może nie tyle szeroka, co konkretna z pewnością znajdziecie odpowiedni dla siebie odcień. Polecam. Jeśli nie możecie fundnąć sobie nowej fury, kupcie chociaż róż z namiastką amerykańskiego snu w gratisie … ech...
Aha – jeszcze jedno, żeby uniknąć nieporozumień, tudzież nie robić sobie płonnych nadziei - po zastosowaniu różu Malkontentka wciąż nie przeistoczyła się w najbardziej pożądaną niewiastę na tej szerokości geograficznej, ale nic to… poszukamy, zobaczymy… Poza tym jest możliwość, że to tylko na nią tak NIE DZIAŁA.
Zapraszam do mnie:
http://kasiotla.blogspot.com/2015/04...ezczyzn-i.html
Wyświetlenia 26280 Komentarze 0 Prześlij mailem ten wpis
Wszystkich komentarzy 0

Komentarze

 
Wszystkich trackbacków 0

Trackbacks


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 14:19.